Translate

sobota, 18 lipca 2015

Rozdział XV



Poranek zacząłby się całkiem normalnie, gdyby Elizabeth nie postanowiła zafundować nam bardzo oryginalnej pobudki.  Chwyciła pierwszy lepszy garnek i łyżkę z kuchni, następnie wjechała na piętro mieszkalne, po czym z całej siły zaczęła walić w naczynie krzycząc „Wstawajcie!”. Biegała tak od pokoju do pokoju narażając przy tym nasze biedne bębenki.  Dla świętego spokoju zwlekłam się z łóżka i wyszłam na korytarz. Tam czekali moi zaspani towarzysze. Kaja ciągnęła za sobą maskotkę ( nie wiadomej rasy zwierzę), Kaspian przecierał oczy. Najbardziej ogarnięty z całej naszej czwórki wydał mi się Feliks.
-Kto normalny budzi ludzi o tej godzi…- ziewnął. Nastolatka spiorunowała go wzrokiem.
-Zamknij się i słuchaj. Dziś zaczynamy nasz pierwszy wspólny trening! Tak!- krzyknęła. To by wyjaśniało jej strój. Czarna czapka z daszkiem, a na niej jakiś nadruk, szara bluza z kapturem zasuwana na zamek. Do tego tak krótkie spodenki, że widać jej tyłek. Nawet teraz nie spięła swoich włosów. Według niej to niezdrowe dla cebulek.  Mag ziemi podniósł ręce do góry i zawołał
-Ale fajnie cały dzień z moja siostrzyczką!
-Wiedziałam, że się ucieszysz.- uśmiechnęła się promiennie.
-Chyba śnisz.- powiedział – mam lepsze rzeczy do roboty. Dziś mamy przewóz więźniów i muszę przy tym być. Na razie.- i poszedł sobie. Nawet pomachał nam na pożegnanie.
-Wiesz, dzwoniłam dziś do waszych pracodawców…
-To się źle skończy.- jęknęła zabójczyni.  Królowa kontynuowała – i  załatwiłam wam wolne!- rozłożyła ręce – cieszycie się prawda? – na chwile zaniemówiliśmy. Nie dlatego, że zszokowała nas ta informacja, ale po Elizie można się wszystkiego spodziewać. Po prostu obawialiśmy się co tym razem wymyśliła. Brunet obrócił się na piecie i natychmiast do nas wrócił.
-Jednak tak bardzo mi się nie spieszy. – powiedział z wymuszonym uśmiechem.
-Tak myślałam, braciszku.- spojrzenie blondynki mówiło samo za siebie.
-Elizabeth, możemy wiedzieć co powiedziałaś naszym szefom?- Płomień szybko pożałował swojego pytania.
-O, naprawdę jesteś aż tak ciekawy?- nie wiem czemu, ale najzwyczajniej w świecie się jej boję.
-To tak. Mój brat zachorował na chorobę wściekłych krów, Kaja trzeźwieje po imprezie, a Nadia została wywalona z pracy, bo była widziana na mieście wraz z generałem generałów. Wiecie coś o tym?!
-Ale jak to mnie wylali?!- wrzasnęłam.
-Spokojnie, daj mi dokończyć. Najlepsze przed nami. Nasz profesorek jest na macierzyńskim!- zaśmiała się. Rudy zbladł.
-Boże, co ty im nagadałaś?! Co powiedzą uczniowie?! Koledzy z pracy?!- usiadł w kącie pomieszczenia i zadawał sobie pytania dotyczące aktualnej sytuacji w jakiej postawiła go rówieśniczka.
 -Jak depresja ci przejdzie, to przyjdź na śniadanie. – obróciła się do nas- a wy tym czasem… pod prysznice!- natychmiast wykonaliśmy jej polecenie. Nigdy w życiu szybciej nie zrobiłam koło siebie. Momentalnie umyłam się, wciągnęłam przygotowane uprzednio przez nastolatkę ciuchy i na złamanie karku pobiegłam do jadalni. Tam czekała na mnie zadowolona dziewczyna. W ręku trzymała stoper.
-Niezły czas. Pięć minut i trzydzieści siedem sekund. Wygrałaś śniadanie. – podała mi talerz. Były na nim naleśniki z bitą śmietaną. Do tego wręczyła mi kubek z kawą, na którym było moje imię.
-Dzięki.- zabrałam się za zjadanie posiłku. Do kuchni wpadali po kolei Feliks, Kaja i na samym końcu Kaspian. Beth wręczyła porcje nauczycielowi i białowłosej.
-A gdzie moje jedzenie!- generał nieco się wściekł.
-Spóźnialscy nie dostają.- odpowiedziała mu z ustami  pełnymi  kawałków naleśnika.
-To nie fair!- nie mam ochoty cytować ich wypowiedzi, więc przejdźmy do tego co działo się po „udanym” śniadaniu. Elizabeth wyprowadziła nas na plac główny. Jak wspominałam wcześniej został on przekształcony w boiska. Każde z nich wspaniałe i niebezpieczne na swój własny sposób.
-Od czego zaczynamy?- Feliks w końcu ogarnął się po bolesnych słowach przewodniczącej.
-Na sam początek proponuję Fireballa.- rzuciła w nas wyposażeniem. Popatrzyliśmy na nią.- no co? Przecież nie mogę was za bardzo skrzywdzić.- jej uśmiech powala na kolana. Pośpiesznie założyliśmy  ochraniacze i podnieśliśmy z ziemi karabiny. – pokrótce przypomnę wam zasady gry. Więc tak. Magazynki waszych pistoletów zawierają małe kuleczki napełnione jadem węża, mojej hodowli, oraz łatwopalną substancją, która ulega samozapłonowi przy kontakcie z tlenem. Do dyspozycji macie prostokątne boisko. Na nim są umieszczone bazy, różnego rodzaju przeszkody o kryjówki typu: drzewa, kłody, kamienie, beczki, skrzynie, latarnie i tym podobnie. Uwaga w krzakach mogą siedzieć kleszcze. – dodała szeptem. Nauczyciel automatycznie sprawdził czy nie ma na sobie owada. Chyba się ich nieco boi. – żeby wybrać drużynę ciągniecie źdźbła trawy. Dwa krótkie i dwa długie. Kto pierwszy?- nagle wszystko dokoła stało się takie interesujące. Ciekawe czemu.- ach! Zapomniałam dodać, że przegrana dwójka nie dostanie obiadu, a trafiona osoba przegrywa-  Kaspian momentalnie złapał trawę.- jeszcze nie pokazuj. – siostra upomniała go. Niepewnie podeszłam do dziewczyny. Uśmiechnęła się zachęcająco. Sięgnęłam po los. Skryłam go w zaciśniętej pięści. Potem odważyła się fioletowooka, później profesor. – otwieracie dłonie, kiedy skończę odliczać. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden!- moje źdźbło było tej samej długości co zabójczyni. Mamy szansę wygrać. Chłopaki popatrzyli po sobie. Zaraz się uśmiechnęli. Telepatia czy co? Czyżby obmyślili już genialny plan jak nas pokonać?
- Siostra, czemu nie grasz? Dziewczyną może być potrzebne wsparcie.- po słowach wypowiedzianych przez maga ziemi, w Kai zagotowało się. Musiałam na niej usiąść do czasu, kiedy nieco się uspokoiła i nie miała ochoty wydrapać nastolatkowi oczu.
-Ponieważ ktoś musi być niezależnym sędziom.- powiedziawszy to zdjęła bluzę i rzuciła ją na ziemię. Naszym oczom ukazała się czarna koszulka z napisem „Dajesz braciszku”. To samo hasło widniało na czapce oraz spodenkach.
-Bardzo niezależny ten sędzia.- bąknęłam pod nosem.
-Rozproszyć się!- krzyknęła. Obie grupki pobiegły w przeciwnych kierunkach. Przysiadłyśmy w małym lasku, który stanowił niezły punkt obserwacyjny na obóz przeciwników.
-Masz jakiś pomysł jak ich wykiwać i zdobyć obiecany obiad?- spytała z nadzieją w głosie.
-Powiem ci, że jestem niezłym snajperem, a ty potrafisz przemieszczać się szybko i niemal bezszelestnie. Co nie?- spojrzałam na nią.
-Masz rację. Boisko nie jest znowu takie ogromne. Pewnie stąd widzisz ich przez celownik.- powiedziała.
-Yhm. Zgadza się. Widzę ich.- ułożyłam się wygodnie w leśnym poszyciu. Przyłożyłam bron do twarzy. Czekałam.
-Osłaniaj mnie. – do akcji wkroczyła szybka jak błyskawica Kaja. Cholera. Nie dobrze. Nie widzę żadnego z nich. Co mam robić? Jeżeli ją zawołam to spalę swoją kryjówkę i przy okazji podam im jak na tacy położenie Czarnego Kruka. Jedyne co mogę teraz zrobić, to leżeć cicho i nie odzywać się. Coś mignęło na horyzoncie. Chyba mi się zdawało. Mrugnęłam. W tym ułamku sekundy Płomień znalazł się przed Kają mierząc jej z broni w głowę. Ona nie pozostała mu dłużna. Jej broń była skierowana na brzuch zmiennookiego. A gdzie Kaspian. Szybko rozglądnęłam się po polu walki i nigdzie go nie dostrzegłam. Zaraz pożałowałam tej decyzji. Za  sobą usłyszałam szczęk odbezpieczanego pistoletu.
-Hej, kochanie jak się masz?- padły dwa strzały. Ich huk połączył się w jeden. Należały one do mnie i generała. Wiedząc, że nie dam rady obronić siebie, wymierzyłam w rudego. Brunet oczywiście mnie wyeliminował.  Trafił w plecy. Ochraniacz momentalnie zajął się ogniem. Natychmiast ściągnęłam go z siebie i cisnęłam o glebę. W miejscu, gdzie dostałam od piętnastolatka, wyzierała ogromna dziura. Pocisk zdołał zwęglić kawałek mojej koszulki.
-Gratulacje, wygrałeś– powiedziałam. Przeniosłam wzrok na toczącą się walkę między zakoniczką a filozofem. Nie wiem jak, ale chłopak zdołał uniknąć śruta. Ma niezły refleks. Obydwoje odskoczyli od siebie na znaczną odległość i wymieniali się strzałami. Brakowało im tylko koszulek z nadrukiem tarczy do rzutek. Kulki świstały im koło uszu, a oni jak gdyby nigdy nic profesjonalnie unikali każdego trafienia. W końcu Feliks zawahał się. Nadarzyła się idealna okazja do ataku. Zabójczyni z pewnością wykorzystałaby ją, gdyby Kaspian natychmiast nie pociągnął za spust.
-Przepraszam, ale nie pozwolę wam wygrać. – dziewczyna nie miała szans na unik. Języki ognia objęły jej klatkę piersiową. Wkrótce cały pancerz. Zrobiła to samo co ja. Zdarła go z siebie i palnęła na ziemię. Na placu pojawiała się Elizabeth bijąca brawo.
-Teraz coś na ochłodę. Co myślicie o Wodnym Rugby?- spytała. Chwilę później obserwowaliśmy gejzery wyrzucające multum wody w górę, która następnie lądowała w basenie. Każdy krater połączony był ze sobą bardzo spróchniałym i ( moim skromnym zdaniem ) nie nadawał się do użytku mostkiem. Zasady są takie same jak w wasze rugby. My po prostu je ulepszyliśmy. Mamy małe wulkany plujące przez kraty wodą pod dużym ciśnieniem, basenik oraz bardzo niestabilne mostki. Prawda jest taka. Wygrywa ten, kto odgadnie sekwencję gejzerów. Wtedy, bez ryzyka zmycia będzie mógł się po nich poruszać. -Chłopaki zgarnęli pierwszy punkt z czterech. Wszyscy dostajecie czas na odgadnięcie sekwencji wulkanów. Pięć minut od teraz. – pomachała kilka razy chorągwią z tym durnym napisem. Dokładnie przypatrywałyśmy się boisku. Dziewięć wulkanitów. Każdy z nich wybucha co trzy sekundy. Jeden wyrzut trwa sekundę. Głowa boli mnie od myślenia. Kaja zaczęła nucić Coś pod nosem. Podeszłam bliżej.
-Trzy, pięć, dziewięć, jeden, pięć, siedem, dwa, cztery, sześć, osiem.  
-To rozwiązanie! – krzyknęłam zachwycona. Możemy zaczynać grę. Jedna z wprowadzonych zasad. Grę jako pierwsza zaczyna drużyna, która odgadła zagadkę. W tym przypadku my. Jeżeli nastolatka się nie pomyliła to zdobędziemy przyłożenie i wygramy! Biegłyśmy jak szalone. Moja  przyjaciółka ściskała w objęciach piłkę. Przeskakiwałyśmy z gejzera na gejzer. Chłopaki nie stali bezczynnie. Natychmiast włączyli się do gry. Co z tego, że cały czas lądowali w basenie z lodowatą wodą. Udało się zdobyłyśmy punkt! Nawet nie wiecie jak bardzo burczy mi w brzuchu. Wnioskując z położenia słońca, właśnie wybiło południe. Nie mam siły. Jest wykończona.
-Tym razem wyzwaniu podołały dziewczyny. Jeden jeden. Przenosimy swoje szanowne cztery litery na plac Airbolla. No nie. To powiedziałam, kiedy żywcem usadowiono mnie na jednym z wielu wysokich pni wbitych w ziemię. Każdy z nich mierzył co najmniej pięć metrów. Wiecie co? Kojarzycie sytuację, kiedy to Ponury i Kaja wyrzucili mnie przez okno wysokiego wieżowca? Mam wrażenie, że właśnie wtedy nabawiałam się lęku wysokości. Obok mnie zjawiała się białowłosa.
-Wyglądasz tak, jakbyś miała zaraz zwymiotować.- skomentowała.
-Dzięki, od razu czuje się lepiej.- odpysknęłam. Faktycznie, trochę mi niedobrze. Au! Dostałam w głowę piłką. Nie byle jaką. Specjalną do tej gry. Składała się ona z kilku połączonych pasów u góry i na dole, więc powietrze i inne elementy swobodnie mogły ja kontrolować. Problem sprawiały dwie obręcze, które swobodnie krążyły nad naszymi głowami. Zespół, który uzbiera największa ilość punktów wygrywa.
-Gotowi?!- zawołała.
-Nie!- odkrzyknęłam.
-Start!- wrzasnęłam. Piłka zajęła się płomieniami i wypadła mi z rąk. Natychmiast przejął ją Feliks. Pokazał język.
-Tym razem tak łatwo nas nie pokonaci…- nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ moja wściekła przyjaciółka, podłożyła mu nogę. Przeleciał kilka metrów i rozpaczliwie złapał się słupa.
-Stary, ratuj!- przez kilka minut Kaspian wciągał na górę swojego towarzysza. My w tym czasie wbijałyśmy punkty. Kiedy nastolatka podała do mnie, kula stała się tak ciężka, że nie dałam radny jej utrzymać. Wszyscy wiemy czyja to sprawka. Ucieszona morda generała mówi sama za siebie. Niedługo cieszyli się jej posiadaniem. Dzwoneczek udawała, że nic nie robi, a tak naprawdę zmieniała trajektorie lotu piłki. Kilka strzałów później gra zakończyła się.
-Znowu wygrałyśmy.- przybiłyśmy sobie piątki. Chłopaki wyglądali na zdołowanych. Królowa podeszła do nich.
-Nie martwcie się. Najlepsze zostawiłam na koniec.- kiedy Elizabeth poklepie kogoś po plecach, to spokojnie, można twierdzić, że ta osoba doznała trwałego uszczerbku na zdrowiu. To właśnie ich spotkało.
-Za co to!?- wrzasnęli jednocześnie. Wszyscy razem przenieśliśmy się na boisko do Earthballa. Zasady są takie same jak w piłce nożnej. My, magowie, jak zwykle musieliśmy dodać coś od siebie. W każdym z czterech rogów placu umieszczone są podwyższenia dla graczy. Teraz pojawia się pytanie „Dlaczego?”. To proste. To nie my będziemy biegać za gałą, lecz postacie jakie sformułujemy z żywiołów. Naszym zadaniem jest poruszanie się nimi ze znacznej odległości. Nienawidzę oglądać tego w telewizji. Takie mecze potrafią trwać po kilka godzin. Zajęliśmy stanowiska.
-Żeby nie przedłużać  gramy do trzech punktów. Rozumiecie?- wspaniała sędzina uśmiechnęła się rozbrajająco. Czy ona wie, że zabrała nam cały dzień?! Nie mam odwagi jej tego powiedzieć, dlatego krzyczę w głowie. Z góry przepraszam. Każdy z nas zabrał się za kreowanie figurki, która w niewielkim stopniu miała go przypominać. Kai wyszła najlepiej. Wiecie czemu? Ponieważ jej nie widać. Ale przywódczyni szybko znalazła rozwiązanie tej dla nas korzystnej sytuacji. Przyniosła farbę w proszku i rozpyliła ją wewnątrz awatara zabójczyni. Cofam komplement. Twarz manekina wyglądała tak, jakby ktoś rzucił mu w nią cegłą. Zresztą mój nie wyglądał lepiej. Skonstruowałam go z lodu. Nic. Tyle. Żadnego popisywania się. Spojrzałam na lalki nastolatków. Wow. Generał bardzo się przyłożył. Było widać, że stworzył człowieka. Dokładnie zarysowana szczeka, diamentowe oczy, włosy zastąpiła zielona trawa. Jego ciało było wykonane z grudek  ziemi. Chowaniec Feliksa odznaczał się mianowicie tym , że widać było mu nawet żyły z pod warstwy czerwonego ognia. Te niebieskie, elektryczne impulsy posłużył również za włosy.
-Hoho, jakie cuda!- Beth nie ukrywała nawet swojego zadowolenia. – Pora zaczynać mecz! W ogóle nie ogarniałam co dzieje się na boisku. Starcie przebiegło błyskawicznie. Wynik to 3:0 dla przeciwników. Miażdżąca porażka na całej linii. Przegrałyśmy.
-No. Patrząc na was mogę śmiało podjąć decyzję o odwołaniu karetki z naszego podjazdu. Wyglądacie lepiej niż się spodziewałam. – zaśmiała się.- a teraz zapraszam na obiadokolację. Pierwszy dzień treningu dobiegł końca. Gdybym wiedziała co czeka mnie następnego ranka, nie cieszyłabym się tak bardzo…


***********
Hejka :p oto mój kolejny rozdział :) mam nadzieję że wam się podoba. Serdecznie zachęcam was do komentowania zdjęć Juki i zadawania pytań na moim asku ;D




 A oto Kaspian <3


5 komentarzy:

Unknown pisze...

Supi Supi Supi ^^

Unknown pisze...

Dziękuję :*

Unknown pisze...

Mega rozdział mordko ( ̄∀ ̄)

Karolina Stopa pisze...

Mega !!!! ♥♥♥♥

Scarlett pisze...

Cześć, zostałaś nominowana do Lba. Piszesz świetnego bloga :D
Szczegóły tu http://i-wanna-try.blogspot.com/