Translate

sobota, 7 listopada 2015

Rozdział XXXI



Wszystkich zatkało. Przynajmniej tak mi się wydawało. Nikt przez dłuższy czas nie powiedział słowa. Wpatrywaliśmy się w Naito jak w przybysza z kosmosu. Zerknęłam na twarze moich towarzyszy. Chłopaki wyglądali na zmieszanych, Kaja miała szeroko otwartą buzię, a Eliza zatkała usta dłońmi. Po jej policzkach spływały łzy. W końcu udało się jej wydusić słowo.
-Naito.- powiedziała. Chłopak roześmiał się serdecznie.
-Witaj kochanie.- rozłożył ramiona, a nastolatka natychmiast rzuciła się mu na szyję.
-Jednak żyjesz! Nic ci nie jest. Tak się bałam!- chlipała.
-Wszystko w porządku. Było ciężko, ale jestem tu i już nigdzie się nie wybieram.- oznajmił spokojnie. Bardzo długo stali przytuleni do siebie. Nagle blondynka oderwała się od niego i przyłożyła mu solidnie w twarz. Mężczyzna ani drgnął.
-Należało mi się.- królowa zacisnęła pięści. Zaczęła krzyczeć.
-Jak mogłeś!? Kto normalny robi takie rzeczy!? Jak sobie to wyobrażasz!?- cały czas tłukła maga w klatkę piersiową. On stał i przyjmował każdy cios. Nie cofną się nawet o krok. W końcu przestała i znowu się rozpłakała. Białowłosy otoczył ją ramieniem. Ujął jej podbródek. Popatrzyli na siebie.
-Zaufasz mi dziś ten ostatni raz?- spytał z nadzieją. Dziewczyna otarł łzy. Uśmiechnęła się.
-Nie, dziś się nie opłaca.- odparła zaczepnie.
-Czemu?- chłopak zmarszczył brwi.
-Ponieważ za minutę jutro.- zaśmiała się.
-Nie chce psuć tej chwili, ale kanclerz niedługo się obudzi.- Feliks zwrócił uwagę zakochanej parze.
-Tak masz rację.- liderka poprowadziła nas do wyjścia. W samą porę zniknęliśmy za bramą. Na placu zamkowym pojawiali się nowi wojownicy, ale nas to już nie obchodziło. Wsiedliśmy do limuzyny i ruszyli do mieszkania Kai.
*
Nawet nie wiecie jak bardzo ucieszył mnie widok pościelonego łóżka. Od razu się na niego walnęłam. Nie miałam siły przebierać się z potarganych i przekrwawionych ciuchów. „ Nie teraz” pomyślałam i nakryłam kołdrą głowę. Przez materiał słyszałam kłótnie chłopaków w drugim pokoju.
-Ja nie będę spać w jednym pokoju z tym kudłaczem!- oczywiście, Kaspian nie byłby sobą, gdyby nie mógł zakłócać porządku publicznego.
-Puszek to mój przyjaciel. Nigdy się z nim nie rozstaję.- głos Naito był spokojny i opanowany. Słuchać, że nie ma najmniejszej ochoty na kłótnię o pierwszej w nocy.
-Nazwałeś tego stwora Puszek?!- generał nie za bardzo chciał uwierzyć w dane osobowe wilka. Może zwierzak powinien pokazać mu dowód osobisty?
-Tak, masz z tym jakiś problem?- nowy pozostawał nie wzruszony. Wstałam z łóżka. Zrobiłam to z żalem, ale ktoś musi i powiedzieć, żeby się zamknęli. Szybko znalazłam się w ich pokoju. Panował tu niebywały syf. Wszędzie walały się skarpetki, koszule, buty, spodnie i … resztę dodajcie sobie sami. Chłopaki kłócili się w samych bokserkach. Na mój widok zamilkli. Chyba zrobiła się cała czerwona.
-Co chcesz?- pytanie zadane przez filozofa przywróciło mnie na ziemię.
-Chcę was prosić o ciszę. Zachowujecie się jak przedszkolaki.
-Nie pozwolę spać mojemu wilki na zewnątrz.- Nazaja uparcie bronił swojego stanowiska.
-Ja też nie będę sapał na dworze!- wojskowy krzyknął.
-Nikt nie każe ci tam spać!- Naito w końcu się wściekł. Jego pupilek zaczął warczeć. Podeszłam do stającego nieco na uboczu Płonienia.
-Czemu nic nie mówisz?- spytałam.
-Nie mam zamiaru brać udziału w tej bezsensownej wymianie zdań i po prostu czekam, aż nim przejdzie. – wzruszył ramionami.
-Może masz jakiś pomysł na rozwiązanie tej sytuacji?
-Mam.- zagwizdał na pupilka. Wilk podbiegł do niego. Nastolatek wyprowadził go z pokoju. Po chwili wrócił do pomieszczenia ale już bez stworzenia. Staliśmy jeszcze kilka minut wysłuchując sprzeczających się chłopaków. W końcu właściciel futrzaka ocknął się.
-Gdzie mój wilk.?!- zagrzmiał. Feliks podszedł do mężczyzny. Stanął przed nim.
-Spokojnie, pościeliłem mu w kuchni. Jakoś nie narzekał, zwłaszcza po tym jak dałem mu kilku kilogramowy kawałek mięsa, który kiedyś prawdopodobnie był krową. – Naito uśmiechnął się pod nosem. Poklepał nastolatka po ramieniu.
-Dzięki.- i poszedł się położyć. Podczas drogi potknął się o buty, kopnął łóżko, a żeby się nie wywrócić załapał się za lampę zawisającą z sufitu. Upadł razem z nią na puchaty dywan. Z sufitu sterczały powyrywane obwody.
-Nie ma za co.- Feliks głośno wypuścił powietrze. Brunet zaczął się głośno śmiać i pomógł chłopakowi wstać. Wyszłam z pokoju mówiąc im „dobranoc”. W naszej wspólne sypialni dziewczyny spały jak zabite. Każda w swoim koncie. Nienawidzę spać po środku. Ułożyłam się wygonie i zasnęłam.
*
Obudził mnie dzwoniący telefon. Chwyciłam go po omacku. Zerknęłam na wyświetlacz. Trzynasta. Odebrałam. Wsparłam się na ręce.
-Halo?- ziewnęłam.
-Hej Julia, tu Carter. Pamiętasz o naszym spotkaniu w poniedziałek?
-Tak, tak.- powiedziałam na wpół przytomnie.
-Obudziłem cię?- spytał się zdziwiony.
-Nie.- jeszcze raz ziewnęłam. Osunęłam się na poduszki i zamknęłam oczy. Obudził mnie jego głos.
-Julia!
-Nie śpię!- zawołałam.
-Chciałem z tobą porozmawiać  o czymś ważnym, ale nie było się w pracy. Wiem, że to nie jest rozmowa na telefon, ale dłużej już nie wytrzymam. Podobasz mi się i chciałbym, żebyś została moją dziewczyną. Co ty na to?- wyrzucił to z siebie na jednym tchu.
-Ja nie wiem co powiedzieć.- nie dobrze. Z jednej strony bardzo chciałabym z nim być, ale z drugiej on nic o mnie nie wie. Mam z nim być i ciągle go oszukiwać. To jest nie w porządku.
-Aha. Pa.
-Zaczekaj. Zgadzam się.- powiedziałam to odruchowo. Zrobiło mi się go żal.
-Naprawdę?- spytał z radością w głosie.
-Tak.- potwierdziłam.
-W takim razie do czternastej.- rozłączył się. Super mam chłopka. Ponownie zatonęłam w poduszkach. Przysnęłam sobie. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła i krzyk Elizy.
-Naito!
-Przepraszam, nie chciałem. Samo wyśliznęło mi się z rąk.- wstałam i zajrzałam do kuchni.
-Puk, puk. -powiedziałam. Elizabeth i Naito gotowali obiad w przestronnej kuchni Kai. Chłopak przyprawiał mięso, a nastolatka obierała ziemniaki. Przebywanie razem sprawia im nie małą przyjemność. To widać na pierwszy rzut oka.
-Co gotujecie?- spytałam.
-Nic wielkiego bo Feliks wczoraj pozwolił pożreć Puszkowi nasz obiad.- blondynka westchnęła.
-Przecież nic się nie stało. Wstałem rano i skoczyłem kupiec kurczaka.- zaśmiał się. Elizabeth odpowiedziała uśmiechem.
-Z tego co wiem, to martwy drób nie powinien już latać.- wybuchła niepohamowanym śmiechem. Nastolatek jej zawtórował.
-Przepraszam, ale był śliski.
-Kiedy jedzenie będzie gotowe?- zadałam pytanie.
-Za pięć minut.- odpowiedział.
-Jak to?- zdziwiłam się.
-Tak to.- pstryknął palcami i biedy kurczak zajął się płomieniami. Po chwili ogień znikł i jedzenie gotowe. Idealnie wypieczona kura w kilka chwil.
-Jesteś magiem ognia!- zawołałam.
-Załóżmy, że tak.- wyszczerzył zęby.
-Naito ugotuj ziemniaki, a ty Nadia obudź wszystkich na obiad.- powiedziała łagodnie.
-Okej.- wcześniej wstąpiłam do łazienki. Ale piękna. Płytki z wypolerowanego szarego kamienia na podłodze. Ściany przed wilgocią chronią zmieniające kolor kafelki. Sufit został pomalowany na morski kolor. Po lewej stronie od drzwi znajdowała się ubikacja, a zaraz koło niej toaletka z lusterkiem. Trochę dalej wanna na nóżkach oraz kabina prysznicowa. Dwa w jednym. Odsunęłam drzwiczki. W środku były głośniki i miejsce na MP3, mata z masażem i ledy, które zmieniały kolor wody. Zamknęłam zasłonkę. Obok wielofunkcyjnego prysznica stał stojaczek z ręcznikami. Posegregowane według barwy. Trochę dalej pralka i kosz na brudną bieliznę. Wszystko przykrywała delikatna warstwa kurzu. Co się dziwić. Nikt  dawno tu nie mieszkał. Obmyłam twarz, umyłam zęby i wzięłam szybki prysznic. Potem przebrałam się w zapasowe ciuchy i związałam włosy w kucyk. Wyszłam z łazienki i poszłam obudzić towarzyszy. Pierwszą zwaliłam Kaję.
-Jeszcze pięć minut.- i zakryła głowę poduszką. Podniosłam rolety do góry. Promienie słońca wpadły do pokoju i oślepiły fioletowooką. Warknęła coś nie zrozumiale. Nie wiem skąd w salonie znalazł się Puszek. Wskoczył na posłanie i zaczął lizać szesnastolatkę po twarzy. Wiecie jak wygląda latający wilk? Powiem wam, że dosyć śmiesznie.
-Podłe zwierze.- dziewczyna wyskoczyła z pościli. – Podaj mi moje paznokcie, a pokażę mu …
-Obiad!- zawołałam i  ewakuowałam się z pomieszczenia. Zapukałam do sypialni chłopaków. Nikt nie odpowiedział. Uchyliłam delikatnie obite w drewno drzwi z tabliczką „wstęp wzbroniony”. Przyjaciele spali jak zabici. Kołdra dawno zleciała z kanapy. Leżeli odkryci. Kaspian leżał głową w dół i tulił poduszkę, za to Feliks rozwalił się na całym posłaniu. Nie wiem czemu, ale obwinął się w prześcieradło.
-Wstawać!- krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam. Generał przekoziołkował się na podłogę przy okazji ciskając we mnie poduszką, a Płomień podskoczył na równe nogi.
-To tylko ty.- brunet uśmiechnął się.
-Tak, tylko ja.- oddałam mu poduszkę. – Mam wam przekazać, że obiad gotowy.
-Już idziemy. Daj nam chwilkę.- filozof zszedł z kanapy. Pożegnałam się i wróciłam do kuchni. Zajęłam miejsce przy stole w drugiej części pomieszczenia. Był zastawiony i czekał na gości. Dołączyli do mnie kolejno Kaja, Feliks, Kaspian i Eliza. Naito serwował potrawy. Nie raz trzeba było podbiegać i łapać dymiąc półmiski. Chłopak za każdym razem przepraszał ale wspaniałe jest to, że nikt go nie oceniał ani się nie śmiał. Każdy służył mu pomocą. W końcu zasiedliśmy do stołu. Nowy wstał. Uniósł kubek.
-Wznieśmy toast za zwycięstwo!- zawołał.
-Za zwycięstwo!- zawtórowaliśmy. Rozpoczęliśmy jedzenie. Śmialiśmy się opowiadaliśmy sobie nawzajem o naszych dokonaniach oraz wpadkach na balu. Również co jakiś czas dokarmialiśmy Puszka siedzącego pod stołem. Było nam razem dobrze.
-Skąd wiedzieliście, kiedy skończyła się audiencja i jaki był jej rezultat?- spytałam.
-Słyszeliśmy waszą rozmowę z kanclerzem.- oznajmiła Kaja.
-Jak to?- zdziwiłam się.
-Umieściłem nadajnik w koronie mojej siostrze. Sygnał z niego odbierało skonstruowane przez mnie radyjko. – Montrose pochwalił się swoim wynalazkiem.
-Kolejne ustrojstwo, które ocaliło nam życie?- spytałam sarkastycznie. W odpowiedz wystawił mi język.
-Właśnie stary! Twoje zabawki uratowały mi życie!- zawołał filozof.
-Nadia, a mi twojej roboty trucizna!- zabójczyni podziękowała mi.
-Wznieśmy toast za mojego brata i Nadie!- Beth uniosła szklankę.
-Za Kaspiana i Nadię!

***
Hahaha. Nie gram w Słodki Flirt i nie za bardzo kojarzę ale to chyba jakaś ubieranka połączona z quizem. Moja koleżanka prawdopodobnie w nią gra. Wolę gry typu Tekken albo coś w ten deseń. ;). Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu. Piszcie w komentarzach. Dobranoc <3
                                                                                                                                     Soraja

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

O kurcze! Nadia ma chłopaka! :3
To będzie ciekawie!
Super rozdział ❤

Anonimowy pisze...

Jestem ciekawa jak zareaguje Kaspian gdy sie dowie, że Nadia ma chłopaka. Super rozdział :*
~Basia M

Unknown pisze...

Świetny rozdział <3 Ciekawa jestem miny biednego Kaspiana jak sie dowie ze Nadia ma chłopaka :D

Unknown pisze...

Już nie mogę się doczekać następnego Nadia ma chłopaka:*