Translate

sobota, 10 października 2015

Rozdział XXVII



Nareszcie nadszedł ten dzień!  Dziś wielki bal! Właśnie trwają ostateczne przygotowywania. Za fryzury i makijaż  ( nie wiem czemu) odpowiedzialny jest Kaspian. Feliks i Kaja wkładają do bagażnika samochodu królowej niewyobrażalne ciężkie suknie. Za to sama Elizabeth zniknęła nam z pola widzenia. Chciałam się za nią rozglądnąć, ale nastolatek ofuknął mnie
-Nie ruszaj się.- obrócił moją twarz w jego stronę. Dokładnie nadkładał puder na  moje policzki, srebrny cieć na powieki i czarny tusz na rzęsy. Podał mi błyszczyk.- Masz, lubię smak truskawek.- zaśmiał się. Westchnęłam. Przyzwyczaiłam się do tego, że każdego dnia na różne sposoby narusza moją przestrzeń osobistą.
-Jak mnie uczeszesz?- spytałam nakładając pomadkę.
-Tak jak na projekcie. Po obu stornach twarzy wypuszczę ci odrobinę włosów, a resztę upnę w kok podtrzymywany przez dwa miecze jak pałeczki do chińskiego żarcia.
-To do dzieła.- po piętnastu minutach ciągnięcia za włosy, wdychaniu lakieru i obierania szczotki fryzura została ukończona. Przeglądnęłam się w lusterku.
-Nieź…
-Następna!- krzyknął wprost do mojego ucha. Dręczenie mnie sprawia mu nie małą przyjemność. Zabójczyni upuściła metalowy stelaż jednej z sukienek wprost na stopę filozofa.
-O! Ja, ja! Teraz moja kolej!- błyskawicznie zajęła miejsce na stołku. Zaśmiałam się. Kaja to naprawdę dziwna osoba. Ciężko ją wyczuć. Jednego dnia jest ostra i zaborcza, drugiego zachowuje się jak dziecko. Na przykład dziś.
-Nadia, możesz mi pomóc!- Płomień miał taką minę, jakby nawoływał mnie od dłuższego czasu. Musiałam wyglądać jak kretynka spoglądając w jeden punkt przez jakiś czas.
-Idę!- zawołam w odpowiedzi. Zbiegłam po schodkach i stanęłam obok chłopaka. Chwyciłam metalową konstrukcję z jednej strony. On z drugiej i na mówiony znak wrzuciliśmy go do samochodu.
-Chodźmy po resztę.- spuścił głowę. –To dopiero pierwsza sukienka.- dodał ze smutkiem. Kolejne półgodziny mojego życia zmarnowała na taszczenie ogromnych ubrań do auta. Powiem wam, że to bardzo ciekawa funkcja. Wcale nie masz dość po pierwszym razie.
-Skończyliśmy.- powiedziałam masując sobie plecy.- Mamy jeszcze dwie godziny do balu.- stwierdziłam pacząc na zegarek. – Co masz zamiar zrobić przez ten czas?- spytałam osiemnastolatka.
-Sam nie wiem. Może się kimnę, bo z tego co wiem, to ja prowadzę.- uśmiechnął się szeroko. Aż trudno uwierzyć, że taki chłopak jak on kiedyś spalił całą swoją wioskę. Z resztą sama jestem nie lepsza. Opuściłam swoich poddanych, kiedy najbardziej mnie potrzebowali. Kaja to też niezłe ziółko. Przecież zabija na zlecenia. Ja zabiłam raz. I bardzo tego żałuję. Nie wyobrażam sobie jak można się z tego utrzymywać. Opowieści o Kaspianie również dają dużo do myślenia.
-Ludzie słuchajcie!- w naszą stronę pędziła zdyszana Beth.
-Co się stało?- zaniepokojony brat dziewczyny wyjrzał za włosów Dzwoneczka.
-Przenieśli miejsce balu!
-Gdzie?- spytała białowłosa.
-Do Kurado. - Omari otworzyła buzię ze udziwnienia.
-Ale… -zająknęła się. – Ale to miasto, w którym mieszkałam!
-Wiem, dlatego o tym mówię. Może chcesz zostać?- fioletowooka zaprzeczyła.
-Przecież was nie zostawię. Nie w takiej chwili!- lekko się zdołowała. Widać po jej minie. Nagle poderwała się z miejsca. – Przed nami długa droga! Na dotarcie tam potrzebujemy półtorej godziny!
-Wiesz może, gdzie można się tam przebrać na miejscu?- Eliza i jej wyczucie taktu.
-W którym zamku jest przyjęcie?- nie mam pojęcia o czym rozmawiają. – W tym podobnym do Zwinger?
-Tak. W jego dokładnej replice zwanej… nie pamiętam. –blondynka wzruszyła ramionami.
-Pallas. To nazwa tego pałacu. Moje mieszkanie znajduje się niedaleko. Tam możemy się zatrzymać.
-No to proszę państwa jedziemy na bal!- wrzasnęła uradowana królowa. Zajęliśmy miejsca w jej limuzynie i ruszyliśmy przed siebie. W aucie panowało ogóle poruszenie. Kaspian czesał swoją siostrę, a ja razem z Dzwoneczkiem grałam w łapki. Nawet nie wiem kiedy udrapała mnie swoimi długimi, ślicznymi paznokciami.
-Piękne. Kto je robił?- spytałam.
-Generał. Patrz na co je stać.- jak na zawołanie płytki wydłużył się przebijając dach pojazdu. Wystraszyłam się. – Przepraszam, jeszcze nad tym nie panuję.- powiedziała radośnie. Nie wyglądała na osobą, która wraca w rodzinne strony, z których ją wygnano kilka lat temu. Oparłam się plecami o fotel. Jak dobrze. Czuje się spokojniejsza, kiedy wiem, że Eliza nie prowadzi. Zasnęłam. Obudziłam się dopiero w mieście. Jakie ono wspaniałe! Wszędzie są sąsiadujące ze sobą domki w różnych kolorach, z okiennic zwisają kwiaty sięgające ulicy po której jeżdżą dorożki zaprzężone w konie. Małe sklepiki pysznią się po obu stronach brukowanej drogi. Ludzie są tu uśmiechnięci i szczęśliwi jakby nie odczuwali realiów wojny, albo po prostu udają za cenę spokoju.
-Zaparkuj tutaj.- poleciła szesnastolatka.
-Robi się.- filozof umiejętnie zaparkował pomiędzy hydrantem, a skrzynką na listy. Wysiedliśmy z limuzyny. Kaja dłużysz czas stała przed budynkiem ściskając w dłoni klucze od mieszkania. W końcu zebrała się na pierwsze kilka kroków w kierunku domu. Włożyła klucz do zamka. Przekręciła go gwałtownym ruchem. Pośpiesznie pchnęła drzwi. Powoli wtoczyliśmy się do przedpokoju. Na podłodze leżały poukładane buty, na wieszakach wisiały kurtki oraz kapelusze. Domek wcale nie wyglądał na opuszczony. Czas dla niego jakby się zatrzymał. Świadczyły o tym nienaganna boazeria na ścianach, nowiutkie płytki oraz działające oświetlenie.
-Jesteś pewna, że nikt tu nie mieszka?- spytałam.
-Tak.- powiedziała łamiącym się głosem. –Dom pozostał w takim stanie, w jakim go opuściliśmy. Jednymi osobami mającymi do niego dostęp jestem ja, Jonathan oraz – zatrzymała się na moment – oraz  Christopher, ale on nie żyje. Chodźcie, rozbijemy się w salonie.- otworzyła drzwi na prawo. Uderzył nas odór stęchlizny. Od razu rozwarliśmy okna. Chłopaki zrzucili z grzbietów torby z odzieżą. Rozglądnęłam się dokoła. Pokój pomalowano na miętowo. Z wyjątkiem jednej ściany, którą udekorowano białą cegłą. Naprzeciwko cegiełki postawiono śnieżnobiałą, czterodrzwiową szafę ze wstawkami z sodomy oraz lustrem. Zaraz obok stała podświetlana komoda z szklanymi półeczkami. Zaraz nad nią wisiał ogromny, plazmowy telewizor. Usiadłam na białym narożniku. Na wyciągnięcie ręki ustawiono stół z pięcioma krzesłami. Wiatr delikatnie poruszał niebieską zasłoną. Obróciłam głowę. Wzrok przyciągnęły porozrzucane po całej ścianie ramki z rodzinnymi zdjęciami. Kaja na basenie, Christopher robiący zamek z piasku, Jonathan przeciągający linę z jakimś mężczyzną. I wiele innych ujęć z przeszłości mojej przyjaciółki, za dużo żeby opisywać każde z osobna.
-Nadia, pakuj się w ten stelaż!- usłyszałam za plecami naglący głos Elizy.
-Już, już.- uspokajałam ją. Trochę za mocno zapięła mi go w pasie, ale jest tam podenerwowana, że lepiej dla mnie, jeśli nie zwrócę jej uwagi. Przeciągnęła mi przez głowę kilkukilogramowe worki z worki z wodą zaszyte w materiale. Mam nadzieję, że nie będę chlupać z każdym krokiem.
-Złap się stołu, bo zapinam gorset.- wykonałam jej polecenie. Zwinnie przeciągnęła linkę między szlufkami i mocno pociągnęła.
-Nie dam rady w tym oddychać. Miażdżysz mi płuca.- wydyszałam.
-Chcesz być piękna, musisz cierpieć.
-Już to gdzieś słyszałam.- bąknęłam. Założyłam glany. Sukienka idealnie maskowała ich obecność. Teraz ja pomogłam ubrać się królowej.
-Boże, ile to waży?- zadałam pytanie usiłując podnieść z ziemi dół sukni.
-Mam tam bomy i noże. To może trochę ważyć. Czekaj, zaraz coś na to poradzimy. – chrząknęła. – Kaspian!- żeby nie ogłuchnąć zatkałam uszy.
-Czego się drzesz?! – wpadł do pokoju z rozpiętą koszulą i prawym budzie w lewej ręce.
-Jesteś mi potrzebny.- wskazała na materiał. Chłopak machnął dłonią i gotowe. Eliza była gotowa, do połowy. Nadszedł najgorszy moment. Ubieranie gorsetu. Zaszyłam go trzęsącymi się palcami.
-Podasz mi rękawiczkę?- spytała.
-Jasne.- otworzyłam worek z akcesoriami leżącymi na puchowym dywanie. Wyjęłam z niego koronkową rękawiczkę i podałam przywódczyni.
-Dzięki. – powiedziała. Zwróciła się do Omari. –Kaja, możemy pościelić łóżka?
-Po co?- zdziwiła się nastolatka.
-Po balu będziemy wykończeni, a gdzieś musimy się przespać. Co nie?
-Jasne. Zaraz poszukam poduszek i kołder. Pięć prawda?- otworzyła szafę.
-Nie. Jeśli można, to sześć. Na balu dołączy do nas szósty uczestnik wyprawy.- zamilkliśmy na dłuższą chwilę. Cisze przerwała gospodyni.
-Nadia, pomóż mi wytrzepać pościel na balkonie, a wy chłopaki rozłóżcie sobie kanapę w pokoju mojego starszego brata. Korytarzem pierwsze drzwi po lewej.
-Ok.-wyszli. Złapałam swoją działkę i przepchałam ją przez balkonowe drzwi.
-Jak myślisz jaki on będzie?- Dzwoneczek wypaliła znienacka.
-Nie wiem. Szczerze mówiąc nie myślałam o tym.- wzruszyłam ramionami.
-Mam nadzieję, że będzie przystojny.- westchnęła rozmarzona.
-Lepiej bierz się za sprzątnie. Chłopaków pooglądasz sobie ma balu. Uwierz mi, trochę ich tam będzie.- uśmiechnęłam się. Czystą pościel zaniosłyśmy przyjaciołom. Zdążyli przygotować cały pokój. Położyłyśmy barłogi na dużym tapczanie.
-Mam nadzieję, że ten nowy nie jest gruby, bo inaczej będzie z nami kiepsko.- zaśmiał się Feliks.
-Masz rację stary.- zawtórował mu Kaspian. Zadzwonił domofon. Wszyscy zesztywnieliśmy w jednej chwili. Delikatnie wychylimy głowy na korytarz, aby zobaczyć nadchodzącego gościa. Słyszałam jak chłopaki nerwowo przełykają ślinę, a Kaja pod nosem błaga Boga, żeby nieznajomy okazał się wolny i przystojny. Elizabeth nacisnęła przycisk zwalniający zamek drzwi. Mężczyzna nacisnął klamkę… i wszedł do środka. Z ciekawości za bardzo się wychyliliśmy i runęliśmy pod nogi chłopaka. Zaśmiał się.
-Skąd wiedzieliście, że lubię kiedy śmieci przede mną klękają?- wszędzie i o każdej porze dnia oraz roku rozpoznam ten perfidny głos. Poderwałam się z podłogi celując pięścią w twarz blondyna.
-Niklaus! –ryknęłam. Moja pięść elegancko zanurzyła się w jego krzywej mordzie. Jak Boga kocham. Trzęsę się z frustracji na jego widok.
-Nie przyjechałem, po to żeby się z tobą bić…
-I tak byś przegrał- skomentowałam.
-Ale na prośbę słodkiej Elizy.- wziął ja pod rękę.
-Nie żartuj, że jesteś naszym towarzyszem podróży, bo się zrzygam.
-Ja z tym kolesiem nie nie śpię w jednym łóżku.- byłam wdzięczna Kaspianowi za szczerą opinię na poruszony temat.
-Spać? Łóżko? Podróż? Zwolnijcie, bo nie nadążam.
-Co się dziwić, w końcu masz ptasi móżdżek.- syknęłam.
-Skończcie!- głos liderki doprowadził nas do pionu. –Aazam przyjechał tu na moją prośbę. Będzie mi towarzyszyć podczas balu. Nic więcej.- powiedziała dobitnie.
-Czyli nigdzie z nimi nie jedzie?- dopytywałam.
-A ja nie muszę dzielić z nim łóżka?
-Tak. Musicie znieść go tylko przez jeden wieczór. Chyba za dużo od was nie wymagam.- mruknęliśmy na znak zgody. Kiedy odrobinę się uspokoiłam, zerknęłam kątem oka na jego ubiór. Biały, nie uzbrojony, za to dobrze skrojony garnitur, a pod nim niebieska koszula. Do tego założył czarne lakierki. Jaki nudziarz.
-Nie chcę wam przeszkadzać, ale za pięć minut oficjalnie spóźnimy się na najważniejszą imprezę roku. –nauczyciel wskazał na zegarek. Faktycznie! Za pięć szósta.
-Pędem do samochodu!- rozkazała Elizabeth. Wyskoczyliśmy na zewnątrz i wpakowaliśmy się do pojazdu. Gdyby nie przyspieszenie, które Kiear nadał limuzynie, nie zdążylibyśmy. Zaparkował krzywo tuż przed wielkimi wrotami.
-Słuchajcie uważnie. Wchodzimy w odstępach. Nie wszyscy razem. Na balu udajemy, że się nie znamy. Każdy trzyma się swojej pary. Jakby pojawiły się komplikacje dam wam znać. Kaja idziesz z Feliksem, a Nadia z Kaspianem. Wasz cel na dziś: Przeżyć!  

***
Hejka, to znowu ja. Spodziewam się, że macie mnie dość :* Jeszcze raz dziękuję wam za komentarze oraz mam dla was rysunek od Juki. Z okazji, że tego w następnym rozdziale pojawi się bal dodam wszystkie stroje, aby wam i sobie odświeżyć pamięć. Dobranoc <3




 

4 komentarze:

Unknown pisze...

Super rozdział *.*

Unknown pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Jest tu troszkę literówek, ale w tak cudownym opowiadaniu- nie zwraca się na to uwagi. ❤
Super, jak zawsze. ❤

Unknown pisze...

Jest świetne <3 kochammm!