Kaja
- Feliks zostaw go mnie! Ty ratuj Nadię i Kaspiana!
-Rozumiem.-szybko podbiegł do więźniów i roztopił krępujące
ich łańcuchy. Niedługo potem opuścili pomieszczenie. Bez chwili wahania
natarłam na mężczyznę. Chciałam kopnąć go w brzuch ale sprawnie uskoczył i za
pomocą magii powietrza chwycił nogę, na której stałam. Szarpnęłam kończyną i
przerzuciłam go przez prawy bark. Natychmiast wstał. Teraz powinnam znaleźć się
za jego… poczułam uderzenie w plecy. Przekoziołkowałam się i pospiesznie
stanęłam na nogach. Obróciłam się aby złapać go za ramiona ale jego już tam nie
było. Czy on do cholery czyta w moich myślach?
-Jak to robisz? Skąd wiesz kiedy i jak uderzę?!- zawołałam.
-Walczysz tak jak dawniej.- podsumował.- Myślałem, że
nauczysz mnie czegoś nowego, zawiodłem się.
-Mówisz tak, jakbyś mnie znał. To trochę przerażające. –
zaśmiałam się. – Nie przepadam za rozczarowywaniem ludzi, więc pokażę ci coś
nowego.- chłopak założył wisiorek na szyję i przyjął pozycję obronną. Zaraz,
zaraz. To ja zawsze tak staję! Nieważne. Dowiem się wszystkiego jak zdejmę
maskę z jego twarzy. Skupiłam się. Ponownie stworzyłam wilki. Wataha otoczyła
mnie zwięzłym kręgiem.
-Więc one były twoje! Niesamowita umiejętność.- podciągnął
rękaw do góry. Moim oczom ukazała się mini wyrzutnia. Zwolnił spust i kule
natychmiast przerzedziły stado. Nawet nie zdążyłam zareagować. Pozostałe
zwierzęta rzuciły się na wroga. Pierwszego z nich złapał za szczęki i rozerwał.
Drugiemu rzucił coś do pyska. Futrzak nagle stanął i z jego wietrznika wydobył
się dym. Wybuchnął. Trzeciego złapał za łapy, szarpnął je w tył, położył stopę
na jego plecach i mocno pociągnął. Wilk zawył z bólu. Nastolatek puścił go.
-Tylko na tyle cię stać?- spytał. Chciałam wykonać szybszy
ruch ale poczułam nagłe zmęczenie. Nic dziwnego. Już drugi raz stworzyłam
watahę. Zorientowałam się, że słyszę własny oddech. Przyspieszony i nierówny.
Całą siłę, która mi jeszcze pozostała, zużyje na atak ostateczny. Wykonam serię
mega nieskoordynowanych ruchów. Udałam napad kaszlu. Kilka pocisków trafiło
mężczyznę. Zdezorientowany natychmiast obrócił się i uderzył pięcia w nicość.
Za to ja ugodziłam go z prawej strony. Momentalnie zareagował ale mnie tam już
nie było. Złapałam go za lewę ramię i przewróciłam na ziemię. Uruchomiłam
paznokcie, prezent od Kaspiana i zerwałam maskę z jego twarzy. Złapał się za
usta. Między palcami przeciekała mu krew. W końcu cofną dłoń. Przeraziłam się.
Wstałam i oparłam się placami o ścianę. Łzy same spływały mi po twarz. Zaczęłam
je wycierać. Dopiero po dłuższej chwili odzyskałam równowagę psychiczną.
-Kaja.- podszedł do mnie z wyciągniętą przed siebie,
zakrwawioną dłonią. Przyjrzałam się mu uważnie. Te same błękitne, wesołe oczy,
szare potargane włosy, przebiegły uśmiech. Nie wytrzymałam.
-Za kogo się masz?! Dlaczego bawisz się moimi uczuciami! To
nie fair przyjmować wygląd mojego zmarłego brata!- ześlizgnęłam się po ścianie.
Usidłam na podłodze. Schowałam głowę w kolanach.
-To naprawdę
ja. Czekaj. Zaraz ci to udowodnię.- pospiesznie oddał mi naszyjnik i rozpiął
kurtkę. Pod spodem miał tylko cienki podkoszulek z krótkim rękawkiem.
-Nie jest ci zimno?- zadałam pytanie. Zignorował je. Położył rękę na szyi i pociągnął za łańcuszek. Na jego końcu pojawił się
medalion. Od razu go złapałam. Trzęsącymi się dłońmi otworzyłam go. Zerknęłam
do środka. Powstrzymałam łzy napływające mi do oczu. Dotknęłam swojego zdjęcia.
Roześmiana ja z przeszłości. Jeszcze przed śmiercią rodziców. Spojrzałam na
chłopaka. Uśmiechnął się blado. Chwyciłam go i mocno przytuliłam.
- Christopher… nawet nie wiesz ile czasu poświęciłam na twoje poszukiwania.
-Ja ciebie też szukałem.- powiedział łamiącym się głosem. Uścisnęłam go
mocnej. Delikatnie odsunęłam go od siebie.
-Powiedz, jak sobie radziłeś przez tez czas? Przecież jak byłeś dzieckiem gdy
cię straciłam.
-Gdy jechaliśmy pociągiem, do Jonathana zbliżył się generał generałów. Długo
rozmawiali. Chyba obmyślili jakiś plan ale ja nie chciałem go słuchać. Krzyczałem,
że musimy wrócić i ci pomóc. Nie słuchali mnie, więc otworzyłem drzwi
przedziału i wyskoczyłem. W uszach świszczał mi wiatr. Przed oczyma ukazało się
morze. Nikt nie zdążył mnie złapać. Dzięki magii powietrza zdmuchnąłem się do jakiejś
jaskini. Znalazłem tam mnóstwo przedmiotów codziennego użytku. Materac, koc,
jedzenie. Natychmiast się rozgościłem. Do głowy mi nie przyszło, że te rzeczy
mogły mieć właściciela. Staruszek zjawił się pod wieczór. Bardzo zdziwił się na
mój widok. Opowiedziałem mi wszystko. On zaakceptował mnie i wychowywał jak
własne dziecko. Pomógł mi również w treningu. Dopiero po rocznej znajomość
wyjawił mi swój sekret. Był głową rodzącego się ruchu rebeliantów. Na początku
mu nie uwierzyłem i zbagatelizowałem sprawę. Po kilku miesiącach stałem się jej
liderem. Teraz jesteśmy znani jako Krwawy Omen. Niesiemy śmierć wysoko
postawionym magom, którzy popierają wojnę.
-Nie wydaj ci się, że jak zabijesz takiego generała to na jego miejsce
wskoczy dziesięciu innych?- spytałam.
-Możliwe, ale ich wspólna siła będzie równa sile zmarłego.- zastanowiłam się.
No tak, nie jest łatwo znaleźć dobre zastępstwo w tak krótkim czasie.
-Teraz kolej na twoją opowieść.- powiedział.
-Ja uciekłam z wioski razem z Eneaszem i zatrzymałam się w klasztorze św.
Urszuli nieopodal Sory.
-Jesteś mniszką?- zdziwił się.
-Nie, no co ty. Po prostu mieszkałam tam przez pewien czas. Nie mieli nic przeciwko,
kiedy znikałam na kilka tygodni nic im nie mówiąc. Zawsze na mnie czekali.
-To dobrze. Zapomniałbym! Co z Jonathanem?
-Gdyby nie Nadia, dziś byś się z nim spotkał.
-Nie rozumiem.
-Był prawą ręką Kaspiana ale w coś tak się wplątał i musiał uciekać. Poprosił
Nadię, żeby przejęła jego obowiązki. Zgodziła się. Teraz nie wiem, gdzie jest. Jedyne
co po nim zostało, to zdewastowane mieszkanie.
-Czegoś nie rozumem. Przyjaźnisz się z tymi ludźmi, których porwałem? I dlaczego
mówisz na Julię Hunter Nadia?
-Tak, z biegiem czasu stali się dla mnie jak rodzina. Co z tego, że nie
ogarnięta i głośna.
-Co z Julią?
-Nim mniej wiesz, tym dłużej żyjesz.- zaśmiałam się. Zamarliśmy. Ktoś się zbliża.
-Musisz już iść.- powiedział nagląco.
-Wiem.- z kieszeni kurtki wyjęłam długopis. Chwyciłam jego dłoń i napisałam
swój numer.- Dzwoń, kiedy tylko zechcesz.- szepnęłam.
-Naprawdę idź już.- na palce założył mi pierścień.
-Co to?
-Pieczęć. Działa jak moja. Blokuje zdolności magiczne przeciwka ma kilka
dni. Używaj jej w odstępach co cztery godziny, minimum.
-Jak mam ją aktywować?
-Pomyśl o najsmutniejszej chwili w twoim życiu i przyłóż do ciała ofiary. Nikomu
nie mów, że ją masz. Idź już. Będę udawać, że mi uciekliście.
-Panie! Gdzie jesteś?!
-Tutaj! Strasznie boli mnie noga nie dam rady do ciebie przyjść!- ciszej.-
Ukryj się za drzwiami i wyjdź, kiedy on wejdzie.
-Znalazłem cię! Och! Jak ty wyglądasz?!- wybiegłam z pomieszczenia.
-Znowu cie opuszczam ale już nie na tak długo. Obiecuje.- powiedziałam sama
do siebie.
Nadia
Przedzieranie się prze las z krwawiącym ramieniem nie należy do
najprzyjemniejszych. Co jakiś czas muszę przystanąć i oprzeć o drzewo.
-Fatalnie wyglądasz.- skwitował Feliks.
-Wiem!- krzyknęłam.
-Dlaczego się nie uleczysz?
-Bo ma zablokowane moce.- wyjaśnił Kaspian.
-Nic nie mów. Masz połamane żebra i naruszony mostek.- poprosiłam.
-Czuję.- starał się uśmiechnąć ale zamiast tego na jego ustach zagościł
grymas bólu.
-Nieźle was tam urządzili.- Filozof delikatnie poprawił ramię generała. Ten
jęknął.
-Już już. Przecież muszę cię jakoś trzymać, bo inaczej zaryjesz twarzą o
trawę.
-Chodźmy dalej.- powiedziałam gdy mroczki zniknęły sprzed moich oczu.
-Tak.
*
W końcu dotarliśmy do autokaru. Ostatkiem sił ułożyliśmy Kaspiana na stole.
Rozcięłam jego koszulkę i zabrałam się za oczyszczanie ran. Czuję się taka
bezsilna. Nie mogę zrobić nic innego, jak nałożyć mu plaster na skaleczenia i usztywnić
złamania.
-Musisz wytrzymać dopóki nie odzyskam swoich mocy.- wyszeptałam.
-Yhym…- wydusił. Dotknęłam jego czoła. Ma gorączkę. Podłam mu leki. Teraz trzeba
czkać na pozostałych.
-Feliks zerknij na niego, ja zobaczę co z moją ręką.- zamknąłem się w
toalecie. Ściągnęłam kurtkę i zdjęłam koszulę. Delikatnie obmyłam chore
miejsce. Rana wyglądała lepiej niż się spodziewałam. Najwyraźniej nie zatrzymał
mojej samoregeneracji. W takim razie za niedługo pozostanie tylko blizna.
-O matko Elizabeth!- głos Płomienia wyrwał mnie z zamyślenia. Natychmiast wyskoczyłam
z łazienki. Na drugiej ławie leżała nieprzytomna Eliza. Z jej czoła spływała krew.
-Naito! Co się stało?!
-Dostała w głowę podczas ucieczki.- uważnie oglądnęłam rozcięcie. Odetchnęłam.
-Założę szwy i wyjdzie z tego. Miejmy nadzieję, że nie doszło do poważnego
urazu mózgu.
-Dlaczego jej nie uzdrowisz?- jak jeszcze raz usłyszę to pytanie to
wybuchnę.
-Ponieważ na jakiś czas straciłam moce.- wycedziłam przez zęby.
-Cześć wszystkim!- do pojazdu wpakowała się Kaja. Uśmiech jej zrzedł, kiedy
zobaczyła Kaspiana i Elizę.
-Co robimy?- spytała przejęta.
-Musimy zawieść ich do szpitala.- skwitowałam.
-I co im powiesz?- spytał filozof.
-Nie mamy wyjścia. Oni mogą w każdej chwili zemrzeć! Nie dyskutuj tylko
jedź do najbliższej wioski lub miasta!
-Robi się.- usiadł na miejscu kierowcy i włożył kluczyki do stacyjki. Nic się
nie stało.
-Czemu dalej stoimy?!-krzyknęłam.
-Nie wiem. Naito choć pomożesz mi.- obaj wyszli z autokaru. Zajrzeli do
wnętrza maszyny. Kierowca głośno zaklął. Wybiegłam do nich.
-Co się stało?
-Ktoś poprzecinał nam kable. Dalej nie pojedziemy.- oznajmił.
-Nie naprawisz tego?
-Nie ma szans.- skrzywił się.
-Pozostaje nam spakować rzeczy do samochodów i ruszyć dalej.- dodał białowłosy.
-I tak też zrobimy.
***
Dziś są urodziny Juki! Złóżcie jej życzenia ucieszy się ;)Wesołych świąt <3
3 komentarze:
Wszystkiego najlepszego!!! 😍 Dużo zdrówka, spełnienia marzeń, dużo hajsy, wspaniałego chłopaka, samych szósteczek w szkole no i czego tam sobie zażyczysz 😚👄❤💛💞💝💕💓😍🎉🎊🎆🎇💌💋
Wszystkiego dobrego dla Juki<3
Cudowny rozdział C:
Super rozdział:)
Prześlij komentarz