-O ja cię kręcę! My tym będziemy podróżować!?- zawołałam.
-Tak. – oznajmiła rozbawiona królowa pakując mój bagaż do
trzy- piętrowego autobusu.
-Czy wycieczka takim wielkim autokarem jest dozwolona?-
spytałam.
-Pewnie.- uśmiechnęła się.
-Czemu jedno piętro w ogóle nie ma okien?
-Tam jest zbrojownia i samochody.- zabrzmiało to jakby
zbrojownia na kółkach była czymś normalnym.
-Dobra…- westchnęłam.
-Choć, pokażę ci resztę.- złapała moją dłoń i wciągnęła mnie
do pojazdu. Szybko wbiegłyśmy po schodkach. Minęłyśmy Naito, który grzebał przy
kierownicy. Wnętrze było oszałamiające. Siedzenia zostały usunięte, za to
wniesiono dwa stoły, przy nich po trzy krzesła, za nimi rozciągały się dwa
blaty. Stąd prowadziło bezpośrednie przejście na górę, ale naprzeciwko mnie widniały jeszcze inne drzwi. Dokładnie je popchnęła Eliza. Łazienka. I to nie byle jaka. Zaraz przy
wejściu, po mojej prawej i lewej, znajdowały się oddzielne ubikacje z rysunkiem
dziewczynki i chłopczyka. Tym razem prowadziły do prysznicy oddzielonych od
siebie ściankami działkowymi. To bardzo ważne. Kiedyś byłam w kurorcie
znajdującym sie w innym państwie i tam również były dwa prysznice, ale w jednym
pomieszczeniu. Chciałam wtedy zapytać w recepcji czy mogę dostać jakąś
zasłonkę, ale koleżanka zwróciła mi uwagę, że w tym kraju tak się właśnie
kąpią. Razem. Bez wstydu. Tak… wyszłyśmy z toalet i elegancko, po drabince,
znalazłyśmy się w pokoju. Stały tu trzy łóżka. Obok nich szafki nocne. W kącie
pomieszczenia stałą szafa, nieopodal niej dwa biurka.
-To pokój chłopaków. Wiesz, dopiero co się wprowadzili.
-Nie widać.- wszędzie leżały porozrzucane ubrania, książki,
jedzenie różnego rodzaju, a nawet wdepnęłam w coś mokrego. Mam nadzieję, że był
to jakiś sok.
-Chodźmy dalej. – popchnęła kolejne drzwi i przeszłyśmy do
małego korytarzyka. Kolejne drzwi dalej w końcu doszłyśmy do obiecanej
sypialni. Również trzy łóżka: jedno na samym końcu pokoju, dwa pozostałe
równoległe dostawione do niego. Na podłodze leżała puchata wykładzina. W rogu
dominowała ogromna szafa z lustrami oraz dwa biurka.
-Przyjemnie.- oznajmiłam.
-Cieszę się, że ci się podoba. Spędzimy tu trochę czasu.
Teraz się rozpakuj i nie zapomnij zejść na obiad. Naito szykuję indyka.-
uśmiechnęła się i wyszła. Zostałam sama. Zerknęłam do szafy. Moje ciuchy już
tam były. Tak to wcale nie jest dziwne. Zamknęłam ją. Podeszłam do posłań.
Przyglądnęłam się każdemu z nich i wybrałam środkowe. Wydawało mi się
najwygodniejsze. Obejrzałam go z każdej strony. Okazało się, że jest wyposażone
w schowek na pościel, czyli musi się składać. Miałam rację. Wystarczyło lekko unieść
materac do góry i łóżko momentalnie zamieniało się w dwuosobową kanapę. Tak
lepie. zawsze kilka centymetrów miejsca. Dopiero teraz zorientowałam się, że
nad drzwiami wisi telewizor. Jestem ciekawa, czy antena razem z kablami
swobodnie dynda sobie za oknem. Wychodząc z sypialni potknęłam się o klapę
zamaskowaną w dywanie. Przesunęłam wieko. Drabinka zjechała wprost do kuchni.
Ucieszyłam się. Nie będę musiała za każdym razem przechodzić przez norę
chłopaków. Zeszłam na dół. Białowłosy krzątał się po kuchni. Z szafek nad
blatem wyjmował przyprawy, co jakiś czas zerkał do piekarnika, to znowu kroił
warzywa lub nalewał kompot do szklanek. Zajęłam miejsce przy stoliku razem z
przewodniczącą. Pisała coś na kartce papieru. Jakieś znaki, których nigdy
przedtem nie widziałam. Chrząknęłam, aby zwrócić jej uwagę. Za miast niej,
odezwał się Naito.
-Teraz raczej ci nie odpowie. Uparła się, że zrobi jeszcze
kilka pieczęci, tak na wszelki wypadek. Wspominała coś o niebezpieczeństwie.
-Aha. Na czym polega to coś, co teraz robi.- chłopaka
zastanowił się dłużej. Wytarł ręce w swój biały fartuch w czerwone serduszka z
napisem „ Daj buzi kucharzowi”.
-Cóż. Są trzy rodzaje pieczęci. Z tego co słyszałem
opanowałaś jedną nich. I to w bardzo krótkim czasie. Imponujące.
-Tak. Eliza nazwała ją… nie mogę sobie przypomnieć.
-Wiązanie myślowe. Pieczęć myśli. – powiedział. –Bardzo
trudna technika.
-A ty ją umiesz?- natychmiast się zaśmiał.
-Przecież ja ledwo ogarniam gotowanie.- wskazał na wyjętego
dopiero co z piekarnika przypalonego indyka.
-Dlaczego nie użyłeś magii ognia, tak jak ostatnio?
-Bo tak jest zabawniej.- powiedział.
-Wróćmy do tematu. Jaki rodzaj pieczęci tworzy Beth?
-Fizyczną. Ma zamiar umieścić w niej racje żywnościowe, broń
i najpotrzebniejsze rzeczy w razie gdybyśmy musieli porzucić wszystko i
uciekać.
-Ale to będzie ważyło z kilkanaście kilogramów!
-Nie. Te napisy pochłaniają masę i nie odczuwasz ciężaru
bagażu. Przydatna umiejętność.
-Rzeczywiście. A to pismo?- wskazałam palcem na kartkę.
-To jest starodawne pismo. Legenda głosi, że zostało
wynalezione przez samego ojca żywiołów.
-Skąd niby ona zna to pismo?- spytałam.
-Uczyła się go bardzo długo. Dzień w dzień. Był taki czas,
że pisała tylko tymi znakami. Gdy zaczyna pisać to zapomina o świecie, dopóki
nie skończy. Dlatego możemy ją obgadywać ile chcemy.- uśmiechnął się.
-Jak długo znasz królową?- spytałam. Skręcił gaz pod
ziemniakami i usiadł na blacie. Jego zawsze pogodna twarz zasnuła się cieniem.
Ale tylko na moment. Cmoknął.
-Znam ją odkąd patrzy na świat. Jestem starszy od niej o dwa
lata. Pamiętam jak siadała, raczkowała, uczyła się chodzić. Zawsze jej
towarzyszyłem, do pewnego czasu. Opuściłem ją z przymusu kiedy miała może
piętnaście lat. Ale wybaczyła mi i wróciłem.- powiedział. Chciałam zadać mu kolejne
pytanie, ale do autokaru wtoczyli się Kaja i Kaspian. Podtrzymywali na wpół
przytomnego Feliksa, który mamrotał coś niewyraźnie.
-Co mu się stało?!- zawołał przerażony kucharz. Podbiegłam
oby im pomóc ale generał nie pozwolił mi dotknąć nastolatka.
-Ma wizję.- wytłumaczył. Dobrze wiedział, że jeżeli
delikatnie dotknę Feliksa w takim stanie to znajdę się w podobnej sytuacji. Nie
dawno zorientowaliśmy się, że przekazywanie wizji pomiędzy wróżbitą a tkaczem
jest bezpieczniejsze gdy ten pierwszy odzyska świadomość.
-Połóżcie go na stole.- rozkazał Naito. Nagle filozof dostał
napadu drgawek.
-Zaraz odgryzie sobie język. Włóżmy mu coś do ust!- zawołała
Kaja.
-Chyba zgłupiałaś!- krzyknęłam. – Nie wolno tego robić. Musi
mieć dużą przestrzeń ale w tej chwili nie możemy mu tego zapewnić, dlatego
mocno go trzymajcie!- białowłosy złapał za nogi chłopaka, mag ziemi za ramiona,
a Dzwoneczek usiadła na nim. Po upływie pięciu minut napad ustał. Odetchnęliśmy
z ulgą. Osiemnastolatek był w stanie sam usiąść. Omari zeszła z niego.
-I jak się czujesz?- spytała.
-Już po wszystkim.- oznajmił trzymając się za głowę.
-Stary, ty w ogóle nad tym nie panujesz!- zawołał Kaspian.
-Wiem.- odpowiedział zmieszany.
-To bardzo źle.- dodał Naito bardzo cicho. –Ziemniaki mi się
rozgotują!- zawołał i pobiegł na ratunek kartoflom.
-Co widziałeś?- spytałam.
-Ciężko to opisać. Widziałem chłopaka. Dość młodego. Coś
około czternastu lat. Potem lilię, która rozbłysła tysiącem barw i wisielca.
-Dobra, czuję się przygotowana psychicznie. Podaj mi dłoń.-
i świat zawirował.
*
Moim zadaniem brakuje tu drogowskazów, ponieważ teraz mam
ogromny dylemat. Przede mną szerzą się drogi. Dokładne osiem. Każda z nich jest
inna. Jedna bardziej zarośnięta, druga wybrukowana, kolejna wyboista. Dlaczego
nie ma tu takiego wielkiego bilbordu z napisem „ Na zagładę tędy”. Byłoby o
wiele lepiej. Zamknęłam oczy i słuchałam. Może któraś z nich powie coś w
rodzaju „kici kici tędy masz iść”. Szczerze mówiąc właśnie na to liczyłam.
Zamiast tego typu nawoływać usłyszałam krzyk. Byłam pewna, że to właśnie tam
mam iść. Znalazłam się w zatęchłym pomieszczeniu. Panował tu półmrok. Minęła
chwila zanim moje oczy przyzwyczaiły się do natężenia światła. Ujrzałam
przykutego do ściany Niklausa. Powoli podchodził do niego zamaskowany chłopaka.
Na prawym nadgarstku miał kastet z pieczęcią. Lilią. Pewnie ją widział Feliks.
Nastolatek odezwał się.
-Wielki generał. Jeden z dwunastu. Co za ścierwo.- splunął
na Aazama. Tamten ledwo uniósł
posiniaczoną twarz. Jego ręce był przykute do ściany lochu. Miał na sobie
podarty garnitur. W takim samym był na balu. Nieznajomy rozpiął koszulę
blondyna. Ten cicho jęknął. Na jego klatce piersiowej widniały liczne obrażenia
i świeże, źle gojące się rany. Zapewne wdało się zakażenie. Oprawca jednym
ruchem ręki poderwał z ziemi poszkodowanego. Pieczęć umieszczona na pierścieniu
rozżarzyła się i z całej siły uderzył nią w serce niebieskookiego. Chłopak
zawył z bólu. Przestępca puścił go. Niklaus nie był w stanie stać na nogach o
własny siłach. Upadł na podłogę. Wróg zdjął mu kajdanki. Mag ziemi próbował
wstać ale niespodziewanie zwymiotował krwią. Na jego ciele pojawiły się dziwne
znaki. Wyglądały jak pędy odchodzące od rany w kształcie lili. Nastolatek
przykucnął na przeciwko zmasakrowanego żołnierza.
-Jesteś jedynie płotką. My polujemy na coś grubszego.
Posłużysz nam jako straszak na Kaspiana Montrose. – zbladłam. Jakie „my”?! Co
oni chcą od Kaspiana?
-Gotowy na specjalne wydanie wiadomości?- spytał. Pobity
generał w dalszym ciągu spluwał krwią.
-Doskonale.- porywacz klasnął w dłonie i jak na zawołanie
pojawiło się dwóch gangsterów. Złapali zmasakrowanego nastolatka pod ręce i
wywlekli go z pomieszczenia. Dowódca został sam. Oparł się o ścianę. Z pod
czarnej kurki wyjął medalion. Zajrzał do środka. Pogładził zdjęcie i schował go
z powrotem. Mój czas się skończył.
*
Idealnie zdarzyłam na obiad. Wszytko ze szczegółami
opowiedziałam przyjaciołom. Nikt się nie odezwał. Tylko Kaspian zerwał się z
miejsca i włączył telewizję w kuchni. Akurat leciał talent show. Oczekująco
wpatrywaliśmy się w ekran. Nic się nie
wydarzyło.
-Czasem wróżby sprawdzają się po kilku dniach, tygodniach, a
nawet latach.- skwitowała Eliza. Musiała skończyć pieczęć kiedy ja byłam
nieprzytomna.
-Ale jestem pewna, że to wydarzy się jeszcze dziś!-
krzyknęłam. Kaja położyła mi dłoń na ramieniu.
-Spokojnie, jesteś pewna, że tak samo był ubrany na balu?-
spytała.
-Tak.- rzuciłam natychmiast.
-W takim razie czekajmy. –w momencie kiedy jakaś kobieta
tańczyła na szarfie przerwano audycję i nadano wiadomości specjalne.
Podskoczyliśmy do góry, Kaspian podgłośnił. Na ekranie pojawiła się reporterka.
-Do morderstwa Generała Zjednoczonych Wojsk Kraju Ziemi,
Niklausa Aazama doszło dziś w południe. Został on powieszony na gzymsie ambasady
Kraju Ziemi, która mieści się w centrum placu głównego w Sorze. Przestępcami
odpowiedzialnymi za…- nagle dziennikarka zniknęła i jej miejsce zastąpił
siedzący za biurkiem ten sam zamaskowany facet z wizji. W jego tle, na ekranie
pokazali zoom na zwłoki Nikalusa. Mężczyzna przemówił.
-„Przestępcami” odpowiedzialnymi za brutalne morderstwo
generała Aazama jesteśmy my. Krwawy Omen. Nie jesteśmy zwykłymi mordercami na
zamówienie ale rebeliantami. W końcu wzięliśmy sprawy w swoje ręce i mamy
zamiar wyplewić z naszego kraju, i nie tylko- za nim, na ekranie pojawiła się
inna postać. Tym razem kobieta. Wyławiano ją z jeziora. Na jej czole widniała
piekielna lilia.- magów ziemi. Chcemy
przywrócić porządek i równość. Mamy dość tyrani! Kaspianie Montrose, jesteś
następny.- audycja się skończyła. Siedzieliśmy jak zaczarowani. Patrzyliśmy na
siebie.
-CO TO MIAŁO BYĆ!- wrzasnął Kaspian.- Jakiś szczyl
publicznie mi grozi. Jeszcze nie odjechaliśmy. Dajcie mi się z nim spotkać, to mu
powiem kilka zdań do słuchu!- zaczęła się bitka. Próbowaliśmy zatrzymać
rozwścieczonego nastolatka. Gdyby nie czaromowa królowej kiepsko to by się dla
nas skończyło. Jej brat zasnął.
-I co z tym zrobimy?- spytałam dziewczynę.
-Nie widzę innego wyjścia jak ucieczka. Nie możemy zostać dłużej
w Sorze. To może skończyć się dla nas tragicznie.- obróciła się.- Hej Naito!
-Co?
- Odjeżdżamy.
-Ok.- autobus ruszył.
-Jeżeli wszyscy tu są. To kto w takim razie prowadzi?- ja,
Feliks i Kaja zaglądnęliśmy do kabiny kierowcy. Siedziała tam mglista postać.
-To marionetka.- powiedziałam.
-Zapowiada się długa podróż.- zabójczyni zaśmiała się.
-Tak, bardzo długa.- potwierdził filozof.
***

4 komentarze:
Swietneeee!
WOW *-* Super!
Kocham��
Cudowne!
^-^
Ciekawe co będzie dalej :3!
xx
Prześlij komentarz