Spojrzeliśmy po sobie. Chłopak po odczytaniu wiadomości
tekstowej, natychmiast zerwał się z miejsca. Pobiegł przed siebie. Ja nie
miałam siły. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Dalej odczuwałam skutki… no
właśnie czego? Feliks skruszony zaraz wrócił.
-Przepraszam, zapomniałem w jakim stanie jesteś. Dasz radę
chociaż wstać?- przykucnął przede mną.
-Chyba tak, ale musisz mnie podtrzymać.- odpowiedziałam.
-Nie ma sprawy.- otoczył mnie ramieniem i obydwoje
ruszyliśmy w kierunku zakonu Kai. Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że
możemy nie zdążyć na czas. Spuściłam głowę.
-Zostaw mnie tutaj i idź dalej sam. Lepiej żebyś chociaż ty
dotarł. Niańcząc mnie nie dasz rady pomóc Kai.- powiedziałam cicho.
-Chyba sobie żartujesz! Nie zostawię cię. Przecież gramy w
tej samej drużynie, a poza tym ty również byłaś w tej wizji. Teraz się już nie
wykręcisz.- uśmiechnął się.
-Zacznę proces jako takiego uleczania.- powiedziałam. – Jest
jeden minus. Wtedy nie dam rady się ruszać.
-To żaden problem. Wezmę cie na barana.
-Co?!- zakrztusiłam się.
-No co. Skoro nie dasz rady sama iść to cie poniosę. Później
ukradnę komuś motor i pojedziemy. Co ty na to?- spojrzał pytająco.
-Chyba nie mamy wyjścia.- wziął mnie na barana.
-Jesteś lekka. Spokojnie mogę biec.- oznajmił i jak szalony pogalopował
mostem, potem ulicami zatłoczonego miasta.
-Co z twoją pracą?- spytałam.
-Nic. Uczniowie przyzwyczaili się do tego, że się spóźniam.
Pewnie przyjdą na wykład dopiero za dwie godziny.-zatrzymał się.- Patrz,
motocykl!- ucieszył się.
-Fajnie. Ja zaraz skończę. Daj mi jeszcze pięć minut. Ok?
-Nie ma sprawy.- oparł mnie o ścianę jakiejś kawiarenki.
Usiadł obok mnie. Spoważniał – Słuchaj, nie możemy dopuścić do śmierci kogoś z
naszej paczki. Rozumiesz? Nasze życie ponad innych.- szczęka mi opadła. Nie
spodziewałam się usłyszeć takich słów z ust Feliksa.
-Co?! Jak możesz coś takiego mówić?!-krzyknęłam.
-Normalnie. Może właśnie taki jestem na co dzień. Przecież mnie nie
znasz.- pochylił się nade mną. Ujął mój podbródek. Nachylił się. Coś zakuło mnie
w żołądku. Wiecie co jest najgorsze. Nie mogłam się ruszać!
-Puść mnie.- wychrypiałam. Przybliżał się coraz szybciej.
Jego twarz była centymetr od mojej. Wstrzymałam oddech. Przyjrzał mi się
uważnie.
-Żartowałem.- jego chwyt zelżał- Właśnie udowodniłem ci, że
jednak nie wyzbyłaś się wszystkich uczuć.- moje mięśnie rozluźniły się. W końcu mogę
się ruszać. Uśmiechnęłam się. Uderzyłam go w twarz.
-Jesteśmy kwita.- skomentowałam.
-Ho, ho. Widzę, że już minęła ci bezwładność.- uśmiechnął
się półgębkiem. Porwał mnie z miejsca. Usadził za sobą na motocyklu. –Trzymaj
się mocno. Ruszamy.- wcisnął gaz do dechy. Opony zostawiły ognisty ślad na
ulicy. Oczywiście, że użył żywiołu żeby zwiększyć swoją prędkość. Wtuliłam się
w koszulkę nastolatka. Pachniał perfumami. Jak miło. –Tylko nie zaśnij!-
zawołał. Speszyłam się.
-Kiedy dojedziemy?!- odkrzyknęłam.
-Jeszcze pięć minut.
-Niesamowite. Magia ognia jest czasem użyteczna.- zaśmiał
się.
-Czasem tak, ale niekiedy odbiera ludziom życie. Pamiętasz
wojnę dziesięcioletnią? Wtedy to Ogień okupował świat. To była prawdziwa rzeź.
To już Nathaniel jest łagodniejszy. Ja i moja siostra bliźniaczka urodziliśmy
się w okresie międzywojennym. Na początku w naszym domu było całkiem spokojnie.
Stanowiliśmy normalną rodzinę. Przynajmniej w oczach innych ludzi. Nasz ojciec
nie poświęcał nam za wiele uwagi, ale gdy to robił nieźle się bawiliśmy. Niestety,
zazwyczaj bardziej interesował go alkohol. Na początku tylko pił. Później zaczął
nas bić. Wszyscy w szkole wytykali mnie palcami. Mówili „Ej to ten chłopak,
prawda?”. Byłem załamany, ale dalej kochałem swojego tatę. Mimo tego, że pił,
gdy trzeźwiał był spoko. Wolałem go od matki. Moja siostra, Genevieve, szczerze
go nienawidziła. Czepiała się go na każdym kroku. W końcu kiedy doszło do
pierwszych rękoczynów, mama postanowiła, że wraz z nami wyprowadzi się z domu. Mnie
zrobiło się żal ojca i zostałem z nim, mimo wywodów zaserwowanych mi przez
matkę. Przez jakiś czas nie tknął alkoholu. wtedy poznałem Susan. Stała się moją
najlepszą przyjaciółką. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Pewnego dnia
wróciłem do domu. W progu doznałem pierwszej w swoim życiu wizji. Ojciec pogrążony
w nałogu, Susan cała we krwi, tata popełniający samobójstwo. To było straszne. W
ogóle nie wiedziałem o co chodzi. Na drugi dzień nocowałem u znajomego. Gdy rano
wróciłem do mieszkania, drzwi były otwarte. Niepewnie wszedłem do środka. Na podłodze
z rozbitą głową leżała Susan. Obok widniała rozbita butelka. Nie trudno było
dodać dwa do dwóch. Natychmiast udałem się do salonu. Za późno. Tata już wisiał
na stryczku. Do dziś nie jestem pewny co się tam tak naprawdę wydarzyło.-westchnął.
-Ciekawa historia. Czemu przeprowadziłeś się do Kraju Powietrza?
-Pytasz czemu? Byłem taki jak Kaja, ale ona zabija żeby
czynić świat lepszym, chociaż się do tego nie przyznaje, ja zabijałem dla
przyjemności ludzi, którzy się kiedyś ze mnie śmiali i mną gardzili. Moim ostatnim
dziełem było spalenie całej mojej wioski. Później uświadomiłem sobie co
zrobiłem i jako pokutę zadałem sobie uczenie filozofii na uniwersytecie w
Sorze.- zaśmiał się.- Wiesz, co w tym wszystkim jest najlepsze?
-Nie?
-To, że to życie bardzo mi się podoba.- dojechaliśmy. Walka już
dawno się rozpoczęła. W tłumie walczących co jakiś czas mignął nam Kaspian w
chusteczce na twarzy. Blond włosy pani kapitan tańczyły wokół niej gdy tylko
wbijała włócznię w napastnika. Nieprzyjaciół było około trzydziestu. Do walki
stawiła się dziesiątka mnichów oraz nasza piątka. Niekiedy o uszy obił mi się dźwięk
dzwoneczka Kai ostrzegającego napastnika przed zadanym ciosem.
-Przepraszam, za tamtą sytuację pod kawiarenką, ale to był
pomysł Kaspiana. On mnie do tego namówił. Z moich obserwacji wynika, że
powinnaś zaakceptować swoje człowieczeństwo, a nie udawać, że go nie masz. Tak naprawdę
wiesz, że jesteś dobrą osobą i w głębi duszy liczysz, że poznasz kogoś, kto cię
nie zawiedzie. Prawda?- spojrzałam na niego wymownie.
-Rozumiem.-bąknęłam. Nie lubię kiedy ktoś mnie poucza. Zwłaszcza
on.
-My tu gadu gadu, a walka trwa.- podszedł do leżącego na
ziemi nieprzytomnego żołnierza.
-Proszę twoja broń.- rzucił mi lekki obusieczny miecz. Idealny.
Jakby wykuty specjalnie dla mnie. Sam wziął komicznie ogromny kord. Ja bym go w
życiu nie uniosła, nie wspominając już o zamachu. Ruszyliśmy do walki ramię w
ramię. Każdy z nas starał się nie dać się zabić. Jednym wychodziło to lepiej
innym nieco gorzej. Moim pierwszym przeciwnikiem był wielki, spocony osiłek. Zamachnął
się gigantycznym toporem. Uskoczyłam w bok. Tam gdzie wcześniej stałam w
podłożu pojawiła się ogromna szczelina. W czasie gdy mężczyzna wyciągał siekierę
z ziemi, natarłam. Zadałam jeden perfekcyjny cios w tors. Facet osunął się na
trawę. Po tej walce stwierdziłam, że naprawdę nie nadaję się do walki wręcz. Postanowiłam
znaleźć Kaspiana. Jak tylko do niego dotarłam, w oddali usłyszałam wybuch. Jakiś
nathanielowski pies podłożył bombę pod zachodnie skrzydło. Wszystko momentalnie
zajęło się ogniem. Natomiast działania naszej drużyny były okropnie niezsynchronizowane.
Totalna samowolka.
-Kaspian!- zawołałam jednocześnie uchylając się przed
uderzeniem maczugi.
-Co?!- odkrzyknął blokując klingę miecza swojego
przeciwnika.
-Wybuduj namiot polowy!- rozkazałam.
-Zaczekaj, prawie go unieszkodliwiłem!- wróg padł jak długi.-
Jest jeden warunek!
-Jaki?!- spytałam.
-Musisz mnie osłaniać!
-Nie ma sprawy!.- oparliśmy się plecami. On stanął w rozkroku
i zaczął ścinaka po ściance budować szpital polowy, ja natomiast odbijałam za
pomocą magii wody strzały, a kordem odbierałam ataki żołnierzy. Powoli zaczęło
brakować mi sił. Natychmiast zaczęłam odczuwać skutki dzisiejszej wizji. Zakręciło
mi się w głowie. Na moment straciłam równowagę. Przeciwnik w mgnieniu oka spostrzegł
moje zachwianie i zaatakował. Było by po mnie gdyby Kaspian gołą dłonią nie złapał
ostrza tuż przed moja twarzą.
-Skończyłem.- oznajmił spokojnie. Głośniej dodał.-
Przepraszam, ale tylko ja mogę jej dokuczać.- jego ręka przyciągnęła jak magnes
kamienie, które utworzyły pewnego rodzaju pancerz. Mężczyzna stojący naprzeciwko
mojego przyjaciela zamarł. Cóż już nie było czasu na ucieczkę. Wojownik dostał
w brzuch specjalnym atakiem nastolatka. Nie ma mowy o przeżyciu. Zostawiłam
bruneta samego. Z tego co wiem teraz bardziej przydam się Feliksowi. Mam nadzieję,
że razem uda się nam ugasić ten pożar. Stanęłam przed płonącymi murami. Zmiennoki
również się tutaj pojawił. Po tym co zobaczyłam, doszłam do wniosku, że jednak
wcale nie byłam mu potrzebna. Lekko rozchylił nogi, ugiął kolana i z całą siłą
wciągnął ogień trawiący fundamenty klasztoru. Niesamowite. Następnie zionął nim
w grupkę oniemiałych magów ziemi. Nieopodal walczyli zakonnicy. Mimo woli
krzyknęłam
- Wszyscy formacja obronna! Przenieść rannych do namiotu!
Już, już!- o dziwo wszyscy posłuchali. Jurta wypełniła się rannymi, a nasz mały
oddział zaczął skuteczniej przeganiać najeźdźców. Nagły błysk, wspomnienie, ale
jednakowo ostrzeżenie. Mam wrażenie, że coś jednak przeoczyłam. Podbiegł do
mnie Feliks.
-Natychmiast chodź ze mną.- pociągnął mnie w dół zbocza. Tutaj nie było nic oprócz trupów gnijących w majowy upalny dzień. Tak mogło się wydawać na
pierwszy rzut oka. Tak naprawdę była to iluzja stworzona przez Kaję jako kamuflaż.
Nastolatka ściskała w ramionach pokiereszowanego chłopka. Od razu go poznałam. To
Ksawery.
-Połóż go na ziemi.- poleciłam. Tak też uczyniła. Była w
szoku. Musiała go niedawno znaleźć. Cały czas powtarzała jego imię i trzymała
go za rękę. Przyłożyłam głowę do jego klatki piersiowej. Serce pracuje, choć słabo,
płuca też nie są w najlepszym stanie. Wszystko przez nieszczęsne przekłucie
mieczem. Dostał od tyłu. Nieczyste zagranie.
-Przed chwilą miałem wizję. Widziałem w niej jak ten gościu
umiera. Nie dasz rady go uratować.- słowa nastolatka bardzo nas pokrzepiły.
-Zawsze jest jakieś wyjście. Ty nie możesz mu pomóc. A ja? W
końcu jestem tym tkaczem, czyż nie?- uśmiechnęłam się blado. Zemdliło mnie na
samą myśl o powtórce z rozrywki, ale jeżeli mam uratować czyjeś życie to zrobię
to.
-Nie ma opcji. Jeśli powtórzysz wyczyn z dzisiejszego dnia
drugi raz, nie tylko on umrze, ale i ty.-oznajmił.
-Mówi się trudno. Sam kazałeś mi zaakceptować człowieczeństwo,
a ono nie pozwala mi zostawić tego biednego chłopaka na pewną śmierć.-
odpysknęłam.
-Nawet jakbym chciał to nie wiem jak obudzić w tobie tą
moc.- powiedział.
-Co?!- wykrzyknęłam.
-Nie krzycz, tylko pomyśl jak pierwszy raz doznałaś wizji.-
bez namysłu chwyciłam dłoń mnicha, zamknęłam oczy i zanuciłam piosenkę Naito.
Tam, gdzie na wietrze
opada liść,
Bez większego namysłu złapałam liść opadający z Drzewa
Przeznaczenia.
Nidy nie wiem, gdzie
mam iść…
Lekka dezorientacja, ale to już normalne. Do wszystkiego
można się przyzwyczaić.
Na rozstaju dróg,
W końcu pojawiły się opcje do wyboru. Pierwsza z nich
przedstawiał śmierć mężczyzny, która oczywiście nie wychodziła w grę. Druga pokazała
mi całkiem realny sposób na ocalenie jego życia.
Stoi nasz wspólny
wróg…
Jest nim czas,
Który wyniszcza nas.
Wróciłam do świata żywych. Czułam się nieco skołowana, ale
znacznie lepiej niż po pierwszej próbie.
Odzyskałam przytomność w idealnym momencie. Akurat serce mężczyzny przestało
bić a płuca samodzielnie pracować. Moi towarzysze byli przerażeni. Ja natomiast
doskonale wiedziałam co mam robić. Otworzyłam dłoń, w której znajdował się liść.
Zdmuchnęłam pozostały po nim pył.
-Czas zmienić los.- uśmiechnęłam się.- Kaja, przyłóż swoją
dłoń do jego ust i pomóż mu oddychać. Feliks, ty natomiast użyj magii elektryczność
jako respirator, przez co pobudzisz pracę jego serca. Ja zatamuję krwotok. Po ciężkich
próbach i niemałym wysiłku Eneasz otworzył oczy. Walka zakończyła się. Wszyscy
byliśmy z siebie dumni, udało się nad obronić zakon. Szybko uleczyłam rannych. Po
całym tym zdarzeniu podszedł do mnie Płomień.
-Zaimponowałaś mi. Zachowałaś zimną krew i uratowałaś życie temu
chłopakowi. Gratulacje.
-Jakby na to nie spojrzeć, zabiłam kilku innych.- zaśmiałam się
histerycznie.
-Pomyśl o tym tak. Gdybyś tego nie zrobiła, to oni zabili by
ciebie lub twoich przyj…- naszą rozmowę przerwał jego dzwonek jego telefonu.-
Halo? O w mordę! Zapomniałem! Będę za piętnaście minut.- rozłączył się. –
Gotowa na wykład z filozofii?
-Ja? Zawsze!
1 komentarz:
Super rozdział;*
Prześlij komentarz