Translate

sobota, 24 października 2015

Rozdział XXIX



Kaja
Porzuciłam tego nudziarza Kaspiana na rzecz picia drinków w samotności. Wolę to niż słuchanie o tym jaki to on jest biedny, że nic nie pamięta. To jeszcze ujdzie. Gorzej jak zaczyna gadać o wyprawach wojskowych. Uhh. Nie dobrze się robi z tego powodu. Z nudów obserwuję tłum ludzi. Zazdroszczę im. Są bezpieczni. Ich rodziny są kompletne. Upiłam łyk z kieliszka. Skrzywiłam się. Nagle drzwi do sali rozwarły się i do środka wtargnęła kolumna kontrolowanych zbroi. Wśród nich zauważyłam Nadię! Szlak. Coś jest nie tak. Przecież dopiero co eskortowali Elizabeth, a teraz Nadia? Czyżby cały plan miał zaraz wziąć w łeb? Wzrokiem przeczesałam moje towarzystwo. Skrzywienie zawodowe. Przeliczam straż, możliwość ich pokonani, a także słabe punkty fortyfikacji oraz przeciwników. Niektórzy z ochrony to magowie. Z nimi nie będzie najmniejszego problemu. Nie wiem jak poradzimy sobie z nieśmiertelnymi pancerzami. Osoba  kontrolująca je może znajdować się wiele kilometrów stąd. Westchnęłam. Nastawiłam uszu. Jako mag powietrza mam niesamowity słuch.
-Gdzie mnie ciągniecie?!- Nadia z całych sił starała się wyrwać z żelaznego ( dołowienie) uścisku.
-Królowa i kanclerz na ciebie czekają.- odpowiedziało echo odbijające się wewnątrz chodzącej puszki.
-Do czego jestem im potrzebna?- słuszne pytanie.
-Jako świadek.- świadek? Nie byłam w stanie nic więcej usłyszeć. Pomieszczenie do którego ją wprowadzono, okazało się dźwiękoszczelne. Ktoś położył mi dłoń na ramieniu. Obróciłam się wbijając napastnikowi łokieć między żebra. Chłopak upadł na kolana. Wydał z siebie znajomy jęk.
-Feliks!- zawołałam. – To nie pora na wycieranie podłogi. – pomogłam mu wstać.
-Mają Nadie i Elizę. Co z tym zrobimy?- wyduszał.
-Sytuacja na razie jest stabilna, nie mamy się czym martwić.- nie wiadomo skąd, obok z nas znalazł się Kaspian. Podał nam po komplecie słuchawek i podpiął je do jakiegoś wymyślnego urządzenia prawdopodobnie jego autorstwa. Włożyłam słuchawki do uszu. Rozległ się w nich głos kancelaria.
-Co to jest?- spytałam.
-Radio.- odpowiedział z szerokim uśmiechem.
Nadia
-Witaj moja panno. Czekaliśmy na ciebie.- zostałam siłą posadzona na kanapie obok sztucznie uśmiechającej się Elizy.  Obie znalazłyśmy się w pułapce bez wyjścia. Pokój został bowiem opatrzony dźwiękoszczelnymi ścianami. Zero okien, tylko drzwi pilnie strzeżone przez dwóch ludzkich strażników. Mino to pomieszczenie nie wyglądało najgorzej. Mury pomalowano na błękit. Obie spoczywałyśmy na pikowanej, czerwonej jak krew kanapie, plecami zwróconymi na drzwi. Przed nami na krześle przypominającym nieco tron, przeciągał się mężczyzna. Wyłożył swoje długie nogi na blat biurka. Czarne lakierki mocno stuknęły w deskę. Staruszek oparł się wygodnie, a za głowę założył pomarszczone, silne dłonie obłożone złotymi ozdobami. W ustach trzymał cygaro. Jego umięśniony tors opinała biała koszula, a na niej kamizelka w niebieskie paski. Siwe włosy skrył pod kapeluszem. Wyglądała na członka jakieś mafii. Gdybym go zobaczyła na drodze to macie jak w banku, że przeszłabym na drugą stronę ulicy. Za mężczyzną wisiał jego portret za czasów młodzieńczych lat.  Te same lodowate oczy, rysy twarzy, tylko ( wiadomo) inny kolor włosów. Pod obrazem znajdował się kominek, w którym wesoło trzaskał ogień.  Nastolatka popatrzyła na mnie błagalnie. Nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Co on jej powiedział?
-Dzień dobry. – przywitałam się cedząc przez zęby.
-Elizo – jej imię w jego ustach zabrzmiało jak obelga- możemy już zaczynać?- spytał dostojnie. Skinęła głową. –W takim razie, czego ode mnie oczekujesz?
-Rozmawialiśmy o tym przez telefon.- odparła sucho.
-Ale to było tak dawno. Możesz odświeżyć mi pamięć?- uśmiechnął się. Przenosił spojrzenie to raz na mnie, to na moją towarzyszkę.
-Chciałabym wiedzieć, gdzie znajduje się wasza część Księgi. – mężczyzna podrapał się po głowie.
-Wiesz, jestem stary i czasem pamięć mnie zawodzi, ale nawet i ja nie znam jej położenia. –królowa zgrzytnęła zębami.
-W takim razie możemy już iść?- spytałam naiwnie.
-Siadaj!- rozkazała. Natychmiast klapnęłam na skórzaną sofę.
-Wiem, że wszystko kosztuję. Jaka jest twoja cena?- spojrzała mu głęboko w oczy. Mężczyzna zastanowił się. Przez cały czas  zadumy bębnił palcami w stół. Niespodzianie drgnął i uśmiechnął się pod nosem.
-Słyszałaś o organizacji „Odrodzenie”?- splótł palce i opał na nich brodę.
-Tak. – jej głos zaczął się łamać.
-Do niedawna nie zwracałem na nią uwagi. Wiesz, jak to jest. Kolejna nic nie znacząca banda kretynów myślących, że są w stanie zmienić świat. – zaśmiał się. – Nie sądzisz, że to nie dorzeczne. – miałam ochotę go udusić, ale przywódczyni powstrzymała mnie ruchem ręki.
-Do czego zmierzasz?
-Dobrze wiem, że jesteś głową tego spisku. – powiedział spokojnie.
-Ponowie pytanie. Jaka jest twoja cena?
-Chciałbym wejść w posiadanie aktu własności tej że organizacji.
-Po co ci on?!- wrzasnęłam.
-Nadia uspokój się.- rozkazała.
-Nie!- krzyknęła jej prosto w twarz.
-SIADAJ.- powiedziała. Moje ciało natychmiast jej usłuchało. Użyła magii.
-Podzielam zdanie mojej towarzyszki. Po co ci on?
-Mimo, że jesteście nieokrzesaną bandą wieśniaków, to posiadacie talenty. Każdy z was inny. Stanowilibyście moją gwardie przyboczną i rozpoczęlibyście pracę dla Kraju Ziemi. – zadowolony wskazał palcem na królową- Jaka decyzja wasza wysokość? – dziewczyna zacisnęła pięści.
-Przysięgnij na swoją łajdacką godność, że wyjawisz mi dokładne miejsce pobytu księgi.
-Przysięgam. – blondynka głośno westchnęła i uniosła rąbek sukienki do góry. Za pończochą ukryła zwój. Wyciągnęła go i pewnym krokiem podeszła do biurka. Rozłożyła do przed podnieconym kanclerzem.
-Ale u nic nie ma!- zawołał oburzony. Siostra Kaspiana popatrzyła na niego z obrzydzeniem. Ugryzła czubek swojego palca i własną krwią splamiła papier. Na kartce zaczęły pojawiać się litery, słowa i w końcu zdania.
-Jestem z ciebie dumny Isa… to znaczy Elizabeth.- dziewczyna spiorunowała go wzrokiem.
-Twoja kolej.- rzuciła sucho.  Jak mogła mu oddać tak ważny dokument? Nie wieże w to, co widzę.
-Eliz…
-ZAMKNIJ SIĘ. – głos uwiązł mi w gardle.
-Tak nie traktuję się przyjaciół.
-To zwykła podwładna. Nic więcej mnie z nią nie łączy.- te słowa bolą. Cmoknął. – Mów co wiesz.
-Już, już. Kojarzysz miasto Ur?
-Tak. Wasza stolica.
-W niej znajduje się zamek królewski. Sto raz piękniejszy od tego.
-Tak wiem.
-Ja wiem, że ty wiesz.- przeczesał dłonią włosy. – Musisz wejść na dziedziniec. Stamtąd wchodzisz do wnętrza. Stajesz przed schodami. Pokonujesz trzy piętra i idziesz korytarzem w prawo. Otwierasz czwarte drzwi po prawej i znajdujesz się w …
-Bibliotece. – odpowiada bez namysłu. Staruszek uśmiecha się.
-Podchodzisz do kominka i naciskasz cegiełkę z symbolem dzika.
-Czemu dzik?- pyta.
-Nie wiem. Nie ja to wymyślałem. Naciskasz cegłę i za tobą pojawiają się schody. Schodzisz nimi do podziemnych tuneli. Blask pochodni zaprowadzi cię do rodowego grobowca naszych władców. Tam stoi szereg trumien. Podchodzisz do jednej z nich, tej najstarszej, i otwierasz ją. Tam spoczywa trup. Ostatni etap to wyrwanie księgi z jego martwych, chłodnych objęć.
-Banał.- stwierdza.
 - Cieszę się, że w jakimś stopniu mogłem pomóc waszej wysokości. – skłonił się teatralnie.
-Czekaj, mam jeszcze jedno pytanie!- zawołała pospiesznie.
-Nie taka była umowa.- zachmurzył się. Elizabeth stąpa po cienkim lodzie.
-Wiem, ale proszę wysłuchaj mnie.- błagała.
-No nie wiem, wszystko ma swoją cenę…- popatrzył na mnie.
-Powiedz co chcesz, a to dostaniesz. Przysięgam.- aż wstała pod wpływem emocji.
-Usiądź i daj mi się zastanowić.- po chwili zawołał. – Czuję się samotny i nie rozumiany. Masz tak czasami?
-Tak.- odparła bez namysłu.
-Cieszę się, że myślisz podobnie.
-Przejdź do rzeczy.- ponagliła go. Mężczyzna zaśmiał się okrutnie. Wskazał placem na mnie.
-Chcę jej.- powiedział. Krzyknęłabym coś w rodzaju pomarz, ale za sprawą liderki straciłam głos. Blondynka przyjrzała się mi uważnie.
-Zgoda. – przypieczętowała umowę podaniem dłoni. Jak to?! Opchnęła mnie jakiemuś staremu dziadowi?!- Teraz odpowiedz na pytanie.
-Słucham?
-Co się stało z moim przyjaciółmi.?- nigdy nie widziałam jej tak poważnej. Wpatrywała się w kanclerza jak w obrazek.
-Ach tak! Pamiętam ten fatalny przypadek. Jak im było na imię?- zadał pytanie.
-Lucyfer, Luna, Genevieve oraz Laertes.- wyrecytowała.
-Przykry los ich spotkał. – kręcił głową.
-Co dokładniej?
-Zostali opętani.- dziewczynę ścięło.
-Przez co?
-Nie pytaj przez co, tylko przez kogo.- uśmiechnął się złowrogo.
-Kogo?
-Przez bogów czterech żywiołów. – blondynka z wrażenia aż usiadła.
-Jak mogę ich uratować?
-Wybacz, ale nawet ja tego nie rozgryzłem. Musisz poradzić sobie sama drogie dziecko. Dam ci przyjacielską wskazówkę.
-Jaką?- w jej oczach rozbłysła nadzieja.
-Jeżeli z opętanego wyciągniesz ducha, to ta osoba za długo nie pożyje.
-Niedługo, czyli ile?
-Kilka minut.- czerwonooka ukryła twarz w dłoniach.
-Spotkanie uważam za zakończone. Wyprowadzić ją! – rozkazał.
-Nie zbliżajcie się nawet na krok!- stanęłam przed Elizą zasłaniając ja ciałem. Nawet nie wiem, kiedy zdjęła ze mnie czar. Strażnicy zaczęli się śmiać.
-Teraz należysz do mnie.- słowa kanclerza przypomniały mi w jak cholernie złej sytuacji się znalazłam. Poczułam się senna. Zaczęłam ziewać. To samo działo się z moimi przeciwnikami. Obróciłam się. Za mną stała osiemnastolatka. Nuciła coś pod nosem. Rzuca zaklęcie! Zatkałam uszy i pobiegłam pod drzwi. Wojskowi leżeli na parkiecie jak worki kartofli. Na nogach trzymał się już tylko mag ziemi.
-Zapłacisz mi za to.- wysyczał. Nastolatka nic nie zrobił sobie z jego groźby i złapał akt własności oraz moją dłoń.
-Pora się wynosić.- uśmiechnęła się i nacisnęła klamkę.
Kaja
-Dziewczyny zaraz będą.- zawołałam.
-Tak.- Feliks potwierdził moje słowa.
-Musimy przygotować im grunt do ucieczki.- westchnął Kaspian.
-Na pewno powiadomili straż.- dodał nauczyciel.
-Bywało gorzej.- podsumowałam. –Czas na nas.- oznajmiłam gdy do sali balowej wtargnęli wrogowie.-Która godzina?- spytałam
-Dwudziesta trzecia.- odparł Płomień.
-Zaczynajmy. –Kaspian jako pierwszy rzucił się w wir walki. Momentalnie do niego dołączyliśmy. Zapamiętajcie tą godzinę. Być może to nasza ostatnia.

***
Chyba się na was obrażę. Co raz mniej osób komentuje ;-;. Plis zmieńcie to.
                                                                          Całuski Soraja ;*

5 komentarzy:

Unknown pisze...

Jezu, mama przez przypadek usunęła komentarze z tego posta. Tak was przepraszam ;-;

Anonimowy pisze...

Megga rozdzial.. oni musza przezyc. Kaspian i Nadia jeszcze musza byc razem..
~Basia M

Unknown pisze...

Wiec dodam jeszcze raz xD
A ja sie obrazę bo... Bo... Dobra, masz mnie, nie mogę sie na Ciebie obrazić za te cudowne rozdziały! <3

Unknown pisze...

Jasne że tak. Dziękuję za twoje wsparcie ale nie wiem czemu usuwa mi komentarze jak jestem na telefonie ;-; będę wdzięczna za reklamę i dziękuję ze czytasz ♥

Karolina Stopa pisze...

Mega rozdział :* ♥♥