Translate

sobota, 19 września 2015

Rozdział XXIV



Po dziesięciu minutach wróciłam do stolika. Przed moim przyjściem rozmowa zbytnio się nie kleiła. Kaspian bębnił palcami w blat i obserwował przechodniów. Margaret siedziała tak jakby połknęła kij, a Carter przeprowadzał sekcję kremówki. Zajęłam swoje miejsce z uśmiechem na ustach. Mam pomysł jak pokrzyżować plany generałowi.
-Hej, Margaret!- dziewczyna podskoczyła – Jaki jest twój typ faceta?- mag ziemi zakrztusił się. Rudowłosa zastanowiła się.
-Myślę, że taki jak Kaspian. Miły, czuły i opiekuńczy. Nigdy by nikogo nie skrzywdził.- niesamowite jak bardzo była pewna swoich słów! Odruchowo wybuchłam śmiechem. Dziwnie się na mnie popatrzyła.
-Powiedziałam coś nie tak?- spytała zbita z tropu.
-Nie, oczywiście, że nie. – machnęłam ręką. – A co cię w nich irytuje?
-Przeginasz.- wysyczał brunet.
- Ciiii.- uspokoiłam go dłonią. Przynajmniej tak to wyglądało na pierwszy rzut oka. Tak naprawdę zamknęłam mu usta za pomocą magii krwi, która z resztą coraz lepiej mi idzie. Wsparłam się na łokciach.
-Mów dalej, Mag.
-Nie znoszę wojskowych. W ogóle nie rozumiem tej wojny. Jest jakaś taka dziwna i w ogóle. Zauważyłaś? Idzie taki facet ulicą i bez żadnego ostrzeżenia pakuję cię do kibitek i wywozi do obozu koncentracyjnego. Cywile nawet nie wiedzą o co poszło czterem krajom, ale cieszę się, że nasza wspaniała władczyni ich nieco stłumiła. W ogóle to wszystko jest okropne. Jak można żyć mając na sumieniu innych?
-Oj, masz rację. Takie typki są najgorsze. Może na twoje retoryczne pytanie odpowie Kaspian?- kopnął  mnie pod stołem. Uwolniłam jego usta.
-Oczywiście, ale zaraz po tym jak Carter opisze mi swój typ dziewczyny.- chłopak uśmiechnął się przebiegle. Najwyraźniej przygotował się na takie pytanie, ponieważ odpowiedział bez zająknięcia.
-Lubię takie dziewczyny jak Julia. Koniec tematu.- popatrzyłam na niego z wdzięcznością.
-Kaspian, powiedz mi gdzie pracujesz?- odpowiedział po dłuższej chwili. Trochę zajęło mu wymyślenie wiarygodnego kłamstwa.
-Pracuję w bibliotece.- wyplułam ciasto na obrus.
-Co?!- zawołałam.
-Przyniosę ci serwetkę.- Sheridan wstał od stołu. Najwyraźniej wyczuł zbliżającą się burzę i postanowił zwiać.
-Czemu się tak durnie dziwisz?!- spytał się.
-Bo okłamujesz „swoją dziewczynę”!- sformułowanie „ swoją dziewczynę” ujęłam w cudzysłów manualny.
-Kaspian, o czym ona mówi?- spytała się przyłamana. Nastolatek walnął pięścią w stoliczek. Wstał.
-Jestem wojskowym! Jak ci się to nie podoba, to możesz spadać!- wskazał palcem na drzwi. Zielonooka chwyciła torebkę i uciekła ze łzami w oczach. Chłopak opadł na krzesło
-Gdzie Carter?- spytał.
-Porzucił nas. Jesteśmy okropni.- zaśmiałam się. Mag nachylił się nade mną i powiedział:
 -Nie okropni. Warci siebie.- oparł się o stołek.
-Pamiętasz jak się poznaliśmy?- zadałam pytanie. Zamyślił się.
-Nie pamiętam. Nie wiem czy znaliśmy się przed moją utratą pamięci, czy może poznaliśmy się już po. Nie powiem ci, bo nie wiem.- odpowiedział zirytowany.
- A może chciałbyś sobie przypomnieć? – szturchnęłam go.
-Niby jak?- nieco się rozluźnił.
-Mam pewien plan, ale do jego wykonania jest nam potrzebna jeszcze jedna osoba. Wracajmy.- podczas drogi powrotnej zadzwoniłam do Feliksa. Bardzo kiepsko go słyszałam, ponieważ w tle ktoś puścił bardzo głośną muzykę. Udało mi się dowiedzieć, że jest już w domu i na nas czeka.
- Prawie dojechaliśmy! Co to za jazgot!- Kaspian zatrzymał się przed wielkimi schodami. Na nich siedział Płomień z zatyczkami w uszach. Pomachał nam. Podbiegłam do niego.
-Co się dzieję!?- starałam się przekrzyczeń piosenkę. Wyjął jeden ze stoperów.
-Kaja i Elizabeth zdurniały i od kilku godzin nie robią nic innego, tylko słuchają tego gościa.
-Zaraz je uciszę!- musiałam rzucić się na Montrosa, żeby go zatrzymać.
-Ja to zrobię!- pokonałam schody i wparowałam do pokoju gier. Na samym środku tańczyły moje przyjaciółki.
-Odbiło wam!?- krzyknęłam. Zero odzewu. Podbiegłam go głośników i wydarłam wtyczkę z gniazdka.
-Ej! Zostaw to!- poskarżyły się jednocześnie.
-Czemu słuchacie gościa, który brzmi jakby zaraz miał urodzić kamienie nerkowe? –popatrzyłam  na nie wymowie.
-To jest nowy idol wśród nastolatek. Nie słyszałaś o nim. Patrz jakie ciacho!- rozentuzjowana zabójczyni podała mi opakowanie po jego płycie. Na okładce widniała jego zamaskowana twarz. Niedbale obcięte, białe włosy opadały na oczy chłopaka. Prawe niebieskie, lewe zielone. W jednym uchu gościły srebrne kolczyki. Na szyli zawiesił sobie tej samej barwy krzyż, który idealnie odcinał się na tle czarnej koszuli. Nazywał sam siebie Masuku, co znaczy maska. Oddałem jej opakowanie.
-Nie lubię muzyki.- poinformowałam je. – Byłabym wam dozgonnie wdzięczna, jeżeli przez najbliższe dwie godziny nie włączałybyście odbiornika.- popatrzyły na mnie.
-Okej.- królowa wzruszyła ramionami. Wróciłam do chłopaków.
-Znajdźmy jakieś spokojne miejsce do medytacji. Czas najwyższy odwiedzić Drzewo. – uśmiechnęli się.
-Masz rację. To doskonały pomysł.- filozof pochwalił mnie. Przeszliśmy do sadu. Tam wybraliśmy wygodne miejsce do wewnętrznej podróży. Przewodnikiem będzie Feliks, ponieważ on jest wróżbitą i ma dostęp do przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. On jako pierwszy zapadł w sen.
-Teraz ty. – powiedział do generała.- kiwnął głową. Zamknął oczy i wziął głęboki oddech. Nagle upadł na ziemię. To znak, że udał się w podróż. Teraz ja. Zamknęłam oczy. Gdy ponownie je otworzyłam, stałam pod dobrze mi znanym dębem. Przyjaciele już tam byli. Kaspian za wszelką cenę chciał zarwać choć jeden liść, a Feliks sprawdzał wszystkie ścieżki. Było ich wiele! Każda z nich prowadziła do odrębnego wspomnienia. Wszystkie przedstawiały mnie i Kaspiana. Nasze przygody, wygłupy i  przekręty. Niesamowite, ile się tego nazbierało.
-Pójdziemy tędy.- wskazał na zarośniętą, ledwo widoczną ścieżkę.
-Czemu akurat ona?- piętnastolatek w końcu odpuścił sobie kradzież pyłu.
-Ponieważ wygląda podejrzanie. Zabierzmy ze sobą trochę proszku.- wskazał na koronę Drzewa Przeznaczenia.
-Pyłu.- poprawiłam go.
-Jak zawał, tak zwał. Pośpiesz się. Nie wiem ile czasu damy radę tu pozostać.-podeszłam do drzewa. Gałąź sama przybliżyła się do mnie. Zerwałam trzy listki. Schowałam je do kieszenie.
-Dziękuję.- wyszeptałam i dołączyłam do kumpli. Droga wcale nie była miła. Razem z Kaspianem odczuwaliśmy bardzo wyskoki dyskomfort. Mdłości i omdlenia to nie wszystko. Chcąc nie chcą wędrowaliśmy w głąb wspomnienia, które zostało głęboko pochowane w naszej podświadomości. Mijaliśmy znajomych i rodzinę. Ich wypowiedzi zwrócone w przeciwną stronę zdawały się nie odgadnięcia. Młodsi my wyglądaliśmy jak w krzywym zwierciadle. Po jakimś czasie Płomień kazał się nam zatrzymać.
-Dacie radę iść dalej?- spytał. Pokiwaliśmy głowami. Nie byliśmy w stanie wydusić z siebie ani jednego słowa.
-Nadia, przyszła pora na wykorzystanie liści. Teraz wejdziemy w bardzo uśpioną część pamięci. Przeprawa będzie jeszcze trudniejsza niż przedtem, więc proszę was o zjedzenie po jednym kłączu.- nie mieliśmy siły protestować. Podałam chłopakom ich porcje. Razem z generałem zaczęliśmy przeżuwać zieleninę. Feliks zamknął źdźbło w dłoniach. W taki sposób stworzył pył. Sypnął go na drogę. Razem z brunetem złapaliśmy się za głowy i poupadaliśmy na trakt zwijając się z bólu. Przed oczami stanęły mi różne sceny. Ratunek Kena w moim kraju, najazd wojsk, zabójstwo mojej matki, wcześniejsza śmierć ojca, moja ucieczka, wygnanie przez Cat oraz bal. Wszystko nie po kolei. Pomieszane i pogmatwane bez składu i ładu. Ból ustąpił. Mogłam swobodnie oddychać. Siedemnastolatek pozbierał nas z ziemi.
-Przepraszam, ale musiałem to zrobić.
-Nie ma za co, ale na przyszłość mógłbyś być bardziej delikatny.- wysapał zielonooki. Mag ognia podrapał się po głowie.
-To był zabieg oczyszczenia. Patrzcie co zdziałał. – wskazał ręką na brukowaną, piękną drogę. Aż chciało się po niej iść i podziwiać widoki dookoła. Sceneria zmieniała się z każdym krokiem. Po obu stronach ( na co z początku nie zwróciłam uwagi) znajdował się moje wspomnienia. Szczęśliwe dzieciństwo, do czasu śmierci taty. Potem zmiana nastawienia do życia mamy, bitwa pod Mizu. Chwilowe zawieszenie broni na „ pojednawczy bal”, na który został zaproszone również dzieci Nathaniela: Izabel i Edward. Przyspieszyłam kroku. Już zdążyłam zapomnieć jaki to był wspaniały bal! Wszyscy śmiali się i rozmawiali. Wszędzie piękne suknie i tańce. w tedy poczułam się naprawdę szczęśliwa. Coś innego niż ciągła bitwa i śmierć w około. Na ten krótki moment zapomniałam o chłopakach. To co zobaczyłam przeraziło mnie. Kaspian zwijał się z bólu na chodniku, a Feliks rozpaczliwie starał się mu pomóc. Zawróciłam do nich.
-Co się z nim dzieje!- zawołałam.
-Nie mam pojęcia. To wygląda na barierę odporną tylko na niego.
-Coś w stylu pieczęci.- domyśliłam się.
-Pieczętować można wszystko. Łączne z wspomnieniami.- popatrzył na mnie wymownie.
-Sugerujesz, że jakiś mag dawno temu zapieczętował jego wspomnienia? Ale to nie ludzkie!- oburzyłam się.
-Teraz nie mamy czasu o tym myśleć. Musimy się nim zająć.
-Masz rację. – starałam się go unieść – On przecieka mi przez palce.
-Cholera, nie dobrze. To bardzo źle może wpłynąć na jego duszę. Obawiam się, że został zawszony pomiędzy tym i naszym światem. Nie damy rady sami go uwolnić.
- Ale spróbujmy. Ja wrócę i postaram się go reanimować, a ty czuwaj przy nim w tym świecie. Będę cię informować w miarę możliwości.- wróciłam do świata żywych. Na murawie w konwulsjach zwijał się Montrose. Wyrwałam wodę z trawy i przyłożyłam mu ją do skroni. Gdy tylko dotknęłam jego głowy, jakaś niewyobrażalna siła odrzuciła mnie na kilka metrów i jak szmaciana lalka rąbnęłam w drzewo. Na czworaka wróciłam do chłopaka. Powtórzyłam proces. To samo. Co mam robić?! Wróciłam do filozofa.
-Nic nie działa. Jest chroniony przez barierę. Co zrobimy!- przeraziłam się.
- Musimy poprosić o pomoc królową. To nasza ostatnia szansa.- podsumował.
-Tak. Tylko ona nam została.- wybudziliśmy się z transu. Chwyciliśmy zielonookiego i przenieśliśmy go do pałacu.
-Elizabeth!- zawołałam – Choć tu natychmiast!- nastolatka pojawiła się w drzwiach.
-Mój brat! Co mu zrobiliście!?
-To nie my. Pomóż nam z nim. Wszystko ci wyjaśnimy.- opowiedziałam jej całą historię o tym, jak wspólnie chcieliśmy przypomnieć sobie naszą przeszłość. Gdy nastolatka usłyszała o naszych podejrzeniach rzekomej pieczęci, skamieniała.
-Z tego co mówicie, mogę wywnioskować jedną rzecz. Kaspian stał się częścią potężnego zaklęcia rzuconego na niego przed laty. Nie jestem w stanie wam pomóc.- uderzyłam pięściami w stół.
-Dlaczego?- zawołałam.
-Ponieważ, w przeciwieństwie do was, nie mogę swobodnie przemierzać Sfery Dusz.
-Czemu?- spytałam nieco spokojniej.
-Dlatego, że nie jestem tkaczem, zbieraczem, wróżbitą czy dawcą. Żadnym z was.- gorączkowo myślałam nad rozwiązaniem problemu.
-Wiem! Naucz mnie łamania pieczęci.- dziewczyna omal się nie udławiła.
-Ciebie! Ha! Wolne żarty. Nigdy nie będziesz w stanie załamać tej pieczęci.
-Skąd wiesz nawet nie spróbowałyśmy.
-Wiem bo znam tą osobę, która go tak urządziła.
-W takim razie zaprowadź mnie do niej!- wrzasnęłam.
-Nie, ponieważ ta osoba  już nie istnieje!- odpowiedziała.
-Umarła!?- starałam się uzyskać choć odrobinę informacji.
-Nie…- zasmuciła się- po prostu przestała istnieć.- popatrzyła na mnie.Zastanowiła się chwilę. Odetchnęła głęboko.- Zmieniłam zdanie. Pomogę ci. 
*** 
Tak więc dziękuję wam za podnoszące na duchu komentarze ( mam nadzieję, że będzie ich jeszcze więcej <3). Przepraszam was za Juki, ale jak pewnie zauważyliście ma dużo na głowie i nie wyrabia się z rysunkami. Co myślcie o tym, żeby założyła sobie aska? Piszcie w komentarzach lub na moim asku. 
Do napisania Soraja :*

6 komentarzy:

Unknown pisze...

Świetne <3

Unknown pisze...

Dzięki <3

Karolina Stopa pisze...

Zarąbiste :* ♥

Anonimowy pisze...

Po prostu brak slow :*
~Basia M

Unknown pisze...

Uwielbiam *.**

Anonimowy pisze...

Jestem pod wrazeniem! Czekam na wersje ksiazkowa, kupie bez zastanowienia!:)