Translate

sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział XXXV



Nadia
Kilka dni spędzonych w autokarze wcale nie wpłynęło na nas kojąco. Wręcz przeciwnie. Niekiedy mięliśmy ochotę pozabijać się nawzajem. Kompletnie nie wiem jaki dziś dzień. Dostęp do Internetu jest sporadyczny, a telefonów używamy kiedy naprawdę musimy i to wszystko przez jakąś głupią organizację, która czyha na życie Kaspiana. Po prostu świetnie.
-Nadia!- głos Elizy wyrwał mnie z zamyślenia. – Narada!
-Już idę.- pociągnęłam za klapę w podłodze i zeszłam po drabince wprost do kuchni. –Cześć wszystkim.- przywitałam się.
-Hej.
- Cześć.
-Siema.
-Yo.- zajęłam miejsce obok Naito.
-Skoro już się zebraliśmy, chciałabym poruszyć kilka kwestii. Pierwsza to autokar nie jest w najlepszej formie. Trzeba na niego zerknąć. Ale jest mały problem. Stoimy w środku lasu i nie jestem pewna czy w najbliższym czasie dojedziemy do jakiejś stacji.
-Ja doskonale znam się na maszynach.- ku naszemu zdziwieniu rękę do góry podniósł Feliks.
-Ty!?- Kaja popatrzyła się na niego jakby powiedział, że w wolnych chwilach tańczy w balecie.
-A co, nie mogę?- spojrzał na nią wyzywająco.
-Druga sprawa to wasz trening. Mówiłam wam, że ostatnia osoba, która się do nas przyłączy będzie waszym trenerem. Oto on. Naito Nazaja.
-Że niby Naito?- Kaspian był w szoku. –Ale on nawet muchy nie skrzywdzi.- Puszek zawył. Przypomniałam sobie historię tego zwierzęcia.
-Kaspian siadaj.- poprosiłam. Posłuchał mnie.
-Trzecia rzecz. Jechaliśmy dość długo i razem z waszym trenerem postanowiliśmy, że dziś w nocy odbędzie się trening na świeżym powietrzu. Cieszcie się?- zaczęliśmy wiwatować i klaskać. Naprawdę mieliśmy dosyć tego autobusu.- Po obiedzie zaczniemy rozstawić namioty w lesie i przygotowywać potrzebne akcesoria. Mówiąc „my” mam na myśli was, ponieważ ja udam się do pobliskiego miasteczka na zwiady i po zapasy żywności. To by było na tyle. Możecie wrócić do swoich zajęć. – czy ona wie, że naszym jedynym zajęciem jest patrzenie się w sufit? Któregoś dnia razem z Kają z nudów uplotłyśmy bransoletki przyjaźni z muliny. Tak gorzej nam. Nawet znudziło mi się kontrolowanie ciał chłopaków. Ich przypadkowe ruchy i to jak sami uderzają się po twarzy przestało mnie bawić. Nikt z nas nie wrócił do pokoju. Czekaliśmy do obiadu. W końcu Naito podła do stołu. Zjedliśmy ze smokiem i ruszyliśmy do swoich obowiązków. Ja i Kaja dostałyśmy polecenie aby znaleźć dogodne miejsce na rozbicie obozowiska, filozof miał naprawić nasz bus, generał razem z Naito nieśli za nami namioty i inne przydatne rzeczy. Elizabeth wybrała się na zakupy. Dzwoneczek sprawnie pokonywała przeszkody w postaci konarów, korzeni i pułapek na niedźwiedzie. Chłopakom szło trochę gorzej. Co jakiś czas jeden z ich klął i wołał drugiego, żeby pomógł mu odhaczyć tobołek. W końcu dotarliśmy na polanę usytuowaną na wzniesieniu.
-Tu będzie dobrze.- oznajmiła zadowolona zabójczyni po czym zabrała od chłopaków jeden namiot i zabrała się za rozkładanie go. Postanowiłam jej pomóc i sprawnie rozłożyłyśmy naszą prowizoryczną sypialnię. Dziewczyna dotknęła szyi. Często to robi. Sprawdza czy przypadkiem nie zgubiła wisiorka ze zdjęciami swoich braci. Nagle krzyknęła. Podskoczyliśmy do góry. Kaspian zjawił się obok nas.
-Co się stało?- spytał.
-Zgubiłam wisiorek!- nastolatka z płaczem zaczęłam przeszukiwać okolice namiotu. Po dłuższych poszukiwaniach znalazła zgubę. – Mam go!- zawołała szczęśliwa.
-Łańcuch pękł.- powiedziałam.
-Tak, wiem ale jestem szczęśliwa, że medalionowi nic się nie stało.- generał kucnął przed nią. Ostrożnie zabrał jej wisiorek.
-Jak znajdę trochę czasu to ci go naprawię. Zgoda?- spytał.
-Dziękuję.- przytuliła go. Wstali.
-Bierzmy się do roboty!- Naito klasnął w dłonie.
-Tak!- zawołaliśmy. Po upływie trzech godzin ściemniło się więc Feliks, który naprawił już pojazd, rozpalił ognisko. Zasiedliśmy wokół ognia.
-Dopiero szesnasta, a już ciemno jak…
-Kaja nie kończ.- poprosiłam.
-Okej, okej.- nabiła na patyk piankę i skierowała ją nad płomienie. Osobiście nie lubię pieczonych pianek. I to bardzo.
-Powiedzcie co wiecie na temat tkaczy, zbieraczy, dawców i wróżbitów.
-Są rzadko spotykani.- Dzwoneczek spojrzała na mnie i Płomienia wymownie.
-Tak, to racja. Ja jestem specjalistą w szkoleniu takich dziwolągów.- uśmiechnął się.
-Dzięki.- powiedzieliśmy jednocześnie. Kaspian zaśmiał się.
-Nie masz się z czego śmiać, ponieważ ty też nie jesteś normalnym magiem. Z resztą tak samo jak Kaja.- zabójczyni zatrzymała piankę tuż przed ustami.
-Co?
-Nadia jest tkaczem, a Feliks wróżbitą. Już wicie jak wyglądają ich moce. Widzieliście je nie raz. – skinęli głowami.
-Teraz zaprezentuję wam umiejętności dawcy i zbieracza. – wstał. Osunął się nieco on ognia. Odezwał się ponownie. – Dawca to mag, który potrafi przekazać swoje umiejętności innym. A teraz prezentacja. Nadia podejdź. – ruszyłam w jego kierunku. Dotknął mojego ramienia. Poczułam ciepło rozchodzące się po moim organizmie.
-Czujesz zmianę?- spytał.
-Tak.
-W taki razie…- popchnął mnie w ogień. Wstrzymałam oddech. Wszyscy krzyknęli. Feliks natychmiast ugasił płomienie. Spodziewałam się niewyobrażalnego bólu i poparzeń trzeciego stopnia ale byłam cała i zdrowa.
-Jak…- wyjąkałam.
-Takimi umiejętnościami prezentuje się dawca. Spróbuj wzniecić ogień z tych żarzących się jeszcze węglików. – niepewnie podniosłam zarzewiem. W mojej dłoni zmieniła się w pochodnie, ale płonienie nie wyrządzili mi żadnej krzywdy. Wręcz przeciwnie. Delikatnie łaskotały moją dłoń.
-Niesamowite.- powiedziałam.
-Wiem. Wśród was jest dawca. Jest nim Kaspian.
-Ja?!- zdziwił się.- Pierwszy raz widzę coś takiego na oczy i ty twierdzisz, że też tak umiem?- zachwycił się.
-Tak.- Naito skinął głową.
-Odlot.- oczy chłopaka rozpromieniły się.
-Teraz kolejny pokaz. Tym razem potrzebuję pomocy was wszystkich. Stańcie na około mnie.- wykonaliśmy jego polecenie.- I zaatakujcie ze wszystkich sił.- spojrzeliśmy po sobie.
-Ale…- zaczęłam
-Nie ma żadnego ale! Atakować!- ruszyliśmy jednocześnie. Ja wystrzeliłam w niego kilkoma pociskami, Kaspian zawalił mu grunt pod nogami, Feliks wykorzystał wilgoć i pokopał go prądem, a Kaja zaczęła dusić. Ku naszemu zdziwieniu dosłownie pochłonął nasze techniki. Spokojnie to nie koniec. Użył ich na nas. Ja poczułam lekkie mrowienie, zabójczyni straciła równowagę i złapała się kurczowo ścian stworzonej przez trenera przepaści, generał posiniał i nie był w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. W sumie to mi pasuje. Filozof był cały mokry.
-Tak właśnie wyglądają umiejętności zbieracza. Posiada je Kaja.- oznajmił. Nastolatka zawołała coś do nas. Po chwili wygramoliła się z przepaść.
-Nauczysz mnie tego?- zadała pytanie z nadzieja w głosie.
-Po to jestem. Mam was nauczyć jak kontrolować wasze moce.- uśmiechnął się. Kaspian poklepał go po plecach.
-Równy z ciebie gość.
-Dzięki.- odpowiedział. Feliks podejrzliwie spoglądał na dwudziestolatka. W końcu wydusił z siebie pytanie.
-Skoro każde z nas ma tylko jedną umiejętność, to dlaczego ty swobodnie posługujesz wszystkimi? Kim tak naprawdę jesteś?- białowłosy zastanowił się dłużej.
-Jestem wybrykiem natury. Nigdy nie byłem prawdziwym magiem. Nie umiałem tkać żywiołów więc postanowiłem sprawdzić się pod innym względem i okazało się, że jestem tkaczem, wróżbitą, dawcą i zbieraczem w jednym.
-Ale dotykałeś Feliksa podczas jego wizji.- zdziwiłam się.
-Owszem. Nauczyłem się nad tym panować. Jestem wstanie zmieniać rzeczywistość z otwartymi oczyma i trzeźwym umysłem.- dodał.
-Super.- pochwaliłam go.
-Po części jestem z was zadowolony. Wydajecie się stanowić drużynę, co bardzo ułatwi nam niektóre sprawy. Wróćmy do ogniska. Teraz opowiem wam o wadach waszych nowych super mocy. Tkacz, jak już pewnie zauważyliście na przykładzie waszej koleżanki, traci przytomność i to na dłuższy czas. Potrzepuje wtedy opieki. Może wskrzesić maksymalnie około dziesięciu osób. Najczęstsza przyczyna zgonów tkaczy: przegrzanie mózgu. Pojawiają się krwotok i udar. Do tego osoby wskrzeszane muszą mieć coś wspólnego z tkaczem i stan ich śmierci nie może przekraczać dwudziestu czterech godzin. Po tym czasie nic nie jest w stanie zrobić oprócz zmówienia „Wieczne odpoczywanie”. Wróżbita dostaje napadu drgawek i sam wiele nie pamięta z tego co widział. Niekiedy powoduje to nieodwracalne uszkodzenia w jego mózgu i ląduje na przekład na wózku inwalidzkim. Zazwyczaj wróżbita i tkacz muszą się dotknąć aby przekazać sobie informację, ale ja opanowałem sposób dzięki któremu można robić to na odległość kilkuset kilometrów. Z kolei dawca może podarować swoje techniki maksymalnie dwudziestu osobom. Musi uważać aby samemu się nie przemęczać, ponieważ wtedy rozkłada swoje siły pomiędzy te dwadzieścia osób. Zbieracz łączy się z dawcą  i przekazuje mu techniki, które sam zdobył. Dzięki temu zwiększa się wydajność w walce, ale jak się domyślacie i taki zbieracz musi mieć pod górkę. On też może podzielić się swoimi atakami określoną ilość razy, a sam może je wykorzystać tylko trzy razy. To chyba tyle z mojej gadki. Rozumiecie mniej więcej co w tym chodzi?- spytał.
-Tak.- powiedzieliśmy. Dzwoneczek poderwała się do góry.
-To kiedy zaczynamy trening?
-Już!- Naito chlasnął w nią płomieniami. Nastolatka uniknęła ich bez problemu. – Nie miałaś ich unikać tylko pochłonąć!- zwrócił się do Kaspiana.- Na co się patrzysz?! Przekaż Feliksowi kawałek swojej energii i to migiem! Nadia postaraj się zachować choć odrobinę świadomości wchodząc do sfery tkaczy! Raz, raz!- przez kilka godzin bezskutecznie starałam się nie zemdleć. Ani razu nie udało mi się zachować „otwartych oczy i trzeźwego umysłu”. W końcu usłyszeliśmy błogosławione słowa
-Na dziś tyle. Idźcie sapać. Popilnuję obozu.- tym razem nie musiał dwa razy powtarzać. Wczołgałam się do namiotu, wlazłam do śpiwora i momentalnie zasnęłam.
*
Poczułam mocne szarpnięcie za ramię. Nie zareagowałam. Zbyt dobrze mi się spało. Tym razem ktoś pociągnął za śpiwór i wydarł mnie z namiotu. Przebudziłam się. Nagle wstałam. Przy ognisku leżał nieprzytomny Naito.
-Naito!- zawołałam. Chciałam pobiec w jego stronę, ale dostałam w tył głowy. Upadłam. Wzrok mi się zamazał. Straciłam przytomność.
Kaja
Obudziło mnie przerażające zimno.
-Nadia zamknij namiot.- nie opowiedziała więc niby przez przypadek walnęłam w nią ręką. Tego się nie spodziewałam. Trafiłam w pustą przestrzeń. Nagle usłyszałam krzyk. Wybiegłam z namiotu. Zobaczyłam scenę gdzie kilku kolesi zabiera ze sobą nie przytomnych Kaspiana i Nadię. Porywacze mieli na sobie te same maski, co tamten gościu w TV straszący generała.
-O wy dupki!- zaczęłam z nimi walczyć. Ze swojego namiotu wyleciał rozespany belfer. Natychmiast pomógł mi w daremnej próbie uratowania przyjaciół. Skończyliśmy związani. Do tego dyndaliśmy głowami w dół z najwyższej gałęzi na jakąkolwiek w życiu wlazłam. Napastnicy byli na tyle mili, że zgasili ognisko więc tym bardziej było nam pierońsko zimno. Jedyna osoba, która w tej chwili może coś zdziałać to królowa. W takim razie powisimy sobie tu do rana.

***
Wesołego Mikołaja <3 Czy na pewno byliście grzeczni? ;*

3 komentarze:

Unknown pisze...

O cholera... Kurde kurde kurde... Co dalej?!

Unknown pisze...

Uwielbiam *.*

Anonimowy pisze...

Supeeer *-*