Tak oto razem z moimi towarzyszami stanęliśmy przed wielką
bramą Pallasu.
-Pamiętajcie, że wchodzimy para po parze w odstępach co
najmniej pięciu minut. Nie więcej. Na balu nie znam żadnego z was. – kiwnęliśmy
głowami na znak zgody. Nastolatka wzięła pod rękę Aazama i przekroczyła teren
posesji. Czekaliśmy w napięciu na swoją kolej. Feliks co chwilę zerkał na
zegarek. Kaja nerwowo przestępowała z nogi na nogę. Po upływie czasu, również
i oni zniknęli za potężną, mosiężną bramą.
-Zostaliśmy sami.- powiedziałam.
-Tak.- odparł. Staliśmy w milczeniu. Generał kopał jakiś
kamyczek, a ja strzepywałam niewidzialny kurz z sukni.
-Myślisz, że możemy?
-Tak.- złapałam jego ramię i z perfekcyjnie udawanym
uśmiechem, zawitaliśmy na zamkowym podwórzu. Widok zapiera dech w piersiach.
Jeżeli mi nie wierzycie, w każdej chwili możecie wybrać się do waszego Drezna w
Niemczech, a zobaczycie to samo, co ja widzę w tym momencie. Ogromny, zamkowy
plac zwieńczony czterema fontannami. Każda z nich piękna i wyjątkowa na swój
sposób. Trawnik przecinały wybrukowane dróżki wybudowane równolegle do siebie.
Rozglądnęłam się na boki. Po obu stronach pyszniły się kompleksy zamku. Biblioteki,
jadalnie, pokoje i wiele innych miejsc godnych uwagi. Obróciłam się, aby lepiej
przyjrzeć się wrotom, które zaprosiły
nas do tego pięknego świata jak z bajki. Na ich wewnętrznej stronie zauważyłam
coś, co wyglądało jak dzwony. Na dole wyryty został napis, że dzwonki co
piętnaście minut dzwonią inną melodię. Niesamowite.
-Za długo tu stoimy. Pośpiesz się z tym podziwianiem.-
generała ponaglił mnie.
-Już, już.- powiedziałam na odczep się, ponieważ bardziej od
tego co mówił brunet, interesował mnie zamek. Dawno nie widziałam tak pięknej
konstrukcji. Dwupiętrowy budynek z masą licznych okienek, wieżyczek oraz rzeźb.
Wszystko razem tworzyło tak zwany artystyczny nieład. Przy okiennicach
powiewały flagi każdego z narodów. To dobry znak. Sprawnie weszliśmy po
schodach i elegancko zapukaliśmy w drzwi. Otworzył nam lokaj. Mężczyzna w
podeszłym wieku, siwy jak gołąb z trochę przerzedzonymi włosami, ale bardzo mądrymi oczami.
-Proszę za mną. – powiedział uprzejmie. Szliśmy za nim krok
w krok przez bardzo długi korytarz. Po
obu stronach czerwonego dywanu ( tak szliśmy po czerwonym dywanie) wznosiły się
marmurowe kolumny oddalone od siebie o co najmniej trzy metry. Było ich łącznie
dwadzieścia par. Każdą z nich pilnowała pusta zbroja. Przynajmniej tak myślałam
do czasu, gdy jedna z nich opuściła swoje stanowisko i otworzyła przed nami
drzwi. Zatrzymaliśmy się na szczeni schodów i staliśmy tak jak słupy soli, póki
herold nie poprosił nas o nazwiska.
-Państwa godność?- spytał. Kaspian szepnął mu coś na ucho.
Gruby facet uśmiechnął się pod nosem.
-Rozumiem. – chrząknął. Zebrani skierowali na nas swoje
spojrzenia. Wcale mnie to nie peszyło, dopóki mój mózg nie przetrawił słów
zapowiadającego.
-Generał Kaspian Montrose z narzeczoną, Julią Hunter.-
rozległy się głośne brawa. Powiedzcie mi, w którym momencie mojego życia
zaręczyłam się z NIM!? Postanowiłam nie robić mu scen na schodach, gdzie patrzy
na nas z uwielbieniem cała zgraja obcych i wpływowych osób. Kulturalnie zeszłam
po stopniach przyjmując gratulacje z okazji oświadczyn. Sztuczny uśmiech wręcz
nie schodził mi z ust. W końcu udało się nam spokojnie stanąć na uboczu przy
stoliku z przekąskami, a raczej ogromnymi ławami ułożonym wzdłuż dwóch ścian od
wejścia. Zastawiono je pieczonymi świniami, dzikami, kurczaki, duszonymi
kaczkami, grillowanymi rybami, kawiorem, sałatkami z czterech stron świata oraz
ciastami, ciasteczkami, babeczkami a
nawet czekoladkami.
-Coś ty najlepszego wymyślił?!- starałam się jak najciszej
krzyczeć.- Czemu podałeś nas jako narzeczeństwo? Wiesz ile z tego powodu możemy
mieć nieprzyjemności?- wysyczałam.
-Na przykład jakich?- spytał zadziornie.
-To, że teraz nic nie przychodzi mi do głowy to nie znaczy,
że możemy się czuć w pełni swobodnie. Nie mamy wyjścia i musimy udawać
parę do końca balu. Cieszysz się?-
fuknęłam.
-Tak.- uśmiechnął się. – Chcesz coś do picia?- zadał
pytanie.
-No.- odpowiedziałam ze skrzyżowanymi na piersiach rękami.
-Przyniosę ci coś. Zaczekaj tutaj.- polecił. Tak oto
zostałam sama. Nie umknęło to uwadze jednemu z gości. Podszedł do mnie i
zagadał
-Piękny wieczór.- był to rudowłosy mężczyzna o niebieskich
jak niebo oczach.
-Owszem. – odparłam. Mam wrażenie, że kiedyś go już
spotkałam. Chociaż nie wiem. Na pewno bym go zapamiętała. Jego twarzy nie da się
zapomnieć. Chłopak wyczuł, że go nie
pamiętam.
-Nadio, znowu o mnie zapomniałaś? – wzdrygnęłam się za
dźwięk własnego imienia. Nikt dawno się tak do mnie nie zwracał w miejscu
publicznym. –Ja za to rozpoznam cię w każdej sukni, makijażu oraz fałszywej
tożsamości.- uśmiechnął się blado. Czyli on naprawę mnie zna? Och pamiętam. To
brat Naito! Ale za nic w świcie nie przypomnę sobie jego imienia.
-Bo nigdy ci go nie podałem.- zaśmiał się. Zapomniałam, że
ten facet umie czytać w myślach. Rozejrzałam się po tańczącym na parkiecie
tłumie. Wśród kolorowych sukien i garniturów mieniących się przed moimi oczami,
nie mogłam dostrzec Kaspiana. Z tego co
się orientuję, to barek z napojami znajduję się po mojej prawej stronie. To właśnie
stamtąd powinien przyjść.
-Myślisz o swoim chłopaku?- spytał zaczepnie. Wzdrygnęła się, gdy przypominałam sobie co zrobił generał kiedy tańczyłam z innym.
-Lepiej jak sobie już pójdziesz. On jest bardzo zazdrosny.-
ostrzegłam.
-O mnie się nie martw.- upił łyczek swojego drinka. – O wilku
mowa.- wskazał palcem na nadchodzącego nastolatka.
-Wybacz, że kazałem ci tyle czekać. Proszę to twoje. – podał
mi kieliszek.
-Dzięki. – popatrzyłam na rudzielca. Stał tam, gdzie
wcześniej.
-Zatańczysz?- spytał.
-Nie.- odruchowo zaprzeczyłam. Czekałam na reakcje mojego
towarzysza ale on dziwnie na mnie popatrzył i zacytował
-Co „Nie”?- posłał mi zdziwione spojrzenie. Niebieskooki rozłożył
ramiona. Co to ma do cholery znaczyć?
-Nie widzisz go?- wypaliłam.
-Niby kogo? Dobrze się czujesz? Może masz gorączkę? Daj sprawdzę.-
przyłożył mi dłoń do czoła. Odsunęłam się. Kurcze jak tak dalej pójdzie to odeślą
mnie do czubków. Błądziłam wzrokiem po sali. Tłum nieco zmalał, co pozwoliło mi
na dostrzeżeniu Kai, oczywiście przy barze, z jakimś facetem. Szybko na niego wskazałam.
-Tam. Tego gościa. Nie wydaje ci się być podejrzany?
-Uspokój się. Kaja pewnie nacina go na drinka. Zatańczmy.-
odłożył szklankę i podał mi dłoń. Orkiestra zagrała walca wiedeńskiego. Przyłączyliśmy
się do tańczących gości. Zielonooki nieźle prowadził, a woda w sukni nie
chlupotała, co można było uznać za niemały wyczyn. Dałam ponieść się muzyce i
przetańczyłam kilka utworów. Zdyszani zajęliśmy miejsca przy suto zastawionym
stole. Nałożyłam sobie trochę kurczaka i zaczęłam go powoli skubać. Kaspian jak
nigdy wziął osobny talerz oraz nabrał porcję dla siebie. Byłam w nie małym
szoku. Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy
jak nigdy. Dawno nie czułam się tak swobodnie. Mogłam się zachowywać jak
chciałam, ponieważ tego wieczoru nie miałam „przypiętej etykietki księżniczki”
i tabloidy zupełnie się mną nie interesowały. Całkiem przez przypadek uniosłam
głowę do góry i ostrzegłam w tym całym zamieszaniu Elizabeth. Wokół niej zebrał
się tłum zbroi. Coś tu nie gra. Jej brat również przyglądał się całej sytuacji.
Już miałam wstać od ławy, ale nagle jak z podziemi zjawił się obok mnie ten
nieznajomy.
-Nie reaguj. Została zaproszona na audiencję do kanclerza
kraju ziemi. Facet ma jaja, że przyjmuje taką kobietę bez żadnej obstawy.-
cmoknął. Zignorowałam go. Dalej obserwowałam przyjaciółkę. Powoli wspięła się po
stopniach, potem skręciła w lewo i balkonem przeszła do pokoju maga ziemi. Nie widziałam
jak znika w drzwiach, ponieważ widok zasłonił mi jeden z wielu kryształowych żyrandoli
zwisających z sufitu. W naszą stronę, przez roztańczoną gromadę, przeciskała się
zdenerwowana zabójczyni.
-Czemu oni eskortowali królową?- spytała ze smutkiem w
głosie.
-W tej chwili ważą się losy powodzenia tej misji. Jedno jej potknięcie
i pozamiatane. – poinformowałam ją. Głośno przełknęła ślinę.
-Aha.- dodała.
-Z kim rozmawiałaś przy barze?- najwyraźniej ta kwestia
dręczyła nastolatka od dłuższego czasu, ponieważ wypalił ni w pięć, ni w
dziesięć. Białowłosa uniosła brew.
-Ja?- wskazała na siebie.-Z nikim. – wyparła się.
-Jak to? Przecież cię widzieliśmy.- rudzielec zaśmiał się.
-Jakiś mag wymazał jej pamięć. To się zdarza.
-Możliwe, że tamten mag mógł wymazać ci pamięć.- powtórzyłam
za niewidzialnym chłopakiem.
-Ale po co miałby to robić?!- oburzyła się.
-Nie wiem.- powiedziałam spokojnie. Rozglądnęłam się. –
Gdzie Feliks?- zadałam pytanie. W tłumie mignęła mi znajoma twarz.
-Poszedł się przewietrzyć.
-Dołączę do niego.
-Pójdziemy z tobą.- zadeklarowali się.
-Nie pamiętacie? Na balu się nie znamy.- nie czekając na odpowiedź
wyszłam na zamkowy korytarz. Również tutaj roiło się od ludzi. Nie mogłam
wyzbyć się wrażenia, że ktoś mnie śledzi. Przyspieszyłam kroku i wypadłam na
podwórze. Pod jednym z filarów stał Płomień wpatrzony w gwiazdy. Nawet nie wiem, kiedy zaszło słońce. Podeszłam do chłopaka.
-Cześć.- przywitałam się.
-Hej.- z jego ust wydobył się nikotynowy dym.
-Palisz?- spytałam.
-Tak. –westchnął. Rzucił niedopałek na ziemię i rozdeptał go
butem. –Wiem co powiesz…
-Nic nie powiem, bo wiem jak na magów ognia działa tytoń. On
was wzmacnia, za to w szybkim tempie zabija magów powierza, nie wspominając o
normalnych ludziach.
-Ty przynajmniej się orientujesz w tych sprawach. Gdy Kaja
usłyszała, że palę, to prawie wydrapała mnie zabiła.
-Przesadzasz.- machnęłam dłonią.
-Nie.- zaśmiał się i podwiną rękaw. Zobaczyłam świeżą, źle
gojącą się ranę.
-Matko! Czemu wcześniej tego nie pokazałeś?! – przywołałam do
siebie trochę wody i wyleczyłam te potworne zadrapania. –Gotowe.
-Dzięki. Nie chciałem sprawić kłopotu.
-Nie wygłupiaj się. – wyciągnął z kieszonki marynarki
pudełeczko z papierosami.
-Chcesz?
-Nie, dzięki.- pokręciłam głowom. Plac rozbrzmiał melodią
dzwoneczków. Jakby na sygnał, z zamku wyszło kilka zbroi.
-Najwyraźniej kogoś szukają.- szepnął zmiennooki.
-Czemu odnoszę wrażenie, że mnie?- Feliks wypuścił dym
prosto w twarz jednemu ze strażników.
-Pani Julia Hunter?- głos mężczyzny odbijał się echem w
pustym pancerzu.
-Nie, kontrolowana kukło.- warknęłam.
-W takim razie pójdzie pani z nami.- złapali mnie za ręce i
poprowadzili wprost do pałacu.
-Co ode mnie chcenie?!- krzyknęłam.
-Kanclerz i królowa na panią czekają.- cholera. Na pewno coś
poszło nie tak!
***
Przepraszam was, ale Juki delikatnie nie wyrabia ze wszystkim, dlatego nie wiem kiedy coś dla nas narysuje. Jeżeli znajdziecie czas to może weźmiecie udział w ankiecie na ulubionego bohatera? ;)
https://plus.google.com/100474062569901777236/posts
***
Przepraszam was, ale Juki delikatnie nie wyrabia ze wszystkim, dlatego nie wiem kiedy coś dla nas narysuje. Jeżeli znajdziecie czas to może weźmiecie udział w ankiecie na ulubionego bohatera? ;)
https://plus.google.com/100474062569901777236/posts
3 komentarze:
Nie wiem co napisać bo wyczerpał mi sie zapas komplementów, wiec napisze kropkę
.
Mega, super, wow!
:3
Ciekawe co poszlo nie tak.. czekam
~Basia M
Prześlij komentarz