Translate

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział XIV



-I co my teraz zrobimy?- spytałam. Wszyscy musieli się nieźle wysilić aby usłyszeć mój głos. Kaja w dalszym ciągu tłukła butelki o ścianę naszego pokoju gier.
-Ja jej pomogę.- Elizabeth wydawała się niepewna swoich słów.
-Jak masz zamiar to zrobić?- rudowłosy nieco się uspokoił.
-To już moja sprawa.- podeszła do załamanej nastolatki.
-CHODŹ KAJA, IDZIEMY.- powiedziała cicho i stanowczo. Oczywiście, że blondynka bez namysłu posłużyła się swoją mocą. Kaja nie miała wyboru i musiała posłuchać jej polecenia. Odprowadziłam je wzrokiem do windy. Po chwili staliśmy w cichym pokoju.
-I jak? Macie jakiś genialny pomysł, aby nikt dziś nie zginął?- spytał Kaspian.
-Na razie poczekajmy na Elizę.- zaproponowałam.
-Tak, to najlepsze wyjście.- Feliks mi przytaknął. Zajęliśmy się sprzątaniem odłamków szkła z posadzki. Było tego sporo. Nie wiem kiedy, królowa ponownie zaszczyciła nas swoją obecnością. Do tego czasu nikt nie wypowiedział ani jednego słowa.  
-Pójdę do pracodawcy Kai i powiem mu aby uniewinnił jej brata.
-Czyli wykorzystasz swoją pozycję liderki?- sarkastyczne pytanie Ponurego dało nam wiele do myślenia.
-Czy coś ci się nie podoba?!- wykrzyknęła. Zacisnęła dłonie w pięści.
-Zgodzę się na twój plan, jeżeli odpowiesz mi na jedno pytanie.- powiedział cicho.
-Proszę bardzo, jestem gotowa.- Beth nadal nie ochłonęła.
-Skąd królowa Kraju Powietrza, wie o wyroku śmierci jednego nic nie znaczącego człowieka? I niby czemu miałaby się zanim wstawić?- wzrok chłopaka był chłodny, a wyraz twarzy poważny.
-To były dwa pytania.- wyszeptała. To nie miało żadnego znaczenia. Jego słowa były jak kubeł lodowatej wody.
-Więc, co twoim zdaniem powinniśmy zrobić?- do rozmowy wtrącił się mag ziemi.
-Dobrze wiemy, że jeżeli chcemy uniknąć rozlewu krwi, to tym razem musimy zaufać zabójcy.
-Zgadzam się z Feliksem. Nadzieja w Ponurym.- przytaknęłam. Czarny Kruk rzucił miotłą o podłogę.
-W takim razie, wszyscy za mną!- wykrzyknął. Wybiegliśmy na zewnątrz. Elizabeth dokładnie zamknęła drzwi, aby spowolnić ewentualny pościg zafundowany nam przez Kaję. Jakby nie zdolność magów do szybkiego przemieszczania się, dotarcie do mieszkania Jonathana zajęłoby nam wieki. Ledwo łapiąc oddech ponownie stanęliśmy pod drzwiami ofiary. Tym razem zapukał kryminalista. Otworzył nam ten sam szarowłosy mężczyzna. W ręce trzymał talerz z zupą. Kiler uśmiechnął się krzywo. Złożył dłoń w pięść i palnął brata Kai w twarz krzycząc przy tym „Smacznego”. Niebieskooki z impetem poleciał do tyłu i zarył głową o drzwi prowadzące do łazienki. Tynk z sufitu osiadł na jego obliczu i zmieszał się z krwią z nosa. Pospiesznie otarł ją rękawem.
-Auć!- wrzasnął.- co ci takiego zrobiłem. Odbiłem ci laskę czy co?- wstał chwiejnie trzymając się za głowę. Ponury nie kwapił się z odpowiedzią. Przywołał błyskawicę i cisnął nią w stronę zdezorientowanego chłopaka. Ten w ostatniej chwili zdążył wykonać epicki unik, wprost w stertę śmieci. Trafił w kabinę prysznicową. Woda powoli zaczęła zalewać mieszkanie. John zdołał wygramolić się z odpadów.
-Chłopie zepsułeś mi natrysk!- poskarżył się.
-Zaraz zepsuje ci coś innego!- ponownie go zaatakował. Tym razem po prostu zionął ogniem. Ucierpiał kolejny pokój. Niebieskooki padł plackiem na dywan. W miejscu gdzie uderzyły płomienie, wyzierała ogromna dziura. Cóż, zamontuje dużą szybę i będzie miał niezły punkt obserwacyjny. Wstał z ziemi. Otrzepał włosy z białego pyłu.
-Dosyć tego!- wykrzyknął- nie wiem kim jesteś, ani co ode mnie chcesz, ale dłużej nie pozwolę sobie na takie traktowanie!- brat Kai spojrzał na swojego oprawcę. Przez jakieś pięć minut patrzyliśmy jak oni na siebie patrzą. Przez cały ten czas nie wykonali ani jednego ruchu, jak rozwieź nie odezwali się żadnym słowem. Po upływie tych strasznie powolnie mijających minut, Misiael uśmiechnął się kpiąco.
-Więc tobie chodzi o to!- zaczął się zataczać ze śmiechu trzymając za brzuch.- jesteś taki żałosny!- otarł suchą łzę.- zaraz ukrócę twoje męczarnie!- teraz on przystąpił do ataku. Biegnąc wykonał dziwny gest cięcia palcami powietrza. nagle na ciele bruneta pojawiły się głębokie i obficie krwawiące rany. Upadł na jedno kolano.
-Obydwoje jesteśmy magami na drugim poziomie, więc szanse byłyby bardzo wyrównane gdyby…- złapał nastolatka za włosy i na moment ich twarze znalazły się na tej samej wysokości. W tej mrożącej krew w żyłach chwili, do akcji wkroczyła wściekła Kaja. Wskoczyła do pomieszczenia przez przypalony ubytek w ścianie bloku mieszkalnego. Ubrana była w luźny, biały, dziergany sweterek, czarne legginsy oraz włochate, skarpetki w tęczowe paski. Na szyi miała medalion ze zdjęciami swoich braci.
-Niesamowite jak ona szybko potrafi wytrzeźwieć.- powiedział Feliks.
-Wy dwaj!- wrzasnęła- co wy sobie w ogóle wyobrażacie! Żeby tłuc się po mordach w jasne południe! Cud, że ktoś jeszcze policji nie wezwał.
-Policja ma ważniejsze sprawy na głowie niż jawne morderstwo.- Płomień zaraz pożałował tych słów. Wzrok nastolatki mówił sam za siebie.
-Czy ktoś prosił cię o komentarz?!- wysyczała przez zęby. Osiemnastolatek zamilkł. Odniosłam wrażenie, że nieco się skulił. Jonathan żelaznym chwytem złapał Ponurego za gardło. Drugą dłoń wyciągnął w stronę Kai.
-Serio on? Myślałem, że stać się na coś więcej.- powiedział zdegustowany.
-O czym ty mówisz?- spytała podejrzliwie. On w odpowiedzi uśmiechnął się i Kaja została wywiana z pola walki.
-Co ty zrobiłeś?! To twoja siostra!- Ponury usiłował rozluźnić imadłowy ścisk. Mężczyzna natychmiast sobie o nim przypominał.
-Ona.- prychnął- spokojnie, przeżyje. Przeszła w życiu gorsze rzeczy.- ten podły uśmiech ani na monet nie zszedł z jego warg.
-Mam taką ochotę mu przywalić, że już więcej nie wstanie.
-Kaspian, nie mo…
-Wiem, że nie mogę bo takie są zasady Czarnych Kruków, ale on nastawia tyłek, żeby ratować naszą towarzyszkę.- dodał smutnym głosem.
-Ale to też jego towarzyszka, a poza tym nie walczy już tylko w imię Kai, ale również broni swojego honoru. Nie mamy się prawa wtrącać, chyba że sam poprosi.- Feliks miał rację. Nie mamy praw…BUM! Niespodziewanie niebieskooki stanął w czarnych płomieniach! Zabójca upadł na czworaka, łapczywie łapiąc oddech. Wstał na nogi, chwiejnie lecz pewnie.
-Nie dam się tak łatwo zabić!- wykrzyknął.- przewyższyłem cię o poziom!
-Niemożliwe.- wyszeptał filozof.
-Co się stało?- zapytałam się.
-Awansował na trzeci poziom. Może używać ognia ze swojego wnętrza. Ten rodzaj magii jest znacznie potężniejszy, a na dodatek każdy mag ognia posiada swoje unikalne płonienie!- popatrzyłam na Ponurego. Wydaje się pewny siebie, ale oboje wiemy, że stracił za dużo krwi. Nie mówiłam o tym chłopakom, ale cały czas, dzięki wodzie z zepsutego natrysku leczę mordercę. Udało mi się zatamować krwotok, i uleczyć najgłębsze rany. Niestety na odległość nie jestem w stanie naprawić jego obrażeń wewnętrznych. Spojrzałam  na przeciwnika. Właśnie przed chwilą uporał się z jęzorami ognia.
-Mam tego dość!- wykrzyknął jak rozpieszczone dziecko.- zaraz cię zabiję!- poderwał się na równe nogi. Nałożył dłonie, jedna na drugą i wyciągnął je wyprostowane przed  siebie. Czarny Kruk ponownie zaliczył glebę. Zaczął się wydzierać i płakać z bólu.
-Co ty mu robisz?!- do pokoju ponownie wparowała  Kaja. Wszyscy odruchowo zrobiliśmy kilka kroków w tył.
-To tylko nieszkodliwa iluzja.- wzruszył ramionami, nie przerywając tortur.
-Masz go zostawić!- wrzasnęła. Mężczyzna wyjął z kieszeni nóż. Momentalnie zjawił się obok swojej siostry i wyrwał jej jednego włosa. Zawiązał go na rękojeści sztyletu i przesunął nad brzuch nastolatka.
-Jeden fałszywy ruch i… - zademonstrował przypadek kiedy włos urywa się pod ciężarem noża i wbija się w brzuch bruneta zadając mu śmiertelny cios.- niczym miecz Diomedesa.- zaśmiał się okrutnie.
-Wiesz, ja cię w ogóle nie poznaje!- Kaja tupnęła nogą w podłogę.-zawsze poświęcałeś nam swoją uwagę, zajmowałeś się nami i troszczyłeś się o nas. A teraz zachowujesz się jak ostatni ****. –to brzydkie słowo więc, nie będę go przytaczać.
-Ludzie się zmieniają.- wzruszył ramionami.- ale ty ,siostra, jesteś dalej dla mnie ważna i nigdy bym cie nie skrzywdził.
-A tamta akcja przed chwilą!?- krzyknęła sfrustrowana.
-Cóż… przecież wiedziałem, że nic ci się nie stanie.-  przelotny uśmiech zagości na jego wargach.
-Więc, proszę cię nie zabijaj mojego przyjaciela!- zawołała. Chłopak cofnął dłoń i to właśnie wtedy stała się tragedia. Zbyt gwałtownie ruszył ręką i mlecznobiały włosy Kai zerwał się, uwalniając skrępowany nóż. Wszyscy wrzasnęli z przerażenia. Ostrze trafiło w skroń chłopaka. Zapadła głucha cisza.
-Pojedynek wygrał Jonathan.- Kaja spokojnie wypowiadała wyuczoną formułkę przełykając ogromne, słone łzy.- W świetle naszego prawa zostajesz uniewinniony.- odwróciła głowę. Nie chciała patrzeć na ciało swojego przyjaciela, z którego jej brat wyrwał duszę.
-Kaja, mogę go uratować.- powiedziałam cicho.
-Nie ma takiej potrzeby. Nie ma opcji abyś przywróciła szczęśliwą duszę, która z całego serca pragnęła śmierci.- uśmiechała się mino dławiących ją łez.
-O czym ty mówisz?- spytałam.
-Ponury od dłuższego czasu bardzo chorował, lekarze ani uzdrowiciele nie dawali mu szans przeżycia. Mogę się domyślić, że jego ostatnim, niemym życzeniem, było oddanie życia za słuszną sprawę lub w obronienie osoby, którą kocha…- na chwile zamilkła- i udało mu się.- dodała prawie szeptem. Elizabeth podeszła do Johna i uścisnęła jego dłoń.
-Bardzo dziękujemy panu za gościnę.- odwróciła się do brata- Kaspian weź Ponurego. Wróciliśmy do domu. Ułożyliśmy maga ognia na kanapie w salonie gier i zasiedliśmy przy stole w kuchni.
-Co zrobimy z jego ciałem?- moje pytanie przerwało ciszę panującą jadalni.
-Pochowamy je.- Feliks odpowiedział bez namysłu.
-Tylko gdzie?- pytanie generała było dosyć słuszne.
-Ja chyba wiem. –powiedziałam-gdy stoję na balkonie i obserwuję morze, to widzę ogromną skarpę. Tam możemy go pochować.
-Dobry pomysł.- Płomień pochwalił mnie.
-Jakieś  sprzeciwy.- spytała królowa. – wszyscy pokręcili głowami.- W takim razie, pozostaje się nam wyrobić przed ogniskiem kończącym wasze wspólne dni.- popatrzyliśmy po sobie. Naszym jedynym komentarzem było przeciągłe westchnięcie. Zgarnęliśmy nastolatka z sofy i poszliśmy w umówione miejsce. Tam Kaspian postawił mu piękny nagrobek z czarnego kamienia. Elizabeth dołączyła do nas z trumną wykładaną aksamitem ( nie mam pojęcia skąd ją wzięła) i pochowaliśmy Czarnego Kruka, zabójcę i naszego przyjaciela. Wypowiedzieliśmy nad jego grobem swoje ostanie słowa i odeszliśmy. Słońce właśnie zachodziło, pięknie oświetlając wykonane ze szczerego złota  epitafium.
„Tu spoczywa Julian Williamsom,

bohater o którym pamięć nigdy nie zagaśnie.”
W nieco lepszych nastrojach rozpoczęliśmy ognisko przygotowane przez… właśnie kogo? To pytanie do dziś nie zostało wyjaśnione. Zapadł zmrok kiedy zasiedliśmy przy ogniu. Piekliśmy kiełbaski, chleb, ziemniaki, pianki(zawłaszcza te ostanie są okropne, kiedy obliżą je ogniste jęzory).
-Wiecie co? Na poprawę humoru opowiem straszną historię, chcecie?- spojrzeliśmy na filozofa.
-Niby o czym?- dopytywał się brunet.
-O tym jak Kraj Ognia z monarchii stał się republiką.- Elizabeth niemal się udławiła.
-I to ma być straszne!- wykrzyknęła zaraz po tym, jak tylko przełknęła gryz kromki. Nastolatek spojrzał na nią wymownie. Dla podkreślenia wyciągnął z kieszeni latarkę ( pewnie kisił ją tam od początku dnia) i skierował strumień światła na swoją twarz, tak jak robią to w kreskówkach dla podkreślenia efektu groteski.
-Dwieście lat temu, a może i dawniej, rządy w naszym kraju sprawował król. Nie był on byle jakim władcą lecz monarchą nad monarchami. Poddani go uwielbiali i szanowali. Szlachta liczyła się z jego zdaniem, do czasu… kiedy to właśnie szlachcice znaleźli haczyk na nieugięty autorytet jakim był rzeczony król. Był nim zastraszany i szantażowany. W końcu doszło do tego, że szlachta w zamian za milczenie zaoferowała korzystne dla nich warunki, które dziś nazywamy przywilejami szlacheckimi. Doprowadziły one do ograniczenia władzy królewskiej i rozrostu majątków szlacheckich. Mieszczanie i chłopi okropnie na tej decyzji ucierpieli. Mijały lata a sytuacja w kraju pogarszała się z roku na rok. Jedynym promyczkiem nadziei dla władcy była jego jedyna i najukochańsza córka. Po jego śmierci, to właśnie ona objęła władzę. Szlachta uderzyła w śmiech. „Kobieta!” krzyczał jeden przez drugiego. Byli święcie przekonani, że z łatwością ją wykorzystają do własnych celów i jeszcze bardziej się wzbogacą. Nowa królowa nie dała sobie w kaszę dmuchać i to już za młodu. Miała tylko jedną przyjaciółkę, była nią córka jednego z owych szlachciców, którzy podkładali kłody pod nogi jej ojcu. Kiedy podrosły królowa wpadła na bardzo niekorzystny pomysł. Mianowicie, że jeżeli ona nie urodzi przez całe swoje życie syna, to dziecko jej przyjaciółki ( o ile będzie to chłopiec) obejmie władzę w królestwie. Szlachta nie wiedziała, że jest to podstęp. Wiadomo, że szlachcianka natychmiast zaszła w ciążę. Królowa przewidziała to. Umowa został zawarta celowo, aby sprawdzić wierność przyjaciółki. Sama kobieta była już w drugim miesiącu ciąży. Ona i jej mąż wiedzieli, że spodziewają się synka. Zrządzeniem losu magnatka urodziła o osiem tygodni młodszą dziewczynkę. Szlachta rwała sobie włosy z głosy. Zadawali sobie pytanie „ Co teraz?”. Jeden z nich wpadł na genialny pomysł- małżeństwo. Dzieci dorastały wspólnie. Codziennie bawiły się i uczył pod opieką rodziców lub nauczycieli. Do czasu gdy osiągnęli pełnoletniość. Chłopak zakochał się na zabój w dziewczynie z wzajemnością. Pobrali się. Może się wam wydawać co teraz? Happy and? Spokojnie, szlachta nie śpi. Mijały lata. Królowa umarła i zastąpił ją jej syn. To idealny moment do działania. Właśnie umarła kobieta, która stała na drodze do przejęcia władzy. W czasie pogrzebu żona przekonała jej syna, że on nie ma już po co żyć, i żeby popełnił samobójstwo nad grobem matki. Kobieta nie wiedziała co mówi. Została opętana przez swoją rodzicielkę. Ona bardzo go kochała. Powiedziała wtedy o kilka słów za dużo i mężczyzna był gotowy spełnić jej prośbę. Gdy ostrze znalazło się tuż przy jego klatce piersiowej, powietrze wokół nagrobka zawirowało. Ukazał się duch zamarłej królowej.
-I nawet teraz po mojej śmierci usiłujesz przejąć tron?- duch młodej kobiety odzianej w czerwoną suknię przemówił do swojej dawnej przyjaciółki.- przestań wyniszczać własną córkę. Za twoje wszystkie winy i przewinienia zostaniesz ukarana. Dzień twojej śmierci nastąpi gdy tylko ujrzysz moją twarz. Ta kara dotknie również wszystkich, którzy skrzywdzili mnie i mojego syna.- duch kobiety znikł. Z królestwa zniknęły wszelkie wizerunki Szkarłatnej Damy. Tak właśnie zakończyła się ostania dynastia naszych króli. Legenda głosi, że klątwa jest prawdziwa i skazany jest na nią każdy spoglądający na piękną twarz królowej.
-I to miało być straszne? Lepiej zabierz się za opowiadanie dramatów lub komedii romantycznych..- komentarz Elizabeth i opowieść Feliksa pozwoliły choć na moment zapomnieć nam o śmierci Ponurego.  

7 komentarzy:

Unknown pisze...

Wow, jesteś super! Przeczytałam dzisiaj wszystkie rozdziały, jesteś niesamowita! Szkoda Ponurego :c

Anonimowy pisze...

Superr, kiedy nastepny rozdzial? Juz nie moge sie doczekac ^^

Unknown pisze...

Następny rozdział już w sobotę wieczorem <3

Anonimowy pisze...

Juz nie moge sie doczekac. Weny zycze :*
~Basia M

Anonimowy pisze...

Najlepszy blog jaki kiedykolwiek czytałam<3 Masz talent i dużą wyobraźnię:)Powodzenia w pisaniu kolejnych rozdziałów:D
~Minionek Wiki

Unknown pisze...

Jak zawsze zarąbiste rozdziły (^O^) Czekam na następny (◕‿◕✿)

Unknown pisze...

Dziękuję :*