Translate

sobota, 14 listopada 2015

Rozdział XXXII



Bardzo szybko się spakowaliśmy. W końcu nie mięliśmy ze sobą zbyt dużo rzeczy. Podarte suknie wylądowały w kontenerze, a nierozczłonkowaną broń wrzuciliśmy do bagażnika. Kaja zabrała kilka swoich rzeczy z domu i popakowała je w kartony, które również znalazły swoje miejsce w samochodzie. Posprzątaliśmy po sobie w mieszkaniu dziewczyny i wsiedliśmy do limuzyny. Szybko okazało się, że prowadzić ma Naito. Wszystkich obleciał strach. Przez ten jeden dzień zdążyliśmy się zorientować, że straszny z niego fajtłapa. Rozbił połowę porcelany mamy Dzwoneczka, zepsuł lampę w pokoju jej brata, wywołał małą powódź w łazience oraz wzniecił pożar w kuchni. Mimo to, pokochaliśmy go, ale nie na tyle, aby pozwolić mu na prowadzenie pojazdu z nami w środku. Po długich namowach Elizy, ulegliśmy, ale mieliśmy jeden warunek. Musi nam pokazać jak jeździ.  Wsiedliśmy z samochodu i schroniliśmy za barykadą z kamieni zrobioną przez Kaspiana.
-Gotowi!?- królowa zawoła.
-Tak!- skinęliśmy głowami na znak zgody. Nazaja docisnął gaz do dechy. Ruszył z piskiem opon i ku naszemu zdziwieniu nie potrącił żadnej staruszki, nie wjechał w drzewo, płot, latarnię, skrzynkę na listy oraz ominął wiele innych przeszkód. Na koniec perfekcyjnie driftował i zaparkował równolegle. Ulżyło nam i mianowaliśmy go na naszego kierowcę. Ja, Kaja, Kaspian jego siostra rozsiedliśmy się przy stoliku do gry w karty. Po chwili dołączył do nas Feliks, który skończył czytać jakąś książkę. Zaczęliśmy grać w pokera dla zabicia czasu. Podróż mijała bardzo dobrze, ale w pewnym momencie poczułam okropne mdłości. Natychmiast wstałam i pobiegłam do łazienki. Tak, oczywiście, że puściłam pawia. Jak wspominałam wcześniej mam chorobę lokomocyjną i lęk wysokości. Połączenie idealne.
-CO?!- z pokoju gier dobiegł mnie głosy wściekłego Kaspiana. Ciekawe co takiego się stało. Usłyszałam głośne uderzenia do drzwi.
-Nadia wychodź! Musimy porozmawiać!- ledwo otworzyłam drzwi i chłopak złapał mnie, przerzucił mnie przez swoje ramię  jak worek ziemniaków. Pobiegł do głównej części samochodu i posadził mnie na kanapie. Chwycił moją komórkę leżącą na blacie stołu. Rzucił mi go.
-Czytaj!- aż podskoczyłam. Dawno nie widziałam go tak wściekłego. Otworzyłam esemesa. Znowu chce mi się wymiotować. Zaczęłam czytać.
Hej , tu Carter. Zapomniałem ci przesłać adres mojej restauracji. Masz go już w załączniku ;) PS. Tak się cieszę, że jesteśmy razem. Do jutra.
Odłożyłam komórkę. Siedziałam cicho. Kaspian nerwowo chodził w kółko.
-Czemu on?! Jest tylu facetów na świecie, a ty wybrałaś jego!- uderzył pięścią w okno, które rozprysło się w drobny mak. Nic nie powiedziałam. Nie miałam ochoty spowiadać się jemu z mojego życia osobistego. Po dłuższym czasie usiadł i zaczął mi się bacznie przyglądać. Nie wytrzymałam jego spojrzenia i odwróciłam wzrok. Cholera dlaczego czuję się winna? Przecież zależy mi na Carterze, a Kaspianowi nic do tego. Westchnął ciężko.
-Jesteś z nim szczęśliwa?- spytał. Tego się nie spodziewałam. Takiego Kaspiana jeszcze nie znałam. Spokojny i opanowany. Wsparł się na łokciu. Spojrzałam na niego badawczo. Na jego twarzy nie było emocji, jak gdyby oddawał strzał prosto w głowę więźniowi. To mu się często zdarzało. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że ta informacja zniszczyła jego mały świat, który zdążył posklejać do kupy.
-Tak.- powiedziałam stanowczo. Wokół nas przyjaciele milczeli.
-Aha.- wstał i otworzył drzwi samochodu. Przypomnę, że pędzimy sto osiemdziesiąt kilometrów na godzinę.- Przewietrzę się.- wyskoczył. Natychmiast podbiegłam do okna. Zobaczyłam jak nastolatek zwinnie jak kot ląduje na trawie. Otrzepał spodnie, włożył dłonie do kieszeni i ze spuszczoną głową ruszył w stronę Sory.
-Gratki stara.- Kaja poklepała mnie po plecach.- Właśnie zdołowałaś generała.
-Dzięki.- syknęła.
*
Wróciliśmy do domu. Było około osiemnastej. Wzięłam prysznic i przebrałam się w piżamę. Z zamrażalki wydobyłam ogromne opakowanie cytrynowych lodów. Zeszłam na dół i włączyłam sobie jakieś romansidło. Nawet się nie obejrzałam, kiedy zjadłam całe wiaderko. Położyłam opakowanie obok siebie na kanapie.
-Przynajmniej ty mnie nie opuścisz.- pogłaskałam pudełko. Tak odwala mi.  Po rozmowie z brunetem nie jest mi do śmiechu. Film dobiegł końca. Jakoś specjalnie się na nim nie skupiałam. Zabrałam mojego „ nowego przyjaciela” i wrzuciłam go do kosza w salonie gier. Mozolnie podeszłam do winy i wyjechałam na piętro mieszkalne. Umyłam zęby i poszłam do pokoju. Na moim łóżku leżał Puszek.
-Naito!- zawołałam. – Co twój zwierz robi w moim pokoju?!- chłopak wyszedł z pokoju Elizy. Miał na sobie wyłącznie szare dresy z czarnym obszyciem. Nawet nie założył butów.
-Już go biorę!- niezdarnie podbiegł do mnie. Zauważyłam na jego umięśnionym  brzuchu długą i bardzo starą bliznę ciągnącą się od pępka do prawej miednicy. Przez klatkę piersiową również biegła długa na kilkanaście centymetrów skrzyżowana szrama. Kiwnęłam głową.
-Puszek!!! Choć do mnie!- zaczął go zaganiać w róg pomieszczenia. Zwierze wyglądało na ucieszone. Pewnie myślało, że jego pan chce się nim bawić. Wilk przeskoczył przez jego ramię i stanął za nim merdając ogonem. Naito spojrzał na zwierze, które natychmiast wyszło z sypialni.
-Dzięki.- powiedziała.
-Tak cię przepraszam. Kiedyś mieszkałem w twoim pokoju i mój wilk pewnie myślał, że dalej tak będzie. Kompletnie zgłupiał na starość.- zaśmiał się.
-Mówisz o nim jak o człowieku.
-Bo dawno, dawno temu nim był.- uśmiechnął się.
-Jak to?- uniosłam brew do góry.
-Zalazł mi za skórę i zmieniłem go w zwierzątko.
-A co takiego zrobił?- dopytywałam.
-Usiłował mnie zabić.- oznajmił spokojnie.
-Oh! Nie wiem co powiedzieć.
-To nic nie mów. Ja wracam do mojej dziewczyny. Puszek choć.- zagwizdał.
-Do jutra.- pożegnałam się.
-Do jutra.- pomachał mi. zatrzasnęłam drzwi. Położyłam się. Kaspian jeszcze nie wrócił.
*
Obudziłam się rano z potwornym bólem głowy. Spojrzałam na zegarek. Wpół do szóstej rano. Przekręciłam się na bok. Już nie zasnęłam. O dziewiątej wynurzyłam się z pokoju. Powlokłam się do jadalni.
-O, witamy śpiącą królewnę. Siadaj. Pora na ogłoszenia parafialne.- Eliza nie mogła się powstrzymać od uszczypliwości od moim adresem.
-Po co ten sarkazm?- usiadłam obok Feliksa. Naprzeciwko, na stole spał Kaspian.
-Dziś wieczorem wyjeżdżamy na poszukiwanie jednej z księgi. Księgi powietrza. Macie dzień na załatwienie swoich spraw tak jak poprzednio, ale tym razem wyjeżdżamy na dłużej, więc radzę się przygotować. Fizycznie i psychicznie.- zerknęła na brata. – Życzę miłego dnia.- zabrała torbę i ruszyła do windy. Po chwili już jej z nami nie było. Zaparzyłam sobie herbatę i ugotowałam parówki. Usiadłam przy stole. Czekałam jak generał wyciągnie ręce po swoją porcję. Nawet nie zareagował. Wzięłam drugi talerz i przełożyłam mu jedzenie. Podsunęłam półmisek. Odepchnął go.
-Zjedz sobie sama.- warknął i wyszedł z jadalni.
-Nie przejmuj się, kiedyś mu przejdzie.- Feliks poklepał mnie po plecach. Wziął parówki. –Zjem, żeby się nie zmarnowały. –Uśmiechnął się. Byłam mu wdzięczna za tan gest.
-Smacznego.- powiedziałam.
-Smacznego.- puścił mi oko. Wspólnie zjedliśmy śniadanie. Wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafy dżinsową sukienkę do połowy ud oraz długimi rękawkami. Do sukienki założyłam sznurowane, czarne kozaczki do kolan. Włosy zapięłam w niedbały kok. Wzięłam torebkę. Spakowałam do niej portfel, dokumenty oraz dwulitrową butelkę z wodą. Nigdy nie wiadomo kiedy zaatakuje cię nawiedzony mag ziemi. Założyłam ją na ramię i opuściłam pałac. Wybrała się na miasto. Miałam cztery godziny wolnego do spotkania z Carterem. Wstąpiłam do sklepu z zabawkami. Widać w  nim wyraźny podział. Dla chłopczyków i dziewczynek. Prawa strona była cała różowa, a druga zielono- niebiesko- czerwono- czarna. Najpierw dokładnie przeczesałam dział dla dziewczynek. Figurki zwierzątek, klocki, lalki, maskotki. W końcu zdecydowałam się lalkę- dzidziusia, który sika i robi kupę. Po prostu super. Przeszłam na drugi koniec sklepu. Tam z kolej upatrzyłam elektryczną kolej. Za wszystko zapłaciłam przy kasie i obładowana opuściłam zabawkowy. Po drodze zahaczyłam o alkoholowy i wybrałam coś dla starego znajomego. Później odzieżowy. Tam zakupiłam śliczną sukienkę. Z tymi prezentami udałam się do mojego starego mieszkania. Zapukałam kilka razy. Po dłuższej chwili otworzyła mi dobrze znana kobieta odziana w fartuch i pobrudzona mąką. Na mój widok na jej twarz pojawił się uśmiech.
-Nadia! Witaj kochana!- przytuliła mnie. –Och! Przepraszam cię! Ubrudziłam cię mąką. – roześmiałam się.
-Nic  się nie stało, Gabrielo. Mogę wejść?- spytałam.
-Oczywiście! Jeszcze pytasz!- porwała mnie do mieszkania i zatrzasnęła drzwi.- Zaraz zrobię ci herbatkę i opowiesz co tam u ciebie słychać.
-Dzie…- coś powaliło mnie na ziemię, a raczej nie coś tylko ktoś. Z sufitu, tak z sufitu, skoczyła na mnie Kornelka.
-Siostrzyczka!- zawołała uradowana. Cudem niczego sobie nie połamałyśmy.
-Tak mi przykro! Nie zdążyłam cię ostrzec.- gospodyni załamała ręce.
-Nic mi nie jest.-oznajmiłam. Usiadam na kanapie i porwałam małą.
-Może pochwalisz się jakim cudem chodzisz po suficie?- zaraz pożałowałam tego pytania. Z całej siły dmuchnęła mi w twarz.
-Kornelia!- mama dziewczynki zawołała z kuchni.
-Ponowie nic mi nie jest!- odpowiedziałam. Mag powierza nieźle.
-Siostrzyczko, siostrzyczko co masz w torbach?- ciekawska mała zaczęła przeglądać pakunki.
-Nie wolno zaglądać do toreb innych bez ich pozwolenia!- Gabriela weszła do pokoju z tacką. Ułożyła na miej szklanki z napojem i pokrojone ciasto. Dziecko odskoczyło na drugi koniec pokoju.
-Spokojnie, to dla was.- powiedziałam.
-Nadia, nie możemy tego przyjąć. Już tyle dla nas zrobiłaś.- przyłamała się.
-Nic wielkiego nie zrobiła. Powiedz, gdzie twój mężuś. Chętnie bym sobie z nim pogadała. –kobieta roześmiała się.
-Zabrał małego na spacer.
-Och, trudno. Kornela choć. – podałam jej prezent.
-Lalka! Mamo patrz! Taka jaką chciałam!- natychmiast rozerwała opakowanie i pobiegła do swojego pokoju.
-Nadia, nie musiałaś…
-Nie marudź i przekaż to chłopakom. A to dla ciebie. Ubierz się i pokaż jak w niej wyglądasz.
*
Po wizycie w domu Gabrieli spokojnym krokiem ruszyłam w kierunku restauracji Cartera. Przeszłam przez parki. Na moment zatrzymał się przy fontannie. Zanurzyłam w niej dłoń. Stałam tak przez chwilę. Odetchnęłam głęboko i ruszyłam dalej. Wyszłam z parku bocznym wyjściem i znalazłam  się na żądnej ulicy. Wyciągnęłam komórkę. Sprawdziłam godzinę. Akurat przyszłam w sam raz. Weszłam do środka. Tak jak myślałam wnętrze wystrzelone na maksa. Przy wejściu siedzi sekretarka przydzielająca zadbane dębowe ławy. Przy takim stole znajdują się po cztery krzesła. Kryształowa zastawa idealnie rozstrzepia światło na miniaturowe tęcze niczym pryzmat. Piękne żyrandole wiszą nad niebieskim dywanem biegnącym pomiędzy dwoma rzędami stołów. Wszystko wygląda jak rodem wyjęte z Disneya. Zauważyłam Cartera. Siedział naprzeciwko grubej baby i jeszcze grubszego faceta. Nie żebym coś miała do grubszych osób, ale ci państwo potrzebowali dla siebie osobnych ław i podwójnych krzeseł. Spokojnym krokiem podeszła do chłopaka. Przy każdym blacie siedzieli ludzie. Rozmawiali, śmiali się i popijali wino. Nastolatek bardzo ucieszył się na mój widok.
-Drodzy państwo to moja dziewczyna. Julia Hunter. Julio to państwo Krakowscy.- skinęli na mnie głową. Usiadłam przy stole. Zaczęła się uczta. Co chwilę z kuchni wyłaniał się kucharz i serwował nam coraz to inne i bardziej wymyślne dania. Zielonowłosy prowadził te swoje biznesowe rozmowy, a ja starała się  nie zwymiotować pod naciskiem takiej kupy pysznego jedzenia. Rozglądnęłam się po sali. Ludzie zaczęli stopniowo wychodzić, aż została tylko jedna para. Siedzieli całkiem nie daleko. Nie wyglądali podejrzanie do czasu, kiedy dziewczyna nagle wyciągnęła nóż i perfekcyjnie trafiła w szyję pani Krakowskiej. Kobieta nieżywa osunęła się na parkiet z plaskiem. Na twarzy napastniczki widniała bardzo znajoma maska. Po usłyszeniu jej głosu byłam pewna kim jest.
-Carterze Sheridan wybierz sobie przeciwnika i szykuj się na śmierć!- Czarne Kruki, a głos należy nie do kogo innego jak do Kai! 


*** 
Mam nadzieję, że podobał wam się rozdział. Komentujcie. Liczę na was! ;*

5 komentarzy:

Unknown pisze...

Jeju... Nie wiem co powiedzieć... Kaspian... Carter... Kaja... Krakowska... Wow.

ArbuzeQ (msp: i like hozier) pisze...

Nadia ma być z Kaspianem :o

Unknown pisze...

Noo... Chce następny rozdział :3

Anonimowy pisze...

Ale Kaspian sie wkurzyl, ale on ma byc z Nadia! Juz nie moge doczekac sie nastepnego rozdzialu <3 weny zycze!
~Basia M

Anonimowy pisze...

Kaja?! Ona nie może go zabić!
Popraw literówki, jest ich kilka.
Pomimo to, jest super ❤❤❤ *-*