Poranek zacząłby się całkiem normalnie, gdyby Elizabeth nie
postanowiła zafundować nam bardzo oryginalnej pobudki. Chwyciła pierwszy lepszy garnek i łyżkę z
kuchni, następnie wjechała na piętro mieszkalne, po czym z całej siły zaczęła
walić w naczynie krzycząc „Wstawajcie!”. Biegała tak od pokoju do pokoju
narażając przy tym nasze biedne bębenki.
Dla świętego spokoju zwlekłam się z łóżka i wyszłam na korytarz. Tam
czekali moi zaspani towarzysze. Kaja ciągnęła za sobą maskotkę ( nie wiadomej
rasy zwierzę), Kaspian przecierał oczy. Najbardziej ogarnięty z całej naszej
czwórki wydał mi się Feliks.
-Kto normalny budzi ludzi o tej godzi…- ziewnął. Nastolatka
spiorunowała go wzrokiem.
-Zamknij się i słuchaj. Dziś zaczynamy nasz pierwszy wspólny
trening! Tak!- krzyknęła. To by wyjaśniało jej strój. Czarna czapka z daszkiem,
a na niej jakiś nadruk, szara bluza z kapturem zasuwana na zamek. Do tego tak
krótkie spodenki, że widać jej tyłek. Nawet teraz nie spięła swoich włosów.
Według niej to niezdrowe dla cebulek. Mag ziemi podniósł ręce do góry i zawołał
-Ale fajnie cały dzień z moja siostrzyczką!
-Wiedziałam, że się ucieszysz.- uśmiechnęła się promiennie.
-Chyba śnisz.- powiedział – mam lepsze rzeczy do roboty.
Dziś mamy przewóz więźniów i muszę przy tym być. Na razie.- i poszedł sobie.
Nawet pomachał nam na pożegnanie.
-Wiesz, dzwoniłam dziś do waszych pracodawców…
-To się źle skończy.- jęknęła zabójczyni. Królowa kontynuowała – i załatwiłam wam wolne!- rozłożyła ręce –
cieszycie się prawda? – na chwile zaniemówiliśmy. Nie dlatego, że zszokowała
nas ta informacja, ale po Elizie można się wszystkiego spodziewać. Po prostu
obawialiśmy się co tym razem wymyśliła. Brunet obrócił się na piecie i
natychmiast do nas wrócił.
-Jednak tak bardzo mi się nie spieszy. – powiedział z
wymuszonym uśmiechem.
-Tak myślałam, braciszku.- spojrzenie blondynki mówiło samo
za siebie.
-Elizabeth, możemy wiedzieć co powiedziałaś naszym szefom?-
Płomień szybko pożałował swojego pytania.
-O, naprawdę jesteś aż tak ciekawy?- nie wiem czemu, ale
najzwyczajniej w świecie się jej boję.
-To tak. Mój brat zachorował na chorobę wściekłych krów,
Kaja trzeźwieje po imprezie, a Nadia została wywalona z pracy, bo była widziana
na mieście wraz z generałem generałów. Wiecie coś o tym?!
-Ale jak to mnie wylali?!- wrzasnęłam.
-Spokojnie, daj mi dokończyć. Najlepsze przed nami. Nasz
profesorek jest na macierzyńskim!- zaśmiała się. Rudy zbladł.
-Boże, co ty im nagadałaś?! Co powiedzą uczniowie?! Koledzy
z pracy?!- usiadł w kącie pomieszczenia i zadawał sobie pytania dotyczące
aktualnej sytuacji w jakiej postawiła go rówieśniczka.
-Jak depresja ci
przejdzie, to przyjdź na śniadanie. – obróciła się do nas- a wy tym czasem… pod
prysznice!- natychmiast wykonaliśmy jej polecenie. Nigdy w życiu szybciej nie
zrobiłam koło siebie. Momentalnie umyłam się, wciągnęłam przygotowane
uprzednio przez nastolatkę ciuchy i na złamanie karku pobiegłam do jadalni. Tam
czekała na mnie zadowolona dziewczyna. W ręku trzymała stoper.
-Niezły czas. Pięć minut i trzydzieści siedem sekund.
Wygrałaś śniadanie. – podała mi talerz. Były na nim naleśniki z bitą śmietaną.
Do tego wręczyła mi kubek z kawą, na którym było moje imię.
-Dzięki.- zabrałam się za zjadanie posiłku. Do kuchni wpadali
po kolei Feliks, Kaja i na samym końcu Kaspian. Beth wręczyła porcje
nauczycielowi i białowłosej.
-A gdzie moje jedzenie!- generał nieco się wściekł.
-Spóźnialscy nie dostają.- odpowiedziała mu z ustami pełnymi
kawałków naleśnika.
-To nie fair!- nie mam ochoty cytować ich wypowiedzi, więc
przejdźmy do tego co działo się po „udanym” śniadaniu. Elizabeth wyprowadziła
nas na plac główny. Jak wspominałam wcześniej został on przekształcony w
boiska. Każde z nich wspaniałe i niebezpieczne na swój własny sposób.
-Od czego zaczynamy?- Feliks w końcu ogarnął się po
bolesnych słowach przewodniczącej.
-Na sam początek proponuję Fireballa.- rzuciła w nas
wyposażeniem. Popatrzyliśmy na nią.- no co? Przecież nie mogę was za bardzo
skrzywdzić.- jej uśmiech powala na kolana. Pośpiesznie założyliśmy ochraniacze i podnieśliśmy z ziemi karabiny. –
pokrótce przypomnę wam zasady gry. Więc tak. Magazynki waszych pistoletów
zawierają małe kuleczki napełnione jadem węża, mojej hodowli, oraz łatwopalną
substancją, która ulega samozapłonowi przy kontakcie z tlenem. Do dyspozycji
macie prostokątne boisko. Na nim są umieszczone bazy, różnego rodzaju
przeszkody o kryjówki typu: drzewa, kłody, kamienie, beczki, skrzynie, latarnie
i tym podobnie. Uwaga w krzakach mogą siedzieć kleszcze. – dodała szeptem.
Nauczyciel automatycznie sprawdził czy nie ma na sobie owada. Chyba się ich
nieco boi. – żeby wybrać drużynę ciągniecie źdźbła trawy. Dwa krótkie i dwa
długie. Kto pierwszy?- nagle wszystko dokoła stało się takie interesujące.
Ciekawe czemu.- ach! Zapomniałam dodać, że przegrana dwójka nie dostanie
obiadu, a trafiona osoba przegrywa- Kaspian momentalnie złapał trawę.- jeszcze nie pokazuj. – siostra
upomniała go. Niepewnie podeszłam do dziewczyny. Uśmiechnęła się zachęcająco.
Sięgnęłam po los. Skryłam go w zaciśniętej pięści. Potem odważyła się fioletowooka,
później profesor. – otwieracie dłonie, kiedy skończę odliczać. Pięć, cztery,
trzy, dwa, jeden!- moje źdźbło było tej samej długości co zabójczyni. Mamy
szansę wygrać. Chłopaki popatrzyli po sobie. Zaraz się uśmiechnęli. Telepatia
czy co? Czyżby obmyślili już genialny plan jak nas pokonać?
- Siostra, czemu nie grasz? Dziewczyną może być potrzebne
wsparcie.- po słowach wypowiedzianych przez maga ziemi, w Kai zagotowało się.
Musiałam na niej usiąść do czasu, kiedy nieco się uspokoiła i nie miała ochoty
wydrapać nastolatkowi oczu.
-Ponieważ ktoś musi być niezależnym sędziom.- powiedziawszy
to zdjęła bluzę i rzuciła ją na ziemię. Naszym oczom ukazała się czarna
koszulka z napisem „Dajesz braciszku”. To samo hasło widniało na czapce oraz
spodenkach.
-Bardzo niezależny ten sędzia.- bąknęłam pod nosem.
-Rozproszyć się!- krzyknęła. Obie grupki pobiegły w
przeciwnych kierunkach. Przysiadłyśmy w małym lasku, który stanowił niezły punkt
obserwacyjny na obóz przeciwników.
-Masz jakiś pomysł jak ich wykiwać i zdobyć obiecany obiad?-
spytała z nadzieją w głosie.
-Powiem ci, że jestem niezłym snajperem, a ty potrafisz
przemieszczać się szybko i niemal bezszelestnie. Co nie?- spojrzałam na nią.
-Masz rację. Boisko nie jest znowu takie ogromne. Pewnie
stąd widzisz ich przez celownik.- powiedziała.
-Yhm. Zgadza się. Widzę ich.- ułożyłam się wygodnie w leśnym
poszyciu. Przyłożyłam bron do twarzy. Czekałam.
-Osłaniaj mnie. – do akcji wkroczyła szybka jak błyskawica
Kaja. Cholera. Nie dobrze. Nie widzę żadnego z nich. Co mam robić? Jeżeli ją
zawołam to spalę swoją kryjówkę i przy okazji podam im jak na tacy położenie
Czarnego Kruka. Jedyne co mogę teraz zrobić, to leżeć cicho i nie odzywać się.
Coś mignęło na horyzoncie. Chyba mi się zdawało. Mrugnęłam. W tym ułamku
sekundy Płomień znalazł się przed Kają mierząc jej z broni w głowę. Ona nie
pozostała mu dłużna. Jej broń była skierowana na brzuch zmiennookiego. A gdzie
Kaspian. Szybko rozglądnęłam się po polu walki i nigdzie go nie dostrzegłam.
Zaraz pożałowałam tej decyzji. Za sobą
usłyszałam szczęk odbezpieczanego pistoletu.
-Hej, kochanie jak się masz?- padły dwa strzały. Ich huk
połączył się w jeden. Należały one do mnie i generała. Wiedząc, że nie dam rady
obronić siebie, wymierzyłam w rudego. Brunet oczywiście mnie wyeliminował. Trafił w plecy. Ochraniacz momentalnie zajął
się ogniem. Natychmiast ściągnęłam go z siebie i cisnęłam o glebę. W miejscu,
gdzie dostałam od piętnastolatka, wyzierała ogromna dziura. Pocisk zdołał zwęglić
kawałek mojej koszulki.
-Gratulacje, wygrałeś– powiedziałam. Przeniosłam wzrok na
toczącą się walkę między zakoniczką a filozofem. Nie wiem jak, ale chłopak
zdołał uniknąć śruta. Ma niezły refleks. Obydwoje odskoczyli od siebie na znaczną
odległość i wymieniali się strzałami. Brakowało im tylko koszulek z nadrukiem
tarczy do rzutek. Kulki świstały im koło uszu, a oni jak gdyby nigdy nic
profesjonalnie unikali każdego trafienia. W końcu Feliks zawahał się. Nadarzyła
się idealna okazja do ataku. Zabójczyni z pewnością wykorzystałaby ją, gdyby
Kaspian natychmiast nie pociągnął za spust.
-Przepraszam, ale nie pozwolę wam wygrać. – dziewczyna nie
miała szans na unik. Języki ognia objęły jej klatkę piersiową. Wkrótce cały
pancerz. Zrobiła to samo co ja. Zdarła go z siebie i palnęła na ziemię. Na placu
pojawiała się Elizabeth bijąca brawo.
-Teraz coś na ochłodę. Co myślicie o Wodnym Rugby?- spytała.
Chwilę później obserwowaliśmy gejzery wyrzucające multum wody w górę, która
następnie lądowała w basenie. Każdy krater połączony był ze sobą bardzo
spróchniałym i ( moim skromnym zdaniem ) nie nadawał się do użytku mostkiem. Zasady są
takie same jak w wasze rugby. My po prostu je ulepszyliśmy. Mamy małe wulkany
plujące przez kraty wodą pod dużym ciśnieniem, basenik oraz bardzo niestabilne
mostki. Prawda jest taka. Wygrywa ten, kto odgadnie sekwencję gejzerów. Wtedy,
bez ryzyka zmycia będzie mógł się po nich poruszać. -Chłopaki zgarnęli pierwszy
punkt z czterech. Wszyscy dostajecie czas na odgadnięcie sekwencji wulkanów.
Pięć minut od teraz. – pomachała kilka razy chorągwią z tym durnym napisem.
Dokładnie przypatrywałyśmy się boisku. Dziewięć wulkanitów. Każdy z
nich wybucha co trzy sekundy. Jeden wyrzut trwa sekundę. Głowa boli mnie od
myślenia. Kaja zaczęła nucić Coś pod nosem. Podeszłam bliżej.
-Trzy, pięć, dziewięć, jeden, pięć, siedem, dwa, cztery,
sześć, osiem.
-To rozwiązanie! – krzyknęłam zachwycona. Możemy zaczynać
grę. Jedna z wprowadzonych zasad. Grę jako pierwsza zaczyna drużyna, która
odgadła zagadkę. W tym przypadku my. Jeżeli nastolatka się nie pomyliła to
zdobędziemy przyłożenie i wygramy! Biegłyśmy jak szalone. Moja przyjaciółka ściskała w objęciach piłkę.
Przeskakiwałyśmy z gejzera na gejzer. Chłopaki nie stali bezczynnie. Natychmiast
włączyli się do gry. Co z tego, że cały czas lądowali w basenie z lodowatą
wodą. Udało się zdobyłyśmy punkt! Nawet nie wiecie jak bardzo burczy mi w
brzuchu. Wnioskując z położenia słońca, właśnie wybiło południe. Nie mam siły.
Jest wykończona.
-Tym razem wyzwaniu podołały dziewczyny. Jeden jeden.
Przenosimy swoje szanowne cztery litery na plac Airbolla. No nie. To
powiedziałam, kiedy żywcem usadowiono mnie na jednym z wielu wysokich pni
wbitych w ziemię. Każdy z nich mierzył co najmniej pięć metrów. Wiecie co?
Kojarzycie sytuację, kiedy to Ponury i Kaja wyrzucili mnie przez okno wysokiego
wieżowca? Mam wrażenie, że właśnie wtedy nabawiałam się lęku wysokości. Obok mnie
zjawiała się białowłosa.
-Wyglądasz tak, jakbyś miała zaraz zwymiotować.-
skomentowała.
-Dzięki, od razu czuje się lepiej.- odpysknęłam. Faktycznie,
trochę mi niedobrze. Au! Dostałam w głowę piłką. Nie byle jaką. Specjalną do tej
gry. Składała się ona z kilku połączonych pasów u góry i na dole, więc
powietrze i inne elementy swobodnie mogły ja kontrolować. Problem sprawiały
dwie obręcze, które swobodnie krążyły nad naszymi głowami. Zespół, który
uzbiera największa ilość punktów wygrywa.
-Gotowi?!- zawołała.
-Nie!- odkrzyknęłam.
-Start!- wrzasnęłam. Piłka zajęła się płomieniami i wypadła
mi z rąk. Natychmiast przejął ją Feliks. Pokazał język.
-Tym razem tak łatwo nas nie pokonaci…- nie zdążył dokończyć
zdania, ponieważ moja wściekła przyjaciółka, podłożyła mu nogę. Przeleciał
kilka metrów i rozpaczliwie złapał się słupa.
-Stary, ratuj!- przez kilka minut Kaspian wciągał na górę
swojego towarzysza. My w tym czasie wbijałyśmy punkty. Kiedy nastolatka podała
do mnie, kula stała się tak ciężka, że nie dałam radny jej utrzymać. Wszyscy
wiemy czyja to sprawka. Ucieszona morda generała mówi sama za siebie. Niedługo
cieszyli się jej posiadaniem. Dzwoneczek udawała, że nic nie robi, a tak
naprawdę zmieniała trajektorie lotu piłki. Kilka strzałów później gra
zakończyła się.
-Znowu wygrałyśmy.- przybiłyśmy sobie piątki. Chłopaki
wyglądali na zdołowanych. Królowa podeszła do nich.
-Nie martwcie się. Najlepsze zostawiłam na koniec.- kiedy
Elizabeth poklepie kogoś po plecach, to spokojnie, można twierdzić, że ta
osoba doznała trwałego uszczerbku na zdrowiu. To właśnie ich spotkało.
-Za co to!?- wrzasnęli jednocześnie. Wszyscy razem
przenieśliśmy się na boisko do Earthballa. Zasady są takie same jak w piłce
nożnej. My, magowie, jak zwykle musieliśmy dodać coś od siebie. W każdym z
czterech rogów placu umieszczone są podwyższenia dla graczy. Teraz pojawia się
pytanie „Dlaczego?”. To proste. To nie my będziemy biegać za gałą, lecz
postacie jakie sformułujemy z żywiołów. Naszym zadaniem jest poruszanie się
nimi ze znacznej odległości. Nienawidzę oglądać tego w telewizji. Takie mecze
potrafią trwać po kilka godzin. Zajęliśmy stanowiska.
-Żeby nie przedłużać gramy
do trzech punktów. Rozumiecie?- wspaniała sędzina uśmiechnęła się rozbrajająco.
Czy ona wie, że zabrała nam cały dzień?! Nie mam odwagi jej tego powiedzieć,
dlatego krzyczę w głowie. Z góry przepraszam. Każdy z nas zabrał się za
kreowanie figurki, która w niewielkim stopniu miała go przypominać. Kai wyszła
najlepiej. Wiecie czemu? Ponieważ jej nie widać. Ale przywódczyni szybko
znalazła rozwiązanie tej dla nas korzystnej sytuacji. Przyniosła farbę w
proszku i rozpyliła ją wewnątrz awatara zabójczyni. Cofam komplement. Twarz
manekina wyglądała tak, jakby ktoś rzucił mu w nią cegłą. Zresztą mój nie
wyglądał lepiej. Skonstruowałam go z lodu. Nic. Tyle. Żadnego popisywania się.
Spojrzałam na lalki nastolatków. Wow. Generał bardzo się przyłożył. Było widać,
że stworzył człowieka. Dokładnie zarysowana szczeka, diamentowe oczy, włosy
zastąpiła zielona trawa. Jego ciało było wykonane z grudek ziemi. Chowaniec Feliksa odznaczał się
mianowicie tym , że widać było mu nawet żyły z pod warstwy czerwonego ognia. Te
niebieskie, elektryczne impulsy posłużył również za włosy.
-Hoho, jakie cuda!- Beth nie ukrywała nawet swojego
zadowolenia. – Pora zaczynać mecz! W ogóle nie ogarniałam co dzieje się na
boisku. Starcie przebiegło błyskawicznie. Wynik to 3:0 dla przeciwników. Miażdżąca
porażka na całej linii. Przegrałyśmy.
-No. Patrząc na was mogę śmiało podjąć decyzję o odwołaniu
karetki z naszego podjazdu. Wyglądacie lepiej niż się spodziewałam. – zaśmiała się.-
a teraz zapraszam na obiadokolację. Pierwszy dzień treningu dobiegł końca. Gdybym
wiedziała co czeka mnie następnego ranka, nie cieszyłabym się tak bardzo…
***********
Hejka :p oto mój kolejny rozdział :) mam nadzieję że wam się podoba. Serdecznie zachęcam was do komentowania zdjęć Juki i zadawania pytań na moim asku ;D
A oto Kaspian <3
***********
Hejka :p oto mój kolejny rozdział :) mam nadzieję że wam się podoba. Serdecznie zachęcam was do komentowania zdjęć Juki i zadawania pytań na moim asku ;D
A oto Kaspian <3

5 komentarzy:
Supi Supi Supi ^^
Dziękuję :*
Mega rozdział mordko ( ̄∀ ̄)
Mega !!!! ♥♥♥♥
Cześć, zostałaś nominowana do Lba. Piszesz świetnego bloga :D
Szczegóły tu http://i-wanna-try.blogspot.com/
Prześlij komentarz