Translate

sobota, 26 września 2015

Rozdział XXV



Elizabeth zaprowadziła mnie do pięknej altanki położonej w naszym sadzie. Budowla prezentowała się wspaniale. Sufit w kształcie ostrosłupa wspierały cztery marmurowe kolumny. Każda z nich wysadzana innym kolorem: białym, niebieskim, zielonym i czerwonym. Mam wrażenie, że prezentują cztery żywioły jakimi się posługujemy. Od nich odchodziły belki, na których powieszono dzwoneczki. Podczas łagodnego podmuchu poruszały się, a dźwięk wydobywający się z nich nadawał temu miejscu więcej uroku.
-Jak tu pięknie!- zawołałam.
-To nie czas na podziwianie cudów architektury.- skarciła mnie.
-Masz rację.- nastolatka usiała na podłodze.
-Siadaj!- rozkazała. Natychmiast do niej dołączyłam. – Słuchaj uważnei! Nie mam zamiaru mówić tego samego dwa razy.- kiwnęłam głową. – Pieczętowanie polega na zamykaniu lub więzieniu dowolnej rzeczy, zjawiska, uczuć, myśli, a nawet części ciała. Po prostu wszystkiego. Istnieją trzy wiązania: myślowe czyli rozumu, duchowe- duszy, fizyczne- ciała lub przedmiotu. Ciebie w tym momencie interesuje wiązanie myślowe, ponieważ to je zerwał mój brat i nie jest w stanie sam odzyskać równowagi. W jeden dzień dam radę nauczyć cię tylko tego rodzaju pieczęci. Cała nadzieja w tobie. Tylko ty możesz go uratować.- uśmiechnęła się krzywo.
-A Feliks i Kaja?- spytałam żałośnie. Nie odpowiedziała mi. Chyba nigdy się nie dowiem.
-Mniejsza z tym. Koniec teorii. Czas na praktykę. Wstań.- wykonałam jej polecenie. – Niedaleko stąd jest potoczek. Miły i przyjemny. Pływają w nim bardzo spokojne ryby. Proszę cie o przyniesienie kilku w tym wiadrze. – rzuciłam we mnie blaszanym pojemnikiem.
-Dzięki.- powiedziałam. Wstałam.
-Kieruj się na północ!- zawołała. Przeszłam kilka kroków, kiedy ponownie usłyszałam jej głos. – Wiesz chyba powinnaś iść na wschód. A może to było jednak południe?- zamyśliła się.
-Poradzę sobie. – oznajmiłam. Przyłożyłam dłoń do ziemi. Myślami przebiłam się przez powłoki Ziemi i dotarłam do wód gruntowych. One zaprowadziły mnie do rzeczki. Woda w niej była krystalicznie czysta. W słońcu połyskiwała jak najdroższe kamienie. Nie mogłam się powstrzymać tak jak wtedy nad rzeką Nyks. Koniecznie musiałam poczuć prąd cieczy. Dowiedzieć się gdzie ma swój początek, a gdzie koniec. Bez zastanowienia uklękłam na trawie i zanurzyłam dłoń. Uwielbiam to uczucie trwające zaledwie kilka sekund. Zapoznanie maga wody z historią rzeki. W głowie pojawia się tysiące obrazów, myśli, wspomnień. Czuje się obecność wszystkich organizmów w niej żyjących. Cholera! Coś ugryzło mnie w rękę! Natychmiast wyjęłam ją z źródełka. Z mojego serdecznego palca zwisała najprawdziwsza pirania! Zaczęłam wymachiwać rękami we wszystkie strony usiłując ją zwalić. W końcu się udało. Los chciał, że idealnie wpadła do mojego wiaderka.
-Ok. Mam jedną. Jeszcze z około pięć.- uformowałam H2O w coś na kształt harpuna i zamroziłam go. Weszłam do strumyczka po kostki i czekałam. Z nudów zajęłam się wyrywaniem alg z dna. W pewnym momencie zrobiłam krok w tył i zraniłam stopę o skałę. Krew zwabiła ryby. Zjawiła się ich ogromna chmara. Niektóre nabijałam na harpun, inne w całości za pomocą magii wody, pakowałam do wiara. Zebrałam ich więcej niż planowałam. Może Eliza mnie pochwali? Szczęśliwa wróciłam do królowej.
-Trochę czasu cię nie było.- oznajmiła. – Masz te ryby?
-Yhy.- wymruczałam i podałam jej pojemnik.
-Wow! Dużo ich nazbierałaś!
-Po co nam one?- załam pytanie.
-Zrobiłam się głodna.- powiedziała. Szczeka mi opadła.
-I dlatego miałam iść taki kawał drogi?! Chyba sobie kpisz!- krzyknęłam.
-Bądź cicho i siadaj na miejscu.- westchnęłam głęboko. Nie mam czasu na kłótnie. Zajęłam wyznaczone miejsce. – Powiedz mi, proszę co czujesz i widzisz, kiedy po raz pierwszy zapoznajesz się z rzeką?
-To tak jakbym poznawała nowego człowieka. Przed moimi oczami roztacza się niesamowity widok.
-Co na przykład?
-Zdarzenia jakie miały miejsce…
-Bingo. I to na tym się dziś skupmy. – zagwizdała. Z lasu wybiegło dobrze znane mi zwierze. To samo, które na rozkaz przewodniczącej usiłowało mnie zabić. – To jest Ren. Ostatnio był świadkiem makabrycznego wydarzenia. Jego mama zginęła na jego oczach. Chciałabym, żebyś zapieczętowała w nim to wspomnienie. Poradzisz sobie?
-Spróbuję. – powiedziałam.
-Cieszę się. najpierw połóż dłoń na jego głowie, o tak.- położyła rękę na czole zwierzęcia.- Następnie musisz wyobrazić sobie krąg, w którym zamykasz wspomnienie. Kiedy to zrobisz nie możesz pozwolić sobie na niepewność. Aby zapieczętować lub zagłuszyć wydarzenie drugiej osoby lub zwierzęcia, musisz nałożyć na nie swoje znacznie silniejsze przeżycie. Oto cała magia. Spróbuj. – zachęciła mnie. Podeszłam do stworzenia. Pogłaskałam go po chrapach. Położyłam roztrzęsioną dłoń na jego czole. Skupiłam się na jego myślach. Nagle, jak gram z jasnego nieba, przed moimi oczami ukazało się jego całe życie. Niczym rozwijająca się klisza z aparatu. Odszukałam właściwy obrazek. Skupiłam się na nim. Przedstawiał on scenę polowania, kiedy to jego mama została osaczona i zabita przez kłusowników. Nałożyłam na nie swoje własne przeżycie. To w którym przeszywam mieczem na wskroś zabójcę mojej mamy. Krąg zabłysnął na złoto. Po chwili było po wszystkim. Otworzyłam oczy. Odetchnęłam głęboko.
-Udało cie się. Biegnij ratować mojego brata! – już jej nie słyszałam. Pędziłam na złamanie karku do zamku, do Kaspiana. Momentalnie przebiegłam obok piesków, fontann i labiryntu. Szybko wbiegłam plac. Z całych sił rozwarłam zamkowe wrota. Skierowałam się do windy. Wsiadłam do niej. Wcisnęłam guzik. Rozległ się znajomy dzwonek. Wyskoczyłam z niej i kilka kroków później stałam w pokoju nastolatka. Dopiero teraz poczułam zmęczenie. Sapałam jak stara lokomotywa. Stanęłam koło jego łóżka. Objęłam dużą, silną dłoń chłopka swoimi małymi. Zamknęłam oczy. Wróciłam do Drzewa Przeznaczenia. Udałam się tą samą ścieżką, którą przeprawialiśmy się kilka godzin temu. Uprzednio zerwałam kilka listków. Nie wiadomo czy kiedyś się nie przydadzą. Szłam dobre paręnaście minut zanim dotarłam do miejsca, w którym leżała dusza bruneta. Położyłam mu dłoń na czole. Szlak! Zapomniałam, że nie jestem w stanie go dotknąć! Spokojnie Nadia myśl. Już wiem! Rytuał oczyszczenia! Taki sam jak wykonał Feliks na drodze. Może on pozwoli mi choć na kilka sekund połączyć się z umysłem Montrosa. Trzęsącymi się rękami wyjęłam pęd. Zamknęłam go w rękach i wyobraziłam sobie, że zmienna się w pył. I tak się stało. Posypałam nim piętnastolatka. Ponownie dotknęłam jego głowę. Tym razem moją doń napotkała opór. Skupiłam się na jego wspomnieniach. Większość z nich przedstawiały makabryczne widoki walk, egzekucji czy łapanek. Tylko nieliczne były przyjemne. Należały do nich śniadania z naszą paczką, wspólne wypady i odpały. Nawet ten kiedy wspólnie graliśmy karty przy stole w pokoju gier, czy to jak Feliks obwinął się kocem i udawał gąsienicę...Muszę cofnąć się jeszcze dalej. Już prawie jestem. Tak dotarłam. Ostanie czynne wspomnienie przedstawia jakiegoś faceta i Elizabeth. Najwyraźniej gdzieś wyjeżdżają, ponieważ obydwoje moją na ramionach torby. Dalej nic nie ma. Kompletna pustaka. Czerń. Przepaść. Czekajcie. Coś tam jednak widzę. To zerwane połączenie. Tak jest ich więcej. Na razie widzę tylko dwa. Moje oczy muszą przyzwyczaić się do ciemności. Teraz widzę kolejne. Ono utrzymuje się. Podeszłam bliżej i dotknęłam go. Znowu byłam świadkiem historii z przed kilku lat. Nie była za długa. Znalazłam się w samochodzie, w którym siedziała Eliza i Kaspian. Ich znacznie młodsze wersje.
-Tatusiu kiedy, dojedziemy?- dziecięcy, chłopięcy głosik przerwał moje rozmyślania.
-Wytrzymaj Kaspianku, już zbliżamy się do granicy.- oznajmił kierowca. Był nim pogodny brunet o czerwonych oczach i wyraźnie zarysowanej szczęce. Nawet przystojny.
-Czemu jedziemy do tego Kraju…- jakieś zakłócenia. Nie dosłyszałam nazwy kraju, do którego zmierzali.
-Kochanie to bardzo skomplikowane.- nie mam pojęcia czemu królowa tak bardzo chciała, żeby Kaspian zapomniał. Przecież to najzwyczajniejsza rodzinna wyprawa. Nagle coś uderzyło w auto, które dachowało. Pasażerowie utknęli przypięci pasami głowami w dół. Dzieci zaczęły krzyczeć. Do pojazdu zbliżała się jakaś kobieta. Koniec. Tyle. Nie ma więcej. Nic innego się nie dowiem, ale nie pozwolę mu o tym zapomnieć. Zapamiętam wszystko i na spokojnie mu opowiem jego wybudzeniu. Zamknęłam myśl w kręgu i nałożyłam własne wspomnienie. Tym razem dotyczyło ono śmierci Ponurego na naszych oczach. Połączenie ponownie się zerwało. Po moim policzku spłynęło kilka łez. Nie wiem dlaczego. Szybko je otarłam i wróciłam do chłopaka. Zorientowałam się, że już go nie ma. Pewnie się już obudził i na mnie czeka. Uśmiechnęłam się. Poszłam w jego ślady. Otworzyłam oczy. W dalszym ciągu kurczowo ściskałam jego dłoń, tak mocno, że aż kostki mi zbielały. Nastolatek ani drgnął. Jak spał tak spał. Coś jest nie tak. Przyłożyłam mu palce do szyi. Zbadałam jego tętno. Jest słabe, prawie niewyczuwalne! Wstałam od łóżka i pobiegłam po pomoc.
-Kaja, Feliks!- darłam się wniebogłosy. Na szczęście byli w swoich sypialniach.
-Co się dzieje?- spytał przejęty filozof.
-Kaspian umiera!- zawołałam.
-Nie traćmy czasu!- zabójczyni szybkim krokiem wtargnęła do pokoju rannego. – Mów nam co mamy robić. – powiedziała. – Pamiętasz jak zespołowo uratowaliśmy Eneasza?- pokiwałam głową.
-To i jego uratujemy. – uśmiechnęłam się słabo. Otarłam oczy.
-Kaja oddychaj z niego, a ty Feliks posłużysz jako defibrylator. Pobudzisz serce do życia wstrząsami elektrycznymi.
-Tak jest!- oboje zabrali się do pracy.
-Uwaga ładuję.- bruneta przeszyła spora dawka prądu. Pochyliłam się nad jego klatką piersiową.
-Nic z tego.- powiedziałam. –Jeszcze raz!- krzyknęłam. Uderzył. Odczekaliśmy chwilę nic. Zabieg powtórzyliśmy kilkakrotnie. Każde podejście kończyło się niewypałem. Schowałam twarz w dłoniach. Żadne z nasz nie było w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Załamaliśmy się. Straciliśmy upierdliwego przyjaciela. Nie to niemożliwe. Ciszę przerwała Kaja
-Nadia…- dotknęła mojego ramienia.
-Czego!!!- krzyknęłam przez łzy. Puściła mnie.
-Nie poddawaj się. masz jeszcze nas.- powiedziała spokojnie.
-Wypad!- zawołałam. Wtedy byłam wstanie rozwalić ją na miejscu. – On nie umarł rozumiesz?!- wydarłam się.
-Nadia…- tym razem podszedł do mnie Feliks. Stałam się głucha na ich wołania. Zaczęłam ponownie go reanimować. Zdrowy rozsądek długo nie powracał. Dzięki rozpaczliwemu szukaniu wyjścia z opresji, przypomniałam sobie mały, pozornie nic nieznaczący szczegół. Jakiś czas temu, nie pamiętam już kto, podarował mi liść z Drzewa. Pył jest dalej w moim pokoju. Schowałam go na czarną godzinę, która teraz nadeszła. Bez zastanowienia wybiegłam z pokoju i wpadłam do swojego. Przetrząsnęłam całą szafę. Mam! Znalazłam go. Jeśli ten proszek go nie uratuje, to ja się poddaję. Razem z fiolką wróciłam do przyjaciół. Zwaliłam pościel na podłogę.
-Co robisz?- spytał Płomień.
-Mam pyłek.- oznajmiłam.
-Tez z rozdroży?- w jego głosie pobrzmiewało zwątpienie.
-Tak.- oznajmiłam rozentuzjazmowana. Wsypałam zawartość buteleczki do ust bruneta. Nic się nie stało.
-Widzisz mówiłem ci, że to na nic.- nie mogłam go słuchać. Przymroziłam mu usta. Jeszcze nic straconego. Podałam chłopakowi trochę wody do popicia. Czekałam z zapartym tchem na rezultaty. Proszę, niech on się obudzi. Chcę usłyszeć z jego ust kochanie lub kotku. Jakoś to przeżyję, tylko niech otworzy te cholerne oczy! Nie. Znowu zero odpowiedzi. Chciałam go ponownie reanimować, ale przyjaciele mnie powstrzymali.
-Zostaw go! On nie żyje.- słowa Kai tak cholernie bolą. Znowu zalałam się łzami. Opadłam na podłogę i zwinęłam się kłębek.
-Zos.. zostawcie mnie. –wyjąkałam. – Proszę. – popatrzyli na siebie i opuścili pomieszczenie. Kaspian był pierwszą osobą, po której stracie szczerze płakałam. Pozbierałam się z paneli i podeszłam do niego. Chciałam po raz ostatni na niego spojrzeć. Wtedy to prawie nie umarłam na zawał. Nagle nabrał powierza. Otworzył oczy i podniósł się do pionu. Zaczął energicznie kaszleć. Wyglądało to śmiesznie. Wraz z powietrzem z jego płuc wykasłał większość pyłu. Nie byłam  w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Poczułam nieopisaną ulgę. Właśnie dokonał cudu. Wrócił z Krainy Umarłych.
-Co masz taką minę jakbyś zobaczyła trupa kotku?- ledwo mówił, ale już musiał mi dopiec. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale natychmiast zalałam się łzami. Tego dnia nieźle oczyściłam sobie oczy. – Zgłupiałaś, czemu płaczesz?- spytał troskliwie. Do pokoju ponownie wparowali nasi przyjaciele.
-Nadia udało ci się! – zawołała Kaja.
-To nie możliwe przecież on nie żył!- zawołał ucieszony osiemnastolatek.
-Hej, hej, spokój! Jak to nie żyłem?- spytała unosząc brew. Roześmialiśmy się.
-Pamiętasz jak spacerowaliśmy jedną z dróg w świecie tkaczy?
-Nom. Czemu pytasz?- zdziwił się.               
-Wtedy natrafiłeś na pieczęć, która zablokowała część twoich wspomnień. Ja przez moment miałam kontakt z ich namiastką. Jeśli chcesz to ci później opowiem. Przez to wydarzenie zawiesiłeś się miedzy światami i nie wiedzieliśmy jak cię ratować, więc poszliśmy po pomoc do twojej siostry. Ta z kolei wpadła na pomysł żeby ponownie uśpić twoje myśli. Nauczyła mnie tego. Przeniosłam się ponownie na dróżkę i zamknęłam dopływ wspomnień. Twoja świadomość zniknęła. Wtedy pomyślałam, że już się wybudziłeś i na mnie czkasz, ale tak się nie stało. Twoje serce przestało pracować i przez bardzo długi okres czasu cie reanimowaliśmy. Kaja i Feliks stwierdzili, że po tobie, ale ja przypomniałam sobie o pyle z Drzewa Przeznaczenia. Wpakowałam ci go na chama do ust. Dalej nic się nie działo. Dopiero po kilku minutach nabrałeś powietrza i się ocknąłeś. – przytulił mnie.
-Dziękuję.- wyszeptał.

******
Hejka :* Tak więc oto kolejny rozdział XD widzę, że coraz to nowsze osoby komentują mojego bloga :) serdecznie dziękuję wam za wszystkie opinie na temat mojego opowiadania <3 a oto (trochę spóźniony xD)
obrazek przedstawiający garnitur Feliksa na bal. Piszcie co myślicie o tym rozdziale i jak się wam wydaje, o co chodzi z zapieczętowanymi wspomnieniami Kaspiana? Do następnej soboty :D Pozdrawiam Soraja :P

5 komentarzy:

Unknown pisze...

Brak mi słów ❤️ Piękne!!!

Anonimowy pisze...

Ooo.. koncowka taka slodka :* brak slow..
~Basia M

Karolina Stopa pisze...

Świetny rozdział :* A końcówka taka awwww ♥ Kocham twojego bloga :* ♥♥♥

Unknown pisze...

Cudo *.*

Anonimowy pisze...

A Juki rysuje w komputetze czy na kartce ;^?
Ps.
Super ❤❤❤❤❤