Bardzo szybko się spakowaliśmy. W końcu nie mięliśmy ze sobą
zbyt dużo rzeczy. Podarte suknie wylądowały w kontenerze, a nierozczłonkowaną
broń wrzuciliśmy do bagażnika. Kaja zabrała kilka swoich rzeczy z domu i
popakowała je w kartony, które również znalazły swoje miejsce w samochodzie.
Posprzątaliśmy po sobie w mieszkaniu dziewczyny i wsiedliśmy do limuzyny.
Szybko okazało się, że prowadzić ma Naito. Wszystkich obleciał strach. Przez
ten jeden dzień zdążyliśmy się zorientować, że straszny z niego fajtłapa.
Rozbił połowę porcelany mamy Dzwoneczka, zepsuł lampę w pokoju jej brata,
wywołał małą powódź w łazience oraz wzniecił pożar w kuchni. Mimo to,
pokochaliśmy go, ale nie na tyle, aby pozwolić mu na prowadzenie pojazdu z nami
w środku. Po długich namowach Elizy, ulegliśmy, ale mieliśmy jeden warunek.
Musi nam pokazać jak jeździ. Wsiedliśmy
z samochodu i schroniliśmy za barykadą z kamieni zrobioną przez Kaspiana.
-Gotowi!?- królowa zawoła.
-Tak!- skinęliśmy głowami na znak zgody. Nazaja docisnął gaz
do dechy. Ruszył z piskiem opon i ku naszemu zdziwieniu nie potrącił żadnej
staruszki, nie wjechał w drzewo, płot, latarnię, skrzynkę na listy oraz ominął
wiele innych przeszkód. Na koniec perfekcyjnie driftował i zaparkował
równolegle. Ulżyło nam i mianowaliśmy go na naszego kierowcę. Ja, Kaja, Kaspian
jego siostra rozsiedliśmy się przy stoliku do gry w karty. Po chwili dołączył
do nas Feliks, który skończył czytać jakąś książkę. Zaczęliśmy grać w pokera
dla zabicia czasu. Podróż mijała bardzo dobrze, ale w pewnym momencie poczułam
okropne mdłości. Natychmiast wstałam i pobiegłam do łazienki. Tak, oczywiście,
że puściłam pawia. Jak wspominałam wcześniej mam chorobę lokomocyjną i lęk
wysokości. Połączenie idealne.
-CO?!- z pokoju gier dobiegł mnie głosy wściekłego Kaspiana.
Ciekawe co takiego się stało. Usłyszałam głośne uderzenia do drzwi.
-Nadia wychodź! Musimy porozmawiać!- ledwo otworzyłam drzwi
i chłopak złapał mnie, przerzucił mnie przez swoje ramię jak worek ziemniaków. Pobiegł do głównej
części samochodu i posadził mnie na kanapie. Chwycił moją komórkę leżącą na
blacie stołu. Rzucił mi go.
-Czytaj!- aż podskoczyłam. Dawno nie widziałam go tak
wściekłego. Otworzyłam esemesa. Znowu chce mi się wymiotować. Zaczęłam czytać.
Hej , tu Carter.
Zapomniałem ci przesłać adres mojej restauracji. Masz go już w załączniku ;)
PS. Tak się cieszę, że jesteśmy razem. Do jutra.
Odłożyłam komórkę. Siedziałam cicho. Kaspian nerwowo chodził
w kółko.
-Czemu on?! Jest tylu facetów na świecie, a ty wybrałaś
jego!- uderzył pięścią w okno, które rozprysło się w drobny mak. Nic nie
powiedziałam. Nie miałam ochoty spowiadać się jemu z mojego życia osobistego. Po
dłuższym czasie usiadł i zaczął mi się bacznie przyglądać. Nie wytrzymałam jego
spojrzenia i odwróciłam wzrok. Cholera dlaczego czuję się winna? Przecież
zależy mi na Carterze, a Kaspianowi nic do tego. Westchnął ciężko.
-Jesteś z nim szczęśliwa?- spytał. Tego się nie
spodziewałam. Takiego Kaspiana jeszcze nie znałam. Spokojny i opanowany. Wsparł
się na łokciu. Spojrzałam na niego badawczo. Na jego twarzy nie było emocji,
jak gdyby oddawał strzał prosto w głowę więźniowi. To mu się często zdarzało.
Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że ta informacja zniszczyła jego mały świat,
który zdążył posklejać do kupy.
-Tak.- powiedziałam stanowczo. Wokół nas przyjaciele
milczeli.
-Aha.- wstał i otworzył drzwi samochodu. Przypomnę, że
pędzimy sto osiemdziesiąt kilometrów na godzinę.- Przewietrzę się.- wyskoczył.
Natychmiast podbiegłam do okna. Zobaczyłam jak nastolatek zwinnie jak kot ląduje
na trawie. Otrzepał spodnie, włożył dłonie do kieszeni i ze spuszczoną głową
ruszył w stronę Sory.
-Gratki stara.- Kaja poklepała mnie po plecach.- Właśnie
zdołowałaś generała.
-Dzięki.- syknęła.
*
Wróciliśmy do domu. Było około osiemnastej. Wzięłam prysznic
i przebrałam się w piżamę. Z zamrażalki wydobyłam ogromne opakowanie
cytrynowych lodów. Zeszłam na dół i włączyłam sobie jakieś romansidło. Nawet
się nie obejrzałam, kiedy zjadłam całe wiaderko. Położyłam opakowanie obok
siebie na kanapie.
-Przynajmniej ty mnie nie opuścisz.- pogłaskałam pudełko.
Tak odwala mi. Po rozmowie z brunetem
nie jest mi do śmiechu. Film dobiegł końca. Jakoś specjalnie się na nim nie
skupiałam. Zabrałam mojego „ nowego przyjaciela” i wrzuciłam go do kosza w
salonie gier. Mozolnie podeszłam do winy i wyjechałam na piętro mieszkalne.
Umyłam zęby i poszłam do pokoju. Na moim łóżku leżał Puszek.
-Naito!- zawołałam. – Co twój zwierz robi w moim pokoju?!-
chłopak wyszedł z pokoju Elizy. Miał na sobie wyłącznie szare dresy z czarnym
obszyciem. Nawet nie założył butów.
-Już go biorę!- niezdarnie podbiegł do mnie. Zauważyłam na
jego umięśnionym brzuchu długą i bardzo
starą bliznę ciągnącą się od pępka do prawej miednicy. Przez klatkę piersiową
również biegła długa na kilkanaście centymetrów skrzyżowana szrama. Kiwnęłam
głową.
-Puszek!!! Choć do mnie!- zaczął go zaganiać w róg
pomieszczenia. Zwierze wyglądało na ucieszone. Pewnie myślało, że jego pan chce
się nim bawić. Wilk przeskoczył przez jego ramię i stanął za nim merdając ogonem.
Naito spojrzał na zwierze, które natychmiast wyszło z sypialni.
-Dzięki.- powiedziała.
-Tak cię przepraszam. Kiedyś mieszkałem w twoim pokoju i mój
wilk pewnie myślał, że dalej tak będzie. Kompletnie zgłupiał na starość.-
zaśmiał się.
-Mówisz o nim jak o człowieku.
-Bo dawno, dawno temu nim był.- uśmiechnął się.
-Jak to?- uniosłam brew do góry.
-Zalazł mi za skórę i zmieniłem go w zwierzątko.
-A co takiego zrobił?- dopytywałam.
-Usiłował mnie zabić.- oznajmił spokojnie.
-Oh! Nie wiem co powiedzieć.
-To nic nie mów. Ja wracam do mojej dziewczyny. Puszek
choć.- zagwizdał.
-Do jutra.- pożegnałam się.
-Do jutra.- pomachał mi. zatrzasnęłam drzwi. Położyłam się.
Kaspian jeszcze nie wrócił.
*
Obudziłam się rano z potwornym bólem głowy. Spojrzałam na
zegarek. Wpół do szóstej rano. Przekręciłam się na bok. Już nie zasnęłam. O
dziewiątej wynurzyłam się z pokoju. Powlokłam się do jadalni.
-O, witamy śpiącą królewnę. Siadaj. Pora na ogłoszenia
parafialne.- Eliza nie mogła się powstrzymać od uszczypliwości od moim adresem.
-Po co ten sarkazm?- usiadłam obok Feliksa. Naprzeciwko, na
stole spał Kaspian.
-Dziś wieczorem wyjeżdżamy na poszukiwanie jednej z księgi. Księgi
powietrza. Macie dzień na załatwienie swoich spraw tak jak poprzednio, ale tym
razem wyjeżdżamy na dłużej, więc radzę się przygotować. Fizycznie i
psychicznie.- zerknęła na brata. – Życzę miłego dnia.- zabrała torbę i ruszyła
do windy. Po chwili już jej z nami nie było. Zaparzyłam sobie herbatę i
ugotowałam parówki. Usiadłam przy stole. Czekałam jak generał wyciągnie ręce po
swoją porcję. Nawet nie zareagował. Wzięłam drugi talerz i przełożyłam mu
jedzenie. Podsunęłam półmisek. Odepchnął go.
-Zjedz sobie sama.- warknął i wyszedł z jadalni.
-Nie przejmuj się, kiedyś mu przejdzie.- Feliks poklepał
mnie po plecach. Wziął parówki. –Zjem, żeby się nie zmarnowały. –Uśmiechnął się.
Byłam mu wdzięczna za tan gest.
-Smacznego.- powiedziałam.
-Smacznego.- puścił mi oko. Wspólnie zjedliśmy śniadanie. Wróciłam
do pokoju. Wyciągnęłam z szafy dżinsową sukienkę do połowy ud oraz długimi rękawkami.
Do sukienki założyłam sznurowane, czarne kozaczki do kolan. Włosy zapięłam w
niedbały kok. Wzięłam torebkę. Spakowałam do niej portfel, dokumenty oraz dwulitrową
butelkę z wodą. Nigdy nie wiadomo kiedy zaatakuje cię nawiedzony mag ziemi. Założyłam
ją na ramię i opuściłam pałac. Wybrała się na miasto. Miałam cztery godziny wolnego
do spotkania z Carterem. Wstąpiłam do sklepu z zabawkami. Widać w nim wyraźny podział. Dla chłopczyków i dziewczynek.
Prawa strona była cała różowa, a druga zielono- niebiesko- czerwono- czarna. Najpierw
dokładnie przeczesałam dział dla dziewczynek. Figurki zwierzątek, klocki,
lalki, maskotki. W końcu zdecydowałam się lalkę- dzidziusia, który sika i robi
kupę. Po prostu super. Przeszłam na drugi koniec sklepu. Tam z kolej upatrzyłam
elektryczną kolej. Za wszystko zapłaciłam przy kasie i obładowana opuściłam
zabawkowy. Po drodze zahaczyłam o alkoholowy i wybrałam coś dla starego
znajomego. Później odzieżowy. Tam zakupiłam śliczną sukienkę. Z tymi prezentami
udałam się do mojego starego mieszkania. Zapukałam kilka razy. Po dłuższej
chwili otworzyła mi dobrze znana kobieta odziana w fartuch i pobrudzona mąką. Na
mój widok na jej twarz pojawił się uśmiech.
-Nadia! Witaj kochana!- przytuliła mnie. –Och! Przepraszam cię!
Ubrudziłam cię mąką. – roześmiałam się.
-Nic się nie stało,
Gabrielo. Mogę wejść?- spytałam.
-Oczywiście! Jeszcze pytasz!- porwała mnie do mieszkania i
zatrzasnęła drzwi.- Zaraz zrobię ci herbatkę i opowiesz co tam u ciebie
słychać.
-Dzie…- coś powaliło mnie na ziemię, a raczej nie coś tylko
ktoś. Z sufitu, tak z sufitu, skoczyła na mnie Kornelka.
-Siostrzyczka!- zawołała uradowana. Cudem niczego sobie nie połamałyśmy.
-Tak mi przykro! Nie zdążyłam cię ostrzec.- gospodyni
załamała ręce.
-Nic mi nie jest.-oznajmiłam. Usiadam na kanapie i porwałam
małą.
-Może pochwalisz się jakim cudem chodzisz po suficie?- zaraz
pożałowałam tego pytania. Z całej siły dmuchnęła mi w twarz.
-Kornelia!- mama dziewczynki zawołała z kuchni.
-Ponowie nic mi nie jest!- odpowiedziałam. Mag powierza
nieźle.
-Siostrzyczko, siostrzyczko co masz w torbach?- ciekawska
mała zaczęła przeglądać pakunki.
-Nie wolno zaglądać do toreb innych bez ich pozwolenia!- Gabriela
weszła do pokoju z tacką. Ułożyła na miej szklanki z napojem i pokrojone ciasto.
Dziecko odskoczyło na drugi koniec pokoju.
-Spokojnie, to dla was.- powiedziałam.
-Nadia, nie możemy tego przyjąć. Już tyle dla nas zrobiłaś.-
przyłamała się.
-Nic wielkiego nie zrobiła. Powiedz, gdzie twój mężuś. Chętnie
bym sobie z nim pogadała. –kobieta roześmiała się.
-Zabrał małego na spacer.
-Och, trudno. Kornela choć. – podałam jej prezent.
-Lalka! Mamo patrz! Taka jaką chciałam!- natychmiast
rozerwała opakowanie i pobiegła do swojego pokoju.
-Nadia, nie musiałaś…
-Nie marudź i przekaż to chłopakom. A to dla ciebie. Ubierz się
i pokaż jak w niej wyglądasz.
*
Po wizycie w domu Gabrieli spokojnym krokiem ruszyłam w
kierunku restauracji Cartera. Przeszłam przez parki. Na moment zatrzymał się przy
fontannie. Zanurzyłam w niej dłoń. Stałam tak przez chwilę. Odetchnęłam głęboko
i ruszyłam dalej. Wyszłam z parku bocznym wyjściem i znalazłam się na żądnej ulicy. Wyciągnęłam komórkę. Sprawdziłam
godzinę. Akurat przyszłam w sam raz. Weszłam do środka. Tak jak myślałam
wnętrze wystrzelone na maksa. Przy wejściu siedzi sekretarka przydzielająca zadbane
dębowe ławy. Przy takim stole znajdują się po cztery krzesła. Kryształowa zastawa
idealnie rozstrzepia światło na miniaturowe tęcze niczym pryzmat. Piękne żyrandole
wiszą nad niebieskim dywanem biegnącym pomiędzy dwoma rzędami stołów. Wszystko
wygląda jak rodem wyjęte z Disneya. Zauważyłam Cartera. Siedział naprzeciwko
grubej baby i jeszcze grubszego faceta. Nie żebym coś miała do grubszych osób,
ale ci państwo potrzebowali dla siebie osobnych ław i podwójnych krzeseł. Spokojnym
krokiem podeszła do chłopaka. Przy każdym blacie siedzieli ludzie. Rozmawiali,
śmiali się i popijali wino. Nastolatek bardzo ucieszył się na mój widok.
-Drodzy państwo to moja dziewczyna. Julia Hunter. Julio to
państwo Krakowscy.- skinęli na mnie głową. Usiadłam przy stole. Zaczęła się uczta.
Co chwilę z kuchni wyłaniał się kucharz i serwował nam coraz to inne i bardziej
wymyślne dania. Zielonowłosy prowadził te swoje biznesowe rozmowy, a ja starała
się nie zwymiotować pod naciskiem takiej
kupy pysznego jedzenia. Rozglądnęłam się po sali. Ludzie zaczęli stopniowo
wychodzić, aż została tylko jedna para. Siedzieli całkiem nie daleko. Nie wyglądali
podejrzanie do czasu, kiedy dziewczyna nagle wyciągnęła nóż i perfekcyjnie trafiła
w szyję pani Krakowskiej. Kobieta nieżywa osunęła się na parkiet z plaskiem. Na
twarzy napastniczki widniała bardzo znajoma maska. Po usłyszeniu jej głosu
byłam pewna kim jest.
-Carterze Sheridan wybierz sobie przeciwnika i szykuj się na
śmierć!- Czarne Kruki, a głos należy nie do kogo innego jak do Kai!
***
Mam nadzieję, że podobał wam się rozdział. Komentujcie. Liczę na was! ;*
5 komentarzy:
Jeju... Nie wiem co powiedzieć... Kaspian... Carter... Kaja... Krakowska... Wow.
Nadia ma być z Kaspianem :o
Noo... Chce następny rozdział :3
Ale Kaspian sie wkurzyl, ale on ma byc z Nadia! Juz nie moge doczekac sie nastepnego rozdzialu <3 weny zycze!
~Basia M
Kaja?! Ona nie może go zabić!
Popraw literówki, jest ich kilka.
Pomimo to, jest super ❤❤❤ *-*
Prześlij komentarz