Translate

sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział XXXVII



Kaja
- Feliks zostaw go mnie! Ty ratuj Nadię i Kaspiana!
-Rozumiem.-szybko podbiegł do więźniów i roztopił krępujące ich łańcuchy. Niedługo potem opuścili pomieszczenie. Bez chwili wahania natarłam na mężczyznę. Chciałam kopnąć go w brzuch ale sprawnie uskoczył i za pomocą magii powietrza chwycił nogę, na której stałam. Szarpnęłam kończyną i przerzuciłam go przez prawy bark. Natychmiast wstał. Teraz powinnam znaleźć się za jego… poczułam uderzenie w plecy. Przekoziołkowałam się i pospiesznie stanęłam na nogach. Obróciłam się aby złapać go za ramiona ale jego już tam nie było. Czy on do cholery czyta w moich myślach?
-Jak to robisz? Skąd wiesz kiedy i jak uderzę?!- zawołałam.
-Walczysz tak jak dawniej.- podsumował.- Myślałem, że nauczysz mnie czegoś nowego, zawiodłem się.
-Mówisz tak, jakbyś mnie znał. To trochę przerażające. – zaśmiałam się. – Nie przepadam za rozczarowywaniem ludzi, więc pokażę ci coś nowego.- chłopak założył wisiorek na szyję i przyjął pozycję obronną. Zaraz, zaraz. To ja zawsze tak staję! Nieważne. Dowiem się wszystkiego jak zdejmę maskę z jego twarzy. Skupiłam się. Ponownie stworzyłam wilki. Wataha otoczyła mnie zwięzłym kręgiem.
-Więc one były twoje! Niesamowita umiejętność.- podciągnął rękaw do góry. Moim oczom ukazała się mini wyrzutnia. Zwolnił spust i kule natychmiast przerzedziły stado. Nawet nie zdążyłam zareagować. Pozostałe zwierzęta rzuciły się na wroga. Pierwszego z nich złapał za szczęki i rozerwał. Drugiemu rzucił coś do pyska. Futrzak nagle stanął i z jego wietrznika wydobył się dym. Wybuchnął. Trzeciego złapał za łapy, szarpnął je w tył, położył stopę na jego plecach i mocno pociągnął. Wilk zawył z bólu. Nastolatek puścił go.
-Tylko na tyle cię stać?- spytał. Chciałam wykonać szybszy ruch ale poczułam nagłe zmęczenie. Nic dziwnego. Już drugi raz stworzyłam watahę. Zorientowałam się, że słyszę własny oddech. Przyspieszony i nierówny. Całą siłę, która mi jeszcze pozostała, zużyje na atak ostateczny. Wykonam serię mega nieskoordynowanych ruchów. Udałam napad kaszlu. Kilka pocisków trafiło mężczyznę. Zdezorientowany natychmiast obrócił się i uderzył pięcia w nicość. Za to ja ugodziłam go z prawej strony. Momentalnie zareagował ale mnie tam już nie było. Złapałam go za lewę ramię i przewróciłam na ziemię. Uruchomiłam paznokcie, prezent od Kaspiana i zerwałam maskę z jego twarzy. Złapał się za usta. Między palcami przeciekała mu krew. W końcu cofną dłoń. Przeraziłam się. Wstałam i oparłam się placami o ścianę. Łzy same spływały mi po twarz. Zaczęłam je wycierać. Dopiero po dłuższej chwili odzyskałam równowagę psychiczną.
-Kaja.- podszedł do mnie z wyciągniętą przed siebie, zakrwawioną dłonią. Przyjrzałam się mu uważnie. Te same błękitne, wesołe oczy, szare potargane włosy, przebiegły uśmiech. Nie wytrzymałam.
-Za kogo się masz?! Dlaczego bawisz się moimi uczuciami! To nie fair przyjmować wygląd mojego zmarłego brata!- ześlizgnęłam się po ścianie. Usidłam na podłodze. Schowałam głowę w kolanach.
-To naprawdę ja. Czekaj. Zaraz ci to udowodnię.- pospiesznie oddał mi naszyjnik i rozpiął kurtkę. Pod spodem miał tylko cienki podkoszulek z krótkim rękawkiem.
-Nie jest ci zimno?- zadałam pytanie. Zignorował je. Położył rękę na szyi i pociągnął za łańcuszek. Na jego końcu pojawił się medalion. Od razu go złapałam. Trzęsącymi się dłońmi otworzyłam go. Zerknęłam do środka. Powstrzymałam łzy napływające mi do oczu. Dotknęłam swojego zdjęcia. Roześmiana ja z przeszłości. Jeszcze przed śmiercią rodziców. Spojrzałam na chłopaka. Uśmiechnął się blado. Chwyciłam go i mocno przytuliłam.
- Christopher… nawet nie wiesz ile czasu poświęciłam na twoje poszukiwania.
-Ja ciebie też szukałem.- powiedział łamiącym się głosem. Uścisnęłam go mocnej. Delikatnie odsunęłam go od siebie.
-Powiedz, jak sobie radziłeś przez tez czas? Przecież jak byłeś dzieckiem gdy cię straciłam.
-Gdy jechaliśmy pociągiem, do Jonathana zbliżył się generał generałów. Długo rozmawiali. Chyba obmyślili jakiś plan ale ja nie chciałem go słuchać. Krzyczałem, że musimy wrócić i ci pomóc. Nie słuchali mnie, więc otworzyłem drzwi przedziału i wyskoczyłem. W uszach świszczał mi wiatr. Przed oczyma ukazało się morze. Nikt nie zdążył mnie złapać. Dzięki magii powietrza zdmuchnąłem się do jakiejś jaskini. Znalazłem tam mnóstwo przedmiotów codziennego użytku. Materac, koc, jedzenie. Natychmiast się rozgościłem. Do głowy mi nie przyszło, że te rzeczy mogły mieć właściciela. Staruszek zjawił się pod wieczór. Bardzo zdziwił się na mój widok. Opowiedziałem mi wszystko. On zaakceptował mnie i wychowywał jak własne dziecko. Pomógł mi również w treningu. Dopiero po rocznej znajomość wyjawił mi swój sekret. Był głową rodzącego się ruchu rebeliantów. Na początku mu nie uwierzyłem i zbagatelizowałem sprawę. Po kilku miesiącach stałem się jej liderem. Teraz jesteśmy znani jako Krwawy Omen. Niesiemy śmierć wysoko postawionym magom, którzy popierają wojnę.
-Nie wydaj ci się, że jak zabijesz takiego generała to na jego miejsce wskoczy dziesięciu innych?- spytałam.
-Możliwe, ale ich wspólna siła będzie równa sile zmarłego.- zastanowiłam się. No tak, nie jest łatwo znaleźć dobre zastępstwo w tak krótkim czasie.
-Teraz kolej na twoją opowieść.- powiedział.
-Ja uciekłam z wioski razem z Eneaszem i zatrzymałam się w klasztorze św. Urszuli nieopodal Sory.
-Jesteś mniszką?- zdziwił się.
-Nie, no co ty. Po prostu mieszkałam tam przez pewien czas. Nie mieli nic przeciwko, kiedy znikałam na kilka tygodni nic im nie mówiąc. Zawsze na mnie czekali.
-To dobrze. Zapomniałbym! Co z Jonathanem?
-Gdyby nie Nadia, dziś byś się z nim spotkał.
-Nie rozumiem.
-Był prawą ręką Kaspiana ale w coś tak się wplątał i musiał uciekać. Poprosił Nadię, żeby przejęła jego obowiązki. Zgodziła się. Teraz nie wiem, gdzie jest. Jedyne co po nim zostało, to zdewastowane mieszkanie.
-Czegoś nie rozumem. Przyjaźnisz się z tymi ludźmi, których porwałem? I dlaczego mówisz  na Julię Hunter Nadia?
-Tak, z biegiem czasu stali się dla mnie jak rodzina. Co z tego, że nie ogarnięta i głośna.
-Co z Julią?
-Nim mniej wiesz, tym dłużej żyjesz.- zaśmiałam się. Zamarliśmy. Ktoś się zbliża.
-Musisz już iść.- powiedział nagląco.
-Wiem.- z kieszeni kurtki wyjęłam długopis. Chwyciłam jego dłoń i napisałam swój numer.- Dzwoń, kiedy tylko zechcesz.- szepnęłam.
-Naprawdę idź już.- na palce założył mi pierścień.
-Co to?
-Pieczęć. Działa jak moja. Blokuje zdolności magiczne przeciwka ma kilka dni. Używaj jej w odstępach co cztery godziny, minimum.
-Jak mam ją aktywować?
-Pomyśl o najsmutniejszej chwili w twoim życiu i przyłóż do ciała ofiary. Nikomu nie mów, że ją masz. Idź już. Będę udawać, że mi uciekliście.
-Panie! Gdzie jesteś?!
-Tutaj! Strasznie boli mnie noga nie dam rady do ciebie przyjść!- ciszej.- Ukryj się za drzwiami i wyjdź, kiedy on wejdzie.
-Znalazłem cię! Och! Jak ty wyglądasz?!- wybiegłam z pomieszczenia.
-Znowu cie opuszczam ale już nie na tak długo. Obiecuje.- powiedziałam sama do siebie.
Nadia
Przedzieranie się prze las z krwawiącym ramieniem nie należy do najprzyjemniejszych. Co jakiś czas muszę przystanąć i oprzeć o drzewo.
-Fatalnie wyglądasz.- skwitował Feliks.
-Wiem!- krzyknęłam.
-Dlaczego się nie uleczysz?
-Bo ma zablokowane moce.- wyjaśnił Kaspian.
-Nic nie mów. Masz połamane żebra i naruszony mostek.- poprosiłam.
-Czuję.- starał się uśmiechnąć ale zamiast tego na jego ustach zagościł grymas bólu.
-Nieźle was tam urządzili.- Filozof delikatnie poprawił ramię generała. Ten jęknął.
-Już już. Przecież muszę cię jakoś trzymać, bo inaczej zaryjesz twarzą o trawę.
-Chodźmy dalej.- powiedziałam gdy mroczki zniknęły sprzed moich oczu.
-Tak.
*
W końcu dotarliśmy do autokaru. Ostatkiem sił ułożyliśmy Kaspiana na stole. Rozcięłam jego koszulkę i zabrałam się za oczyszczanie ran. Czuję się taka bezsilna. Nie mogę zrobić nic innego, jak nałożyć mu plaster na skaleczenia i usztywnić złamania.
-Musisz wytrzymać dopóki nie odzyskam swoich mocy.- wyszeptałam.
-Yhym…- wydusił. Dotknęłam jego czoła. Ma gorączkę. Podłam mu leki. Teraz trzeba czkać na pozostałych.
-Feliks zerknij na niego, ja zobaczę co z moją ręką.- zamknąłem się w toalecie. Ściągnęłam kurtkę i zdjęłam koszulę. Delikatnie obmyłam chore miejsce. Rana wyglądała lepiej niż się spodziewałam. Najwyraźniej nie zatrzymał mojej samoregeneracji. W takim razie za niedługo pozostanie tylko blizna.
-O matko Elizabeth!- głos Płomienia wyrwał mnie z zamyślenia. Natychmiast wyskoczyłam z łazienki. Na drugiej ławie leżała nieprzytomna Eliza. Z jej czoła spływała krew.
-Naito! Co się stało?!
-Dostała w głowę podczas ucieczki.- uważnie oglądnęłam rozcięcie. Odetchnęłam.
-Założę szwy i wyjdzie z tego. Miejmy nadzieję, że nie doszło do poważnego urazu mózgu.
-Dlaczego jej nie uzdrowisz?- jak jeszcze raz usłyszę to pytanie to wybuchnę.
-Ponieważ na jakiś czas straciłam moce.- wycedziłam przez zęby.
-Cześć wszystkim!- do pojazdu wpakowała się Kaja. Uśmiech jej zrzedł, kiedy zobaczyła Kaspiana i Elizę.
-Co robimy?- spytała przejęta.
-Musimy zawieść ich do szpitala.- skwitowałam.
-I co im powiesz?- spytał filozof.
-Nie mamy wyjścia. Oni mogą w każdej chwili zemrzeć! Nie dyskutuj tylko jedź do najbliższej wioski lub miasta!
-Robi się.- usiadł na miejscu kierowcy i włożył kluczyki do stacyjki. Nic się nie stało.
-Czemu dalej stoimy?!-krzyknęłam.
-Nie wiem. Naito choć pomożesz mi.- obaj wyszli z autokaru. Zajrzeli do wnętrza maszyny. Kierowca głośno zaklął. Wybiegłam do nich.
-Co się stało?
-Ktoś poprzecinał nam kable. Dalej nie pojedziemy.- oznajmił.
-Nie naprawisz tego?
-Nie ma szans.- skrzywił się.
-Pozostaje nam spakować rzeczy do samochodów i ruszyć dalej.- dodał białowłosy.
-I tak też zrobimy.

***
 Dziś są urodziny Juki! Złóżcie jej życzenia ucieszy się ;)Wesołych świąt <3

sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział XXXVI



Nadia
Ocknęłam się w zimnym i śmierdzącym stęchlizną pomieszczeniu. Moje nadgarstki jak i kostki zostały staranie skrępowane grubymi, żelaznymi łańcuchami. Wisiałam naprężona jak struna kilka centymetrów nad ziemią. Dzięki bladym, sączącym się przez kraty okna, promieniom księżyca, byłam w stanie ujrzeć wiszącego obok mnie nieprzytomnego Kaspiana. To pewnie w tym samym miejscu przetrzymywali Niklausa, chociaż nie. Jednak nie. Jesteśmy za daleko od Sory. Muszę skupić się na obmyśleniu planu ucieczki. Tak, to najlepsze rozwiązanie.
Kaja
Nie mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że sytuacja w której się znalazłam w pełni mnie zadowala. Od kilku godzin wiszę głową w dół. Krew z całego ciała spłynęła mi do głowy i zapewne wyglądam jak pomidor. Feliks jęczy co jakiś czas, a Naito dalej się nie ocknął. Mam nadzieję, że nie poturbowali go za mocno. W końcu nadszedł upragniony świt. Przynajmniej nie zamarzniemy z zimna. W takich chwilach człowiek czeka na cud.
-Auuu!- wilk. Słyszę wilka. O nie! A co jeżeli jakieś stado zaatakuje teraz śpiącego chłopaka? Zaczęłam wić się na gałęzi. Próbowałam ją złamać od dłuższego czasu, ale jest bardzo gruba. Muszę dać radę. Trzask. O tak! Jeszcze trochę i… lecimy!!! Au. Upadłam na plecy. Nic mi nie będzie. Gorzej z filozofem. Na moment o nim zapomniałam. Nachyliłam się nad jego klatką piersiową. Oddycha. Odetchnęłam z ulgą. Jeden problem mniej. Zakneblowane usta wcale nie pomagają mi w akcji ratunkowej. Zaczęłam mozolne czołganie się w kierunku białowłosego. Wycie stawało się coraz głośniejsze. Przyspieszyłam. Kilka minut później znalazłam się przy Naito. Nie uwierzycie! On siebie smacznie śpi! Nagle na polanie pojawiło się wspomniane zwierzę. Zaśmiałam się. Przestraszyłam się Puszka. Stworzenie podbiegło do mnie i rozerwało kłami powrozy. Zdarłam z ust taśmę.
-Dziękuję.- pogłaskałam go. Pupilek nie był sam. Zaraz za nim, z gęstwiny, wyłoniła się zziajana królowa.
-Co się stało?!- zawołała.
-Twój brat i Nadia zostali porwani przez Krwawy Omen.- oznajmiłam rozcinając więzy maga ognia.
-Co?!- zszokowana kobieta podbiegła do Naito i zaczęła go z całej siły kopać po żebrach. To nie fair! To ja o tym marzyłam wisząc kilkanaście metrów nad ziemią głową w dół!
-Wstawaj!- krzyczała. Nastolatek przeciągnął się. Usiadł. Przetarł oczy.
-Co jest?- spytał zaspanym głosem.
-Nasi przyjaciele zostali porwani! I to przez ciebie! Prosiłam, żebyś ich pilnował, a ty smacznie chrapiesz! Znowu nawaliłeś!- Elizabeth na sto procent wypłoszyła wszystkie zwierzęta na odległość stu  kilometrów. Dwudziestolatek zmieszał się.
-Przepraszam. – powiedział.
-Wsadź sobie to „przepraszam” gdzieś! Zaufałam ci, a ty ponownie wszystko zepsułeś!- rozpłakała się. Nic nie powiedział. Podeszłam do blondynki i przytuliłam ją. Po dłuższej chwili uspokoiła się.
-Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Pora ich odbić!- wychlipała zdeterminowana.
-Mam pewnie pomysł.- za naszymi plecami pojawił się Feliks.
Nadia
Nadszedł świt, a ja nie wymyśliłam niczego sensownego. Kaspian w dalszym ciągu nie odzyskał przytomność. Martwię się o niego. Ciekawe co u reszty. Może już nas szukają? Mam taką nadzieję. Wzdrygnęłam się. Generał zaczął kaszleć. Był to oczywiście przytłumiony dźwięk, ponieważ zakleili nam usta. Gdyby tego nie zrobili już dawno by nas tu nie było. Nie ze smacznie się tym co teraz powiem. Naplułabym na podłogę i użyła śliny do przecięcia łańcuchów. Chłopak otworzył oczy. Natychmiast zorientował się o co chodzi i tak jak ja przedtem usiłował rozerwać kajdany.
-Nie szarżuj tak bo wydrzesz sobie ręce.- mężczyzna w masce wyłonił się z ciemności. Ponownie spotykamy tego samego gościa. Dobrze zbudowany, wysoki i odziany w czerń. –Witam was w jednej z moich tajnych kryjówek. Ta należy do moich ulubionych. Sam nie wiem czemu.- z każdym krokiem podchodził coraz bliżej mnie. Dostrzegłam kastet z lilią. Identyczny do tego, którym ugodził Niklausa.
-Adiutantko masz taką ładną buźkę. Szkoda było by ją naznaczyć.- dotknął moją twarz i powoli przesuwał dłoń w kierunku obojczyka. Nagle złapał za rękaw mojej bluzki i rozdarł go. –Tu będzie idealnie. – pieczęć rozjaśniła się. Kaspian wił się jak szalony. – Spokojnie generale i twoja kolej nadejdzie.- mówiąc to przywalił mi pieczęcią w ramię. Krzyknęłam. Zdarł mi taśmę z ust.
-Już nie stanowisz zagrożenia.- oznajmił. – Uśpiłem twoje moce na jakiś czas.-zaśmiał się. Czuję się tak jakbym wypiła płynny ołów. Każda część ciała przypomina mi o swoim istnieniu. Ramię obficie mi krwawi. Nastolatek podszedł do zszokowanego wojskowego i zdjął mu lepiec. Brunet zaczął go natychmiast wyzywać. Ten przywalił mu pięcia w twarz.
-Uspokój się.- poprosił.
-Czemu ją pierwszą zaatakowałeś?!- wykrzyczał. – To powinienem być ja!
-Nie mam zwyczaju bicia dziewczyn więc osłabiłem ją w taki sposób. Na twoje nieszczęście mogę używać tego cacuszka co cztery godziny.- dotknął lilię.
-Jesteś chory.- zielonooki rzucił prosto z mostu. Mężczyzna uderzył go w brzuch.
-Nie, ja po prostu szukam zadość uczynienia. Nawet nie wiesz jak cierpiałem, kiedy najechałeś mój dom i zabiłeś moją rodzinę!- zaczął okładać skrępowanego piętnastolatka gdzie popadnie. Nie pytał się czy może. Wpadł w szał. Kiedy skończył, Montrose zmienił się w jeden wielki siniak. Jego ciuchy były podarte. Kości zapewne połamane. Napastnik zrobił krok w tył. Nagle zamarł. Nadepnął na coś. Podniósł przedmiot z podłogi. Dokładnie go obejrzał.
-Skąd to masz!- wrzasnął. W dłoni trzymał łańcuszek Kai.
-Należy do mojej przyjaciółki. – powiedział niemal niesłyszalnie.
-Kaja przez przypadek zniszczyła go podczas rozkładania namiotu. Kaspian obiecał, że naprawi go w wolnej chwili. – wyjaśniłam. Mężczyzna zaczął się śmiać.
-I że niby mam uwierzyć w tę ckliwą historyjkę o przyjaźni. Lepiej powiedzcie mi gdzie aktualnie przebywa właścicielka!
-Po co ci to wiedzieć?- spytałam.
-Mam z nią do pomówienia.- oznajmił.
-Nie ma mowy.- odmówiłam.
-Mów albo od razu poderżnę mu gardło!- zagroził.
-Nie.
-Jak chcesz.- wyjął nóż. Niespodziewanie do pomieszczenia wparowało dwóch mężczyzn.
-Panie, na zewnątrz jest cała wataha wilków!
-Wików? Przecież w tym lesie nigdy ich nie było.- zdziwił się. W mojej głowie zaświtała tylko jedna myśl. Kaja.
Kaja
-Plan jest następujący. Ja i Kaja wtargniemy się do ich siedziby i uratujemy Nadie i Kaspiana. Waszym zadaniem będzie odwrócenie ich uwagi. Rozumiecie.
-To najbanalniejszy plan pod słońcem.- skomentowałam.
-No właśnie. Dlatego nie będą się go spodziewać. Poza tym mamy przewagę. Kiedy nas atakowali, nie było z nami Beth. Dzięki temu jesteśmy do przodu. Przed nami wyślemy Puszka na czele stworzonej przez Kaję watahy. One zbiorą informację i przekażą je nam. Ruszymy za raz po ich powrocie, kiedy ci będą jeszcze w szoku po ataku wilków, które nie występują w tym lesie.
-I tak nie wymyślimy nic innego.- westchnęła Eliza. –Nawet się nie odzywaj.- walnęła Naito w tył głowy. Chłopak zamknął usta.
-  W takim razie Kaja do roboty.
-Kaja do roboty.- przedrzeźniłam go siadając na trawie. Skupiłam się na wyglądzie Puszka. Postanowiła, że stworzę stado na jego wzór. Koło mnie pojawiła się dziesiątka masywnych i rozbrykanych zwierząt. Powaliły mnie na trawnik i zaczęły lizać po twarzy.
-Wyglądają jak prawdziwe.- powiedział Naito.
-Bo takie są. Kaja ma niesamowitą zdolność ożywiania przedmiotów z jej wyobraźni.
-Te dzieci są naprawdę interesujące.- powiedział.-Puszek! Ruszaj!- wataha poderwała się z miejsca i zatonęła w gęstym lesie.
Nadia
Zostaliśmy sami w pustym pomieszczeniu. Wszyscy pobiegli zobaczyć te wilki. Przez otwarte drzwi widziałam spieszących się ludzi. Nawoływali na siebie. Możemy tę sytuacje wykorzystać rozmowę lub próbę ucieczki.
-Kaspian.- szepnęłam.
-Jeszcze żyję.- powiedział.
-Masz jakiś pomysł na ucieczkę?
-Gdybym tak mocno nas nie naciągnęli to byłbym w stanie podciągnąć się i przegryźć łańcuch.
-Chyba jaja sobie robisz.- zaśmiałam się.
-Nie.- powiedział całkiem poważnie.- Jak się czujesz?
-Odrobinę lepiej.
-To najważniejsze.
-Ciiii. Słyszysz?- zaczęliśmy nasłuchiwać. Coś się zbliżało. Kaspian gwizdnął. Zwierzę natychmiast zawitało w pokoju.
-Puszek!- zawołałam. Wilk tylko się rozejrzał i zaraz uciekł.
-Zaczekaj!- nic nie dały nawoływania. Futrzak nie wrócił.-Super, znowu zdani na siebie.- poskarżył się.
-Spróbuję użyć żywiołu.- zaraz pożałowałam tej decyzji. Lilia na moi ramieniu potwornie zapiekła i straciłam koncentrację. Omal nie zwymiotowałam.
-Nic z tego.- wydyszałam.
-Trzeba czekać.- powiedział zrezygnowany.
Kaja
Wilki wróciły szybciej niż się tego spodziewałam. Białowłosy zagadał się z Puszkiem. Ja natomiast zagłębiłam się we wspominania moich podopiecznych. Miałam dokonały podgląd na całą bazę, słabe punkty oraz poznałam liczbę przeciwników. Zwierze Naito natomiast znalazło pomieszczenie, w którym są przetrzymywani nasi przyjaciele. Z tymi informacji byliśmy gotowi do walki. Podzieliśmy się na dwa zespoły i ruszyliśmy.
*
Razem z Feliksem siedzieliśmy w koronie największego drzewa, czekając na zamieszane wywołane przez naszych przyjaciół. Dokładnie obserwowaliśmy opuszczoną fabrykę. Gdzie nie gdzie były powybijane szyby, brakowało drzwi oraz oświetlenie nawalało. To wcale nie ułatwiało obserwacji. Głównego wejścia pilnowało czterech strażników. Stali oni na baczność.  Stworzyłam gołębia  i wysłałam go w kierunku mężczyzn. Przysiadł na ramieniu jednego z nich. Ten ani drgnął.
-Serio?- Feliks też był zaskoczony.
-Muszą mieć ostrego dowódcę, skoro nawet w takiej sytuacji nie wolno im drgnąć.- rozglądnęłam się za pomocą stworzenia. W środku nie było nikogo.
-Czysto.- powiedziałam. Z dachu zeskoczyli białowłosy i królowa. Momentalnie powalili ochronę, ale ci i tak zdążyli wezwać kumpli. Zanim się pojawili ja i Płomień wtargnęliśmy do środka.
-Jesteśmy.- powiedziałam
-Do kogo mówisz?- spytał nastolatek.
-Do Elizy. Kontaktujemy się za pomocą magii powietrza. – ruszyliśmy przed siebie. Przebiegaliśmy koło skrzyń, kufrów, maszyn. Wbiegaliśmy na schody, otwieraliśmy drzwi. Nigdzie ani śladu Nadii i Kaspiana. W końcu dodarliśmy na samą górę. Były tu tylko jeden drzwi. Natychmiast naprałam na klamkę.  Ustąpiła i wpadliśmy do środka. Feliks zapalił ogień. Przed nami wisiały dwie postacie.
-Nadia, Kaspian!- ucieszyłam się. Dziewczyna próbowała nas ostrzec. Pojęłam to dopiero, kiedy wrota zamknęły się za nami z trzaskiem. Pomieszczenie rozbłysło niezdrowym, sztucznym światłem. Szybko się obróciłam. Stanęłam twarzą w twarz z porywaczem. Trzymał w ręce mój medalion!
-Czy to twoje?- spytał. Zaczęła się walka.


sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział XXXV



Nadia
Kilka dni spędzonych w autokarze wcale nie wpłynęło na nas kojąco. Wręcz przeciwnie. Niekiedy mięliśmy ochotę pozabijać się nawzajem. Kompletnie nie wiem jaki dziś dzień. Dostęp do Internetu jest sporadyczny, a telefonów używamy kiedy naprawdę musimy i to wszystko przez jakąś głupią organizację, która czyha na życie Kaspiana. Po prostu świetnie.
-Nadia!- głos Elizy wyrwał mnie z zamyślenia. – Narada!
-Już idę.- pociągnęłam za klapę w podłodze i zeszłam po drabince wprost do kuchni. –Cześć wszystkim.- przywitałam się.
-Hej.
- Cześć.
-Siema.
-Yo.- zajęłam miejsce obok Naito.
-Skoro już się zebraliśmy, chciałabym poruszyć kilka kwestii. Pierwsza to autokar nie jest w najlepszej formie. Trzeba na niego zerknąć. Ale jest mały problem. Stoimy w środku lasu i nie jestem pewna czy w najbliższym czasie dojedziemy do jakiejś stacji.
-Ja doskonale znam się na maszynach.- ku naszemu zdziwieniu rękę do góry podniósł Feliks.
-Ty!?- Kaja popatrzyła się na niego jakby powiedział, że w wolnych chwilach tańczy w balecie.
-A co, nie mogę?- spojrzał na nią wyzywająco.
-Druga sprawa to wasz trening. Mówiłam wam, że ostatnia osoba, która się do nas przyłączy będzie waszym trenerem. Oto on. Naito Nazaja.
-Że niby Naito?- Kaspian był w szoku. –Ale on nawet muchy nie skrzywdzi.- Puszek zawył. Przypomniałam sobie historię tego zwierzęcia.
-Kaspian siadaj.- poprosiłam. Posłuchał mnie.
-Trzecia rzecz. Jechaliśmy dość długo i razem z waszym trenerem postanowiliśmy, że dziś w nocy odbędzie się trening na świeżym powietrzu. Cieszcie się?- zaczęliśmy wiwatować i klaskać. Naprawdę mieliśmy dosyć tego autobusu.- Po obiedzie zaczniemy rozstawić namioty w lesie i przygotowywać potrzebne akcesoria. Mówiąc „my” mam na myśli was, ponieważ ja udam się do pobliskiego miasteczka na zwiady i po zapasy żywności. To by było na tyle. Możecie wrócić do swoich zajęć. – czy ona wie, że naszym jedynym zajęciem jest patrzenie się w sufit? Któregoś dnia razem z Kają z nudów uplotłyśmy bransoletki przyjaźni z muliny. Tak gorzej nam. Nawet znudziło mi się kontrolowanie ciał chłopaków. Ich przypadkowe ruchy i to jak sami uderzają się po twarzy przestało mnie bawić. Nikt z nas nie wrócił do pokoju. Czekaliśmy do obiadu. W końcu Naito podła do stołu. Zjedliśmy ze smokiem i ruszyliśmy do swoich obowiązków. Ja i Kaja dostałyśmy polecenie aby znaleźć dogodne miejsce na rozbicie obozowiska, filozof miał naprawić nasz bus, generał razem z Naito nieśli za nami namioty i inne przydatne rzeczy. Elizabeth wybrała się na zakupy. Dzwoneczek sprawnie pokonywała przeszkody w postaci konarów, korzeni i pułapek na niedźwiedzie. Chłopakom szło trochę gorzej. Co jakiś czas jeden z ich klął i wołał drugiego, żeby pomógł mu odhaczyć tobołek. W końcu dotarliśmy na polanę usytuowaną na wzniesieniu.
-Tu będzie dobrze.- oznajmiła zadowolona zabójczyni po czym zabrała od chłopaków jeden namiot i zabrała się za rozkładanie go. Postanowiłam jej pomóc i sprawnie rozłożyłyśmy naszą prowizoryczną sypialnię. Dziewczyna dotknęła szyi. Często to robi. Sprawdza czy przypadkiem nie zgubiła wisiorka ze zdjęciami swoich braci. Nagle krzyknęła. Podskoczyliśmy do góry. Kaspian zjawił się obok nas.
-Co się stało?- spytał.
-Zgubiłam wisiorek!- nastolatka z płaczem zaczęłam przeszukiwać okolice namiotu. Po dłuższych poszukiwaniach znalazła zgubę. – Mam go!- zawołała szczęśliwa.
-Łańcuch pękł.- powiedziałam.
-Tak, wiem ale jestem szczęśliwa, że medalionowi nic się nie stało.- generał kucnął przed nią. Ostrożnie zabrał jej wisiorek.
-Jak znajdę trochę czasu to ci go naprawię. Zgoda?- spytał.
-Dziękuję.- przytuliła go. Wstali.
-Bierzmy się do roboty!- Naito klasnął w dłonie.
-Tak!- zawołaliśmy. Po upływie trzech godzin ściemniło się więc Feliks, który naprawił już pojazd, rozpalił ognisko. Zasiedliśmy wokół ognia.
-Dopiero szesnasta, a już ciemno jak…
-Kaja nie kończ.- poprosiłam.
-Okej, okej.- nabiła na patyk piankę i skierowała ją nad płomienie. Osobiście nie lubię pieczonych pianek. I to bardzo.
-Powiedzcie co wiecie na temat tkaczy, zbieraczy, dawców i wróżbitów.
-Są rzadko spotykani.- Dzwoneczek spojrzała na mnie i Płomienia wymownie.
-Tak, to racja. Ja jestem specjalistą w szkoleniu takich dziwolągów.- uśmiechnął się.
-Dzięki.- powiedzieliśmy jednocześnie. Kaspian zaśmiał się.
-Nie masz się z czego śmiać, ponieważ ty też nie jesteś normalnym magiem. Z resztą tak samo jak Kaja.- zabójczyni zatrzymała piankę tuż przed ustami.
-Co?
-Nadia jest tkaczem, a Feliks wróżbitą. Już wicie jak wyglądają ich moce. Widzieliście je nie raz. – skinęli głowami.
-Teraz zaprezentuję wam umiejętności dawcy i zbieracza. – wstał. Osunął się nieco on ognia. Odezwał się ponownie. – Dawca to mag, który potrafi przekazać swoje umiejętności innym. A teraz prezentacja. Nadia podejdź. – ruszyłam w jego kierunku. Dotknął mojego ramienia. Poczułam ciepło rozchodzące się po moim organizmie.
-Czujesz zmianę?- spytał.
-Tak.
-W taki razie…- popchnął mnie w ogień. Wstrzymałam oddech. Wszyscy krzyknęli. Feliks natychmiast ugasił płomienie. Spodziewałam się niewyobrażalnego bólu i poparzeń trzeciego stopnia ale byłam cała i zdrowa.
-Jak…- wyjąkałam.
-Takimi umiejętnościami prezentuje się dawca. Spróbuj wzniecić ogień z tych żarzących się jeszcze węglików. – niepewnie podniosłam zarzewiem. W mojej dłoni zmieniła się w pochodnie, ale płonienie nie wyrządzili mi żadnej krzywdy. Wręcz przeciwnie. Delikatnie łaskotały moją dłoń.
-Niesamowite.- powiedziałam.
-Wiem. Wśród was jest dawca. Jest nim Kaspian.
-Ja?!- zdziwił się.- Pierwszy raz widzę coś takiego na oczy i ty twierdzisz, że też tak umiem?- zachwycił się.
-Tak.- Naito skinął głową.
-Odlot.- oczy chłopaka rozpromieniły się.
-Teraz kolejny pokaz. Tym razem potrzebuję pomocy was wszystkich. Stańcie na około mnie.- wykonaliśmy jego polecenie.- I zaatakujcie ze wszystkich sił.- spojrzeliśmy po sobie.
-Ale…- zaczęłam
-Nie ma żadnego ale! Atakować!- ruszyliśmy jednocześnie. Ja wystrzeliłam w niego kilkoma pociskami, Kaspian zawalił mu grunt pod nogami, Feliks wykorzystał wilgoć i pokopał go prądem, a Kaja zaczęła dusić. Ku naszemu zdziwieniu dosłownie pochłonął nasze techniki. Spokojnie to nie koniec. Użył ich na nas. Ja poczułam lekkie mrowienie, zabójczyni straciła równowagę i złapała się kurczowo ścian stworzonej przez trenera przepaści, generał posiniał i nie był w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. W sumie to mi pasuje. Filozof był cały mokry.
-Tak właśnie wyglądają umiejętności zbieracza. Posiada je Kaja.- oznajmił. Nastolatka zawołała coś do nas. Po chwili wygramoliła się z przepaść.
-Nauczysz mnie tego?- zadała pytanie z nadzieja w głosie.
-Po to jestem. Mam was nauczyć jak kontrolować wasze moce.- uśmiechnął się. Kaspian poklepał go po plecach.
-Równy z ciebie gość.
-Dzięki.- odpowiedział. Feliks podejrzliwie spoglądał na dwudziestolatka. W końcu wydusił z siebie pytanie.
-Skoro każde z nas ma tylko jedną umiejętność, to dlaczego ty swobodnie posługujesz wszystkimi? Kim tak naprawdę jesteś?- białowłosy zastanowił się dłużej.
-Jestem wybrykiem natury. Nigdy nie byłem prawdziwym magiem. Nie umiałem tkać żywiołów więc postanowiłem sprawdzić się pod innym względem i okazało się, że jestem tkaczem, wróżbitą, dawcą i zbieraczem w jednym.
-Ale dotykałeś Feliksa podczas jego wizji.- zdziwiłam się.
-Owszem. Nauczyłem się nad tym panować. Jestem wstanie zmieniać rzeczywistość z otwartymi oczyma i trzeźwym umysłem.- dodał.
-Super.- pochwaliłam go.
-Po części jestem z was zadowolony. Wydajecie się stanowić drużynę, co bardzo ułatwi nam niektóre sprawy. Wróćmy do ogniska. Teraz opowiem wam o wadach waszych nowych super mocy. Tkacz, jak już pewnie zauważyliście na przykładzie waszej koleżanki, traci przytomność i to na dłuższy czas. Potrzepuje wtedy opieki. Może wskrzesić maksymalnie około dziesięciu osób. Najczęstsza przyczyna zgonów tkaczy: przegrzanie mózgu. Pojawiają się krwotok i udar. Do tego osoby wskrzeszane muszą mieć coś wspólnego z tkaczem i stan ich śmierci nie może przekraczać dwudziestu czterech godzin. Po tym czasie nic nie jest w stanie zrobić oprócz zmówienia „Wieczne odpoczywanie”. Wróżbita dostaje napadu drgawek i sam wiele nie pamięta z tego co widział. Niekiedy powoduje to nieodwracalne uszkodzenia w jego mózgu i ląduje na przekład na wózku inwalidzkim. Zazwyczaj wróżbita i tkacz muszą się dotknąć aby przekazać sobie informację, ale ja opanowałem sposób dzięki któremu można robić to na odległość kilkuset kilometrów. Z kolei dawca może podarować swoje techniki maksymalnie dwudziestu osobom. Musi uważać aby samemu się nie przemęczać, ponieważ wtedy rozkłada swoje siły pomiędzy te dwadzieścia osób. Zbieracz łączy się z dawcą  i przekazuje mu techniki, które sam zdobył. Dzięki temu zwiększa się wydajność w walce, ale jak się domyślacie i taki zbieracz musi mieć pod górkę. On też może podzielić się swoimi atakami określoną ilość razy, a sam może je wykorzystać tylko trzy razy. To chyba tyle z mojej gadki. Rozumiecie mniej więcej co w tym chodzi?- spytał.
-Tak.- powiedzieliśmy. Dzwoneczek poderwała się do góry.
-To kiedy zaczynamy trening?
-Już!- Naito chlasnął w nią płomieniami. Nastolatka uniknęła ich bez problemu. – Nie miałaś ich unikać tylko pochłonąć!- zwrócił się do Kaspiana.- Na co się patrzysz?! Przekaż Feliksowi kawałek swojej energii i to migiem! Nadia postaraj się zachować choć odrobinę świadomości wchodząc do sfery tkaczy! Raz, raz!- przez kilka godzin bezskutecznie starałam się nie zemdleć. Ani razu nie udało mi się zachować „otwartych oczy i trzeźwego umysłu”. W końcu usłyszeliśmy błogosławione słowa
-Na dziś tyle. Idźcie sapać. Popilnuję obozu.- tym razem nie musiał dwa razy powtarzać. Wczołgałam się do namiotu, wlazłam do śpiwora i momentalnie zasnęłam.
*
Poczułam mocne szarpnięcie za ramię. Nie zareagowałam. Zbyt dobrze mi się spało. Tym razem ktoś pociągnął za śpiwór i wydarł mnie z namiotu. Przebudziłam się. Nagle wstałam. Przy ognisku leżał nieprzytomny Naito.
-Naito!- zawołałam. Chciałam pobiec w jego stronę, ale dostałam w tył głowy. Upadłam. Wzrok mi się zamazał. Straciłam przytomność.
Kaja
Obudziło mnie przerażające zimno.
-Nadia zamknij namiot.- nie opowiedziała więc niby przez przypadek walnęłam w nią ręką. Tego się nie spodziewałam. Trafiłam w pustą przestrzeń. Nagle usłyszałam krzyk. Wybiegłam z namiotu. Zobaczyłam scenę gdzie kilku kolesi zabiera ze sobą nie przytomnych Kaspiana i Nadię. Porywacze mieli na sobie te same maski, co tamten gościu w TV straszący generała.
-O wy dupki!- zaczęłam z nimi walczyć. Ze swojego namiotu wyleciał rozespany belfer. Natychmiast pomógł mi w daremnej próbie uratowania przyjaciół. Skończyliśmy związani. Do tego dyndaliśmy głowami w dół z najwyższej gałęzi na jakąkolwiek w życiu wlazłam. Napastnicy byli na tyle mili, że zgasili ognisko więc tym bardziej było nam pierońsko zimno. Jedyna osoba, która w tej chwili może coś zdziałać to królowa. W takim razie powisimy sobie tu do rana.

***
Wesołego Mikołaja <3 Czy na pewno byliście grzeczni? ;*