Po dziesięciu minutach wróciłam do stolika. Przed moim
przyjściem rozmowa zbytnio się nie kleiła. Kaspian bębnił palcami w blat i
obserwował przechodniów. Margaret siedziała tak jakby połknęła kij, a Carter
przeprowadzał sekcję kremówki. Zajęłam swoje miejsce z uśmiechem na ustach. Mam
pomysł jak pokrzyżować plany generałowi.
-Hej, Margaret!- dziewczyna podskoczyła – Jaki jest twój typ
faceta?- mag ziemi zakrztusił się. Rudowłosa zastanowiła się.
-Myślę, że taki jak Kaspian. Miły, czuły i opiekuńczy. Nigdy
by nikogo nie skrzywdził.- niesamowite jak bardzo była pewna swoich słów!
Odruchowo wybuchłam śmiechem. Dziwnie się na mnie popatrzyła.
-Powiedziałam coś nie tak?- spytała zbita z tropu.
-Nie, oczywiście, że nie. – machnęłam ręką. – A co cię w
nich irytuje?
-Przeginasz.- wysyczał brunet.
- Ciiii.- uspokoiłam go dłonią. Przynajmniej tak to
wyglądało na pierwszy rzut oka. Tak naprawdę zamknęłam mu usta za pomocą magii
krwi, która z resztą coraz lepiej mi idzie. Wsparłam się na łokciach.
-Mów dalej, Mag.
-Nie znoszę wojskowych. W ogóle nie rozumiem tej wojny. Jest
jakaś taka dziwna i w ogóle. Zauważyłaś? Idzie taki facet ulicą i bez żadnego
ostrzeżenia pakuję cię do kibitek i wywozi do obozu koncentracyjnego. Cywile
nawet nie wiedzą o co poszło czterem krajom, ale cieszę się, że nasza wspaniała
władczyni ich nieco stłumiła. W ogóle to wszystko jest okropne. Jak można żyć
mając na sumieniu innych?
-Oj, masz rację. Takie typki są najgorsze. Może na twoje
retoryczne pytanie odpowie Kaspian?- kopnął
mnie pod stołem. Uwolniłam jego usta.
-Oczywiście, ale zaraz po tym jak Carter opisze mi swój typ
dziewczyny.- chłopak uśmiechnął się przebiegle. Najwyraźniej przygotował się na
takie pytanie, ponieważ odpowiedział bez zająknięcia.
-Lubię takie dziewczyny jak Julia. Koniec tematu.-
popatrzyłam na niego z wdzięcznością.
-Kaspian, powiedz mi gdzie pracujesz?- odpowiedział po
dłuższej chwili. Trochę zajęło mu wymyślenie wiarygodnego kłamstwa.
-Pracuję w bibliotece.- wyplułam ciasto na obrus.
-Co?!- zawołałam.
-Przyniosę ci serwetkę.- Sheridan wstał od stołu.
Najwyraźniej wyczuł zbliżającą się burzę i postanowił zwiać.
-Czemu się tak durnie dziwisz?!- spytał się.
-Bo okłamujesz „swoją dziewczynę”!- sformułowanie „ swoją
dziewczynę” ujęłam w cudzysłów manualny.
-Kaspian, o czym ona mówi?- spytała się przyłamana.
Nastolatek walnął pięścią w stoliczek. Wstał.
-Jestem wojskowym! Jak ci się to nie podoba, to możesz
spadać!- wskazał palcem na drzwi. Zielonooka chwyciła torebkę i uciekła ze
łzami w oczach. Chłopak opadł na krzesło
-Gdzie Carter?- spytał.
-Porzucił nas. Jesteśmy okropni.- zaśmiałam się. Mag
nachylił się nade mną i powiedział:
-Nie okropni. Warci
siebie.- oparł się o stołek.
-Pamiętasz jak się poznaliśmy?- zadałam pytanie. Zamyślił się.
-Nie pamiętam. Nie wiem czy znaliśmy się przed moją utratą
pamięci, czy może poznaliśmy się już po. Nie powiem ci, bo nie wiem.-
odpowiedział zirytowany.
- A może chciałbyś sobie przypomnieć? – szturchnęłam go.
-Niby jak?- nieco się rozluźnił.
-Mam pewien plan, ale do jego wykonania jest nam potrzebna
jeszcze jedna osoba. Wracajmy.- podczas drogi powrotnej zadzwoniłam do Feliksa.
Bardzo kiepsko go słyszałam, ponieważ w tle ktoś puścił bardzo głośną muzykę.
Udało mi się dowiedzieć, że jest już w domu i na nas czeka.
- Prawie dojechaliśmy! Co to za jazgot!- Kaspian zatrzymał
się przed wielkimi schodami. Na nich siedział Płomień z zatyczkami w uszach.
Pomachał nam. Podbiegłam do niego.
-Co się dzieję!?- starałam się przekrzyczeń piosenkę. Wyjął
jeden ze stoperów.
-Kaja i Elizabeth zdurniały i od kilku godzin nie robią nic
innego, tylko słuchają tego gościa.
-Zaraz je uciszę!- musiałam rzucić się na Montrosa, żeby go
zatrzymać.
-Ja to zrobię!- pokonałam schody i wparowałam do pokoju
gier. Na samym środku tańczyły moje przyjaciółki.
-Odbiło wam!?- krzyknęłam. Zero odzewu. Podbiegłam go
głośników i wydarłam wtyczkę z gniazdka.
-Ej! Zostaw to!- poskarżyły się jednocześnie.
-Czemu słuchacie gościa, który brzmi jakby zaraz miał
urodzić kamienie nerkowe? –popatrzyłam
na nie wymowie.
-To jest nowy idol wśród nastolatek. Nie słyszałaś o nim.
Patrz jakie ciacho!- rozentuzjowana zabójczyni podała mi opakowanie po jego
płycie. Na okładce widniała jego zamaskowana twarz. Niedbale obcięte, białe
włosy opadały na oczy chłopaka. Prawe niebieskie, lewe zielone. W jednym uchu
gościły srebrne kolczyki. Na szyli zawiesił sobie tej samej barwy krzyż, który idealnie odcinał się na tle czarnej koszuli. Nazywał sam siebie Masuku, co
znaczy maska. Oddałem jej opakowanie.
-Nie lubię muzyki.- poinformowałam je. – Byłabym wam
dozgonnie wdzięczna, jeżeli przez najbliższe dwie godziny nie włączałybyście
odbiornika.- popatrzyły na mnie.
-Okej.- królowa wzruszyła ramionami. Wróciłam do chłopaków.
-Znajdźmy jakieś spokojne miejsce do medytacji. Czas najwyższy
odwiedzić Drzewo. – uśmiechnęli się.
-Masz rację. To doskonały pomysł.- filozof pochwalił mnie.
Przeszliśmy do sadu. Tam wybraliśmy wygodne miejsce do wewnętrznej podróży.
Przewodnikiem będzie Feliks, ponieważ on jest wróżbitą i ma dostęp do przeszłości,
teraźniejszości i przyszłości. On jako pierwszy zapadł w sen.
-Teraz ty. – powiedział do generała.- kiwnął głową. Zamknął
oczy i wziął głęboki oddech. Nagle upadł na ziemię. To znak, że udał się w
podróż. Teraz ja. Zamknęłam oczy. Gdy ponownie je otworzyłam, stałam pod dobrze
mi znanym dębem. Przyjaciele już tam byli. Kaspian za wszelką cenę chciał
zarwać choć jeden liść, a Feliks sprawdzał wszystkie ścieżki. Było ich wiele!
Każda z nich prowadziła do odrębnego wspomnienia. Wszystkie przedstawiały mnie
i Kaspiana. Nasze przygody, wygłupy i
przekręty. Niesamowite, ile się tego nazbierało.
-Pójdziemy tędy.- wskazał na zarośniętą, ledwo widoczną
ścieżkę.
-Czemu akurat ona?- piętnastolatek w końcu odpuścił sobie
kradzież pyłu.
-Ponieważ wygląda podejrzanie. Zabierzmy ze sobą trochę
proszku.- wskazał na koronę Drzewa Przeznaczenia.
-Pyłu.- poprawiłam go.
-Jak zawał, tak zwał. Pośpiesz się. Nie wiem ile czasu damy
radę tu pozostać.-podeszłam do drzewa. Gałąź sama przybliżyła się do mnie.
Zerwałam trzy listki. Schowałam je do kieszenie.
-Dziękuję.- wyszeptałam i dołączyłam do kumpli. Droga wcale
nie była miła. Razem z Kaspianem odczuwaliśmy bardzo wyskoki dyskomfort.
Mdłości i omdlenia to nie wszystko. Chcąc nie chcą wędrowaliśmy w głąb
wspomnienia, które zostało głęboko pochowane w naszej podświadomości. Mijaliśmy
znajomych i rodzinę. Ich wypowiedzi zwrócone w przeciwną stronę zdawały się nie
odgadnięcia. Młodsi my wyglądaliśmy jak w krzywym zwierciadle. Po jakimś czasie
Płomień kazał się nam zatrzymać.
-Dacie radę iść dalej?- spytał. Pokiwaliśmy głowami. Nie
byliśmy w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa.
-Nadia, przyszła pora na wykorzystanie liści. Teraz
wejdziemy w bardzo uśpioną część pamięci. Przeprawa będzie jeszcze trudniejsza
niż przedtem, więc proszę was o zjedzenie po jednym kłączu.- nie mieliśmy siły
protestować. Podałam chłopakom ich porcje. Razem z generałem zaczęliśmy
przeżuwać zieleninę. Feliks zamknął źdźbło w dłoniach. W taki sposób stworzył
pył. Sypnął go na drogę. Razem z brunetem złapaliśmy się za głowy i
poupadaliśmy na trakt zwijając się z bólu. Przed oczami stanęły mi różne sceny.
Ratunek Kena w moim kraju, najazd wojsk, zabójstwo mojej matki, wcześniejsza
śmierć ojca, moja ucieczka, wygnanie przez Cat oraz bal. Wszystko nie po kolei.
Pomieszane i pogmatwane bez składu i ładu. Ból ustąpił. Mogłam swobodnie
oddychać. Siedemnastolatek pozbierał nas z ziemi.
-Przepraszam, ale musiałem to zrobić.
-Nie ma za co, ale na przyszłość mógłbyś być bardziej
delikatny.- wysapał zielonooki. Mag ognia podrapał się po głowie.
-To był zabieg oczyszczenia. Patrzcie co zdziałał. – wskazał
ręką na brukowaną, piękną drogę. Aż chciało się po niej iść i podziwiać widoki
dookoła. Sceneria zmieniała się z każdym krokiem. Po obu stronach ( na co z
początku nie zwróciłam uwagi) znajdował się moje wspomnienia. Szczęśliwe
dzieciństwo, do czasu śmierci taty. Potem zmiana nastawienia do życia mamy,
bitwa pod Mizu. Chwilowe zawieszenie broni na „ pojednawczy bal”, na który
został zaproszone również dzieci Nathaniela: Izabel i Edward. Przyspieszyłam
kroku. Już zdążyłam zapomnieć jaki to był wspaniały bal! Wszyscy śmiali się i
rozmawiali. Wszędzie piękne suknie i tańce. w tedy poczułam się naprawdę szczęśliwa. Coś innego niż ciągła bitwa i śmierć w około. Na ten krótki moment zapomniałam
o chłopakach. To co zobaczyłam przeraziło mnie. Kaspian zwijał się z bólu na
chodniku, a Feliks rozpaczliwie starał się mu pomóc. Zawróciłam do nich.
-Co się z nim dzieje!- zawołałam.
-Nie mam pojęcia. To wygląda na barierę odporną tylko na
niego.
-Coś w stylu pieczęci.- domyśliłam się.
-Pieczętować można wszystko. Łączne z wspomnieniami.- popatrzył na mnie wymownie.
-Sugerujesz, że jakiś mag dawno temu zapieczętował jego wspomnienia?
Ale to nie ludzkie!- oburzyłam się.
-Teraz nie mamy czasu o tym myśleć. Musimy się nim zająć.
-Masz rację. – starałam się go unieść – On przecieka mi
przez palce.
-Cholera, nie dobrze. To bardzo źle może wpłynąć na jego
duszę. Obawiam się, że został zawszony pomiędzy tym i naszym światem. Nie damy
rady sami go uwolnić.
- Ale spróbujmy. Ja wrócę i postaram się go reanimować, a ty
czuwaj przy nim w tym świecie. Będę cię informować w miarę możliwości.-
wróciłam do świata żywych. Na murawie w konwulsjach zwijał się Montrose. Wyrwałam
wodę z trawy i przyłożyłam mu ją do skroni. Gdy tylko dotknęłam jego głowy,
jakaś niewyobrażalna siła odrzuciła mnie na kilka metrów i jak szmaciana lalka
rąbnęłam w drzewo. Na czworaka wróciłam do chłopaka. Powtórzyłam proces. To samo.
Co mam robić?! Wróciłam do filozofa.
-Nic nie działa. Jest chroniony przez barierę. Co zrobimy!-
przeraziłam się.
- Musimy poprosić o pomoc królową. To nasza ostatnia
szansa.- podsumował.
-Tak. Tylko ona nam została.- wybudziliśmy się z transu. Chwyciliśmy
zielonookiego i przenieśliśmy go do pałacu.
-Elizabeth!- zawołałam – Choć tu natychmiast!- nastolatka pojawiła
się w drzwiach.
-Mój brat! Co mu zrobiliście!?
-To nie my. Pomóż nam z nim. Wszystko ci wyjaśnimy.-
opowiedziałam jej całą historię o tym, jak wspólnie chcieliśmy przypomnieć
sobie naszą przeszłość. Gdy nastolatka usłyszała o naszych podejrzeniach rzekomej
pieczęci, skamieniała.
-Z tego co mówicie, mogę wywnioskować jedną rzecz. Kaspian
stał się częścią potężnego zaklęcia rzuconego na niego przed laty. Nie jestem w
stanie wam pomóc.- uderzyłam pięściami w stół.
-Dlaczego?- zawołałam.
-Ponieważ, w przeciwieństwie do was, nie mogę swobodnie
przemierzać Sfery Dusz.
-Czemu?- spytałam nieco spokojniej.
-Dlatego, że nie jestem tkaczem, zbieraczem, wróżbitą czy dawcą.
Żadnym z was.- gorączkowo myślałam nad rozwiązaniem problemu.
-Wiem! Naucz mnie łamania pieczęci.- dziewczyna omal się nie
udławiła.
-Ciebie! Ha! Wolne żarty. Nigdy nie będziesz w stanie
załamać tej pieczęci.
-Skąd wiesz nawet nie spróbowałyśmy.
-Wiem bo znam tą osobę, która go tak urządziła.
-W takim razie zaprowadź mnie do niej!- wrzasnęłam.
-Nie, ponieważ ta osoba
już nie istnieje!- odpowiedziała.
-Umarła!?- starałam się uzyskać choć odrobinę informacji.
-Nie…- zasmuciła się- po prostu przestała istnieć.-
popatrzyła na mnie.Zastanowiła się chwilę. Odetchnęła głęboko.- Zmieniłam zdanie. Pomogę ci.
***
Tak więc dziękuję wam za podnoszące na duchu komentarze ( mam nadzieję, że będzie ich jeszcze więcej <3). Przepraszam was za Juki, ale jak pewnie zauważyliście ma dużo na głowie i nie wyrabia się z rysunkami. Co myślcie o tym, żeby założyła sobie aska? Piszcie w komentarzach lub na moim asku.
Do napisania Soraja :*
6 komentarzy:
Świetne <3
Dzięki <3
Zarąbiste :* ♥
Po prostu brak slow :*
~Basia M
Uwielbiam *.**
Jestem pod wrazeniem! Czekam na wersje ksiazkowa, kupie bez zastanowienia!:)
Prześlij komentarz