Translate

sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział XX



Co by tu zrobić? Tak strasznie mi się nudzi. Kaspian projektuje ubrania, Kaja poszła do pracy, a Elizabeth gdzieś wcięło. Mam wrażenie, że o kimś zapomniałam. Pomyślmy… Feliks! Właśnie. Może dalej gra w jakieś gry na pierwszym piętrze? Pójdę sprawdzić, ale najpierw zaniosę kawę mojemu sąsiadowi. Skierowałam swoje kroki na piętro mieszkalne i bez pukania wtargnęłam do pokoju chłopaka. Nawet się nie obrócił. Postawiłam mu kubek na biurku i wyszłam. Zdawało mi się, że powiedział dziękuję, ale raczej to był omam słuchowy. Udałam się zobaczyć czy Płomień w dalszym ciągu oblega konsolę. Tak! Siedzi tu!
-Cześć. – przywitałam się.
-O hej.- uśmiechnął się  - chcesz zagrać.- pomachał joystickiem.
-Jasne. – ucieszyłam się. On jest jedyną osobą w zamku, z którą bez problemu się dogaduję. Przy nim czuję się spokojna i odprężona. Przeglądnął opakowania z płytami. W końcu zdecydował się na jedną z nich.
-Co powiesz na mały wyścig?
-Czemu nie?- usiedliśmy na podłodze, włożył CD do stacyjki i na ekranie pojawiły się samochody do wyboru. Zamknęłam oczy i kliknęłam. Wylosował mi się jakiś terenowy samochód. Przepraszam, ale nie za bardzo ogarniam marki aut. Po tym jakże trudnym wyborze, konsola zaczęła obliczać czas do pierwszego rajdu. 3…2…1… start! Ruszyliśmy.
-Co tam u Kaspiana?- spytał.
-Siedzi i rysuje. Nic ciekawego. – westchnęłam – a u Kai?
-Poszła do pracy. Dziś ma zlecenie na pozbycie się jakiegoś milionera z piekła rodem. Ponoć prowadzi restaurację, w której serwuje dania z ludzkiego mięsa. Fajnie nie?
-Doskonale. Poradzi sobie?
-Myślę, że tak. Odkąd ma drugi pozom to misje stały się dla niej łatwiejsze o połowę.- zaśmiał się- mówi, że gdzieś się kryje i wymyśla różne stwory czy coś w ten deseń. One z kolei zabijają cel i po problemie. To dobrze. Nie musi narażać własnego życia.
-Przydzielili jej kogoś nowego?- chłopak przełknął ślinę. Każdy z nas pamięta Ponurego i to za dobrze.
-Oczywiście. Kolejny mag ognia. Nie miałem okazji go poznać. O patrz! Wygrałem.- idę sprawdzić kartkówki moich studentów. Zmarszczyłam brwi. – nie patrz tak na mnie. Prowadzę dwa typy zajęć: otwarte i zamknięte. Klasówki są z tych zamkniętych.
-Aha.- tak jakby mnie to interesowało.
-Na razie.- pomachał i znikł w windzie. I znowu jestem sama. Powyłączałam cały sprzęt i wróciłam do pokoju. Walnęłam się na łóżko i patrzyłam w sufit. Już wiem! Pójdę poćwiczyć. Natychmiast wstałam i rozwarłam drzwi szafy na oścież. W mojej głowie pojawiło się jedno pytanie. Jak wrócę skoro Kaspian cały czas siedzi u siebie w pokoju? Trudno wrócę szybem. Wstukałam kod i ześlizgnęłam się do sali. Zaświeciłam światło i wznowiłam swój osobisty trening. Poćwiczyłam celność, wytrzymałość i siłę. Cały ten pakiet kosztował mnie trzy lub cztery godziny mojego życia. Wiecie kiedy postanowiłam przestać? Kiedy nie byłam w stanie podnieść rąk do góry i ustać na nogach dłużej niż minutę. Szkoda, że nie mam na czym ćwiczyć drugiego poziomu. Mówi się trudno. Czas wracać do sypialni. Pewnie jest już strasznie późno. Obróciłam się i spojrzałam na szyb. Cholera jak ja tamtędy wrócę?! Dobra spokój. Podskoczyłam bardzo wysoko i rozłożyłam szeroko nogi i ręce. Zawyłam z bólu. Przez kilka następnych minut mozolnie spinałam się ku górze. W końcu udało się! Przeczołgałam się do łazienki, gdzie wzięłam prysznic i przebrałam się w piżamę. Przeniosłam się do sypialni. Znów rzuciłam się na łóżko, ale tym razem zasnęłam bez problemu. Pewnie pospałabym kilka godzin dłużej gdyby ktoś, mam na myśli Kaspiana, nie wparował do mojego pokoju.
-Skończyłem dwa projekty! Spójrz!- rzucił we mnie kartkami i pobiegł rozsuwać zasłony. Przeciągnęłam się i niechętnie spojrzałam na nastolatka.
-Czemu akurat mi zawracasz tyłek o tej godzinie?- odgarnęłam włosy z twarzy. Usiadł obok mnie.
-Bo twój pokój jest najbliżej.- zaśmiał się.
-Jacie, ale powód. Podaj mi te wypociny. Zerknę na nie.- podał mi świstki. Przyjrzałam się im uważnie. Na pierwszym rysunku sukienka składała się ze sznurowanego, białego gorsetu pokrytego wieloma czarnymi, drobnymi kwiatkami. Wyglądały jak atramentowe plamy. Ten akcent również gościł na śnieżnobiałym tiulu, kryjącym pod sobą czarną bazę. Suknia sięgała aż go ziemi skrywając… glany?! Tak glany. Oczy mnie nie mylą. Na dłoniach modelki widniały rękawiczki ciągnące się od środkowego palca, aż po łokieć. Całe utkane z hebanowej koronki.
-Piękna.- wyszeptałam.
-Co nie? Zdążyłem ją nawet uzbroić. Opowiedzieć ci?
-Yhm.
-Zacznę od tego, że tę suknię stworzyłem dla Elizy, dlatego manekin ma narysowaną koronę. Mam zamiar zrobić ją z białego złota, i nafaszerować  onyksami. One posłużą jako bomby. Ich środek wydrążę i włożę tam dynamit czy coś takiego. Detonator umieszczę w największym z kamieni. Wiem, że moja siostra najbardziej lubi walczyć włócznią, więc taką jedną składaną sztukę schowam w jej gorsecie. Dół w każdej sukni musi być odpinany, dlatego żeby nie spowalniał was podczas ucieczki. Widzisz materiał w spódnicy jest ścięty inaczej niż na drugim projekcie. Co nie? Wiesz czemu?
-Bo tak ci się podobało?
-Nie, dlatego że w bazę wprowadziłem specjalne druciki usztywniające i gdy odepnie dół to swobodnie może go przed sobą postawić, a tam poprzypinany będzie cały arsenał broni typu: gwiazdki ninja, noże, bomby i wiele innych rzeczy, które mam zamiar jeszcze wymyślić.
-Odepnie ten dół i będzie paradować w samej bieliźnie?- spytałam sarkastycznie.
-Nie pod spodem są spodenki. Zostały nam jeszcze rękawiczki i buty. Wiadomo powszechnie, że magowie powietrza słabo stoją z siłą, więc rękawica na prawej ręce Beth wzmacnia jej siłę dziesięciokrotnie. Obuwie natomiast ma wprowadzony kanalik, który połączony jest bezpośrednio z mało widocznymi igiełkami. Tym przewodem płynie bardzo toksyczna i groźna trucizna. To by było na tyle jeżeli chodzi o garderobę mojej siostry.
-A ta druga suknia? Dla kogo ją zaprojektowałeś?
-Dla siebie.- zaśmiał się.
-Co?!- wrzasnęłam.
-Dla ciebie głuptasie. Patrz widzisz te wielkie trzy bufki rozmieszczone na spódnicy?
-Nom.
-W nich ukryta będzie woda. Ponad trzydzieści litrów.
-Jak ja będę w tym chodzić?- zmartwiłam się.
-Ciężar rozłożę na metalowym stelażu. Widzisz, one tak do końca się nie stykają, tylko tworzą trójkąt. On powstał całkiem przypadkiem, więc wykorzystałem go w celach ozdobnych. W jego miejscu wszyje się srebrny materiał i pokryje się go siateczką tego samego koloru, a ozdobię jakimiś wzorami. Gdyby była potrzeba nagłej ucieczki, tak samo jak w tamtym wypadku, odpinasz spódnicę i dajesz w długą. Gorset, podobnie jak całość zostanie wykonany z granatowej tkaniny. Tu u góry – przejechał palcem po kartce – będą malutkie perełki. Całość pokryje podobny, srebrny wzór jak na siatce. Prosta i elegancka sukienka. Teraz trochę o uzbrojeniu. Wzdłuż kręgosłupa ukryłem składaną kuszę…
-Wszystko będzie składane?- zaśmiałam się. Popatrzył na mnie z pod łba.
-Którą podtrzymywać będzie wytrzymała żyłka.- najwyraźniej zignorował mój komentarz. – tak jak mówiłem ciężar worków podtrzymywać będzie metalowy stelaż. Ty również otrzymasz glany tylko, że inaczej wyposażone. Tu z tyłu butów narysowałem skrytkę na igły, którymi możesz trafiać w punkty witalne. Obydwoje wiemy, że to lubisz. Szyję doradzam ci ozdobić za pomocą naszyjnika z pereł, które z kolei wydrążę i napełnię olejem.
-Po co?- uniosłam brew.
-Po to, żebyś mogła ich użyć do ucieczki. Jak jakiś facet będzie cię gonić, ty rozcinasz korale, które upadają na ziemię i tworzą śliską kałużę.
-Za dużo kreskówek się naoglądałeś. – stwierdziłam.
-Może i tak – skwitował – ale najlepsze zostawiłem na koniec. Musisz spiąć włosy w koka.
-Czemu?
-Ponieważ podtrzymać będą go utrzymywać twoje dwa ulubione miecze.
-Tak bardzo ulubione, że aż nie.
-To by było na tyle.- zgarnął projekty i już prawie wyszedł, ale jakby tchnęła go jakaś ważna myśl, obrócił się w moim kierunku i zaczął mi się bacznie przyglądać.
-Czego?- wysyczałam.
-Wiem, że miałem powiedzieć ci coś ważnego, ale zapomniałem.- nakryłam głowę kołdrą i powiedziałam dobranoc. Nagle pstryknął palcami.
-Już wiem. Dziś jest twój pierwszy dzień pracy. Wychodzimy o siódmej. Zatrzasnął drzwi. Z korytarza dotarł do mnie jego krzyk.
-Zapominałem dodać, że w łazience leży twój mundur. Masz czterdzieści minut.- jego śmiech mnie dobija. Stoczyłam się z łóżka i chwiejnym krokiem poczłapałam do łazienki. Kiedy przemyłam twarz zimną wodą od razu poczułam się lepiej. Ogarnęłam się nieco i przebrałam w mundur wojska ziemi. Pierwszy raz w życiu będę go nosić legalnie. No z radości to się chyba opiję. W ogóle nie wiem co znaczą jakieś paseczki i oznaczenia na moim kołnierzyku i ramionach. Pod spód założyłam czarną bokserkę, a na to zarzuciłam marynarkę. Do tego spodnie w tym samym kolorze ( zgniła zieleń). Oczywiście nie mogło się obyć bez glanów, które dokładnie zasznurowałam, w odróżnieniu od „mojego szefa”.  Związałam włosy w koński ogon i wypuściłam grzywkę bo obu stronach twarzy. Na głowę nałożyłam służbową czapkę. W takim to oto stroju pokazałam się na śniadaniu. Przy stole zasiadłam ja, Kaspian i Feliks, który śpieszył na poranne wykłady. Ukradł z mojego talerza tosta i wypił moją kawę.
-Ej!- zawołałam. Złożył dłonie w akcie skruch.
-Przepraszam spieszę się. Obiecuję, że jutro zrobię ci w ramach rekompensaty śniadanie. Co ty na to?- spojrzał błagalnie.
-No leć już.- uśmiechnęłam się i pomachałam na niego ręką, żeby uciekał bo mogę się rozmyślić. Brat Elizabeth również chciał zwędzić coś z mojego talerza, ale walnęłam go po łapach i skarciłam wzrokiem.
-No weź, nie patrz tak na mnie. On mógł, a ja nie?- poskarżył się. Zabrzmiał jak dziecko z podstawówki.
-Kiedy wychodzimy?- zadałam pytanie.
-Już.- i wstał od stołu.
-Hej. Czekaj!- zawołałam, ale on wsiadał do windy.
-Lepiej się pospiesz, bo pojadę bez ciebie.- zaśmiał się . porwałam z blatu kanapkę z dżemem i rzuciłam się w kierunku metalowej puszki. Zdarzyłam w samą porę, ale musiałabym skłamać, nie mówiąc o tym, że drzwi przytrzasnęły kosmyk ( i to spory) moich włosów. Chłopak śmiał się do rozpuku, nawet po tym jak trzasnęłam go brzuch. Wyszliśmy na zewnątrz. Po praz pierwszy od paru dni pogoda nie była za ładna. Szykowało się na deszcz i to spory. Może nawet pierwszą w tym roku burzę?
-Nie gap się w niebo, tylko wsiadaj.- poklepał siedzenie za sobą. Westchnęłam. Usiadłam za nim. Nawet się nie zorientowałam, kiedy znaleźliśmy się na miejscu. Znowu ten rynek, kamienice i obskurny ratusz. Fasadę pokryła flaga Kraju Ziemi przymocowana do dachu. Kaspian poprowadził mnie tymi samymi korytarzami, którymi szłam, gdy chciałam go zwerbować do  „Odrodzenia” oraz odnaleźć Liama. Wszystko przykuwało moją uwagę. Zwłaszcza ludzie nas mijający. Jeden wyjątkowo mnie zaciekawił. Wokół niego  utworzył się tłum fatów.
-Czy to ktoś znany?- spytałam mojego towarzysza. Nie odpowiedział. Spojrzałam na jego twarz. Zrobiła się trochę zielona.
-Kaspian.- potrząsnęłam nim.
-On idzie w naszym kierunku. Wiać.- wyszeptał. Za późno. Facet zawołał za nami.
-Hola, hola generale, nie ładnie tak uciekać bez powitania.- brunet natychmiast się wyprostował i obrócił na pięcie, aby móc spojrzeć w oczy… właśnie komu?
-Co tu robisz?- widać, że Mountrose go nienawidzi.
-Przyjechałem, ponieważ poprosiła mnie o to rada. Masz z tym jakiś problem?- uśmiechnął się. Miał krótkie, ciemno zielone włosy i oczy podobne do moich. Czy możliwe, żeby był magiem wody?
-Czego rada może od ciebie chcieć. Przecież ja i Niclaus świetnie sobie radzimy.- chłopak wydawał się bardzo spięty podczas rozmowy z nieznajomym.
-Może przedstawiłbyś mnie swojej towarzyszce.- utkwił wzrok me mnie.
-Julio, przedstawiam ci Cartera Sheridana, jednego z dwunastu.
-Dwunastu czego?- dopytywałam.
-Generałów. –odparł Carter –wezwano mnie w pani sprawie, pani Julio.
-Przejdźmy na ty.- poprosiłam.
-Wedle życzenia.- skłonił się.
-Jaki masz do mnie interes?- chyba zabrzmiało to dość szorstko.
-Każdy nowy asystent generała, musi być przetestowany przez innego generała i uznany godnym tego stanowiska. Jakoby pan Niklaus odmówił sprawdzenia twoich umiejętności, poproszono mnie.
-Cudownie.- brat Elizy załamał się.
-Spokojnie, odpowiem na kilka głupich pytań.- przeraził się. Złapał mnie za ramiona.
-To nie są pytania. To walka. I to poważna.- chyba zbladłam. Wydaje mi się, że ten uśmiechnięty i uprzejmy facet jest na zupełnie innym poziomie niż Aazama. Starałam się ukryć swoje zmieszanie i strach pod maską uśmiechu.
-To co? Egzamin za tydzień.- zaproponowałam. Nastolatek zaśmiał się.
-Widzimy się za pięć minut na arenie w podziemiach, a potem może umówimy się na kawę. Co ty na to?- Kaspian stanął przede mną.
-Stanowczo odmawia.
-Ktoś jest zazdrosny. To do zobaczenia za chwile. – pomachał na pożegnanie. Nie wierzę. Mam walczyć z generałem?!

***
Oto pupilek Elizabeth, który usiłował zabić Nadię. ps. pozdrowienia od Juki <3

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Prosze oby podczas walku Nadii nic sie nie stalo. Kaspian zrob wszystko, aby nie doszlo do walki prosze.
~ Basia M

Anonimowy pisze...

Walka musi być :P ale zobaczymy co się stanie :D

Unknown pisze...

Nadia ma przegrac walke ale nie umrzec XD Nie wyobrazam jej sobie w wojskach ziemi XD

Unknown pisze...

Mega ^^