Translate

sobota, 25 lipca 2015

Rozdział XVI



Czy poranek w tym domu choć raz mógłby zacząć się normalnie? Odpowiedź brzmi nie. W naszym przypadku rutyna nie wchodzi w grę. Właśnie siedzę przy stoliku w kuchni i popijam herbatkę, a wokół mnie  biegają moi współlokatorzy krzycząc, że są spóźnieni. Tylko Kaja spokojnie przeżuwa kanapkę z dżemem.
- A ty się nigdzie nie wybierasz?- spytała.
-Wiesz, miałam zamiar poszukać jakieś pracy, ale nie mam motywacji i pojęcia czym chciałabym się zajmować.-westchnęłam.
-Więcej wiary we własne możliwości. Patrz, nowość. Nawet Elizabeth gdzieś wychodzi.- nasze spojrzenia padły na nastolatkę, która pośpiesznym krokiem zmierzała w naszym kierunku.
-Proszę, oto lista zakupów, które zrobicie pod naszą nieobecność.- rzuciła na stół listę długości rolki papieru toaletowego.
-Nie ma sprawy.- odpowiedziałam, ponieważ wiedziałam, że kłótnia nie ma najmniejszego sensu. Zwłaszcza teraz.
-To my już wychodzimy.- jak powiedzieli tak zrobili. Zostałyśmy same. Nagle białowłosa wstała od ławy.
-Gdzie idziesz? –zaciekawiłam się.
-Spać.- ziewnęła przeciągle.
-A co z zakupami?!- zawołałam.
-Poradzisz sobie sama.- znikła w windzie. Nie mam wyboru. Jeśli chcę jeszcze trochę pożyć, muszę zrobić te zakupy. Złapałam kartkę, reklamówkę oraz przygotowane wcześniej pieniądze i udałam się na piechotę w stronę miasta. Jak zawsze minęłam labirynt, fontanny i psy do których zdążyłam się przyzwyczaić, ale nie na tyle, aby spuścić je z łańcucha. Następnie przeszłam przez lasek i znalazłam się na drodze prowadzącej do mojego starego mieszkania. Rozłożyłam świstek. Na sam początek mam załatwić kurze jajka u Alfonsa. Co? Jajka? Jaki Alfons? Rozwinęłam kartkę. Większość produktów mam kupić tylko od niego. Popytam w dzielnicy rzemieślniczej. To nie daleko. Spokojnie dotarłam do celu. Wcale nie zahaczyłam głową o szyld sklepu tego pana...Zapukałam do drzwi. W progu pojawił się tęgi mężczyzna w fartuchu otrzepujący dłonie z mąki. Uśmiechnął się życzliwie.
-W czym mogę panience pomóc?- spytał.
-Przyszłam po zamówienie Elizabeth Montrose. – powiedziałam.
-To dziwne. Zawsze przychodzi osobiście. – westchnął- czasy się zmieniają. Zapraszam do środka, niech panienka tak na dworze nie stoi. – pomieszczenie do którego weszłam, miało swój własny klimat. Pachniało tu pieczonym chlebem. Podałam facetowi listę. W czasie, kiedy on krzątał się po izbie szukając produktów, ja rozglądałam się po pokoju. Oprócz artykułów spożywczych, na półkach również gościły różnego rodzaju bronie oraz wywary. Niekiedy zauważałam wśród tego całego kramu, drogocenne przedmioty takie jak śnieżne kule, w których ludzie zamykają soje cenne wspomnienia, klucze otwierające każde drzwi i wiele innych.
-Niesamowite. Sprzedaje pan pióra ptaków stymfalijskich!- krzyknęłam.
-Tak. Mają ciekawą historię. Nabyłem je od pewnego maga imieniem Lucyfer. Dziwny koleś. Tak samo jak wszyscy od Elizy. Ale on o wybitnie. Kochał eksperymenty oraz polowania. Kiedyś, założyłem się z nim, że jeżeli przyniesie mi te pióra, to opłacę jedno z jego najbardziej szalonych poczynań. Umowa została zawarta. Sam nie wierzyłem, w to co zobaczyłem drugiego dnia! Przed wejściem to mojego sklepu leżał worek, a na nim karteczka z napisem „Pana zamówienie. Czekam na pieniądze”. Pamiętam to jak dziś.- westchnął. – to były czasy. Nasz kraj wiódł wtedy dostanie życie, a wrogowie nie dobijali się do naszych bram.
-Ile lat miał ten chłopak?- spytałam. Sprzedawca zaśmiał się.
-Miał dziesięć, jedenaście lat, nie więcej.
-Co?!- zawołałam z niedowierzaniem w głosie.
-Przecież, mówię, że wtedy to były czasy. Proszę, twoje zamówienie.- podał mi bardzo ciężką reklamówkę. Na zewnątrz było słychać krzyki i wołania. Nie przejęłam się nimi za bardzo i wyszłam ze sklepiku. Moim oczom ukazała się ogromna ciężarówka. Należała ona do wojsk Nathaniela. Wśród powszechnej wrzawy dało się wyłapać pojedyncze słowa takiej jak „Ratuj się…”, „Uciekajmy” oraz jedno, które zmroziło mi krew w żyłach. „Łapanka”. Polega ona na tym, że w miejsce, w którym przebywa duża liczba ludzi, podjeżdża ciężarówka, a z niej wyskakują magowie ziemi i łapią kogo się da, aby potem sprzedać więźniów na targach niewolników lub zamknąć w obozach. Ktoś mocno szarpnął mnie do tyłu. Siatka wypadła mi z rąk na twarzy poczułam czyjąś dłoń. Urwał mi się film. Ocknęłam się przywiązana do krzesła. Szarpnęłam rękami. Nic z tego. Strasznie tu śmierdzi. Popatrzyłam na ziemię. Leżało tam mnóstwo siana i chyba… psiej kupy. Ohyda! Przede mną ujrzałam kraty, a  za nimi inne boksy a w nich nieprzytomni ludzie, również skrępowani. Cholera, że też dałam się im złapać. W ogóle jak to się stało? Już pamiętam tamten facet przyłożył mi do buzi chusteczkę nasączona jakimś płynem. Zapewne chloroformem, który wywołuje chwilową narkozę. Słyszę kroki. Ktoś idzie. Udawać nieprzytomną? A może uda mi się z nimi negocjować.
-Jacie, stary, czemu musimy trzymać więźniów w schronisku dla psów. Znowu bym poślizgnął się na gównie!
-Zamknij się, i sprawdź czy ktoś się obudził.- głosy stawały się coraz bardziej wyraźne. Jeden z mężczyzn podszedł do mojej celi.
-Patrz! Wieśniaczka się ocknęła!- wykrzyknął.
-Nie drzyj się tak!- polecił drugi. Jego głos był bardzo znajomy.
-Rzuć mi klucze, to sobie z nią porozmawiamy.- matko, jaki oblech. Jeżeli on mnie dotknie to nie ręczę za siebie. Momentalnie otworzył drzwi i wparował do klatki.
-Ej! Widzisz jaka ładna? Zatrzymamy ją? Proszę.- błagalnym wzrokiem spojrzał na swojego towarzysza. Ten na mój widok o mało co się nie posikał. Ja za to wybuchłam śmiechem.
-Niklaus Aazam.- wydyszałam. Dopiero teraz przestałam się śmiać.
-Nadia, co tu robisz?- spytał trzęsąc się.
-A wiesz, to i owo. Rozmawiam sobie kulturalnie z okropnym tchórzem, którego niektórzy nazywają generałem.- odpysknęłam z uśmiechem na twarzy.
-Szefie, czemu się jej tak boisz? Przecież ona jest mocno związana i nie może ci nic zrobić. Co?
-Widać, że nie wiesz z kim rozmawiasz. Ona należy do gwardii przybocznej samej królowej. – nastolatek wybałuszył na mnie oczy.
-Ale i tak ją zatrzymamy?- jego naiwność mnie powala.
-Niestety nie. A teraz Niklaus szybciutko mnie rozwiąż.- mężczyzna pochylił się nade mną.
-Chyba śnisz.- powiedział.- zgnijesz w tej celi księżniczko i nikt cię nie uratuje!.- zawołał i uderzył mnie policzek. Jego okropne szpony wbiły się w moją skórę i pozostawiły krwawy ślad.
-Nie rób tak!- jego kolega stanął w mojej obronie.
-Ty rozkazujesz mnie! Ty nic nie warty śmieciu!- krzyknął. Już miał przywalić mu pięścią w głowę, kiedy jego dłoń został zatrzymana. Wylądowała ona w żelaznym uścisku Kaspiana.
-Dzień dobry. Który z was, oszołomy zranił moją dziewczynę?- to uprzejme pytanie nastolatka wywołało zimne poty u obu facetów.
-My nie wiedzieli…- brat Elizabeth złamał rękę generała jak suchą gałązkę. Wygiął ją tak, że mężczyzna mógł palcami dotknąć swojego przedramienia. Zawył z bólu. Brunet nawet się tym nie przejął i cisnął go w kraty celi, tak mocno, że w miejscu, gdzie wylądował pozostało wgniecenie. Natychmiast skoczył do drugiego i powalił go na posadzkę kładąc but na jego obliczu.
-Zapamiętaj, dziś nie pojmaliście żadnego maga wody. Rozumiesz?
-Ttttaakkk.- chłopak był przerażony.
-A teraz odejdź.- spojrzał na mnie. Od razu złagodniał.- co oni ci zrobili.- powiedział dotykając mojej rany.  
-Nie jestem twoją dziewczyną!- wrzasnęłam. – co ty tu robisz?!- wysyczałam.
-Miałem obchód.- powiedział. Rozwiązał moje ręce i  nogi. Wziął mnie na ręce. Wściekłam się.
-Nie jestem kaleką umiem sama chodzić!- wyrwałam się z jego objęć i opuściłam to okropne miejsce. Wróciłam tam, gdzie zostałam uprowadzona. Pozbierałam zakupy i wróciłam do zamku. Od tego czasu nie wychodzę z domu bez kuloodpornej kurtki od Naito oraz jakiejkolwiek broni.
-Matko boska. Gdzie ty tyle byłaś? Jesteś cała? –gdy tylko przekroczyłam próg zamku, królowa oglądnęła mnie z każdej strony. – tak się cieszę, że nic ci nie jest.- uśmiechnęła się.
-Masz, twoje zakupy.- rzuciłam w nią reklamówką. – idę do siebie.
-Nie spóźnij się na trening. Punkt osiemnasta. Pamięt…- drzwi windy zamknęły  się. Oparłam się plecami o ścianę. Boże! Jaka ja jestem słaba! Nie! Już nigdy nie pozwolę sobie na to, żeby ktoś musiał mnie ratować! Zwłaszcza Kaspian! Zaczynam swój własny trening! Wpadłam do pokoju, otworzyłam szafę i wstukałam kod do sejfu skrywającego moją szansę na stanie się silniejszą. Zjechałam do sali. Rozpoczęłam ćwiczenia. Poświęciłam im kilka godzin. Wyszłam stamtąd przed zbiórką. Wzięłam prysznic i przebrałam się w odzież roboczą. Wszyscy na mnie czekali.
-Witam was na trzecim piętrze! To właśnie tutaj odbędzie się drugi dzień treningu. Cieszycie się, prawda?
-Nie. –odpowiedzieliśmy chórem.
- Pora zaczynać. Usiądźcie na ziemi w kółeczku po turecku. Proszę to dla Nadii, to Kaspiana, Feliks dostaje to, a Kaja to- Rozdała nam kolejno strzykawkę z wodą, mały kamyczek, zapałkę i piórko.
-Po co nam to?- pytanie Dzwoneczka wydało się nam bardzo trafne.
- Zabawa polega na tym, kto dłużej potrafi kontrolować swój żywioł. Twoim zadaniem, Kaja, jest nie dopuścić do tego aby piórko opadło na posadzkę. Feliks nie może doprowadzić do całkowitego spalenia zapałki. Nadia musi cały czas utrzymywać kroplę, aby nie zetknęła się z podłogą. Kaspian całą swoją uwagę ma poświęcić kamyczkowi, który nie ma prawa runąć na ziemie. Rozumiemy się?
-Czemu ma służyć nasz trening.?- białowłosa nie mogła się powstrzymać.
-Wzmocni  waszą koncentrację oraz pozwoli lepiej poznać kontrolowane przez was elementy.
-Aha.- westchnęła.
-Do roboty, szkoda dnia.- Feliks wzniecił płomień, ja rozbiłam strzykawkę, a Kaspian i Kaja podrzucili swoje przedmioty do góry. Zaczął się konkurs pomiędzy nasza czwórką. Kto okaże się lepszy? Nie wiemy. Godziny mijają niemiłosiernie. Z każdą chwilą ta głupia kropla wody staje się coraz cięższa. Odnoszę wrażenie, że waży jakieś pięć ton. Naprawdę. Nie przesadzam. Popatrzyłam na przyjaciół. Już dawno nie siedzą po turecku. Zabójczyni odpoczywa wsparta na łokciach i swobodnie manewruje piórkiem. Generał kapkuje skałką, a ja wygonie leżę na plecach i bawię się kropelką. Góra, dół. Góra, dół. Tylko filozof podszedł racjonalnie do zadania. Stanął w koncie ciasnej salki i z całej siły ściska drewienko w palcach. Tak mocno, że aż pobielały mu kostki. Co jakiś czas ktoś wtrącił jakieś słówko. Nic specjalnego. Z nudów oglądałem pomieszczenie. Pod sufitem wisiały obręcze i drążki do akrobacji. Niżej, na ścianach , jak zawsze, pojawiły się lustra oraz drabinki. Znalazły się tu również słupki z tarczami do rzutek, noży, igieł, itp. Równiutko, po prawej jak i lewej stronie, znajdowały się bieżnie, ławki rzymskie i wiele innych sprzętów, których nazw nie ogarniam. Słońce już dawno zaszło. Powieki stają się coraz cięższe. Chyba zaraz zasnę. Długo nie wytrzymam. Mam nadzieję, że moi towarzysze są tak samo wypompowani. Tak! Zielonooki śpi jak niemowlę. Feliks również czuje piasek pod powiekami. Tylko Dzwoneczek niewzruszona bawi się puszkiem. Szczerze mówiąc, nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Ale chyba tak koło piątej.
-Gratulacje, wygrała Kaja.- Eliza biła brawo zwyciężczyni.
-Jej, jaki ona ma mocny łeb.- powiedziałam.
-To przez picie.- komentarz nauczyciela był bardzo trafny.
-Nie wiem jak wy, ale ja idę spać.- mag ziemi podniósł się z paneli. Poszliśmy w jego ślady. Jutro przedostatni dzień treningu. Mam nadzieję, że go przeżyję. Trzymajcie kciuki.


****
Hejka! Całuski znad Bałtyku :*

Oto Naito :P




czwartek, 23 lipca 2015

Liebster blog award :))

Hejka piszę do was dzisiaj, ponieważ zostałam nominowana do LBA przez

 http://i-wanna-try.blogspot.com/ 

 Serdecznie dziękuję za nominacje :)) oto moje odpowiedzi na zadane pytania:



 1.Co lubisz robić w wolnym czasie? Hobby, które się w pełni angażujesz?

 ☆w wolnym czasie uwielbiam wyjść z notesem lub laptopem na dwór i oddać się mojemu hobby, którym jest pisanie.

 

 2. Jakie miejsca chciałabyś odwiedzić? Dlaczego?

 bardzo chciałabym pojechać do Japonii, ponieważ uwielbiam ich kulturę i chcę zobaczyć wszystko na własne oczy <3 

 

3. Jakie masz marzenia?

 ☆chciałabym stać się popularną pisarką i wydać wiele książek, a za pieniądze ze sprzedaży kupiłabym wymarzony dom mojej mamy :D



4. Ulubiona bajka z dzieciństwa?

 ☆gdy byłam mała to oglądałam wiele bajek (tak jak każde dziecko) ale najbardziej zauroczyły anime takie jak: "Naruto" i "Król Szamanów" :))

 

5. Jestem.... (wymień swoje cechy charakteru)

 ☆nie wiem jaka jestem. Niektórzy mówią, że jestem miła i inteligentna, z kolei przyjaciele wymieniają przeciwne cechy (nie ma to jak przyjaciel :D)

 

 6. Ulubiony cytat?

 ☆ "rzeczywistość to część naszej wyobraźni"

 

 7. Jaki jest twój najlepszy przyjaciel/przyjaciółka?

 ☆jest miła pogodna i zawsze uśmiechnięta. W mgnieniu oka potrafi się z kimkolwiek zaprzyjaźnić. I za to ją uwielbiam <3

 

 8. Kto zainspirował Cię do pisania bloga?

 ☆tak naprawdę to nie była inspiracja, tylko luźna myśl, która padła podczas wspólnego obiadu w restauracji z moimi koleżankami ^-^

 

 9. Jeżeli czytasz książki to jakiego autora cenisz najbardziej?

 ☆bardzo lubię książki współczesnego pisarza Ricka Riordana opowiadające o przygodach greckich herosów B)

 

10. kiedy kolejny rozdział? 8)

kolejny rozdział jak zawsze w sobotę, mam nadzieję, że wpadniecie i przeczytacie ;*

 

 

 

*****

 Dzięki za przeczytanie i do zobaczenia przy kolejnym rozdziale <3

...a jeśli chcecie się czegoś więcej o mnie dowiedzieć to zapraszam na mojego aska





Ps jestem na tyle twórcza, że nie nominuję nikogo ;D













sobota, 18 lipca 2015

Rozdział XV



Poranek zacząłby się całkiem normalnie, gdyby Elizabeth nie postanowiła zafundować nam bardzo oryginalnej pobudki.  Chwyciła pierwszy lepszy garnek i łyżkę z kuchni, następnie wjechała na piętro mieszkalne, po czym z całej siły zaczęła walić w naczynie krzycząc „Wstawajcie!”. Biegała tak od pokoju do pokoju narażając przy tym nasze biedne bębenki.  Dla świętego spokoju zwlekłam się z łóżka i wyszłam na korytarz. Tam czekali moi zaspani towarzysze. Kaja ciągnęła za sobą maskotkę ( nie wiadomej rasy zwierzę), Kaspian przecierał oczy. Najbardziej ogarnięty z całej naszej czwórki wydał mi się Feliks.
-Kto normalny budzi ludzi o tej godzi…- ziewnął. Nastolatka spiorunowała go wzrokiem.
-Zamknij się i słuchaj. Dziś zaczynamy nasz pierwszy wspólny trening! Tak!- krzyknęła. To by wyjaśniało jej strój. Czarna czapka z daszkiem, a na niej jakiś nadruk, szara bluza z kapturem zasuwana na zamek. Do tego tak krótkie spodenki, że widać jej tyłek. Nawet teraz nie spięła swoich włosów. Według niej to niezdrowe dla cebulek.  Mag ziemi podniósł ręce do góry i zawołał
-Ale fajnie cały dzień z moja siostrzyczką!
-Wiedziałam, że się ucieszysz.- uśmiechnęła się promiennie.
-Chyba śnisz.- powiedział – mam lepsze rzeczy do roboty. Dziś mamy przewóz więźniów i muszę przy tym być. Na razie.- i poszedł sobie. Nawet pomachał nam na pożegnanie.
-Wiesz, dzwoniłam dziś do waszych pracodawców…
-To się źle skończy.- jęknęła zabójczyni.  Królowa kontynuowała – i  załatwiłam wam wolne!- rozłożyła ręce – cieszycie się prawda? – na chwile zaniemówiliśmy. Nie dlatego, że zszokowała nas ta informacja, ale po Elizie można się wszystkiego spodziewać. Po prostu obawialiśmy się co tym razem wymyśliła. Brunet obrócił się na piecie i natychmiast do nas wrócił.
-Jednak tak bardzo mi się nie spieszy. – powiedział z wymuszonym uśmiechem.
-Tak myślałam, braciszku.- spojrzenie blondynki mówiło samo za siebie.
-Elizabeth, możemy wiedzieć co powiedziałaś naszym szefom?- Płomień szybko pożałował swojego pytania.
-O, naprawdę jesteś aż tak ciekawy?- nie wiem czemu, ale najzwyczajniej w świecie się jej boję.
-To tak. Mój brat zachorował na chorobę wściekłych krów, Kaja trzeźwieje po imprezie, a Nadia została wywalona z pracy, bo była widziana na mieście wraz z generałem generałów. Wiecie coś o tym?!
-Ale jak to mnie wylali?!- wrzasnęłam.
-Spokojnie, daj mi dokończyć. Najlepsze przed nami. Nasz profesorek jest na macierzyńskim!- zaśmiała się. Rudy zbladł.
-Boże, co ty im nagadałaś?! Co powiedzą uczniowie?! Koledzy z pracy?!- usiadł w kącie pomieszczenia i zadawał sobie pytania dotyczące aktualnej sytuacji w jakiej postawiła go rówieśniczka.
 -Jak depresja ci przejdzie, to przyjdź na śniadanie. – obróciła się do nas- a wy tym czasem… pod prysznice!- natychmiast wykonaliśmy jej polecenie. Nigdy w życiu szybciej nie zrobiłam koło siebie. Momentalnie umyłam się, wciągnęłam przygotowane uprzednio przez nastolatkę ciuchy i na złamanie karku pobiegłam do jadalni. Tam czekała na mnie zadowolona dziewczyna. W ręku trzymała stoper.
-Niezły czas. Pięć minut i trzydzieści siedem sekund. Wygrałaś śniadanie. – podała mi talerz. Były na nim naleśniki z bitą śmietaną. Do tego wręczyła mi kubek z kawą, na którym było moje imię.
-Dzięki.- zabrałam się za zjadanie posiłku. Do kuchni wpadali po kolei Feliks, Kaja i na samym końcu Kaspian. Beth wręczyła porcje nauczycielowi i białowłosej.
-A gdzie moje jedzenie!- generał nieco się wściekł.
-Spóźnialscy nie dostają.- odpowiedziała mu z ustami  pełnymi  kawałków naleśnika.
-To nie fair!- nie mam ochoty cytować ich wypowiedzi, więc przejdźmy do tego co działo się po „udanym” śniadaniu. Elizabeth wyprowadziła nas na plac główny. Jak wspominałam wcześniej został on przekształcony w boiska. Każde z nich wspaniałe i niebezpieczne na swój własny sposób.
-Od czego zaczynamy?- Feliks w końcu ogarnął się po bolesnych słowach przewodniczącej.
-Na sam początek proponuję Fireballa.- rzuciła w nas wyposażeniem. Popatrzyliśmy na nią.- no co? Przecież nie mogę was za bardzo skrzywdzić.- jej uśmiech powala na kolana. Pośpiesznie założyliśmy  ochraniacze i podnieśliśmy z ziemi karabiny. – pokrótce przypomnę wam zasady gry. Więc tak. Magazynki waszych pistoletów zawierają małe kuleczki napełnione jadem węża, mojej hodowli, oraz łatwopalną substancją, która ulega samozapłonowi przy kontakcie z tlenem. Do dyspozycji macie prostokątne boisko. Na nim są umieszczone bazy, różnego rodzaju przeszkody o kryjówki typu: drzewa, kłody, kamienie, beczki, skrzynie, latarnie i tym podobnie. Uwaga w krzakach mogą siedzieć kleszcze. – dodała szeptem. Nauczyciel automatycznie sprawdził czy nie ma na sobie owada. Chyba się ich nieco boi. – żeby wybrać drużynę ciągniecie źdźbła trawy. Dwa krótkie i dwa długie. Kto pierwszy?- nagle wszystko dokoła stało się takie interesujące. Ciekawe czemu.- ach! Zapomniałam dodać, że przegrana dwójka nie dostanie obiadu, a trafiona osoba przegrywa-  Kaspian momentalnie złapał trawę.- jeszcze nie pokazuj. – siostra upomniała go. Niepewnie podeszłam do dziewczyny. Uśmiechnęła się zachęcająco. Sięgnęłam po los. Skryłam go w zaciśniętej pięści. Potem odważyła się fioletowooka, później profesor. – otwieracie dłonie, kiedy skończę odliczać. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden!- moje źdźbło było tej samej długości co zabójczyni. Mamy szansę wygrać. Chłopaki popatrzyli po sobie. Zaraz się uśmiechnęli. Telepatia czy co? Czyżby obmyślili już genialny plan jak nas pokonać?
- Siostra, czemu nie grasz? Dziewczyną może być potrzebne wsparcie.- po słowach wypowiedzianych przez maga ziemi, w Kai zagotowało się. Musiałam na niej usiąść do czasu, kiedy nieco się uspokoiła i nie miała ochoty wydrapać nastolatkowi oczu.
-Ponieważ ktoś musi być niezależnym sędziom.- powiedziawszy to zdjęła bluzę i rzuciła ją na ziemię. Naszym oczom ukazała się czarna koszulka z napisem „Dajesz braciszku”. To samo hasło widniało na czapce oraz spodenkach.
-Bardzo niezależny ten sędzia.- bąknęłam pod nosem.
-Rozproszyć się!- krzyknęła. Obie grupki pobiegły w przeciwnych kierunkach. Przysiadłyśmy w małym lasku, który stanowił niezły punkt obserwacyjny na obóz przeciwników.
-Masz jakiś pomysł jak ich wykiwać i zdobyć obiecany obiad?- spytała z nadzieją w głosie.
-Powiem ci, że jestem niezłym snajperem, a ty potrafisz przemieszczać się szybko i niemal bezszelestnie. Co nie?- spojrzałam na nią.
-Masz rację. Boisko nie jest znowu takie ogromne. Pewnie stąd widzisz ich przez celownik.- powiedziała.
-Yhm. Zgadza się. Widzę ich.- ułożyłam się wygodnie w leśnym poszyciu. Przyłożyłam bron do twarzy. Czekałam.
-Osłaniaj mnie. – do akcji wkroczyła szybka jak błyskawica Kaja. Cholera. Nie dobrze. Nie widzę żadnego z nich. Co mam robić? Jeżeli ją zawołam to spalę swoją kryjówkę i przy okazji podam im jak na tacy położenie Czarnego Kruka. Jedyne co mogę teraz zrobić, to leżeć cicho i nie odzywać się. Coś mignęło na horyzoncie. Chyba mi się zdawało. Mrugnęłam. W tym ułamku sekundy Płomień znalazł się przed Kają mierząc jej z broni w głowę. Ona nie pozostała mu dłużna. Jej broń była skierowana na brzuch zmiennookiego. A gdzie Kaspian. Szybko rozglądnęłam się po polu walki i nigdzie go nie dostrzegłam. Zaraz pożałowałam tej decyzji. Za  sobą usłyszałam szczęk odbezpieczanego pistoletu.
-Hej, kochanie jak się masz?- padły dwa strzały. Ich huk połączył się w jeden. Należały one do mnie i generała. Wiedząc, że nie dam rady obronić siebie, wymierzyłam w rudego. Brunet oczywiście mnie wyeliminował.  Trafił w plecy. Ochraniacz momentalnie zajął się ogniem. Natychmiast ściągnęłam go z siebie i cisnęłam o glebę. W miejscu, gdzie dostałam od piętnastolatka, wyzierała ogromna dziura. Pocisk zdołał zwęglić kawałek mojej koszulki.
-Gratulacje, wygrałeś– powiedziałam. Przeniosłam wzrok na toczącą się walkę między zakoniczką a filozofem. Nie wiem jak, ale chłopak zdołał uniknąć śruta. Ma niezły refleks. Obydwoje odskoczyli od siebie na znaczną odległość i wymieniali się strzałami. Brakowało im tylko koszulek z nadrukiem tarczy do rzutek. Kulki świstały im koło uszu, a oni jak gdyby nigdy nic profesjonalnie unikali każdego trafienia. W końcu Feliks zawahał się. Nadarzyła się idealna okazja do ataku. Zabójczyni z pewnością wykorzystałaby ją, gdyby Kaspian natychmiast nie pociągnął za spust.
-Przepraszam, ale nie pozwolę wam wygrać. – dziewczyna nie miała szans na unik. Języki ognia objęły jej klatkę piersiową. Wkrótce cały pancerz. Zrobiła to samo co ja. Zdarła go z siebie i palnęła na ziemię. Na placu pojawiała się Elizabeth bijąca brawo.
-Teraz coś na ochłodę. Co myślicie o Wodnym Rugby?- spytała. Chwilę później obserwowaliśmy gejzery wyrzucające multum wody w górę, która następnie lądowała w basenie. Każdy krater połączony był ze sobą bardzo spróchniałym i ( moim skromnym zdaniem ) nie nadawał się do użytku mostkiem. Zasady są takie same jak w wasze rugby. My po prostu je ulepszyliśmy. Mamy małe wulkany plujące przez kraty wodą pod dużym ciśnieniem, basenik oraz bardzo niestabilne mostki. Prawda jest taka. Wygrywa ten, kto odgadnie sekwencję gejzerów. Wtedy, bez ryzyka zmycia będzie mógł się po nich poruszać. -Chłopaki zgarnęli pierwszy punkt z czterech. Wszyscy dostajecie czas na odgadnięcie sekwencji wulkanów. Pięć minut od teraz. – pomachała kilka razy chorągwią z tym durnym napisem. Dokładnie przypatrywałyśmy się boisku. Dziewięć wulkanitów. Każdy z nich wybucha co trzy sekundy. Jeden wyrzut trwa sekundę. Głowa boli mnie od myślenia. Kaja zaczęła nucić Coś pod nosem. Podeszłam bliżej.
-Trzy, pięć, dziewięć, jeden, pięć, siedem, dwa, cztery, sześć, osiem.  
-To rozwiązanie! – krzyknęłam zachwycona. Możemy zaczynać grę. Jedna z wprowadzonych zasad. Grę jako pierwsza zaczyna drużyna, która odgadła zagadkę. W tym przypadku my. Jeżeli nastolatka się nie pomyliła to zdobędziemy przyłożenie i wygramy! Biegłyśmy jak szalone. Moja  przyjaciółka ściskała w objęciach piłkę. Przeskakiwałyśmy z gejzera na gejzer. Chłopaki nie stali bezczynnie. Natychmiast włączyli się do gry. Co z tego, że cały czas lądowali w basenie z lodowatą wodą. Udało się zdobyłyśmy punkt! Nawet nie wiecie jak bardzo burczy mi w brzuchu. Wnioskując z położenia słońca, właśnie wybiło południe. Nie mam siły. Jest wykończona.
-Tym razem wyzwaniu podołały dziewczyny. Jeden jeden. Przenosimy swoje szanowne cztery litery na plac Airbolla. No nie. To powiedziałam, kiedy żywcem usadowiono mnie na jednym z wielu wysokich pni wbitych w ziemię. Każdy z nich mierzył co najmniej pięć metrów. Wiecie co? Kojarzycie sytuację, kiedy to Ponury i Kaja wyrzucili mnie przez okno wysokiego wieżowca? Mam wrażenie, że właśnie wtedy nabawiałam się lęku wysokości. Obok mnie zjawiała się białowłosa.
-Wyglądasz tak, jakbyś miała zaraz zwymiotować.- skomentowała.
-Dzięki, od razu czuje się lepiej.- odpysknęłam. Faktycznie, trochę mi niedobrze. Au! Dostałam w głowę piłką. Nie byle jaką. Specjalną do tej gry. Składała się ona z kilku połączonych pasów u góry i na dole, więc powietrze i inne elementy swobodnie mogły ja kontrolować. Problem sprawiały dwie obręcze, które swobodnie krążyły nad naszymi głowami. Zespół, który uzbiera największa ilość punktów wygrywa.
-Gotowi?!- zawołała.
-Nie!- odkrzyknęłam.
-Start!- wrzasnęłam. Piłka zajęła się płomieniami i wypadła mi z rąk. Natychmiast przejął ją Feliks. Pokazał język.
-Tym razem tak łatwo nas nie pokonaci…- nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ moja wściekła przyjaciółka, podłożyła mu nogę. Przeleciał kilka metrów i rozpaczliwie złapał się słupa.
-Stary, ratuj!- przez kilka minut Kaspian wciągał na górę swojego towarzysza. My w tym czasie wbijałyśmy punkty. Kiedy nastolatka podała do mnie, kula stała się tak ciężka, że nie dałam radny jej utrzymać. Wszyscy wiemy czyja to sprawka. Ucieszona morda generała mówi sama za siebie. Niedługo cieszyli się jej posiadaniem. Dzwoneczek udawała, że nic nie robi, a tak naprawdę zmieniała trajektorie lotu piłki. Kilka strzałów później gra zakończyła się.
-Znowu wygrałyśmy.- przybiłyśmy sobie piątki. Chłopaki wyglądali na zdołowanych. Królowa podeszła do nich.
-Nie martwcie się. Najlepsze zostawiłam na koniec.- kiedy Elizabeth poklepie kogoś po plecach, to spokojnie, można twierdzić, że ta osoba doznała trwałego uszczerbku na zdrowiu. To właśnie ich spotkało.
-Za co to!?- wrzasnęli jednocześnie. Wszyscy razem przenieśliśmy się na boisko do Earthballa. Zasady są takie same jak w piłce nożnej. My, magowie, jak zwykle musieliśmy dodać coś od siebie. W każdym z czterech rogów placu umieszczone są podwyższenia dla graczy. Teraz pojawia się pytanie „Dlaczego?”. To proste. To nie my będziemy biegać za gałą, lecz postacie jakie sformułujemy z żywiołów. Naszym zadaniem jest poruszanie się nimi ze znacznej odległości. Nienawidzę oglądać tego w telewizji. Takie mecze potrafią trwać po kilka godzin. Zajęliśmy stanowiska.
-Żeby nie przedłużać  gramy do trzech punktów. Rozumiecie?- wspaniała sędzina uśmiechnęła się rozbrajająco. Czy ona wie, że zabrała nam cały dzień?! Nie mam odwagi jej tego powiedzieć, dlatego krzyczę w głowie. Z góry przepraszam. Każdy z nas zabrał się za kreowanie figurki, która w niewielkim stopniu miała go przypominać. Kai wyszła najlepiej. Wiecie czemu? Ponieważ jej nie widać. Ale przywódczyni szybko znalazła rozwiązanie tej dla nas korzystnej sytuacji. Przyniosła farbę w proszku i rozpyliła ją wewnątrz awatara zabójczyni. Cofam komplement. Twarz manekina wyglądała tak, jakby ktoś rzucił mu w nią cegłą. Zresztą mój nie wyglądał lepiej. Skonstruowałam go z lodu. Nic. Tyle. Żadnego popisywania się. Spojrzałam na lalki nastolatków. Wow. Generał bardzo się przyłożył. Było widać, że stworzył człowieka. Dokładnie zarysowana szczeka, diamentowe oczy, włosy zastąpiła zielona trawa. Jego ciało było wykonane z grudek  ziemi. Chowaniec Feliksa odznaczał się mianowicie tym , że widać było mu nawet żyły z pod warstwy czerwonego ognia. Te niebieskie, elektryczne impulsy posłużył również za włosy.
-Hoho, jakie cuda!- Beth nie ukrywała nawet swojego zadowolenia. – Pora zaczynać mecz! W ogóle nie ogarniałam co dzieje się na boisku. Starcie przebiegło błyskawicznie. Wynik to 3:0 dla przeciwników. Miażdżąca porażka na całej linii. Przegrałyśmy.
-No. Patrząc na was mogę śmiało podjąć decyzję o odwołaniu karetki z naszego podjazdu. Wyglądacie lepiej niż się spodziewałam. – zaśmiała się.- a teraz zapraszam na obiadokolację. Pierwszy dzień treningu dobiegł końca. Gdybym wiedziała co czeka mnie następnego ranka, nie cieszyłabym się tak bardzo…


***********
Hejka :p oto mój kolejny rozdział :) mam nadzieję że wam się podoba. Serdecznie zachęcam was do komentowania zdjęć Juki i zadawania pytań na moim asku ;D




 A oto Kaspian <3


sobota, 11 lipca 2015

Rozdział XIV



-I co my teraz zrobimy?- spytałam. Wszyscy musieli się nieźle wysilić aby usłyszeć mój głos. Kaja w dalszym ciągu tłukła butelki o ścianę naszego pokoju gier.
-Ja jej pomogę.- Elizabeth wydawała się niepewna swoich słów.
-Jak masz zamiar to zrobić?- rudowłosy nieco się uspokoił.
-To już moja sprawa.- podeszła do załamanej nastolatki.
-CHODŹ KAJA, IDZIEMY.- powiedziała cicho i stanowczo. Oczywiście, że blondynka bez namysłu posłużyła się swoją mocą. Kaja nie miała wyboru i musiała posłuchać jej polecenia. Odprowadziłam je wzrokiem do windy. Po chwili staliśmy w cichym pokoju.
-I jak? Macie jakiś genialny pomysł, aby nikt dziś nie zginął?- spytał Kaspian.
-Na razie poczekajmy na Elizę.- zaproponowałam.
-Tak, to najlepsze wyjście.- Feliks mi przytaknął. Zajęliśmy się sprzątaniem odłamków szkła z posadzki. Było tego sporo. Nie wiem kiedy, królowa ponownie zaszczyciła nas swoją obecnością. Do tego czasu nikt nie wypowiedział ani jednego słowa.  
-Pójdę do pracodawcy Kai i powiem mu aby uniewinnił jej brata.
-Czyli wykorzystasz swoją pozycję liderki?- sarkastyczne pytanie Ponurego dało nam wiele do myślenia.
-Czy coś ci się nie podoba?!- wykrzyknęła. Zacisnęła dłonie w pięści.
-Zgodzę się na twój plan, jeżeli odpowiesz mi na jedno pytanie.- powiedział cicho.
-Proszę bardzo, jestem gotowa.- Beth nadal nie ochłonęła.
-Skąd królowa Kraju Powietrza, wie o wyroku śmierci jednego nic nie znaczącego człowieka? I niby czemu miałaby się zanim wstawić?- wzrok chłopaka był chłodny, a wyraz twarzy poważny.
-To były dwa pytania.- wyszeptała. To nie miało żadnego znaczenia. Jego słowa były jak kubeł lodowatej wody.
-Więc, co twoim zdaniem powinniśmy zrobić?- do rozmowy wtrącił się mag ziemi.
-Dobrze wiemy, że jeżeli chcemy uniknąć rozlewu krwi, to tym razem musimy zaufać zabójcy.
-Zgadzam się z Feliksem. Nadzieja w Ponurym.- przytaknęłam. Czarny Kruk rzucił miotłą o podłogę.
-W takim razie, wszyscy za mną!- wykrzyknął. Wybiegliśmy na zewnątrz. Elizabeth dokładnie zamknęła drzwi, aby spowolnić ewentualny pościg zafundowany nam przez Kaję. Jakby nie zdolność magów do szybkiego przemieszczania się, dotarcie do mieszkania Jonathana zajęłoby nam wieki. Ledwo łapiąc oddech ponownie stanęliśmy pod drzwiami ofiary. Tym razem zapukał kryminalista. Otworzył nam ten sam szarowłosy mężczyzna. W ręce trzymał talerz z zupą. Kiler uśmiechnął się krzywo. Złożył dłoń w pięść i palnął brata Kai w twarz krzycząc przy tym „Smacznego”. Niebieskooki z impetem poleciał do tyłu i zarył głową o drzwi prowadzące do łazienki. Tynk z sufitu osiadł na jego obliczu i zmieszał się z krwią z nosa. Pospiesznie otarł ją rękawem.
-Auć!- wrzasnął.- co ci takiego zrobiłem. Odbiłem ci laskę czy co?- wstał chwiejnie trzymając się za głowę. Ponury nie kwapił się z odpowiedzią. Przywołał błyskawicę i cisnął nią w stronę zdezorientowanego chłopaka. Ten w ostatniej chwili zdążył wykonać epicki unik, wprost w stertę śmieci. Trafił w kabinę prysznicową. Woda powoli zaczęła zalewać mieszkanie. John zdołał wygramolić się z odpadów.
-Chłopie zepsułeś mi natrysk!- poskarżył się.
-Zaraz zepsuje ci coś innego!- ponownie go zaatakował. Tym razem po prostu zionął ogniem. Ucierpiał kolejny pokój. Niebieskooki padł plackiem na dywan. W miejscu gdzie uderzyły płomienie, wyzierała ogromna dziura. Cóż, zamontuje dużą szybę i będzie miał niezły punkt obserwacyjny. Wstał z ziemi. Otrzepał włosy z białego pyłu.
-Dosyć tego!- wykrzyknął- nie wiem kim jesteś, ani co ode mnie chcesz, ale dłużej nie pozwolę sobie na takie traktowanie!- brat Kai spojrzał na swojego oprawcę. Przez jakieś pięć minut patrzyliśmy jak oni na siebie patrzą. Przez cały ten czas nie wykonali ani jednego ruchu, jak rozwieź nie odezwali się żadnym słowem. Po upływie tych strasznie powolnie mijających minut, Misiael uśmiechnął się kpiąco.
-Więc tobie chodzi o to!- zaczął się zataczać ze śmiechu trzymając za brzuch.- jesteś taki żałosny!- otarł suchą łzę.- zaraz ukrócę twoje męczarnie!- teraz on przystąpił do ataku. Biegnąc wykonał dziwny gest cięcia palcami powietrza. nagle na ciele bruneta pojawiły się głębokie i obficie krwawiące rany. Upadł na jedno kolano.
-Obydwoje jesteśmy magami na drugim poziomie, więc szanse byłyby bardzo wyrównane gdyby…- złapał nastolatka za włosy i na moment ich twarze znalazły się na tej samej wysokości. W tej mrożącej krew w żyłach chwili, do akcji wkroczyła wściekła Kaja. Wskoczyła do pomieszczenia przez przypalony ubytek w ścianie bloku mieszkalnego. Ubrana była w luźny, biały, dziergany sweterek, czarne legginsy oraz włochate, skarpetki w tęczowe paski. Na szyi miała medalion ze zdjęciami swoich braci.
-Niesamowite jak ona szybko potrafi wytrzeźwieć.- powiedział Feliks.
-Wy dwaj!- wrzasnęła- co wy sobie w ogóle wyobrażacie! Żeby tłuc się po mordach w jasne południe! Cud, że ktoś jeszcze policji nie wezwał.
-Policja ma ważniejsze sprawy na głowie niż jawne morderstwo.- Płomień zaraz pożałował tych słów. Wzrok nastolatki mówił sam za siebie.
-Czy ktoś prosił cię o komentarz?!- wysyczała przez zęby. Osiemnastolatek zamilkł. Odniosłam wrażenie, że nieco się skulił. Jonathan żelaznym chwytem złapał Ponurego za gardło. Drugą dłoń wyciągnął w stronę Kai.
-Serio on? Myślałem, że stać się na coś więcej.- powiedział zdegustowany.
-O czym ty mówisz?- spytała podejrzliwie. On w odpowiedzi uśmiechnął się i Kaja została wywiana z pola walki.
-Co ty zrobiłeś?! To twoja siostra!- Ponury usiłował rozluźnić imadłowy ścisk. Mężczyzna natychmiast sobie o nim przypominał.
-Ona.- prychnął- spokojnie, przeżyje. Przeszła w życiu gorsze rzeczy.- ten podły uśmiech ani na monet nie zszedł z jego warg.
-Mam taką ochotę mu przywalić, że już więcej nie wstanie.
-Kaspian, nie mo…
-Wiem, że nie mogę bo takie są zasady Czarnych Kruków, ale on nastawia tyłek, żeby ratować naszą towarzyszkę.- dodał smutnym głosem.
-Ale to też jego towarzyszka, a poza tym nie walczy już tylko w imię Kai, ale również broni swojego honoru. Nie mamy się prawa wtrącać, chyba że sam poprosi.- Feliks miał rację. Nie mamy praw…BUM! Niespodziewanie niebieskooki stanął w czarnych płomieniach! Zabójca upadł na czworaka, łapczywie łapiąc oddech. Wstał na nogi, chwiejnie lecz pewnie.
-Nie dam się tak łatwo zabić!- wykrzyknął.- przewyższyłem cię o poziom!
-Niemożliwe.- wyszeptał filozof.
-Co się stało?- zapytałam się.
-Awansował na trzeci poziom. Może używać ognia ze swojego wnętrza. Ten rodzaj magii jest znacznie potężniejszy, a na dodatek każdy mag ognia posiada swoje unikalne płonienie!- popatrzyłam na Ponurego. Wydaje się pewny siebie, ale oboje wiemy, że stracił za dużo krwi. Nie mówiłam o tym chłopakom, ale cały czas, dzięki wodzie z zepsutego natrysku leczę mordercę. Udało mi się zatamować krwotok, i uleczyć najgłębsze rany. Niestety na odległość nie jestem w stanie naprawić jego obrażeń wewnętrznych. Spojrzałam  na przeciwnika. Właśnie przed chwilą uporał się z jęzorami ognia.
-Mam tego dość!- wykrzyknął jak rozpieszczone dziecko.- zaraz cię zabiję!- poderwał się na równe nogi. Nałożył dłonie, jedna na drugą i wyciągnął je wyprostowane przed  siebie. Czarny Kruk ponownie zaliczył glebę. Zaczął się wydzierać i płakać z bólu.
-Co ty mu robisz?!- do pokoju ponownie wparowała  Kaja. Wszyscy odruchowo zrobiliśmy kilka kroków w tył.
-To tylko nieszkodliwa iluzja.- wzruszył ramionami, nie przerywając tortur.
-Masz go zostawić!- wrzasnęła. Mężczyzna wyjął z kieszeni nóż. Momentalnie zjawił się obok swojej siostry i wyrwał jej jednego włosa. Zawiązał go na rękojeści sztyletu i przesunął nad brzuch nastolatka.
-Jeden fałszywy ruch i… - zademonstrował przypadek kiedy włos urywa się pod ciężarem noża i wbija się w brzuch bruneta zadając mu śmiertelny cios.- niczym miecz Diomedesa.- zaśmiał się okrutnie.
-Wiesz, ja cię w ogóle nie poznaje!- Kaja tupnęła nogą w podłogę.-zawsze poświęcałeś nam swoją uwagę, zajmowałeś się nami i troszczyłeś się o nas. A teraz zachowujesz się jak ostatni ****. –to brzydkie słowo więc, nie będę go przytaczać.
-Ludzie się zmieniają.- wzruszył ramionami.- ale ty ,siostra, jesteś dalej dla mnie ważna i nigdy bym cie nie skrzywdził.
-A tamta akcja przed chwilą!?- krzyknęła sfrustrowana.
-Cóż… przecież wiedziałem, że nic ci się nie stanie.-  przelotny uśmiech zagości na jego wargach.
-Więc, proszę cię nie zabijaj mojego przyjaciela!- zawołała. Chłopak cofnął dłoń i to właśnie wtedy stała się tragedia. Zbyt gwałtownie ruszył ręką i mlecznobiały włosy Kai zerwał się, uwalniając skrępowany nóż. Wszyscy wrzasnęli z przerażenia. Ostrze trafiło w skroń chłopaka. Zapadła głucha cisza.
-Pojedynek wygrał Jonathan.- Kaja spokojnie wypowiadała wyuczoną formułkę przełykając ogromne, słone łzy.- W świetle naszego prawa zostajesz uniewinniony.- odwróciła głowę. Nie chciała patrzeć na ciało swojego przyjaciela, z którego jej brat wyrwał duszę.
-Kaja, mogę go uratować.- powiedziałam cicho.
-Nie ma takiej potrzeby. Nie ma opcji abyś przywróciła szczęśliwą duszę, która z całego serca pragnęła śmierci.- uśmiechała się mino dławiących ją łez.
-O czym ty mówisz?- spytałam.
-Ponury od dłuższego czasu bardzo chorował, lekarze ani uzdrowiciele nie dawali mu szans przeżycia. Mogę się domyślić, że jego ostatnim, niemym życzeniem, było oddanie życia za słuszną sprawę lub w obronienie osoby, którą kocha…- na chwile zamilkła- i udało mu się.- dodała prawie szeptem. Elizabeth podeszła do Johna i uścisnęła jego dłoń.
-Bardzo dziękujemy panu za gościnę.- odwróciła się do brata- Kaspian weź Ponurego. Wróciliśmy do domu. Ułożyliśmy maga ognia na kanapie w salonie gier i zasiedliśmy przy stole w kuchni.
-Co zrobimy z jego ciałem?- moje pytanie przerwało ciszę panującą jadalni.
-Pochowamy je.- Feliks odpowiedział bez namysłu.
-Tylko gdzie?- pytanie generała było dosyć słuszne.
-Ja chyba wiem. –powiedziałam-gdy stoję na balkonie i obserwuję morze, to widzę ogromną skarpę. Tam możemy go pochować.
-Dobry pomysł.- Płomień pochwalił mnie.
-Jakieś  sprzeciwy.- spytała królowa. – wszyscy pokręcili głowami.- W takim razie, pozostaje się nam wyrobić przed ogniskiem kończącym wasze wspólne dni.- popatrzyliśmy po sobie. Naszym jedynym komentarzem było przeciągłe westchnięcie. Zgarnęliśmy nastolatka z sofy i poszliśmy w umówione miejsce. Tam Kaspian postawił mu piękny nagrobek z czarnego kamienia. Elizabeth dołączyła do nas z trumną wykładaną aksamitem ( nie mam pojęcia skąd ją wzięła) i pochowaliśmy Czarnego Kruka, zabójcę i naszego przyjaciela. Wypowiedzieliśmy nad jego grobem swoje ostanie słowa i odeszliśmy. Słońce właśnie zachodziło, pięknie oświetlając wykonane ze szczerego złota  epitafium.
„Tu spoczywa Julian Williamsom,

bohater o którym pamięć nigdy nie zagaśnie.”
W nieco lepszych nastrojach rozpoczęliśmy ognisko przygotowane przez… właśnie kogo? To pytanie do dziś nie zostało wyjaśnione. Zapadł zmrok kiedy zasiedliśmy przy ogniu. Piekliśmy kiełbaski, chleb, ziemniaki, pianki(zawłaszcza te ostanie są okropne, kiedy obliżą je ogniste jęzory).
-Wiecie co? Na poprawę humoru opowiem straszną historię, chcecie?- spojrzeliśmy na filozofa.
-Niby o czym?- dopytywał się brunet.
-O tym jak Kraj Ognia z monarchii stał się republiką.- Elizabeth niemal się udławiła.
-I to ma być straszne!- wykrzyknęła zaraz po tym, jak tylko przełknęła gryz kromki. Nastolatek spojrzał na nią wymownie. Dla podkreślenia wyciągnął z kieszeni latarkę ( pewnie kisił ją tam od początku dnia) i skierował strumień światła na swoją twarz, tak jak robią to w kreskówkach dla podkreślenia efektu groteski.
-Dwieście lat temu, a może i dawniej, rządy w naszym kraju sprawował król. Nie był on byle jakim władcą lecz monarchą nad monarchami. Poddani go uwielbiali i szanowali. Szlachta liczyła się z jego zdaniem, do czasu… kiedy to właśnie szlachcice znaleźli haczyk na nieugięty autorytet jakim był rzeczony król. Był nim zastraszany i szantażowany. W końcu doszło do tego, że szlachta w zamian za milczenie zaoferowała korzystne dla nich warunki, które dziś nazywamy przywilejami szlacheckimi. Doprowadziły one do ograniczenia władzy królewskiej i rozrostu majątków szlacheckich. Mieszczanie i chłopi okropnie na tej decyzji ucierpieli. Mijały lata a sytuacja w kraju pogarszała się z roku na rok. Jedynym promyczkiem nadziei dla władcy była jego jedyna i najukochańsza córka. Po jego śmierci, to właśnie ona objęła władzę. Szlachta uderzyła w śmiech. „Kobieta!” krzyczał jeden przez drugiego. Byli święcie przekonani, że z łatwością ją wykorzystają do własnych celów i jeszcze bardziej się wzbogacą. Nowa królowa nie dała sobie w kaszę dmuchać i to już za młodu. Miała tylko jedną przyjaciółkę, była nią córka jednego z owych szlachciców, którzy podkładali kłody pod nogi jej ojcu. Kiedy podrosły królowa wpadła na bardzo niekorzystny pomysł. Mianowicie, że jeżeli ona nie urodzi przez całe swoje życie syna, to dziecko jej przyjaciółki ( o ile będzie to chłopiec) obejmie władzę w królestwie. Szlachta nie wiedziała, że jest to podstęp. Wiadomo, że szlachcianka natychmiast zaszła w ciążę. Królowa przewidziała to. Umowa został zawarta celowo, aby sprawdzić wierność przyjaciółki. Sama kobieta była już w drugim miesiącu ciąży. Ona i jej mąż wiedzieli, że spodziewają się synka. Zrządzeniem losu magnatka urodziła o osiem tygodni młodszą dziewczynkę. Szlachta rwała sobie włosy z głosy. Zadawali sobie pytanie „ Co teraz?”. Jeden z nich wpadł na genialny pomysł- małżeństwo. Dzieci dorastały wspólnie. Codziennie bawiły się i uczył pod opieką rodziców lub nauczycieli. Do czasu gdy osiągnęli pełnoletniość. Chłopak zakochał się na zabój w dziewczynie z wzajemnością. Pobrali się. Może się wam wydawać co teraz? Happy and? Spokojnie, szlachta nie śpi. Mijały lata. Królowa umarła i zastąpił ją jej syn. To idealny moment do działania. Właśnie umarła kobieta, która stała na drodze do przejęcia władzy. W czasie pogrzebu żona przekonała jej syna, że on nie ma już po co żyć, i żeby popełnił samobójstwo nad grobem matki. Kobieta nie wiedziała co mówi. Została opętana przez swoją rodzicielkę. Ona bardzo go kochała. Powiedziała wtedy o kilka słów za dużo i mężczyzna był gotowy spełnić jej prośbę. Gdy ostrze znalazło się tuż przy jego klatce piersiowej, powietrze wokół nagrobka zawirowało. Ukazał się duch zamarłej królowej.
-I nawet teraz po mojej śmierci usiłujesz przejąć tron?- duch młodej kobiety odzianej w czerwoną suknię przemówił do swojej dawnej przyjaciółki.- przestań wyniszczać własną córkę. Za twoje wszystkie winy i przewinienia zostaniesz ukarana. Dzień twojej śmierci nastąpi gdy tylko ujrzysz moją twarz. Ta kara dotknie również wszystkich, którzy skrzywdzili mnie i mojego syna.- duch kobiety znikł. Z królestwa zniknęły wszelkie wizerunki Szkarłatnej Damy. Tak właśnie zakończyła się ostania dynastia naszych króli. Legenda głosi, że klątwa jest prawdziwa i skazany jest na nią każdy spoglądający na piękną twarz królowej.
-I to miało być straszne? Lepiej zabierz się za opowiadanie dramatów lub komedii romantycznych..- komentarz Elizabeth i opowieść Feliksa pozwoliły choć na moment zapomnieć nam o śmierci Ponurego.