Translate

sobota, 12 września 2015

Rozdział XXIII




Tak więc dziś jest środa. Za trzy dni ma odbyć się tak długo przez nas wszystkich wyczekiwany bal, a ja siedzę sobie w kawiarence popijając miętową herbatkę z Carterem. Teraz zapytacie „Czemu”? Obiecałam mu to spotkanie podczas egzaminu i początkowo nie miałam najmierniejszej ochoty się z nim spotykać. Zrobiłam to tylko i wyłącznie po złości Kaspianowi.
-Przepraszam cię, że tak bardzo nie chciałem dopuścić do tego, żebyś pracowała w wojsku.- powiedział mieszając kawę.
-Nie ma za co. A tak na marginesie, czemu chciałeś mnie przed tym ochronić?- spytałam. Zacisnął wargi.

-Wiesz, polubiłem cię od pierwszego wejrzenia. Nie chciałem, żebyś umarła w tak banalny sposób jak moja siostra.- wyjąkał. – wczoraj straciłem też ojca, więc jakoś specjalnie nie tryskam entuzjazmem. – westchnął. Położyłam dłoń na jego dłoni. Poczułam do niego trochę sympatii.
-Co się stało z twoim ojcem i siostrą, jeżeli oczywiście mogę zapytać.- dodałam szybko. Uśmiechnął się lekko.
-Jasne, że możesz. Tata został zabity przez jakiegoś gościa, który zakradł się do naszej restauracji. Na szczęście zdążył przepisać na mnie swój największy skarb – tą melinę o której wspomniałem.
-Tak mi przykro, z powodu jego śmierci.- skrzywił się.
-Komu przykro, temu przykro.- skomentował.
-Opowiesz mi coś o swojej siostrze?- zadałam pytanie.
-Jasne. Miała na imię Jean. Była ode mnie starsza o dwa lata. Kochała swoją pracę, ponieważ wiązała się ona z niebywałym niebezpieczeństwem i ciągłym ryzykiem.
-Czym się zajmowała?
-Stała się  szpiegiem. Znała wiele tajemnic państwowych. Wojsko polegało na niej jak na nikim innym. Ludzie mieli ją za wzór i podziwiali za odwagę. Pewnego dnia, gdy pełniła służbę w Kraju Ognia, zwanego też Republiką Ognia, powinęła jej się noga. Jej zadanie wymagało dużego doświadczenia. Miała bowiem szpiegować samego prezydenta. Długo była jego powierniczką i najlepszą przyjaciółką, ale jak wspomniałem popełniła błąd. Czuła się zbyt pewnie i powierzyła dostarczenie wiadomości „ gołębiowi”, czyli specjalnemu kurierowi. Ten nie zdołał dotrzeć do granicy. Został załapany i zabity. Wcześniej zdążył wydać moją siostrę, tym samym ciągnąc ją za sobą. Kilka dni później odbyła się jej sprawa w sądzie. Do wszystkiego przyznała się z uśmiechem na twarzy i została skazana na śmierć przez rozerwanie. Nie będę ci opisywać jak to wygląda, ponieważ odruchowo mogłabyś zwymiotować na stół, a tego bym raczej nie chciał.- zakończył swoją opowieść i oparł się plecami o krzesło głośno wzdychając.
-Tak mi przykro.- powiedziałam.
-Powtarzasz się.- zaśmiał się. Zerknęłam przez szybę. Nie stanowiło to większego problemu, bo jedna ze ścian, tak samo jak w biurze, wykonana zastała ze szkła. Właśnie zaczął padać deszcz. Woda ściekała z chodników do ścieków. Przechodnie rozkładali parasole, aby się pod nimi schronić. Inni naciągali kaptury, jeszcze inni unosili teczki nad głowami. Ale jeden  facet wytrwale czekał pod naszą kawiarenką. Stał w miejscu. Nie poruszył się o krok, nawet wtedy, kiedy krople przemoczyły go do suchej nitki. Wyglądał jakby czekał na kogoś dla niego ważnego. W prawej ręce trzymał czerwoną różę.
-Opowiesz mi coś o sobie?- z zadumy wyrwał mnie głos Cartera.
-Co mówiłeś?- spytałam na wpół przytomna.
-Pytałem się, czy opowiesz mi coś o sobie?- ups. Padło pytanie, którego od samego początku się obawiałam. Muszę dokładnie ważyć każde moje słowo.
-Urodziłam się w małej miejscowości zaraz obok Mizu, ale nie miałam okazji zwiedzić tego miasta. Moi rodzice byli zwykłymi mieszkańcami o dobrych sercach. Podobnie jak ty, straciłam starszą siostrę. – nienawidzę kłamać.
-Mamy ze sobą tyle wspólnego! –zawołał szczęśliwy. Szkoda, że każde moje słowo to kłamstwo.
 -Tak.- to słowo ledwo przeszło mi przez gardło.  Jak ja bardzo nie chcę go okłamywać!
-Czemu jesteś smutna? – spytał troskliwie. Nie wytrzymam. Dłużej mam dość udawania jak na jeden dzień. Zerknęłam na zegarek. Nagle wstałam od stołu udając, że się spieszę.
-Przepraszam cię bardzo, ale przypomniałam sobie, że Kaspian prosił mnie o przeglądniecie spisu ludności.
-Tak rozumiem. Praca wzywa. Mogę cie odprowadzić? –spytał. Zrobiło mi się go żal. W gruncie rzeczy to fajny z niego chłopak, ale nie dam rady dalej udawać.
-Przepraszam, ale jeszcze muszę skoczyć do domu po parę dokumentów.- złapałam swoje rzeczy i wybiegłam z kawiarenki. Przed wejściem wpadłam na chłopka z różą.
-Przepraszam bardzo! Nic ci nie jest?- spytałam się. Podałam mu dłoń. Kiedy zobaczyłam jego twarz puściłam jego rękę i ponownie upadł na chodnik.
-Kaspian?! – zawołałam.
-Nadia? Wcale nie wiedziałem, że będziesz w TEJ kawiarni o TEJ godzinie. – powiedział z łajdackim uśmieszkiem na twarzy.- Czemu mnie unikasz?- cmoknął.
-Prawie mnie udusiłeś. Pamiętasz?- moje pytanie ociekało sarkazmem.
-Po to tu jestem. Chciałbym cię serdecznie przeprosić. Obiecuję, że to się już nie powtórzy. – klęknął. Wyciągnął kwiat w moją stronę. Chciałam go wyminąć, ale załapał mnie za rękę.
-Nie uciekniesz mi!- krzyknął.
-Zostaw mnie!- zawołałam.
-Nie!- odpowiedział.- proszę zostań!
-Nie! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego!- poskarżyłam się. Jeżeli dalej będziemy ciągnąć tą rozmowę, to się popłaczę. Mówię wam.
-Dam ci spokój, jak ty, ja, Carter i moja dziewczyna wybierzemy się jutro na podwójną randkę. Umowa stoi?- spytał.
- I nie będziesz nazywać mnie kochaniem, kotkiem i czymś tam jeszcze?- nie mogę w to uwierzyć. Nareszcie się ode mnie odczepi.
-Tak.- potwierdził.
-Czekaj, ale ty nie masz dziewczyny. – powiedziałam.
-To nic trudnego.- zaczepił jakąś rudowłosą nastolatkę ubraną w karmelowy płaszczyk.
-Hej, jestem Kaspian Montrose. Chciałbym się z tobą umówić. Proszę, róża dla ciebie.- zaraz rzygnę. Jeśli ta dziewczyna się na to zgodzi, to zjem puszkę psiej karmy.  
-Jasne, czemu nie. A kiedy? – spytała z szerokim uśmiechem. 
-Jutro, w tej kawiarence o trzeciej. Jak ci na imię śliczna?
-Margaret. – odpowiedziała zachwycona.
-To będzie podwójna randka. Widzisz tą nastolatkę?- chamsko wskazał na mnie palcem – będzie nam towarzyszyć razem ze swoim chłopakiem. – podała mi rękę.
-Margaret.
-Julia.- obróciła się w stronę bruneta.-  To do jutra, Kaspianie.- pomachała mu na odchodne.
-Widzisz, laski na mnie lecą. –zaśmiał się.
-Boże, jak ja cię nienawidzę. – oznajmiłam mu.
-Ktoś jest tu zazdrosny, kotku. – przymroziłam go do chodnika i z gracją wróciłam do biura udając, że nie słyszę jego wołania. W taki to sposób zakończył się felerny wtorek, po którym już nic nie było takie same. Obudziłam się rano z potwornym bólem głowy. Zerknęłam na wyświetlacz telefonu. Na ekranie widniały dwa nie odebrane połączenia od Cartera. Natychmiast oddzwoniłam. Odebrał po trzech sygnałach.
-Halo?- słychać, że jest zaspany.
-Cześć, tu Julia. Czemu dzwoniłeś?- spytałam.
-Chciałem się upewnić, czy wszystko jest aktualne.
-Oczywiście. Ty idziesz ze mną na tą „podwójną randkę” ja w zamian wybieram się z tobą na kolację służbową w poniedziałek.
-W takim razie do trzeciej.
-Do trzeciej.- nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Katem oka spojrzałam na godzinę. W pół do siódmej! Nie wyrobię się. Dawno się tak nie spieszyłam. Jadłam kanapkę pod prysznicem, myłam zęby jednocześnie czesząc włosy, a mundur zapinałam w windzie. Dziś nie mam zamiaru jechać z Kaspianem, więc może Feliks mnie podrzuci.
-Feliks! – zawołałam. – Podrzucisz mnie na rynek?
-Pokłóciłaś się z Kaspianem?- spytał. Pokiwałam głową. Zaśmiał się. –To dlatego, że wczoraj usiłował mnie zabić. Wsiadaj. Nie mam wyjścia. Podczas jazdy wszystko mi opowiesz.- właśnie za to go uwielbiam. Zawsze mi pomoże i zrozumie. Powiedziałam mu wszystko. O tam jak brunet mnie uderzył, o spotkaniu z Carterem i podwójnej randce. On cały czas słuchał mnie uważnie.
-Czy ty na pewno chcesz oddalić się od Montrosa?
-Tak.- powiedziałam.
-Nie brzmisz zbyt wiarygodnie.- oznajmił.
-Sama już nie wiem.  Niekiedy wydaje mi się, że doskonale go znam, innego jest dla mnie obcą osobą usiłującą zrobić mi krzywdę.
-Hmmm… Twoje wątpliwości mogą wynikać z waszego pierwszego spotkania. Co czułaś, gdy pierwszy raz go zobaczyłaś.- zastanowiłam się chwilę.
-To może wydawać się trochę dziwne, ale nie pamiętam naszego pierwszego spotkania. Nic a nic. Po prostu pojawił się w moim życiu nie wiadomo kiedy.
-Spróbuj sobie przypomnieć, a tym czasem cię żegnam. –och faktycznie już dojechaliśmy.
-Dzięki.
-Nie ma ca co.- ześlizgnęłam się  z motoru i weszłam do budynku. Przeszłam korytarzem i stanęłam przed drzwiami biura. Bałam się ich otworzyć. Co ja mu powiem? W końcu zebrałam się w sobie i nacisnęłam klamkę. Zamek ustąpił. Powoli przekroczyłam próg. W pokoju nikogo nie było. Jaka ulga jeszcze nie przyjechał. Zajęłam miejsce przy biurku i zaczęłam przeglądać zostawione przez niego papiery. Bardzo szybko mnie to znudziło i po cichutku podkradłam się do jego blatu. Leżał na nim szkic garnituru. Opisał na nim całą broń i kolorystkę ubrań, więc łatwiej będzie mi je opisać. Manekin miał na sobie granatową marynarkę. W jej dolej części umieścił dwa pistolety. Jeden po lewej stronie, drugi po prawej. Domowej roboty naboje Elizabeth znajdują się w podeszwach butów oraz klamrze paska. W kieszeni narzuty znajdzie się zapalniczka. Tak na wszelki wypadek. Zza garnituru wyziera czerwona kamizelka w bordowe paski zapinana na guziki. Pod nią ma schowany krawat, który wedle projektu zmienia się w miecz. Wróćmy jeszcze do butów. Odchodzi od nich jeszcze jedna strzałeczka. Jest tam napisane, że sznurówki zastąpiono metalową żyłką przewodzącą prąd. Słyszę czyjeś kroki. Odłożyłam projekt i wskoczyłam na swoje krzesło. Generał wszedł do biura nic nie mówiąc. Przesiedzieliśmy osiem godzin w zupełnej ciszy. Nawet sobie nie wyobrażacie jakie to męczące. Równo o drugiej wyszliśmy z ratuszu. Przeszłam się po mieście. Na umówioną godzinę stawiłam się w kawiarence. Jak na razie jestem sama. Rozglądnęłam się po pomieszczeniu. Po prawej stronie stoi lada, na niej kasa i świnka skarbonka na napiwki. Ladę połączono z oszklonymi półeczkami z ciasteczkami, drożdżówkami, babeczki i ciastami. Wszystko wyglądała smakowicie. Po drugiej stronie blatu sytuacja się powtarza tylko, że tym razem za szkłem znajdują się pojemniczki z lodami. Nieopodal stoi automat do bitej śmietany i waty cukrowej we wszystkich znanych ludzkości kolorach. Potem w oczy rzucają się kolejno- automat do rozlewania napojów, ekspres, oraz gorąca czekolada. W miejscu gdzie kończy się ściana postawiono stojak z reklamówkami i torebeczkami, do których można nabrać sobie żelków z pojemniczków rozciągających się wzdłuż neonowo zielonej ściany. Za kasjerką ( co dopiero teraz zauważyłam) stały słodkie słoiczki z cukierkami i ciastkami owsianymi. Kokardki na nich były niebieskie więc idealnie było je widać na tle różowej farby. Zaraz obok zbudowano wnękę, gdzie powieszono czarną tablice i kolorową kredą wypisano ceny wszystkich smakołyków w ofercie. Stoliczki i krzesełka były białe. Na każdym stała lub leżała karta menu. Zabrałam się za jej przeglądnie, kiedy do kawiarenki weszła Margaret. Ubrała podarte, jasne jeansy do których włożyła śnieżnobiałą bluzkę na ramiączkach z kołnierzykiem. Wokół pasa obwinęła sobie koszule w czarno- czerwoną kratkę. Na głowie miała hebanowe okulary. Rude włosy wyglądały jakby dopiero co wyszła od fryzjera. Prosta grzywka spadająca na czoło wcale nie zasłaniała jej zielonych oczu.  Natychmiast mnie ujrzała i przysiadła się do mojego stolika. Czemu już jej nie lubię? Zdążyła powiedzieć tylko „cześć” , ponieważ dołączył do nas Carter i to z nim rozmawiałam do czasu pojawienia się Kaspiana. Jak zawsze musiał się spóźnić. Wtargnął do kawiarenki wraz z ogromnym bukietem kwiatów. Zajął miejsce naprzeciwko mojego i zaraz obok dziewczyny, którą na dzień dobry pocałował w policzek, objął ramieniem oraz wręczył podarunek.
-Och, jakie piękne!- zawołała uradowana.  Ze złości złamałam widelec, którym jadłam zamówione wcześniej przez Cartera ciasto.
-Piękne kwiaty dla piękniej kobiety.- powiedział. Coś mnie skręciło w środku.
-Przepraszam muszę upudrować nosek. – wstałam od stołu i poszłam do łazienki. Zamknęłam się kabinie. Opuściłam deskę klozetową i usiadłam na niej. Nie wytrzymam tego. Spotkanie dopiero co się zaczęło, a ja mam ochotę wydrapać Kaspianowi oczy. Muszę się wziąć w garść i stać się graczem, a nie pionkiem w jego chorej grze. Czas zmienić zasady. 

***
Nie mam pojęcia kiedy Juki narysuje kolejny rysunek.XD Mam do was prośbę. Tyle osób czyta bloga, a tak mało komentuje. Proszę róbcie to, ponieważ wasze komentarze stanowią największa motywację <3
***
Obiecany rysunek XD Cały Carter
 


7 komentarzy:

Unknown pisze...

Świetny rozdział. Internetowy kop w du... przepraszam pupe dla Kaspiana

Unknown pisze...

Ja komentuję! Rozdział jest super! Więcej ich! Ahhh niech ten tydzień leci szybciej ❤️

Unknown pisze...

Tak. Trzy osóbki zawzięcie komentują za co jestem im bardzo wdzięczna. Mam nadzieje, ze do ich grona dołączy znaczna ilość czytelników ;*

Unknown pisze...

Mega ;) :*

Anonimowy pisze...

Jak zawsze swietny. Weny życze :*
~Basia M

Anonimowy pisze...

Ja dawno nie komentowałam.
Ale kocham to opowiadanie ^^

Karolina Stopa pisze...

Nie mam słów na ten rozdział :) Jest tak zajebiaszczy, że jak czytam to nie mogę się oderwać od tego ^^ a jak się skończył przeczytałam jeszcze raz :)