Translate

sobota, 16 stycznia 2016

Rozdział XL



Kaja
Ktoś się zbliżał. Nie mógł to być Albert, ponieważ on porusza się na skuterze. Jego żona całymi dniami przesiaduje na recepcji tępo gapiąc się w jeden punkt. Więc kto mógłby to być? W jaskini panował niebywały odór, ale potęgował się wraz ze zbliżającą postacią. W końcu naszym oczom ukazał się smukły, wysoki mężczyzna. Miał na sobie czarną, ciepłą kurtkę, spodnie, buty górskie oraz czapkę. Pod spodem nosił golf, ponieważ jego twarz była całkowicie zasłonięta kołnierzem. Widziałam tylko jego oczy. Piękne, żółte oczy.
-Cześć.- pomachał nam. Zauważyłam rękawiczki na jego dłoniach.- Nazywam się Aron Grant. Będę waszym opiekunem do końca waszego pobytu w naszym „uroczym” pensjonacie.
-Mam do ciebie trzy pytania.- pokazałam trzy palce.- Po pierwsze, kiedy możemy spotkać się z naszymi przyjaciółmi. Po drugie, czemu jesteś tak ubrany i po trzecie, słyszałeś o prysznicu?- on chyba mnie nie polubi. Włączył ogrzewanie oraz światło. Nareszcie coś widziałam. Podszedł do nas. Przykucnął tuż przede mną.
-Spotkacie się z nimi podczas kolacji, chodzę tak ubrany, ponieważ wasze żołądki mogłyby nie znieść mojego widoku i tak wiem co to prysznic.- wstał i odszedł. Usiadł za biurkiem recepcjonisty i zaczął przeglądać gazetę. Mimo wolnie spojrzałam na Naito. Z zaciekawieniem przyglądał się chłopakowi.
-Nasza przyjaciółka jest tkaczem. Może ci pomóc.- wypalił. Niby w czym mogłaby pomóc mu Nadia? – Cena za pomoc to nasza wolność. Jesteś w stanie ją zapłacić?- w oczach Arona pojawiła się iskierka nadziei, która niestety szybko zgasła.
-Gdyby była prawdziwym tkaczem, to byście tu nie siedzieli.- białowłosy wstał i oparł się przedramieniem o kraty.
-Wiesz, ona jest w fazie treningu ale szybko się uczy i mogłaby wyleczyć twoją przypadłość. -żółtooki gwałtownie wstał. Krzesło z hukiem opadło na podłogę.
-Skąd o tym wiesz?!- krzyknął.
-Jaja sobie robisz. Smrodu nie zamaskujesz nawet najdroższymi perfumami.- powiedział z pogardą ale na jego twarzy malowało się współczucie.
-Czy ty wiesz co ja przechodzę?! Wszytko mnie piecze, swędzi, drapie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile razy próbowałem się zabić?!- podbiegł do nas i ściągnął czapkę. Cisnął ją w kąt pomieszczenia. –Patrz! To cena za to, że chciałem wrócić do domu!- prawie zwymiotowałam. Na jego głowie nie było prawie żadnego włosa. Już dawno zgniły lub wypadły. Jego czaszka była rozłupana na kilka części. Rany okropnie się jadziły. –Nie wiem co bym nie robił, one i tak się nie zagoją! Byłem taki jak wy. Przyszedłem tu sam. Zwiedzałem świat, cieszyłem się życiem. Po drodze trafiłem do tego piekła. Nie wytrzymałem i usiłowałam się zabić. Podczas prac polowych rozłupałem sobie głowę siekierą, ale te demony wskrzesiły mnie. Moja dusza jest nieśmiertelna. Ciało stało się dla niej pułapką. Ono umiera, rozkłada się. Wszystkie rany jakie sobie zadam, pozostają. Próbowałem się utopić, spalić, zadźgać. Wypiłem nawet płyn do mycia kibla i nic.- po jego policzkach zaczęły spływać łzy. Trener uważnie przyglądał się chodzącemu zombie. Westchnął głęboko.
-Też jestem tkaczem i wiem doskonale jak ci pomóc. – chłopak padł na kolana.
-Błagam zrób to! Spełnię każde twoje żądanie.
-Na początek zabierz nas na obiad z przyjaciółmi.
Nadia
 Nawet nie wiecie jak ulżyło mi na widok naszych przyjaciół. Byli cali i zdrowi. Pojawili się w jadali w towarzystwie jakiegoś gościa. Od razu pobudził moją ciekawość. Natychmiast zorientowałam się co kryję się pod golfem. Rozkładające się ciało. Wszyscy dosiedli się do nas.
-To jest Aron Grant. Ma za zadanie zajmować się nami, kiedy jesteśmy na dole.- Naito przedstawił chłopaka.
-Cześć. -przywitał się.
-Jesteś pewien, że jest po naszej stronie?- spytałam.
-Tak.- odpowiedział.- On potrzebuje naszej pomocy, a my jego. Dzięki niemu będziemy w stanie się stąd wydostać.
-Niby jak?- pyta wojskowy.
-Tego jeszcze nie wiedzą.- poirytowana Kaja znęcała się nad swoim stekiem.
-Aronie, czy jest możliwość wyjścia na zewnątrz?- królowa spojrzała na mężczyznę.
-Oczywiście, goście mogą iść na spacer, kiedy się to im tylko podoba, ale pod ich opieką oraz ze specjalnymi bransoletami na rękach.- odrobinę uniósł rękaw do góry. Na jego nadgarstku połyskiwała metalowa obręcz.
-Po co nam ona?- zdziwiłam się.
-Samo to miejsce hamuje wasze moce. Nie zauważyliście? Cały dom zrobiony jest z tego materiału. Na dwór możecie wyjść z jego kawałkiem przy sobie. Wtedy mają pewność, że im nie uciekniecie.
-Pokaż mi to.- Kaspian ujął dłoń Arona. Mag ziemi oglądnął ją z każdej strony. Zapukał w nią kilka razy i bransoleta z brzdękiem upadła na stół. Nastolatek podniósł ją i ponownie założył na nadgarstek strażnika.
-Teraz lekko ją złączę. Możesz ją w każdej chwili zerwać i uciec.- oznajmił brunet. Grant był w szoku.
-Ale za szybko się z nią uporałeś. Normalny mag by tego nie zdjął.
-Mój brat jest anormalny. Już się do tego przyzwyczailiśmy. – generał uderzył siostrę.
-Au!
-To nie jest metal, tylko rodzaj jakiejś skały. Pierwszy raz ją widzę, ale ma identyczny skład jak ta kolumna. W tym nas nie okłamałeś.- syknął.
-Kaspian!- zawołałam.
-Co! Nie ufam mu. Miłosierny samarytanin się znalazł!
-Ciszej matole!- pierwszy raz Naito wrzasnął.- Uspokój się i przyjmij jego pomoc. To prawda nie działa bezinteresowni. Powiedziałem mu, że Nadia go uleczy.
-To prawda. Mogę jeszcze go posklejać go kupy.- pokiwałam głową.
-Cieszę się na twoje słowa.- żółtooki dotknął mojej dłoni. Przeszły mnie ciarki. Zobaczyłam jego wszystkie rany, urazy wewnętrzne, krwotoki, złamania. Mimo woli odsunęłam dłoń, ale nie z obrzydzenia tylko współczucia. Ile tan człowiek wycierpiał.
-Słuchajcie, musimy doprowadzić do sytuacji, w której wszyscy będziemy na zewnątrz w tym samym czasie. Przed tym wydarzeniem musimy zdobyć obręcze. Kaspian poluzuje je nam przed spotkaniem i gotowe. Na umówiony sygnał zrywamy je i uciekamy. Każdy w inną stronę. Rozumiecie?- plan Elizy nie był jakiś wspaniały, ale jedyny jaki mieliśmy.
-Zamienimy się?- spytał Kaspian.
-Tak. – odparła królowa. –Panie Albercie!- zawołała.
-Słucham panienko.- wjechał przez ogromne drzwi jadalni.
-W waszym regulaminie nie zauważyłam podpunktu  o zamianie miejsc z naszymi przyjaciółmi. Dziś oni śpią w naszym pokoju, a my w ich. Będziemy się zamieniać codziennie podczas obiadu.- uśmiechnęła się zalotnie. Facet zrobił się czerwony. Zaraz jednak się opanował.
-Tak, tego nie ma w regulaminie.- wydyszał.
-Wspaniale!- nastolatka klasnęła w dłonie. –Mógłby pan nas zaprowadzić do naszego nowego lokum.- ten dobrze mi znany uśmiech kobiety, nawet temu demonowi zmroził krew w żyłach.  Spojrzał na nią z nienawiścią.
-Proszę za mną.-warknął. Powędrowaliśmy za gospodarzem. Poprowadził nas schodami w dół. Wyjął klucz i przekręcił go w zamku. Staliśmy przed wejściem.
-Ale tu śmierdzi!- zielonooki zatkał nos.- Gorzej niż Aron!
-Zapamiętam to sobie.- zagroził dotknięty chłopak.
-To jest korytarz, w którym mieszkają wszyscy, którzy sprzeciwili się naszemu regulaminowi.- gdy tylko przekroczyliśmy próg, wołania o pomoc, które słyszałam wcześniej, zwaliły mnie z nóg.
-Nadia!- Kaspian natychmiast pomógł mi wstać. –Nic ci nie jest?- złapał mnie za ramiona.
-Nie…- powiedziałam. Skupiłam się na głosach. Teraz dokładnie słyszałam każde słowo. Głowa pękała mi od natłoku myśli własnych i osób, które tu zmarły.  Jako tkacz nie mogłam przejść koło nich obojętnie. Dotknęłam pierwszego szkieletu. Zobaczyłam historię młodego człowieka, który zatrzymał się w tym hotelu raz ze swoją ciężarną żoną. Poświęcił się za ich wolność. Ciekawe czy jego krewni jeszcze żyją. To straszne żyć ze świadomością, że mężczyzna którego kochasz, umiera w samotności w lochach jakiegoś domostwa, a ty nie możesz nic z tym zrobić. Ta bezradność zabija. Momentalnie znalazłam się pod drzewem. Siedział tam owy mężczyzna.
-Dzień dobry.- przywitałam się niepewnie. Uśmiechnął się w odpowiedzi.
-Dziękuję. Dzięki tobie wyrwałem się stamtąd. Mam na imię Mateusz.- podszedł do mnie i ścisnął moją dłoń.
-Nie ma za co.- uśmiechnęłam się, ledwo powstrzymując łzy. Gałąź ugięła się w moją stronę. Zerwałam liść i podłam go mężczyźnie.
-To twój bilet do wolności. Chodź, zaprowadzę cie tam.-przeszliśmy białym, ogromnym chodnikiem. Jak zawsze po obu stronach drogi rozpościerały się wspomnienia zmarłego. Wolałam na nie nie patrzeć.  Szybko przeszliśmy przez jego życie.  Ostania scena to jego samotna śmierć w lochu pod pensjonatem. Droga nagle się skończyła. Nic więcej nie widziałam. Tylko białą przestrzeń.
-Niesamowite.- powiedział i wyciągnął dłoń w nicość.
-Niebo też jest niesamowite? –spytałam w zamyśleniu. –Pytam, bo nie wiedzę niczego poza tą drogą. Dla mnie to biała pustka, a mój przyjaciel powiedział, że jest piękne.- chłopak uniósł głowę. Uśmiechnął się.
-Faktycznie jest piękne, ale nie umiem tego opisać.- zamyślił się.- Wygląda jak zbiorowisko mgiełek w różnych kolorach.
-A co widzisz przed sobą?
-Żonę i córeczkę w naszym mieszkaniu, w Kraju Ognia. Dziękuję ci za wszystko z całego serca ale pozwól mi już odejść.
-Zgnieć liść i posyp się nim.- natychmiast wykonał polecenie i zniknął. Rozpłynął się na moich oczach. Wróciłam do korytarza. Szkielet Mateusza zmieniał się w złoty pył.
-Kobieto, coś ty narobiła?!- wrzasnął Albert.
-Pomogłam mu.
-Zniszczyłaś mój najlepszy eksponat. Wiesz ile lat on liczył?
-Nie.
-Dwieście piętnaście! Ty go zrujnowałaś, to ty zajmiesz jego miejsce!
-Nie złamała regulaminu, więc nic nie możesz jej zrobić. Nawet łańcuch na to nie zareagowały.-Aron znalazł się tuż przede mną. Zasłonił mnie swoim ciałem. Dostał w twarz od pracodawcy.
-Zabierz ich do klatki. Ja muszę odpocząć.- zostaliśmy sami.
-Co to ma znaczyć, że „łańcuch nie zareagował”?- spytałam. Zanim chłopak zdążył mi odpowiedzieć, przewodnicząca złapała jedną z kajdanek i oglądała.
-Jest zaklęta. Ma jakby własną wolę. Wydaje się być strażnikiem zasad. Łapie tych, którzy je złamią.
-Czyli mają własny rozum?- Kaspian skrzywił się.
-Najwyraźniej, w przeciwieństwie do ciebie braciszku.
-Więc mogę tu zostać i im pomóc?- spytałam z nadzieją.
-Jeżeli masz taką ochotę, to nie mam nic przeciwko.- opiekun uśmiechnął się. Więzy z hukiem zwinęły się i schowały w ścianie. Korytarz skrócił się o miejsce Mateusza.
-Intrygujące.- mruknęła blondynka. –Dobrze, zastań tu i im pomóż, mu idziemy do celi. Dołącz do nas kiedy poczujesz zmęczenie. Pamiętaj, tylko się nie przeciążaj.
-Tak, tak idźcie sobie.- pomachałam im i złapałam kolejną kościstą dłoń.  

1 komentarz:

Unknown pisze...

Ciekawe jaką cenę płaci Nadia za pomaganie im... I ciekawe czy starczy jej sił na pomoc Aronowi... Twoja wypbraźnia jest świetna dziewczyno!