-O co wam chodzi?! Ja nic złego nie zrobiłem!- krzyczał
chłopak. Kaja roześmiała się.
-Proszę cię, nie udawaj głupiego. Dobrze wiemy na czym
opiera się twój biznes.- wskazała na mięso leżące na stole.
-Ja nic nie rozumiem…- mówił. Dziewczyna podrapała się po
głowie.
-Tak mówisz? To może rozejdziemy się do domów i zostawimy
cię w spokoju?- jej głos ociekał w ironię.
-Bardzo bym prosił.-skłonił się przed nią. Dzwoneczek
podeszła do Cartera i złapała go za włosy. Natychmiast go wyprostowała i
spojrzała głęboko w jego oczy.
-Powiedz, dlaczego i jak zginął twój ojciec?- syknęła.
-Nie wiem.-odpowiedział.
-Och! Ciekawe.- zaśmiała się i rzuciła nim z całej siły o
ścianę.
-Carter!- zawołałam i podbiegłam do niego.- Kaja, zostaw go
w spokoju!- poprosiłam.
-Nadia nie wtrącaj się!- warknęła w miarę grzecznie. Zza jej
pleców wyłonił się August, jej kolega do mordowania.
-Ale jaja! Wy się znacie!- otworzył buzię ze zdziwienia.
-Nic ci do tego!- odpowiedziała białowłosa. Carter pociągnął
mnie za rękę.
-Czemu ona powiedziała do ciebie Nadia?- spytał. Wzięłam
głęboki oddech. Poczułam się lżejsza o te kilkanaście kłamstw, którymi karmiłam
go na co dzień.
-Ponieważ to moje prawdziwe imię. Nazywam się Nadia
Wróblewska.- powiedziałam spokojnie. Zamilkł.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale muszę go zabić i to przed
wieczorem, bo wiesz, pojadą bez nas.- rozłożyła ręce. Chłopak odsunął mnie na
bok.
-Wybieram ciebie!- spojrzał Kai w oczy.
-Doskonale.- i uruchomiła swoje diamentowe paznokcie,
prezent od Kaspiana. Obróciła twarz w moim kierunku.- Przepraszam, że muszę
zabić twojego chłoptasia.- i rzuciła się na bezbronnego Cartera. Odparł jej
atak zamaskowanym toporem ukrytym w rękawie.
-O, kroisz nim swoje ofiary?- spytała sarkastycznie.
-Dalej nie wiem o co ci chodzi!- zawołał.
-W takim razie zacznę swoją opowieść od początku, ale kiedy
skończę, ty będziesz martwy!- August podsunął mi krzesło.
-Usiądź to trochę im zajmie.- wahałam się, ale po chwili
zajęłam proponowane miejsce. Nastolatka
ponowienie natarła, tym razem dodając ponurą narrację.
-Pewnego wieczoru przyszła do nas młoda kobieta i oznajmiła,
że jej mąż przez kilka dni nie wracał do domu.- celny cios w brzuch chłopaka za
pomocą paznokci. Osunął się na kolana i bardzo szybko rozpoczął mało efektywne
leczenie. Widać, że nie ma o tym bladego pojęcia.- Na początku pomyśleliśmy, że
facet miał dość swojej żony i ją zostawił. Wiesz, takie rzeczy się zdarzają.-
rzuciła w niego nożem. Ledwo uniknął ataku. Ostrze drasnęło jego ramię. –Ale
kolejnego dnia przyszła kolejna kobieta. Tym razem zaginęło dziecko.
Dziewczynka, dwanaście lat. Zaczęliśmy się niepokoić, ale i ją odesłaliśmy z
kwitkiem.- tym razem chłopak zaatakował. Przeprowadził serię strzałów. Użył do
tego szkła zmieszanego z lodem. Pociski nie wyrządził krzywdy białowłosej.
Uniknęła ich z wrodzoną gracją.- To nie ładnie przerywać komuś opowieść,
wiesz?- i poczęstowała go mocnym uderzeniem powietrza. Było tak silne, że
chłopak przeleciał całe pomieszczenie i uderzył ponownie plecami o ścianę. Zawył z bólu. Mankietem
koszuli otarł krew z kącików ust. Wstał chwiejnie. –Na czym to ja skończyłam?
Ach! Już wiem! Zjawiła się trzecia osoba, tym razem mężczyzna. Oznajmił, że
jego dziewczyna została uprowadzona na jego oczach. Sporządziliśmy dokładny
opis napastników oraz samochodu, którym się poruszali. W taki sposób dodarliśmy
do twojego ojca.
-Co on miał z tym wspólnego?- krzyknął. Szesnastolatka
natychmiast znalazła się za jego plecami. Kolejny raz złapała jego włosy.
Odchyliła głowę Cartera do tyłu, a do szyli przyłożyła mu nóż. Telefon Augusta
zadzwonił. Zabójca wyszedł, aby odebrać. Dzwoneczek kontynuowała opowieść.
-Okazało się, że prowadzi restaurację, w której serwuje się
niebywałe w smaku potrawy, niekiedy nazywane ambrozją. Wiesz, z czego je robiono?-
mocniej przycisnęła nóż do jego gardła. Teraz wszystko pamiętam. Mówiła mi o
tym. Jak zabiła faceta, który…
-Z ludzkiego mięsa.
-Kaja stój!- do pomieszczenia wpadł Sroka. Za późno. Moja
przyjaciółka poderżnęła gardło mojemu chłopakowi.
-O co chodzi?- spytała czyszcząc ostrze z krwi generała.
-Okazało się, że chłopak jest czysty. Nie musieliśmy go
zabijać.- oznajmił. Upadłam na kolona. Zaczęłam płakać. Jak mogłam do tego
dopuścić? Kolejna osoba na której mi choć odrobinę zależało, odeszła. Mama taż zginęła
na moich oczach. Ponury również zmarł, bo nie mogłam mu już pomóc, a teraz
straciłam nawet Cartera. Nie jestem zła na Kaję. Taki ma zawód. Jestem zła na
siebie, że nie byłam wstanie go ochronić. Mam dość. Poddaję się. Już nikogo nie
pokocham. Nie mam siły patrzeć jak giną.
-A no!- Kaja zawołała na mnie. – Czemu nie zrobisz takich
czarów jak z Kaspianem? Albo Eneaszem?- poderwałam się na nogi. Właśnie! Jest
tkaczem! Mogę kontrolować rzeczywistość. Podbiegłam do Cartera. Położyłam
dłonie na jego sercu. Nie biło. Powstrzymałam się od płaczu. Zaczęłam nucić.
Tam, gdzie na wietrze opada liść… resztę już znacie. Jak zawsze pojawiło się
wezwane przeze mnie drzewo. Na dłoń opadł mi liść. Dotknęła kory i powiedział
cicho dziękuję, po czym zerwałam się z miejsca i pobiegłam jedyną drogą jak się
pojawiła. Biegłam ile tchu. Tutaj nie odczuwałam zmęczenia. W końcu na
horyzoncie zamajaczyła znajoma sylwetka. Carter.
-Carter!- zawołałam. Obrócił się. Uśmiechnął się.
-Gdzie jesteśmy?- spytał.
-Sama nie wiem, ale to chyba droga do innej krainy. Krainy
umarłych.- powiedziałam spokojnie. Zaśmiał się.
-Czyli jednak mnie zabiła.- spojrzał w górę. –Piękne niebo,
prawna?- uniosłam głowę. Zobaczyłam tylko białą, niekończącą się przestrzeń.
-Przykro mi, ale nic nie widzę.- przygryzłam wargę.
-Jestem tu, bo umarłem. Tak?
-Tak.- przyznałam mu rację.
-Ale ty żyjesz? I tu jesteś?- zadał pytanie.
-Tak. Jestem tkaczem. Osobą mogącą zmieniać bieg wydarzeń.-
oznajmiłam.
-Słyszałam o tym. Niesamowita zdolność, ale na świecie nie
ma nic za darmo, więc jaką cenę płacisz za wskrzeszenie zmarłego?- spytał z
powagą. Zastanowiłam się dłuższą chwilę.
-Dobre pytanie. Nie mam pojęcia. I dobrze mi z tym.-
uśmiechnęłam się. –Podaj mi rękę i chodźmy już stąd. Nie za bardzo lubię tu
przebywać.- celowo się skrzywiłam, aby rozładować atmosferę.
-Tak jest wasza wysokość.- odgryzł się.
-Bo cię tu zostawię.- zagroziłam.- Proszę to dla ciebie.-
podłam mu listek.
-Dzięk…- i zniknął.
-Mam nadzieję, że wróciłeś.- powiedziałam pod nosem.
*
-Nadia, Nadia! Obudź się!- ktoś szarpał mnie za ramię.
-Nie odpowiada.
-Co teraz zrobimy?
-Nie mam pojęcia.
-Daj, ja spróbuję. – poczułam znajomy chłód na ciele. To
woda! Ktoś wylał na mnie wodę! Podziałała jak najlepsze lekarstwo i natychmiast
otworzyłam oczy.
-Kaja, skąd wiedziałaś, że woda ją ocuci?- spytał Carter.
-Nie wiedziała. Po prostu chciałam kogoś oblać.- wzruszyła
ramionami i odłożyła dzbanek na stolik. Obróciła się.-Ale z was są idioci! To
mag wody! Wiadomo, że jej pomoże!- zawołała oburzona.
-Faktyczne! Czasem przejawiasz oznaki inteligencji!-
powiedział August.
-Zamilcz!- fuknęła. Strzepnęłam z siebie ciecz. Chłopaki
pomogli mi wstać.
-Jak się czujesz?- spytał zielonowłosy.
-Dobrze.- popatrzyłam na niego.- Wiesz, że musimy
porozmawiać?
-To raczej moja kwestia.-posmutniał.
-To my was zostawimy.- August złapał Kaję pod pachy i
wyciągnął ją z sali.
-Poczekaj, zaczyna się robić ciekawi! Jak w mojej ulubionej
telenoweli!- zawołała.
-Daj spokój.- i zniknęli za masywnymi drzwiami. Chłopak usiadł
obok mnie. Odetchnął głęboko.
-Czemu nie powiedziałaś mi, że jesteś księżniczką?- spytał z
wyrzutem.
-Ja… nie chciałam żeby ktokolwiek o tym wiedział.-
powiedziałam.
-Ale Kaspian wiedział, prawda? I ta dziewczyna też!-
krzyknął.
-Tak.
-To skoro oni wiedzieli, to dlaczego i ja nie mogłem?-
popatrzył na mnie.- Mogłaś mi o tym powiedzieć w każdej chwili, ale ty
postanowiłaś zataić prawdę.
-Wiem.- odwróciłam wzrok.
-Tylko tyle masz do powiedzenia?!- zawołał nagle wstając.
Kiwnęłam głową. Położył dłonie na stole. Wsparł się na nich. Zacisnął szczęki.
– Czy ty mnie kochasz?- wyrzucił z siebie.
-Nie wiem. Ja nie wiem jakie to uczucie.- odpowiedziałam.-
Moja mama nie umiałam nam okazywać, że nas kocha, a gdy zmarł tata to już się dla
niej nie liczyłyśmy. Pozostałyśmy same sobie.- stał w bezruchu. Po dłużej
chwili powiedział.
-Lepiej będzie jeżeli tez się rozstaniemy, -popatrzyłam na
niego. W głębi duszy wiedziałam, że to jedyne wyjście, ale i tak łzy zaczęły
spływać po moim policzku.- ale ja nie przestanę cię kochać. Zaczekam na ciebie.
Na razie dam ci czas.- podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło, uśmiechnął
się i opuścił restaurację.
*
Wróciłam do pałacu. Wjechałam na drugie piętro i spakowałam
swoje rzeczy. Nie miałam ich zbyt wiele. Tylko samo, ile przed przeprowadzką do
tego miejsca. Usiadłam na łóżku. Pogładziłam pościel. Położyłam sie na plecach.
Zdążyłam polubić mój nowy dom. Tyle tu wspomnień, radości i smutków. Podeszłam
do balkonu. Otworzyłam drzwi i wyszłam na taras. Przypomniałam sobie pierwsze
spotkanie z Naito. Oparłam się o barierkę. Zerknęłam na morze. Westchnęłam.
Liście opadły z drzew tworząc piękną, rudą kurtynę. To zabawne. Kiedy tu
przybyłam, panowało lato. Kiedy odchodzę, moje miejsce zajmuje nadchodząca
zima. Pomiędzy gałęziami spostrzegłam grób Ponurego. Julian. Nie mam zamiaru
grzebać kolejnych przyjaciół. Dopiero teraz zauważyłam, że nie jestem sama.
Nieopodal mnie stał Kaspiana i bacznie mnie lustrował.
-Yo.- rzucił.
-Cześć.- co za ulga. już się na mnie nie gniewa. Chyba.
-Szkoda opuszczać to miejsce. Co nie?- uniósł głowę do góry.
-Tak.- westchnęłam. –I pomyśleć, że wszystko jeszcze przed
nami.
-No. Ktoś musi ocalić ten świat. Jak nie my to kto?
-Właśnie. Jak nie my to kto.- powtórzyłam.
-Wiem o waszym zerwaniu.- wypalił.
-Co?! Ale z niej plotkara!- zawołałam. Chłopak zaśmiał się.
-Dobrze, że tak postanowiliście. W końcu to ja miałem cię
nauczyć jak kochać.- uśmiechnął się.
-Ja… nie chcę się w nic angażować.
-Wiem. Chodźmy już.
Niedługo będziemy jechać.
-Masz rację. Pora na nas.- pożegnałam się ze swoim pokojem i
zatrzasnęłam drzwi. Właśnie zakończył się pewien etap w moim życiu.
***
Czy ktoś z was zna jakiś sposób na promowanie bloga? Piszcie w komentarzach. Plis :*
***
Czy ktoś z was zna jakiś sposób na promowanie bloga? Piszcie w komentarzach. Plis :*
4 komentarze:
Ja znam! *-*
W swojej nazwie konta google daj link do bloga, komemtuj te znane, ktoś na pewno zobaczy!
Super rozdział <3
Serio <3
Ah, zawsze czekam na soboty *-*
Jeju świetnie! Szkoda ze musza wyjeżdżać :'(
Supi :*
Megaśny rozdział ;D
Prześlij komentarz