Translate

sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział XXXVI



Nadia
Ocknęłam się w zimnym i śmierdzącym stęchlizną pomieszczeniu. Moje nadgarstki jak i kostki zostały staranie skrępowane grubymi, żelaznymi łańcuchami. Wisiałam naprężona jak struna kilka centymetrów nad ziemią. Dzięki bladym, sączącym się przez kraty okna, promieniom księżyca, byłam w stanie ujrzeć wiszącego obok mnie nieprzytomnego Kaspiana. To pewnie w tym samym miejscu przetrzymywali Niklausa, chociaż nie. Jednak nie. Jesteśmy za daleko od Sory. Muszę skupić się na obmyśleniu planu ucieczki. Tak, to najlepsze rozwiązanie.
Kaja
Nie mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że sytuacja w której się znalazłam w pełni mnie zadowala. Od kilku godzin wiszę głową w dół. Krew z całego ciała spłynęła mi do głowy i zapewne wyglądam jak pomidor. Feliks jęczy co jakiś czas, a Naito dalej się nie ocknął. Mam nadzieję, że nie poturbowali go za mocno. W końcu nadszedł upragniony świt. Przynajmniej nie zamarzniemy z zimna. W takich chwilach człowiek czeka na cud.
-Auuu!- wilk. Słyszę wilka. O nie! A co jeżeli jakieś stado zaatakuje teraz śpiącego chłopaka? Zaczęłam wić się na gałęzi. Próbowałam ją złamać od dłuższego czasu, ale jest bardzo gruba. Muszę dać radę. Trzask. O tak! Jeszcze trochę i… lecimy!!! Au. Upadłam na plecy. Nic mi nie będzie. Gorzej z filozofem. Na moment o nim zapomniałam. Nachyliłam się nad jego klatką piersiową. Oddycha. Odetchnęłam z ulgą. Jeden problem mniej. Zakneblowane usta wcale nie pomagają mi w akcji ratunkowej. Zaczęłam mozolne czołganie się w kierunku białowłosego. Wycie stawało się coraz głośniejsze. Przyspieszyłam. Kilka minut później znalazłam się przy Naito. Nie uwierzycie! On siebie smacznie śpi! Nagle na polanie pojawiło się wspomniane zwierzę. Zaśmiałam się. Przestraszyłam się Puszka. Stworzenie podbiegło do mnie i rozerwało kłami powrozy. Zdarłam z ust taśmę.
-Dziękuję.- pogłaskałam go. Pupilek nie był sam. Zaraz za nim, z gęstwiny, wyłoniła się zziajana królowa.
-Co się stało?!- zawołała.
-Twój brat i Nadia zostali porwani przez Krwawy Omen.- oznajmiłam rozcinając więzy maga ognia.
-Co?!- zszokowana kobieta podbiegła do Naito i zaczęła go z całej siły kopać po żebrach. To nie fair! To ja o tym marzyłam wisząc kilkanaście metrów nad ziemią głową w dół!
-Wstawaj!- krzyczała. Nastolatek przeciągnął się. Usiadł. Przetarł oczy.
-Co jest?- spytał zaspanym głosem.
-Nasi przyjaciele zostali porwani! I to przez ciebie! Prosiłam, żebyś ich pilnował, a ty smacznie chrapiesz! Znowu nawaliłeś!- Elizabeth na sto procent wypłoszyła wszystkie zwierzęta na odległość stu  kilometrów. Dwudziestolatek zmieszał się.
-Przepraszam. – powiedział.
-Wsadź sobie to „przepraszam” gdzieś! Zaufałam ci, a ty ponownie wszystko zepsułeś!- rozpłakała się. Nic nie powiedział. Podeszłam do blondynki i przytuliłam ją. Po dłuższej chwili uspokoiła się.
-Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Pora ich odbić!- wychlipała zdeterminowana.
-Mam pewnie pomysł.- za naszymi plecami pojawił się Feliks.
Nadia
Nadszedł świt, a ja nie wymyśliłam niczego sensownego. Kaspian w dalszym ciągu nie odzyskał przytomność. Martwię się o niego. Ciekawe co u reszty. Może już nas szukają? Mam taką nadzieję. Wzdrygnęłam się. Generał zaczął kaszleć. Był to oczywiście przytłumiony dźwięk, ponieważ zakleili nam usta. Gdyby tego nie zrobili już dawno by nas tu nie było. Nie ze smacznie się tym co teraz powiem. Naplułabym na podłogę i użyła śliny do przecięcia łańcuchów. Chłopak otworzył oczy. Natychmiast zorientował się o co chodzi i tak jak ja przedtem usiłował rozerwać kajdany.
-Nie szarżuj tak bo wydrzesz sobie ręce.- mężczyzna w masce wyłonił się z ciemności. Ponownie spotykamy tego samego gościa. Dobrze zbudowany, wysoki i odziany w czerń. –Witam was w jednej z moich tajnych kryjówek. Ta należy do moich ulubionych. Sam nie wiem czemu.- z każdym krokiem podchodził coraz bliżej mnie. Dostrzegłam kastet z lilią. Identyczny do tego, którym ugodził Niklausa.
-Adiutantko masz taką ładną buźkę. Szkoda było by ją naznaczyć.- dotknął moją twarz i powoli przesuwał dłoń w kierunku obojczyka. Nagle złapał za rękaw mojej bluzki i rozdarł go. –Tu będzie idealnie. – pieczęć rozjaśniła się. Kaspian wił się jak szalony. – Spokojnie generale i twoja kolej nadejdzie.- mówiąc to przywalił mi pieczęcią w ramię. Krzyknęłam. Zdarł mi taśmę z ust.
-Już nie stanowisz zagrożenia.- oznajmił. – Uśpiłem twoje moce na jakiś czas.-zaśmiał się. Czuję się tak jakbym wypiła płynny ołów. Każda część ciała przypomina mi o swoim istnieniu. Ramię obficie mi krwawi. Nastolatek podszedł do zszokowanego wojskowego i zdjął mu lepiec. Brunet zaczął go natychmiast wyzywać. Ten przywalił mu pięcia w twarz.
-Uspokój się.- poprosił.
-Czemu ją pierwszą zaatakowałeś?!- wykrzyczał. – To powinienem być ja!
-Nie mam zwyczaju bicia dziewczyn więc osłabiłem ją w taki sposób. Na twoje nieszczęście mogę używać tego cacuszka co cztery godziny.- dotknął lilię.
-Jesteś chory.- zielonooki rzucił prosto z mostu. Mężczyzna uderzył go w brzuch.
-Nie, ja po prostu szukam zadość uczynienia. Nawet nie wiesz jak cierpiałem, kiedy najechałeś mój dom i zabiłeś moją rodzinę!- zaczął okładać skrępowanego piętnastolatka gdzie popadnie. Nie pytał się czy może. Wpadł w szał. Kiedy skończył, Montrose zmienił się w jeden wielki siniak. Jego ciuchy były podarte. Kości zapewne połamane. Napastnik zrobił krok w tył. Nagle zamarł. Nadepnął na coś. Podniósł przedmiot z podłogi. Dokładnie go obejrzał.
-Skąd to masz!- wrzasnął. W dłoni trzymał łańcuszek Kai.
-Należy do mojej przyjaciółki. – powiedział niemal niesłyszalnie.
-Kaja przez przypadek zniszczyła go podczas rozkładania namiotu. Kaspian obiecał, że naprawi go w wolnej chwili. – wyjaśniłam. Mężczyzna zaczął się śmiać.
-I że niby mam uwierzyć w tę ckliwą historyjkę o przyjaźni. Lepiej powiedzcie mi gdzie aktualnie przebywa właścicielka!
-Po co ci to wiedzieć?- spytałam.
-Mam z nią do pomówienia.- oznajmił.
-Nie ma mowy.- odmówiłam.
-Mów albo od razu poderżnę mu gardło!- zagroził.
-Nie.
-Jak chcesz.- wyjął nóż. Niespodziewanie do pomieszczenia wparowało dwóch mężczyzn.
-Panie, na zewnątrz jest cała wataha wilków!
-Wików? Przecież w tym lesie nigdy ich nie było.- zdziwił się. W mojej głowie zaświtała tylko jedna myśl. Kaja.
Kaja
-Plan jest następujący. Ja i Kaja wtargniemy się do ich siedziby i uratujemy Nadie i Kaspiana. Waszym zadaniem będzie odwrócenie ich uwagi. Rozumiecie.
-To najbanalniejszy plan pod słońcem.- skomentowałam.
-No właśnie. Dlatego nie będą się go spodziewać. Poza tym mamy przewagę. Kiedy nas atakowali, nie było z nami Beth. Dzięki temu jesteśmy do przodu. Przed nami wyślemy Puszka na czele stworzonej przez Kaję watahy. One zbiorą informację i przekażą je nam. Ruszymy za raz po ich powrocie, kiedy ci będą jeszcze w szoku po ataku wilków, które nie występują w tym lesie.
-I tak nie wymyślimy nic innego.- westchnęła Eliza. –Nawet się nie odzywaj.- walnęła Naito w tył głowy. Chłopak zamknął usta.
-  W takim razie Kaja do roboty.
-Kaja do roboty.- przedrzeźniłam go siadając na trawie. Skupiłam się na wyglądzie Puszka. Postanowiła, że stworzę stado na jego wzór. Koło mnie pojawiła się dziesiątka masywnych i rozbrykanych zwierząt. Powaliły mnie na trawnik i zaczęły lizać po twarzy.
-Wyglądają jak prawdziwe.- powiedział Naito.
-Bo takie są. Kaja ma niesamowitą zdolność ożywiania przedmiotów z jej wyobraźni.
-Te dzieci są naprawdę interesujące.- powiedział.-Puszek! Ruszaj!- wataha poderwała się z miejsca i zatonęła w gęstym lesie.
Nadia
Zostaliśmy sami w pustym pomieszczeniu. Wszyscy pobiegli zobaczyć te wilki. Przez otwarte drzwi widziałam spieszących się ludzi. Nawoływali na siebie. Możemy tę sytuacje wykorzystać rozmowę lub próbę ucieczki.
-Kaspian.- szepnęłam.
-Jeszcze żyję.- powiedział.
-Masz jakiś pomysł na ucieczkę?
-Gdybym tak mocno nas nie naciągnęli to byłbym w stanie podciągnąć się i przegryźć łańcuch.
-Chyba jaja sobie robisz.- zaśmiałam się.
-Nie.- powiedział całkiem poważnie.- Jak się czujesz?
-Odrobinę lepiej.
-To najważniejsze.
-Ciiii. Słyszysz?- zaczęliśmy nasłuchiwać. Coś się zbliżało. Kaspian gwizdnął. Zwierzę natychmiast zawitało w pokoju.
-Puszek!- zawołałam. Wilk tylko się rozejrzał i zaraz uciekł.
-Zaczekaj!- nic nie dały nawoływania. Futrzak nie wrócił.-Super, znowu zdani na siebie.- poskarżył się.
-Spróbuję użyć żywiołu.- zaraz pożałowałam tej decyzji. Lilia na moi ramieniu potwornie zapiekła i straciłam koncentrację. Omal nie zwymiotowałam.
-Nic z tego.- wydyszałam.
-Trzeba czekać.- powiedział zrezygnowany.
Kaja
Wilki wróciły szybciej niż się tego spodziewałam. Białowłosy zagadał się z Puszkiem. Ja natomiast zagłębiłam się we wspominania moich podopiecznych. Miałam dokonały podgląd na całą bazę, słabe punkty oraz poznałam liczbę przeciwników. Zwierze Naito natomiast znalazło pomieszczenie, w którym są przetrzymywani nasi przyjaciele. Z tymi informacji byliśmy gotowi do walki. Podzieliśmy się na dwa zespoły i ruszyliśmy.
*
Razem z Feliksem siedzieliśmy w koronie największego drzewa, czekając na zamieszane wywołane przez naszych przyjaciół. Dokładnie obserwowaliśmy opuszczoną fabrykę. Gdzie nie gdzie były powybijane szyby, brakowało drzwi oraz oświetlenie nawalało. To wcale nie ułatwiało obserwacji. Głównego wejścia pilnowało czterech strażników. Stali oni na baczność.  Stworzyłam gołębia  i wysłałam go w kierunku mężczyzn. Przysiadł na ramieniu jednego z nich. Ten ani drgnął.
-Serio?- Feliks też był zaskoczony.
-Muszą mieć ostrego dowódcę, skoro nawet w takiej sytuacji nie wolno im drgnąć.- rozglądnęłam się za pomocą stworzenia. W środku nie było nikogo.
-Czysto.- powiedziałam. Z dachu zeskoczyli białowłosy i królowa. Momentalnie powalili ochronę, ale ci i tak zdążyli wezwać kumpli. Zanim się pojawili ja i Płomień wtargnęliśmy do środka.
-Jesteśmy.- powiedziałam
-Do kogo mówisz?- spytał nastolatek.
-Do Elizy. Kontaktujemy się za pomocą magii powietrza. – ruszyliśmy przed siebie. Przebiegaliśmy koło skrzyń, kufrów, maszyn. Wbiegaliśmy na schody, otwieraliśmy drzwi. Nigdzie ani śladu Nadii i Kaspiana. W końcu dodarliśmy na samą górę. Były tu tylko jeden drzwi. Natychmiast naprałam na klamkę.  Ustąpiła i wpadliśmy do środka. Feliks zapalił ogień. Przed nami wisiały dwie postacie.
-Nadia, Kaspian!- ucieszyłam się. Dziewczyna próbowała nas ostrzec. Pojęłam to dopiero, kiedy wrota zamknęły się za nami z trzaskiem. Pomieszczenie rozbłysło niezdrowym, sztucznym światłem. Szybko się obróciłam. Stanęłam twarzą w twarz z porywaczem. Trzymał w ręce mój medalion!
-Czy to twoje?- spytał. Zaczęła się walka.


2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Super jak zawsze! <3
Ciekawe, czy uda im się odbić Nadię i Kaspiana, i uratować wisiorek. *o*

Unknown pisze...

Biski <3 czekam na następny :)