Kaja
Ktoś się zbliżał. Nie mógł to być Albert, ponieważ on
porusza się na skuterze. Jego żona całymi dniami przesiaduje na recepcji tępo
gapiąc się w jeden punkt. Więc kto mógłby to być? W jaskini panował niebywały
odór, ale potęgował się wraz ze zbliżającą postacią. W końcu naszym oczom
ukazał się smukły, wysoki mężczyzna. Miał na sobie czarną, ciepłą kurtkę,
spodnie, buty górskie oraz czapkę. Pod spodem nosił golf, ponieważ jego twarz
była całkowicie zasłonięta kołnierzem. Widziałam tylko jego oczy. Piękne, żółte
oczy.
-Cześć.- pomachał nam. Zauważyłam rękawiczki na jego
dłoniach.- Nazywam się Aron Grant. Będę waszym opiekunem do końca waszego
pobytu w naszym „uroczym” pensjonacie.
-Mam do ciebie trzy pytania.- pokazałam trzy palce.- Po
pierwsze, kiedy możemy spotkać się z naszymi przyjaciółmi. Po drugie, czemu
jesteś tak ubrany i po trzecie, słyszałeś o prysznicu?- on chyba mnie nie
polubi. Włączył ogrzewanie oraz światło. Nareszcie coś widziałam. Podszedł do
nas. Przykucnął tuż przede mną.
-Spotkacie się z nimi podczas kolacji, chodzę tak ubrany,
ponieważ wasze żołądki mogłyby nie znieść mojego widoku i tak wiem co to
prysznic.- wstał i odszedł. Usiadł za biurkiem recepcjonisty i zaczął
przeglądać gazetę. Mimo wolnie spojrzałam na Naito. Z zaciekawieniem przyglądał
się chłopakowi.
-Nasza przyjaciółka jest tkaczem. Może ci pomóc.- wypalił. Niby
w czym mogłaby pomóc mu Nadia? – Cena za pomoc to nasza wolność. Jesteś w
stanie ją zapłacić?- w oczach Arona pojawiła się iskierka nadziei, która
niestety szybko zgasła.
-Gdyby była prawdziwym tkaczem, to byście tu nie siedzieli.-
białowłosy wstał i oparł się przedramieniem o kraty.
-Wiesz, ona jest w fazie treningu ale szybko się uczy i
mogłaby wyleczyć twoją przypadłość. -żółtooki gwałtownie wstał. Krzesło z hukiem
opadło na podłogę.
-Skąd o tym wiesz?!- krzyknął.
-Jaja sobie robisz. Smrodu nie zamaskujesz nawet
najdroższymi perfumami.- powiedział z pogardą ale na jego twarzy malowało się
współczucie.
-Czy ty wiesz co ja przechodzę?! Wszytko mnie piecze, swędzi,
drapie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile razy próbowałem się zabić?!-
podbiegł do nas i ściągnął czapkę. Cisnął ją w kąt pomieszczenia. –Patrz! To
cena za to, że chciałem wrócić do domu!- prawie zwymiotowałam. Na jego głowie
nie było prawie żadnego włosa. Już dawno zgniły lub wypadły. Jego czaszka była
rozłupana na kilka części. Rany okropnie się jadziły. –Nie wiem co bym nie
robił, one i tak się nie zagoją! Byłem taki jak wy. Przyszedłem tu sam.
Zwiedzałem świat, cieszyłem się życiem. Po drodze trafiłem do tego piekła. Nie
wytrzymałem i usiłowałam się zabić. Podczas prac polowych rozłupałem sobie
głowę siekierą, ale te demony wskrzesiły mnie. Moja dusza jest nieśmiertelna.
Ciało stało się dla niej pułapką. Ono umiera, rozkłada się. Wszystkie rany
jakie sobie zadam, pozostają. Próbowałem się utopić, spalić, zadźgać. Wypiłem
nawet płyn do mycia kibla i nic.- po jego policzkach zaczęły spływać łzy.
Trener uważnie przyglądał się chodzącemu zombie. Westchnął głęboko.
-Też jestem tkaczem i wiem doskonale jak ci pomóc. – chłopak
padł na kolana.
-Błagam zrób to! Spełnię każde twoje żądanie.
-Na początek zabierz nas na obiad z przyjaciółmi.
Nadia
Nawet nie wiecie jak
ulżyło mi na widok naszych przyjaciół. Byli cali i zdrowi. Pojawili się w jadali
w towarzystwie jakiegoś gościa. Od razu pobudził moją ciekawość. Natychmiast zorientowałam
się co kryję się pod golfem. Rozkładające się ciało. Wszyscy dosiedli się do
nas.
-To jest Aron Grant. Ma za zadanie zajmować się nami, kiedy
jesteśmy na dole.- Naito przedstawił chłopaka.
-Cześć. -przywitał się.
-Jesteś pewien, że jest po naszej stronie?- spytałam.
-Tak.- odpowiedział.- On potrzebuje naszej pomocy, a my
jego. Dzięki niemu będziemy w stanie się stąd wydostać.
-Niby jak?- pyta wojskowy.
-Tego jeszcze nie wiedzą.- poirytowana Kaja znęcała się nad
swoim stekiem.
-Aronie, czy jest możliwość wyjścia na zewnątrz?- królowa spojrzała
na mężczyznę.
-Oczywiście, goście mogą iść na spacer, kiedy się to im
tylko podoba, ale pod ich opieką oraz ze specjalnymi bransoletami na rękach.-
odrobinę uniósł rękaw do góry. Na jego nadgarstku połyskiwała metalowa obręcz.
-Po co nam ona?- zdziwiłam się.
-Samo to miejsce hamuje wasze moce. Nie zauważyliście? Cały dom
zrobiony jest z tego materiału. Na dwór możecie wyjść z jego kawałkiem przy
sobie. Wtedy mają pewność, że im nie uciekniecie.
-Pokaż mi to.- Kaspian ujął dłoń Arona. Mag ziemi oglądnął
ją z każdej strony. Zapukał w nią kilka razy i bransoleta z brzdękiem upadła na
stół. Nastolatek podniósł ją i ponownie założył na nadgarstek strażnika.
-Teraz lekko ją złączę. Możesz ją w każdej chwili zerwać i
uciec.- oznajmił brunet. Grant był w szoku.
-Ale za szybko się z nią uporałeś. Normalny mag by tego nie
zdjął.
-Mój brat jest anormalny. Już się do tego przyzwyczailiśmy. –
generał uderzył siostrę.
-Au!
-To nie jest metal, tylko rodzaj jakiejś skały. Pierwszy raz
ją widzę, ale ma identyczny skład jak ta kolumna. W tym nas nie okłamałeś.-
syknął.
-Kaspian!- zawołałam.
-Co! Nie ufam mu. Miłosierny samarytanin się znalazł!
-Ciszej matole!- pierwszy raz Naito wrzasnął.- Uspokój się i
przyjmij jego pomoc. To prawda nie działa bezinteresowni. Powiedziałem mu, że Nadia
go uleczy.
-To prawda. Mogę jeszcze go posklejać go kupy.- pokiwałam
głową.
-Cieszę się na twoje słowa.- żółtooki dotknął mojej dłoni. Przeszły
mnie ciarki. Zobaczyłam jego wszystkie rany, urazy wewnętrzne, krwotoki,
złamania. Mimo woli odsunęłam dłoń, ale nie z obrzydzenia tylko współczucia. Ile
tan człowiek wycierpiał.
-Słuchajcie, musimy doprowadzić do sytuacji, w której
wszyscy będziemy na zewnątrz w tym samym czasie. Przed tym wydarzeniem musimy
zdobyć obręcze. Kaspian poluzuje je nam przed spotkaniem i gotowe. Na umówiony
sygnał zrywamy je i uciekamy. Każdy w inną stronę. Rozumiecie?- plan Elizy nie
był jakiś wspaniały, ale jedyny jaki mieliśmy.
-Zamienimy się?- spytał Kaspian.
-Tak. – odparła królowa. –Panie Albercie!- zawołała.
-Słucham panienko.- wjechał przez ogromne drzwi jadalni.
-W waszym regulaminie nie zauważyłam podpunktu o zamianie miejsc z naszymi przyjaciółmi. Dziś
oni śpią w naszym pokoju, a my w ich. Będziemy się zamieniać codziennie podczas
obiadu.- uśmiechnęła się zalotnie. Facet zrobił się czerwony. Zaraz jednak się opanował.
-Tak, tego nie ma w regulaminie.- wydyszał.
-Wspaniale!- nastolatka klasnęła w dłonie. –Mógłby pan nas
zaprowadzić do naszego nowego lokum.- ten dobrze mi znany uśmiech kobiety, nawet
temu demonowi zmroził krew w żyłach. Spojrzał
na nią z nienawiścią.
-Proszę za mną.-warknął. Powędrowaliśmy za gospodarzem. Poprowadził
nas schodami w dół. Wyjął klucz i przekręcił go w zamku. Staliśmy przed
wejściem.
-Ale tu śmierdzi!- zielonooki zatkał nos.- Gorzej niż Aron!
-Zapamiętam to sobie.- zagroził dotknięty chłopak.
-To jest korytarz, w którym mieszkają wszyscy, którzy
sprzeciwili się naszemu regulaminowi.- gdy tylko przekroczyliśmy próg, wołania
o pomoc, które słyszałam wcześniej, zwaliły mnie z nóg.
-Nadia!- Kaspian natychmiast pomógł mi wstać. –Nic ci nie
jest?- złapał mnie za ramiona.
-Nie…- powiedziałam. Skupiłam się na głosach. Teraz dokładnie
słyszałam każde słowo. Głowa pękała mi od natłoku myśli własnych i osób, które
tu zmarły. Jako tkacz nie mogłam przejść
koło nich obojętnie. Dotknęłam pierwszego szkieletu. Zobaczyłam historię
młodego człowieka, który zatrzymał się w tym hotelu raz ze swoją ciężarną żoną.
Poświęcił się za ich wolność. Ciekawe czy jego krewni jeszcze żyją. To straszne
żyć ze świadomością, że mężczyzna którego kochasz, umiera w samotności w
lochach jakiegoś domostwa, a ty nie możesz nic z tym zrobić. Ta bezradność zabija.
Momentalnie znalazłam się pod drzewem. Siedział tam owy mężczyzna.
-Dzień dobry.- przywitałam się niepewnie. Uśmiechnął się w
odpowiedzi.
-Dziękuję. Dzięki tobie wyrwałem się stamtąd. Mam na imię
Mateusz.- podszedł do mnie i ścisnął moją dłoń.
-Nie ma za co.- uśmiechnęłam się, ledwo powstrzymując łzy. Gałąź
ugięła się w moją stronę. Zerwałam liść i podłam go mężczyźnie.
-To twój bilet do wolności. Chodź, zaprowadzę cie
tam.-przeszliśmy białym, ogromnym chodnikiem. Jak zawsze po obu stronach drogi
rozpościerały się wspomnienia zmarłego. Wolałam na nie nie patrzeć. Szybko przeszliśmy przez jego życie. Ostania scena to jego samotna śmierć w lochu
pod pensjonatem. Droga nagle się skończyła. Nic więcej nie widziałam. Tylko
białą przestrzeń.
-Niesamowite.- powiedział i wyciągnął dłoń w nicość.
-Niebo też jest niesamowite? –spytałam w zamyśleniu. –Pytam,
bo nie wiedzę niczego poza tą drogą. Dla mnie to biała pustka, a mój przyjaciel
powiedział, że jest piękne.- chłopak uniósł głowę. Uśmiechnął się.
-Faktycznie jest piękne, ale nie umiem tego opisać.- zamyślił
się.- Wygląda jak zbiorowisko mgiełek w różnych kolorach.
-A co widzisz przed sobą?
-Żonę i córeczkę w naszym mieszkaniu, w Kraju Ognia. Dziękuję
ci za wszystko z całego serca ale pozwól mi już odejść.
-Zgnieć liść i posyp się nim.- natychmiast wykonał polecenie
i zniknął. Rozpłynął się na moich oczach. Wróciłam do korytarza. Szkielet Mateusza
zmieniał się w złoty pył.
-Kobieto, coś ty narobiła?!- wrzasnął Albert.
-Pomogłam mu.
-Zniszczyłaś mój najlepszy eksponat. Wiesz ile lat on
liczył?
-Nie.
-Dwieście piętnaście! Ty go zrujnowałaś, to ty zajmiesz jego
miejsce!
-Nie złamała regulaminu, więc nic nie możesz jej zrobić. Nawet
łańcuch na to nie zareagowały.-Aron znalazł się tuż przede mną. Zasłonił mnie
swoim ciałem. Dostał w twarz od pracodawcy.
-Zabierz ich do klatki. Ja muszę odpocząć.- zostaliśmy sami.
-Co to ma znaczyć, że „łańcuch nie zareagował”?- spytałam. Zanim
chłopak zdążył mi odpowiedzieć, przewodnicząca złapała jedną z kajdanek i
oglądała.
-Jest zaklęta. Ma jakby własną wolę. Wydaje się być strażnikiem
zasad. Łapie tych, którzy je złamią.
-Czyli mają własny rozum?- Kaspian skrzywił się.
-Najwyraźniej, w przeciwieństwie do ciebie braciszku.
-Więc mogę tu zostać i im pomóc?- spytałam z nadzieją.
-Jeżeli masz taką ochotę, to nie mam nic przeciwko.- opiekun
uśmiechnął się. Więzy z hukiem zwinęły się i schowały w ścianie. Korytarz skrócił
się o miejsce Mateusza.
-Intrygujące.- mruknęła blondynka. –Dobrze, zastań tu i im
pomóż, mu idziemy do celi. Dołącz do nas kiedy poczujesz zmęczenie. Pamiętaj,
tylko się nie przeciążaj.
-Tak, tak idźcie sobie.- pomachałam im i złapałam kolejną
kościstą dłoń.
1 komentarz:
Ciekawe jaką cenę płaci Nadia za pomaganie im... I ciekawe czy starczy jej sił na pomoc Aronowi... Twoja wypbraźnia jest świetna dziewczyno!
Prześlij komentarz