Translate

sobota, 17 października 2015

Rozdział XXVIII



Tak oto razem z moimi towarzyszami stanęliśmy przed wielką bramą Pallasu.
-Pamiętajcie, że wchodzimy para po parze w odstępach co najmniej pięciu minut. Nie więcej. Na balu nie znam żadnego z was. – kiwnęliśmy głowami na znak zgody. Nastolatka wzięła pod rękę Aazama i przekroczyła teren posesji. Czekaliśmy w napięciu na swoją kolej. Feliks co chwilę zerkał na zegarek. Kaja nerwowo przestępowała z nogi na nogę. Po upływie czasu, również i oni zniknęli za potężną, mosiężną bramą.
-Zostaliśmy sami.- powiedziałam.
-Tak.- odparł. Staliśmy w milczeniu. Generał kopał jakiś kamyczek, a ja strzepywałam niewidzialny kurz z sukni.
-Myślisz, że możemy?
-Tak.- złapałam jego ramię i z perfekcyjnie udawanym uśmiechem, zawitaliśmy na zamkowym podwórzu. Widok zapiera dech w piersiach. Jeżeli mi nie wierzycie, w każdej chwili możecie wybrać się do waszego Drezna w Niemczech, a zobaczycie to samo, co ja widzę w tym momencie. Ogromny, zamkowy plac zwieńczony czterema fontannami. Każda z nich piękna i wyjątkowa na swój sposób. Trawnik przecinały wybrukowane dróżki wybudowane równolegle do siebie. Rozglądnęłam się na boki. Po obu stronach pyszniły się kompleksy zamku. Biblioteki, jadalnie, pokoje i wiele innych miejsc godnych uwagi. Obróciłam się, aby lepiej przyjrzeć się wrotom,  które zaprosiły nas do tego pięknego świata jak z bajki. Na ich wewnętrznej stronie zauważyłam coś, co wyglądało jak dzwony. Na dole wyryty został napis, że dzwonki co piętnaście minut dzwonią inną melodię. Niesamowite.
-Za długo tu stoimy. Pośpiesz się z tym podziwianiem.- generała ponaglił mnie.
-Już, już.- powiedziałam na odczep się, ponieważ bardziej od tego co mówił brunet, interesował mnie zamek. Dawno nie widziałam tak pięknej konstrukcji. Dwupiętrowy budynek z masą licznych okienek, wieżyczek oraz rzeźb. Wszystko razem tworzyło tak zwany artystyczny nieład. Przy okiennicach powiewały flagi każdego z narodów. To dobry znak. Sprawnie weszliśmy po schodach i elegancko zapukaliśmy w drzwi. Otworzył nam lokaj. Mężczyzna w podeszłym wieku, siwy jak gołąb z trochę przerzedzonymi włosami, ale  bardzo mądrymi oczami.
-Proszę za mną. – powiedział uprzejmie. Szliśmy za nim krok w krok przez bardzo długi  korytarz. Po obu stronach czerwonego dywanu ( tak szliśmy po czerwonym dywanie) wznosiły się marmurowe kolumny oddalone od siebie o co najmniej trzy metry. Było ich łącznie dwadzieścia par. Każdą z nich pilnowała pusta zbroja. Przynajmniej tak myślałam do czasu, gdy jedna z nich opuściła swoje stanowisko i otworzyła przed nami drzwi. Zatrzymaliśmy się na szczeni schodów i staliśmy tak jak słupy soli, póki herold nie poprosił nas o nazwiska.
-Państwa godność?- spytał. Kaspian szepnął mu coś na ucho. Gruby facet uśmiechnął się pod nosem.
-Rozumiem. – chrząknął. Zebrani skierowali na nas swoje spojrzenia. Wcale mnie to nie peszyło, dopóki mój mózg nie przetrawił słów zapowiadającego.
-Generał Kaspian Montrose z narzeczoną, Julią Hunter.- rozległy się głośne brawa. Powiedzcie mi, w którym momencie mojego życia zaręczyłam się z NIM!? Postanowiłam nie robić mu scen na schodach, gdzie patrzy na nas z uwielbieniem cała zgraja obcych i wpływowych osób. Kulturalnie zeszłam po stopniach przyjmując gratulacje z okazji oświadczyn. Sztuczny uśmiech wręcz nie schodził mi z ust. W końcu udało się nam spokojnie stanąć na uboczu przy stoliku z przekąskami, a raczej ogromnymi ławami ułożonym wzdłuż dwóch ścian od wejścia. Zastawiono je pieczonymi świniami, dzikami, kurczaki, duszonymi kaczkami, grillowanymi rybami, kawiorem, sałatkami z czterech stron świata oraz ciastami, ciasteczkami, babeczkami  a nawet czekoladkami.
-Coś ty najlepszego wymyślił?!- starałam się jak najciszej krzyczeć.- Czemu podałeś nas jako narzeczeństwo? Wiesz ile z tego powodu możemy mieć nieprzyjemności?- wysyczałam.
-Na przykład jakich?- spytał zadziornie.
-To, że teraz nic nie przychodzi mi do głowy to nie znaczy, że możemy się czuć w pełni swobodnie. Nie mamy wyjścia i musimy udawać parę  do końca balu. Cieszysz się?- fuknęłam.
-Tak.- uśmiechnął się. – Chcesz coś do picia?- zadał pytanie.
-No.- odpowiedziałam ze skrzyżowanymi na piersiach rękami.
-Przyniosę ci coś. Zaczekaj tutaj.- polecił. Tak oto zostałam sama. Nie umknęło to uwadze jednemu z gości. Podszedł do mnie i zagadał
-Piękny wieczór.- był to rudowłosy mężczyzna o niebieskich jak niebo oczach.
-Owszem. – odparłam. Mam wrażenie, że kiedyś go już spotkałam. Chociaż nie wiem. Na pewno bym go zapamiętała. Jego twarzy nie da się zapomnieć. Chłopak  wyczuł, że go nie pamiętam.
-Nadio, znowu o mnie zapomniałaś? – wzdrygnęłam się za dźwięk własnego imienia. Nikt dawno się tak do mnie nie zwracał w miejscu publicznym. –Ja za to rozpoznam cię w każdej sukni, makijażu oraz fałszywej tożsamości.- uśmiechnął się blado. Czyli on naprawę mnie zna? Och pamiętam. To brat Naito! Ale za nic w świcie nie przypomnę sobie jego imienia.  
-Bo nigdy ci go nie podałem.- zaśmiał się. Zapomniałam, że ten facet umie czytać w myślach. Rozejrzałam się po tańczącym na parkiecie tłumie. Wśród kolorowych sukien i garniturów mieniących się przed moimi oczami, nie mogłam dostrzec  Kaspiana. Z tego co się orientuję, to barek z napojami znajduję się po mojej prawej stronie. To właśnie stamtąd powinien przyjść.
-Myślisz o swoim chłopaku?- spytał zaczepnie. Wzdrygnęła się, gdy przypominałam sobie co zrobił generał kiedy tańczyłam z innym.
-Lepiej jak sobie już pójdziesz. On jest bardzo zazdrosny.- ostrzegłam.
-O mnie się nie martw.- upił łyczek swojego drinka. – O wilku mowa.- wskazał palcem na nadchodzącego nastolatka.
-Wybacz, że kazałem ci tyle czekać. Proszę to twoje. – podał mi kieliszek.
-Dzięki. – popatrzyłam na rudzielca. Stał tam, gdzie wcześniej.
-Zatańczysz?- spytał.
-Nie.- odruchowo zaprzeczyłam. Czekałam na reakcje mojego towarzysza ale on dziwnie na mnie popatrzył i zacytował
-Co „Nie”?- posłał mi zdziwione spojrzenie. Niebieskooki rozłożył ramiona. Co to ma do cholery znaczyć?
-Nie widzisz go?- wypaliłam.
-Niby kogo? Dobrze się czujesz? Może masz gorączkę? Daj sprawdzę.- przyłożył mi dłoń do czoła. Odsunęłam się. Kurcze jak tak dalej pójdzie to odeślą mnie do czubków. Błądziłam wzrokiem po sali. Tłum nieco zmalał, co pozwoliło mi na dostrzeżeniu Kai, oczywiście przy barze, z jakimś facetem. Szybko na niego wskazałam.
-Tam. Tego gościa. Nie wydaje ci się być podejrzany?
-Uspokój się. Kaja pewnie nacina go na drinka. Zatańczmy.- odłożył szklankę i podał mi dłoń. Orkiestra zagrała walca wiedeńskiego. Przyłączyliśmy się do tańczących gości. Zielonooki nieźle prowadził, a woda w sukni nie chlupotała, co można było uznać za niemały wyczyn. Dałam ponieść się muzyce i przetańczyłam kilka utworów. Zdyszani zajęliśmy miejsca przy suto zastawionym stole. Nałożyłam sobie trochę kurczaka i zaczęłam go powoli skubać. Kaspian jak nigdy wziął osobny talerz oraz nabrał porcję dla siebie. Byłam w nie małym szoku. Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Śmialiśmy się i wygłupialiśmy jak nigdy. Dawno nie czułam się tak swobodnie. Mogłam się zachowywać jak chciałam, ponieważ tego wieczoru nie miałam „przypiętej etykietki księżniczki” i tabloidy zupełnie się mną nie interesowały. Całkiem przez przypadek uniosłam głowę do góry i ostrzegłam w tym całym zamieszaniu Elizabeth. Wokół niej zebrał się tłum zbroi. Coś tu nie gra. Jej brat również przyglądał się całej sytuacji. Już miałam wstać od ławy, ale nagle jak z podziemi zjawił się obok mnie ten nieznajomy.
-Nie reaguj. Została zaproszona na audiencję do kanclerza kraju ziemi. Facet ma jaja, że przyjmuje taką kobietę bez żadnej obstawy.- cmoknął. Zignorowałam go. Dalej obserwowałam przyjaciółkę. Powoli wspięła się po stopniach, potem skręciła w lewo i balkonem przeszła do pokoju maga ziemi. Nie widziałam jak znika w drzwiach, ponieważ widok zasłonił mi jeden z wielu kryształowych żyrandoli zwisających z sufitu. W naszą stronę, przez roztańczoną gromadę, przeciskała się zdenerwowana zabójczyni.
-Czemu oni eskortowali królową?- spytała ze smutkiem w głosie.
-W tej chwili ważą się losy powodzenia tej misji. Jedno jej potknięcie i pozamiatane. – poinformowałam ją. Głośno przełknęła ślinę.
-Aha.- dodała.
-Z kim rozmawiałaś przy barze?- najwyraźniej ta kwestia dręczyła nastolatka od dłuższego czasu, ponieważ wypalił ni w pięć, ni w dziesięć.  Białowłosa uniosła brew.
-Ja?- wskazała na siebie.-Z nikim. – wyparła się.
-Jak to? Przecież cię widzieliśmy.- rudzielec zaśmiał się.
-Jakiś mag wymazał jej pamięć. To się zdarza.
-Możliwe, że tamten mag mógł wymazać ci pamięć.- powtórzyłam za niewidzialnym chłopakiem.
-Ale po co miałby to robić?!- oburzyła się.
-Nie wiem.- powiedziałam spokojnie. Rozglądnęłam się. – Gdzie Feliks?- zadałam pytanie. W tłumie mignęła mi znajoma twarz.
-Poszedł się przewietrzyć.
-Dołączę do niego.
-Pójdziemy z tobą.- zadeklarowali się.
-Nie pamiętacie? Na balu się nie znamy.- nie czekając na odpowiedź wyszłam na zamkowy korytarz. Również tutaj roiło się od ludzi. Nie mogłam wyzbyć się wrażenia, że ktoś mnie śledzi. Przyspieszyłam kroku i wypadłam na podwórze. Pod jednym z filarów stał Płomień wpatrzony w gwiazdy. Nawet nie wiem, kiedy zaszło słońce. Podeszłam do chłopaka.
-Cześć.- przywitałam się.
-Hej.- z jego ust wydobył się nikotynowy dym.
-Palisz?- spytałam.
-Tak. –westchnął. Rzucił niedopałek na ziemię i rozdeptał go butem. –Wiem co powiesz…
-Nic nie powiem, bo wiem jak na magów ognia działa tytoń. On was wzmacnia, za to w szybkim tempie zabija magów powierza, nie wspominając o normalnych ludziach.
-Ty przynajmniej się orientujesz w tych sprawach. Gdy Kaja usłyszała, że palę, to prawie wydrapała mnie zabiła.
-Przesadzasz.- machnęłam dłonią.
-Nie.- zaśmiał się i podwiną rękaw. Zobaczyłam świeżą, źle gojącą się ranę.
-Matko! Czemu wcześniej tego nie pokazałeś?! – przywołałam do siebie trochę wody i wyleczyłam te potworne zadrapania. –Gotowe.
-Dzięki. Nie chciałem sprawić kłopotu.
-Nie wygłupiaj się. – wyciągnął z kieszonki marynarki pudełeczko z papierosami.
-Chcesz?
-Nie, dzięki.- pokręciłam głowom. Plac rozbrzmiał melodią dzwoneczków. Jakby na sygnał, z zamku wyszło kilka zbroi.
-Najwyraźniej kogoś szukają.- szepnął zmiennooki.
-Czemu odnoszę wrażenie, że mnie?- Feliks wypuścił dym prosto w twarz jednemu ze strażników.
-Pani Julia Hunter?- głos mężczyzny odbijał się echem w pustym pancerzu.
-Nie, kontrolowana kukło.- warknęłam.
-W takim razie pójdzie pani z nami.- złapali mnie za ręce i poprowadzili wprost do pałacu.
-Co ode mnie chcenie?!- krzyknęłam.
-Kanclerz i królowa na panią czekają.- cholera. Na pewno coś poszło nie tak!


***

Przepraszam was, ale Juki delikatnie nie wyrabia ze wszystkim, dlatego nie wiem kiedy coś dla nas narysuje. Jeżeli znajdziecie czas to może weźmiecie udział w ankiecie na ulubionego bohatera? ;)
https://plus.google.com/100474062569901777236/posts 

3 komentarze:

Unknown pisze...

Nie wiem co napisać bo wyczerpał mi sie zapas komplementów, wiec napisze kropkę
.

Anonimowy pisze...

Mega, super, wow!
:3

Anonimowy pisze...

Ciekawe co poszlo nie tak.. czekam
~Basia M