Translate

sobota, 3 października 2015

Rozdział XXVI



Opowiedziałam mu wszytko co zapamiętałam a pro po jego wspomnienia. Słuchał bardzo uważnie. Każde słowo chłoną jak gąbka. Teraz spytacie się co najbardziej go interesowało. Powiem wam szczerze, wszystko. Kiedy skończyłam mówić, wstał z łóżka, obrócił się i powiedział zdanie, które potem przez kilka godzin odbijało się echem w mojej głowie.
-Jestem ci bardzo wdzięczny za pomoc, ale wolałbym umrzeć niż ponownie stracić wspomnienia.- chwycił szkicownik i wyszedł z pokoju. Siedziałam jak sparaliżowana. Co to miało znaczyć?! Do pomieszczenia wtargnęła Elizabeth.
-Chcesz pogadać?- spytała jakby od niechcenia. Pokiwałam głową. Przysiadła się do mnie.
-Wiesz, że Kaspian nie mówił tego na poważnie? On taki jest. Porywaczy i do bólu szczery. Jego zachowanie niekiedy rani wiele osób.- popatrzyłam na nią.
-Kto usunął mu wspomnienia?- wypaliłam. Eliza głośno westchnęła.
-To nie czas i miejsce na takie rozmowy.- urwała temat. – Lepiej się dobrze wyśpij, bo jutro ostateczne przygotowania przed balem.- poklepała mnie po ramieniu. Podniosła się z materacu.
-Ciągle mówimy tylko  balu. O niczym innym. Czemu on jest taki ważny? To chyba możesz mi powiedzieć?
-Mówiłam wam. Nie pamiętasz? To ci przypomnę. Celem naszej organizacji jest zebranie wszystkich czterech ksiąg i połączenie ich w jedną.
-Co bal ma z tym wspólnego?
-Kanclerz Kraju Ziemi doskonale zna  położenie jednej z nich. Jadę tam tylko dlatego, żeby uzyskać od niego tę informacje.
-Myślisz, że od tak powie ci, gdzie jej szukać?- zaśmiałam się.
-Oczywiście, że nie.- uśmiechnęła się przebiegle.- Dlatego idziecie ze mną. Dobranoc. – pomachała mi na pożegnanie. Gry zegar wybił pierwszą w noc, już umyta i przebrana leżałam w łóżku i gapiłam się w sufit. To moja „ulubiona zabawa”. Wtedy mam czas na rozmyślanie o wszystkim. Dosłownie o wszystkim. Zasnęłam koło czwartej nad ranem. Nie pospałam za długo. Sama nie wiem czemu. Jakoś po godzinie ponowie byłam na nogach. Wyjechałam windą na piąte piętro. Stołówka. Przy stole siedziała jakaś postać otulona kocem. Podeszłam bliżej. To Kaspian. Cały brudny od grafitu z ołówka. Zasnął na projekcie. Wzięłam go do ręki. Na podłogę opadała jakaś kartka. Na razie mnie nie interesowała. Przyjrzałam się mało wyszukanemu ubiorowi nastolatka. Czarny płaszcz po kostki, skrywający ogromny miecz, tej samej barwy koszula bez krawatu, lekko rozpięta, hebanowe spodnie i oczywiście uzbrojone glany. W podeszwach butów ukrył wysuwane na komendę mocniejszego tupnięcia metalowe noże. W rękawach zagościły opatentowane przez wszystkich kusze, a naboje do nich powkładał do kieszenie narzuty. Ciuchy jak ciuchy. Spojrzałam na drugi rysunek. To chyba w niego włożył całą swoją energię. Portret przedstawiła mężczyznę prowadzącego samochód! Już wiem czemu chłopak dopytywał się o każdy szczegół. Niesamowite z jaką dokładnością wykonał szkic. Nawet blizna tego faceta była w tym miejscu, gdzie miła być, czyli od połowy prawego policzka w dół, aż do obojczyka. Obróciłam kartkę. Z tyłu widniał napis „ Tata, którego imienia nie pamiętam”. Odłożyłam obrazek. Włączyłam czajnik. Wyjęłam z szafki kawę i wsypałam do szklaki jedną łyżeczkę. Zalałam ją wrzątkiem. Posłodziłam pięcioma łyżeczkami cukru i do połowy wlałam mleko. Między czasie zrobiłam sobie tosty. Usiadałam przy ławie. Zamyśliłam się. Po jakimś czasie przypomniałam sobie o napoju. Upiłam łyk kawy. Skrzywiłam się.
-Po co pijesz kawę, skoro jej nie lubisz?- Kaspian zabrał mi kubek i dokończył wywar. Wzruszyłam ramionami. – Mówiłem ci, że mamy wolne do końca tygodnia?- spytał uśmiechając się.
-Nie, nie mówiłeś.- powiedziałam. Ukradł mi tost z talerza. Już się do tego przyzwyczaiłam i zawsze nabierałam porcje i dla niego.
-Musimy się przygotować do balu i spakować do wyjazdu.- oznajmił szperając w szafce za keczupem.
-Jakiego wyjazdu?- zadałam pytanie.
-To Elizabeth ci nie mówiła?- uniósł jedną brew.
-Ona mi o niczym nie mówi.- poinformowałam go.
-W poniedziałek wreszcie zaczynamy poszukiwania pierwszej z ksiąg.- drgnęłam
-Księgi Ziemi?- spytałam.
-Nie, jeszcze nie. Powietrza.- oznajmił jakby to było coś zwyczajnego w stylu „ jedziemy na jednodniową wycieczkę w góry. Będziemy spać pod namiotem i będzie fajnie.” Tylko, że takie poszukiwania trwają bardzo długi okres czasu i zazwyczaj  nie kończą się happy end’em.
-Jaki skład?- zadałam kolejne pytanie z serii „Czemu nikt nigdy nic mi nie mówi?!”.
-Ja, ty, moja siostra, Feliks, Kaja i ktoś, o kim Eliza woli na razie nie mówić.- odparł. Nagle zerwał się z miejsca. – Beth kazała nam zjawić się z pokoju gier o piątej trzydzieści!- odruchowo spojrzałam na zegarek.
-Za minutę w pół do szóstej!- krzyknęłam.
-Do windy!- ponaglił mnie wrzucając pusty talerz do zlewu. Szybko zjechaliśmy na dół. Tam czekała na nas ( jak zawsze oprócz tego dnia kiedy się poznałyśmy. Mam nadzieję, że pamiętacie ten piękny dzień jak to zbierałam ją upitą z chodnika pod latarnią.) idealnie ubrana i uczesana królowa.
-Bierzemy się do pracy. Czas wcielić projekty Kaspiana w życie.- zdziwiłam się.
-Nie czekamy na Kaję i Feliksa?
-Po co? Oni przyszli wcześniej i już pracują.- powiedziała spokojnie. – Chodźmy.- rozkazała. Zaprowadziła nas do garażu, zaraz koło nieużywanej części pałacu. Mówiąc garaż mam na myśli halę przemysłową. Po obu stronach panoszyły się przeróżne maszyny, lutownice, piły i wiele innych których ( zresztą jak zawsze) nazwy nie znam. Na samym końcu pomieszczenia ustawiono ogromne bele materiału oraz stoliki, manekiny i przyrządy do obróbki płótna oraz ozdoby. Po prawej stronie zauważyłam ogromne biurko z masą notatek i podwianych na nim fiolek. Pustych lub z odrażającą zawartością.
-Mogłabyś produkować tu auta na skalę światową.-mruknęłam do dziewczyny.
-Skąd wiesz, że nie robię tego w wolnych chwilach?- uśmiechnęła się złowieszczo. – Nadia zajmiesz się wyrobem trucizn w trzech smakach, a ty Kaspian musisz koordynować pracę każdego z osobna. – chłopka jęknął.
-Czemu ja? I tak mnie nie posłuchają.
-To masz problem. Ruszcie tyłki i do roboty!- wsparła się pod boki co jest równoznaczne z zakończeniem rozmowy. Zajęliśmy swoje stanowiska. Między czasie przywitałam się z Feliksem. Rozmowa się nie kleiła, ponieważ był za bardzo pochłonięty scalaniem czegoś tam. Za to Kaja bardzo nie chciała wykonywać przeznaczonych jej obowiązków, a mianowicie szycia sukienek i garnituru. Zaczęła więc wydzielać płótno na płaszcz generała.
-Czemu my musimy to robić. Nawet sobie nie wyobraża ilu jest w tym królestwie krawców i zielarzy, którzy zrobiliby to lepiej i to jeszcze z pocałowaniem dłoni.- prychnęła.
-Nie marudź, tylko zacznij w końcu coś robić.- koło nas pojawił się brunet. – Za mało materiału na rękawy. Przecież dałem ci dokładne wymiary. – załamał się.
-Jak umiesz to lepiej zrobić, to zrób.- rzuciła w niego skórą i nożyczkami. Nic nie mówiąc zerknął na kartkę i kilkoma szybki ruchami idealnie skroił materiał.
-Będzie umiała to zszyć, czy też mam ci pokazać jak to się robi?- zadał pytanie z łajdackim uśmiechem na ustach.
-Poradzę sobie.- mruknęła i odebrała tkaninę.
-Nadia czekasz na zaproszenie? Trucizny same się nie uwarzą.- wskazał palcem na burko zastawione przeróżnymi słoiczkami, flakonikami oraz woreczkami śniadaniowymi. Podeszłam do miejsca pracy. Poczułam się jak robol, któremu płacą najniższą krajową. Wzięłam do ręki pierwszy lepszy przepis. Na szczęście ( mojej i ich) wyglądał znajomo. Taki sam wywar robiłam u siebie w domu. Odruchowo sięgnęłam po potrzebne składniki. Nie musiałam się im długo przyglądać. Ręka sama wędrowała miedzy flaszeczkami i wyszukiwała odpowiednie składniki. W moździerzu roztarłam garść goździków, po czym zalałam je octem i zostawiłam na boku. Później ugotowałam trochę cisu z liściem laurowym i pokrzywą. Do tego trochę tarniny. Na koniec starłam trochę suszonej werbeny i wilczej jagody. Wszystko razem zmieszałam w jedno. Cała papka zmieniła się w najwyższej jakości maść. Dalej nie szło już tak łatwo. Jeden przepis gorszy od drugiego. Po godzinie była tak zmęczona, że zaczęłam mylić jarzębinę z porzeczką, a kwiaty akacji z kwiatami pokrzywy. Musiałam zrobić sobie małą przerwę. W tym celu udałam się sprawdzić co robią chłopaki. Kaję zostawiałam sobie na później. Podeszłam do Feliksa.
-Co robisz?- zerknęłam przez ramię chłopka.
-Kończę składać drugi pistolet.- pochwalił się spluwą własnej roboty.
-Nieźle ci wyszła.- pochwaliłam go.
-Jak tam mieszanka do naboi? Wiesz, nie chciałbym cie poganiać ale zaraz się za nie biorę i nie ukrywam, żeby się przydała tak za dziesięć minut.- podrapał się po głowie.
-Już dawno ją skończyłam. – odpowiedziałam. To była ta pierwsza, która całkowicie mi wyszła.
-Doskonale. Za moment po nią pójdę.- uśmiechnął się szeroko.
-Stoi w słoiczku z czerwoną nakrętką.- oznajmiłam.
-Czerwona zakrętka. Zapamiętam. – zostawiłam go składającego w samotności broń, która miała w przyszłości uratować mu życie. Teraz czas trochę podręczyć Kaspiana. Zakradłam się po cichu z nadzieją, że mnie nie usłyszy, ale on ma niebywały słuch i potrafi usłyszeć spadającą śrubkę w drugim końcu pokoju.
-Czemu zawdzięczam tą wizytę?- spytał warząc w dłoniach metale na wymarzony miecz.
-Przyszłam zobaczyć jak ci idzie.- powiadomiłam go.
-Powiem ci, że dobrze. Skleciłem jedną standardową kuszę i dwie turystyczne oraz składną włócznie dla mojej siostry.- rzucił mi dwudziesto centymetrowy kijek. Zwolniłam blokadę i w mojej ręce zalśniła wycackana z każdej strony włócznia.
-Świetna i do tego lekka.- powiedziałam bawiąc się bronią.
-Miedzy czasie wymyśliłem dla siebie jeszcze kastet.- podał mi pierścień na trzy palce. Założyłam go od razu. Między palcami poczuła luz. Nic dziwnego. W końcu Kaspian ma większe dłonie od moich. Z boku widniał przycisk. Nacisnęła go ( jak bym mogła tego nie zrobić). Na górnej części pojawiły się kolce.
-Ale fajne.- tykałam kolce dopóki nie wyrwał mi pierśnica.
-Nadia!- za mną rozległ się naglący głos zabójczyni.
-Nie mam twoich wymiarów. – powiedziała zasmucona. Kątem oka spostrzegłam, że zielonooki uporczywie szuka czegoś  po kieszeniach.
-Mam.- oznajmił i podał karetkę papieru białowłosej.
-Wspaniale.- zaśmiała się.
-Co tam masz?- spytałam zaciekawiona.
-Twoje wymiary.- powiedziała spokojnie.
-Ale jakim cudem, skoro nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek zdejmował ze mnie miarę.- zdziwiłam się. I to mocno.
-Masz bardzo mocy sen. Zrobiłem to, kiedy spałaś dwa dni temu.- założył dłonie na piersi i uśmiechnął się podle.
-Jak mogłeś to zrobić?! –warknęłam.
-Nudziło mi się i jak zwykle zakradłem się do twojego pokoju.- powiedział to tak spokojnie, że prawie nie miałam ochoty go zabić.
-Idę szyć.- Kaja zmyła się bardzo szybko. Najwyraźniej wyczuła zbliżającą się kłótnię. Już chciałam na niego krzyknąć, ale uświadomiłam siebie, że moje słowa spłyną po nim jak po kaczce. Uśmiechnęłam się i wróciłam do przyrządzania trucizn. Nawet się nie zorientowałam, kiedy wybiło południe. Za bardzo skupiłam się na tym, żeby nie wysadzić w powietrze całej hali. Miałam w planach małą przerwę, ale uświadomiła siebie, że już skończyłam. Zadowolona rozniosłam słoiczki przyjaciołom i poszłam pomóc przy szyciu Kai. Razem wykonałyśmy dwie, końcowe sukienki. Moją i Elizy. Powiem wam, że efekt naszej pracy w pełni mnie zadowala. Rany w moich dłoniach od szpilek dawno się zagoił.
-Cześć wam.- w drzwiach garażu pojawiła się królowa. Mruknęliśmy coś w odpowiedzi.
-Przyniosłam obiadokolację.- potrząsnęła reklamówkami z toną jedzenia. Dopiero teraz uświadomiłam sobie jak bardzo jestem głodna. Razem z przyjaciółmi zjedliśmy posiłek.
-Pokarzcie mi co tam macie. – poprosiła. Jak się okazało wszyscy skończyli. – Jestem z was dumna. Dopiero dwudziesta. Macie dwadzieścia dwie godzimy do wykorzystania. Zagospodarujecie ten czas najlepiej jak potraficie.- odłożyła kość kurczaka na talerz.
-Niby czemu?- spytałam.
-To może być wasz ostatni bal.- uśmiechnęła się szeroko. Czemu odniosłam wrażenie, że ma rację?

***
Tradycyjnie rysunek dodam z małym opóźnieniem. Wiem, że mówię wam to za każdym razem, ale bardzo dziękuje wam za komentarze. Kocham was za to. informacja dla pytającej Yuki rysuje na kartce, ołówkiem i jak przechowuję jej wszystkie szkice ;*
Całuję <3
Soraja

5 komentarzy:

Karolina Stopa pisze...

Świetny rozdział jak zwykle :* ♥ Czekam na next zniecierpliwością :* ♥ ♥

Unknown pisze...

Super <3

Unknown pisze...

Co tu dużo gadać, świetny jak zawsze <3

Anonimowy pisze...

Dzięki za odp :D
Powiedz jej, że ma ogromny talent!
Rozdział- świety, długi i serio super opisy ^-^
Pzdr.

Unknown pisze...

Uwielbiam :*