Nadia
Droga nie należała do najprzyjemniejszych. Wyboista,
dziurawa oraz prawie nie widoczna. Naito jechał pierwszy i starał się ją jakoś
naprawić za pomocą magii ziemi. Mimo dobrego zawieszenia samochodu, w środku
okropnie trzęsło. Bałam się, że zaszkodzi to pobitemu Kaspianowi. Niedługo
powinien odzyskać przytomność. Martwię się rozwieź o królową. Jej uraz musi być
cięższy niż się spodziewałam. Ramię w dalszym ciągu blokuje moje zdolności.
Jestem ciekawa ile to zajmie.
Kaja
Nigdy w życiu nie jechałam gorszą trasą. Wszędzie doły i
badyle. Ich zgrzyt o karoserię przyprawiał mnie o gęsiom skórkę. Co chwile
zerkałam za plecy w obawie, że zobaczę za nimi filozofa, który nastaje na moje
życie ale on w dalszym ciągu spał. Odetchnęłam z ulgą. Dlaczego on chciał mnie
zabić? Naprawdę nie wiem. Raczej nic takiego mu nie zrobiłam. Podróż okropnie
się dłużyła. Wyjechaliśmy koło dziesiątej, a już zbliżała się pierwsza.
Pierwsze zabudowania zaczęły się pojawiać koło trzeciej. Mijaliśmy stare, ale
urocze kafejki, zatłoczone kina oraz sklepy jak za czasów młodości mojej babci.
Po zaskakująco czystych chodnikach przechadzali się ludzie jakby zatrzymani w
czasie. Mógł świadczyć o tym ich ubiór. Kobiety nosiły suknie, płaszcze i
lakierki. Fryzury miały tragiczne. Mężczyźni również odziani w płaszcze
trzymali swoje damy pod ramię. Na głowach mieli meloniki, pod szyjami muszki i
podpierali się na parasolach lub laskach. Dziwne miasto. Naito zatrzymał
samochód koło jednego z przechodniów.
-Gdzie mogę znaleźć jakiś pensjonat?- spytał uprzejmie.
Mężczyzna wskazał palcem na niewielkie wzgórze, na którym widniał hotel.
-Wzgórze pana Alberta.- mieszkaniec uśmiechnął się. Białowłosy
podziękował za wskazanie drogi i ruszyliśmy dalej. Facet machał nam na
pożegnanie. To miasteczko sprawiało wrażenie, jakby wojna o nim zapomniała.
Zero oficerów, żołnierzy, łapanek, kaźni publicznych. Ludzie żyli tutaj własnym
życiem daleko od trosk. Zaparkowaliśmy
koło budowli. Całkiem ładna. Naito stał się naszym przedstawicielem, a tłumaczył
to faktem iż jest najstarszy. Nadia przewróciła oczami, a ja zaczęłam
dyskretnie kaszleć. Weszliśmy do środka. Prowadziła nas niebieskowłosa. Mówiła,
że widziała to miejsce w przepowiedni.
Nadia
Wzięłam głęboki oddech i przeszłam przez próg domostwa. Kaja
i Naito szli tuż za mną, ale mino to nie czułam się bezpiecznej. Coś w tym domu
nie pozwalało mi się skupić. Słyszałam głosy i wołania o pomoc. W końcu
dotarliśmy do recepcji. Ulżyło mi na widok tej sympatycznej pani.
-Dzień dobry. – przywitałam się.
-Nareszcie jesteście! Słyszałam, że się do nas wybieracie.
Przyszykowałam wam pokoje. Jeden trzy osobowy apartament i jeden loch.
-Słucham?- zabójczyni nie wytrzymała.
-Nie zapoznaliście się z regulaminem przed wejściem?-
kobieta załamała ręce.
-Jaki regulamin?-
białowłosy uniósł brew i oparł brodę na dłoni.
-Ten na drzwiach mówiący o tym, że w zamian za gościnę
trzech osób i natychmiastową pomoc bierzemy jeńców.- jej uśmiech mnie
sparaliżował.
-Jeńców?!- Dzwoneczek trochę poniosło. Nie będę wam
przytaczać jej kwestii. Nie było w niej ani jednego normalnego słowa. Same
przekleństwa.
-Och, zbliżają się wasi przyjaciele! Przedyskutujcie z nimi
regulamin.- podła nam kartkę z kilkoma punktami. Obróciłam głowę. W naszą
stronę o własnych siłach zmierzali do nas Kaspian, Eliza i Feliks. Niesamowicie
się ucieszyłam. Poczułam ulgę.
-Gdzie my jesteśmy?- filozof wyglądał na mego
zdezorientowanego. Królowa szybko odnalazła się w sytuacji, a generał z
podziwem głaskał marmurową kolumnę.
-Przecież naprawiałeś samochody, żebyśmy się tutaj dostaliśmy.-
fioletowooka przyglądała się mu bardzo uważnie.
-Naprawdę?
–A pamiętasz może, że
chciałeś mnie zabić!- a już myślałam, że odłoży to na późnej.
-Ale bardziej niż zwykle?- nie mógł powstrzymać się od
żartu. Dziewczyna zacisnęła pięści i wykrzyczała:
-Najpierw traktowałeś mnie jak szmatę, potem chamsko
dokuczałeś, ze swojego zwoju przywołałeś nóż, którym omal nie przebiłeś mnie na
wskroś, na koniec jak debil goniłeś mnie po lesie usiłując trafić albo słupem
ognia albo błyskawicą!
-Zrobiłaś taką awanturę, że już myślałem, że było gorzej.-
chłopak przeleciał kilka metrów i z hukiem walnął w gładzoną przez Kaspiana
kolumnę. Nastolatka masowała rękę.
-Niezłe uderzenie.- blondynką pochwaliła Omari.
-Dzięki.
-Mamy większy problem.- Naito zaczął czytać listę. – Na
jednego wczasowicza przypada jeden więzień czyli trzy osoby żyją w bogactwie a
inni w lochu i pracują na resztę.
-A kiedy możemy się wymeldować?- spytałam z trwogą w głosie?
-Czekaj… -zbladł. –Jak ktoś nas zmieni. - spojrzałam na
recepcjonistkę.
-Proszę pani, jak często ktoś tu zagląda?
-Goście to rzadkość.- zaśmiała się. – I jak? Wybraliście już
ochotników do pracy? Trzeba ugotować obiad, posprzątać pokoje i napalić w
piecu.- dodała.
-Zbiórka!- Eliza przywołała wszystkich do siebie.- Musimy
podjąć natychmiastową decyzję. Ja mam pewien zarys. Będziemy się codziennie
wymieniać. Najpierw ja, Kaspian i Nadia, potem Naito, Feliks i Kaja. Zmienimy
się jutro po obiedzie. Regulamin tego nie zakazuje. Obydwie drużyny myślą nad
sposobem ucieczki. Przy posiłkach wymieniamy się informacjami zdobytymi w
jakikolwiek sposób.
-Masz rację.- powiedziałam.
-Tak.- filozof poparł liderkę. Białowłosa pokiwała głową, a
Kaspian się uśmiechnął. Tylko Naito wyglądał na zaniepokojonego.
-Jesteś pewna?- pyta. Czemu odnoszę wrażenie, że pytanie
dotyczy tylko im znanego tematu.
-Tak. – odpowiada bez wahania. Chłopak spogląda na nią przez
dłuższą chwilę po czym ulega jej i
przedstawia podział właścicielce.
-Doskonale. Zaprowadzę was do apartamentu, a wy kochani
poczekajcie na mojego męża. Zaraz powinien się zjawić. On zaprowadzi was do
pomieszczenia dla służby.- kobieta wyszła zza lady i poprowadziła nas ogromnymi
schodami w prawo, potem w lewo, prawo, lewo i tak dalej. Ten hotel jest
znacznie większy niż mogłabym sobie to wyobrazić. Jego ogrom nie mieści mi się
w głowie. Po dłuższym marszu na górę, dotarliśmy do pokoju. Oszałamiający!
Wyglądał jak małe mieszkanie. Trzy osobne pokoiki, a w nich kanapy, łóżka,
stoliki, szafki, szafy z drogimi ubraniami w naszych rozmiarach i dużo więcej.
Łazienka była jak marzenia. Wanna w dorównująca wielkością średniemu basenu,
pozłacany, automatyczny sedes, kran z czujnikiem ruchu, a nawet suszarka do
rąk. Kafelki w kolorach kawy, bieli i beżu tworzyły harmonijną całość.
Kaja
Długo czekaliśmy na Alberta. Zjawił się po półgodzinie.
Spokojnie mógł wziąć udział w walkach sumo. Przeważnie nic nie mam do grubszych
ludzi, ale on był tak otyły, że jeździł na elektrycznym skuterku.
-Witam was w mojej rezydencji. Mam na imię Albert i liczę na
owocną współpracę.- patrzyłam na niego wilkiem. Zaśmiał się. Zabrzmiało to
nieco groteskowo.- Jak się nazywacie drodzy przyjaciele?
-Kaja.- burknęłam.
-Feliks.- chłopak również nie był zachwycony zaistniałą
sytuacją.
-Jan.- Naito skłamał bez zająknięcia. Skłonił się przed
grubasem. Biła od niego aura jakiej dotąd nie czułam. Wraz z nowym imieniem
narodził się nowy człowiek? Nie, Naito to Naito. Kochana fajtłapa, która
świetnie gotuje i prowadzi jak zawodowy rajdowiec. Mężczyzna dłużej zawiesił na
nim spojrzenie. Jego uśmiech nieco przygasł.
-Za mną.- rozkazał. Zeszliśmy schodami w dół. Tam
napotkaliśmy ciężkie, drewniane drzwi. Albert wyjął klucze ze swojego sadła i
przekręcił jeden z nich w zamku. Wrota ustąpiły, a przed nami pojawił się długi
korytarz z małym jak główka od ślipki wylotem. Naprawdę był daleko.
-Jak długo będziemy szli?- wykrzywiłam się.
-Około dwóch, trzech godzin, chyba, że użyjecie swoich
żywiołów.- oczy mu rozbłysły. Sam musiał być zwykłym człowiekiem, więc dlaczego
go nie zaatakujemy i nie uciekniemy, gdzie pieprz rośnie? Gdy tylko dokończyłam
myśl zapaliły się pochodnie. Na ścianach wisiały szkielety. Dopiero teraz
uderzył mnie smród rozkładających się zwłok, stęchlizny oraz świeżo rozkopanej
ziemi.
-Tak kończą nasi nie posłuszni więźniowie.- oznajmił. –Ten
tutaj był naszym pierwszym wczasowiczem. Poświęcił się za swoją ciężarną żonę.
Miał na imię Mateusz. Postawił swoje życie w zamian za wolność dziecka i jego
żony. O, a ta była druga. Ona przyszła tu szukać lekarza dla swojej siostry.
Daliśmy jej leki i zapewniliśmy jej opiekę. Niestety nie zastosowała się do
zasad i trafiła tutaj. Patrzcie! Historia tego to dopiero kabaret!- i tak do
końca korytarza. Im szliśmy głębiej, tym zwłoki były świeższe. Prawdziwy
horror. Tylu ludzi tu zginęło, tylko dlatego, że nikt inny nie był w stanie im
pomóc. Naito słuchał tego wszystkiego z powagą. Oczy Feliksa wyglądały jak
neony z reklam. Raz były niebieskie, fioletowe, zielone, żółte lub różowe. Nie
mógł w ogóle nad tym zapanować. Ostatnie trzy miejsca były puste.
-Czekają na was albo waszych przyjaciół. Zobaczymy, kto
pierwszy się podda.- zaśmiał się. Jego głos rozniósł się echem po grobowcu.
Trafiliśmy do niewielkiej jaskini. Mieściło się w niej kilka sporych klatek, a
w nich po trzy prycze wypchane sianem oraz wspólny, niczym nie zasłonięty
sedes.
-Będziecie to mieszkać.- podszedł do recepcji i odebrał
stamtąd klucz do krat. Otworzył jedną z cel i zaprosił nas do środka. –Od teraz
to będzie wasz dom. Drzwi klatki zamknęły się za nami z hukiem.
-Już po nas.- stwierdziłam.
-Masz rację.- Naito przyznał mi rację.
-Musimy coś wymyślić.- Feliks usiadł na jednym z posłań.
Wyszedł z pod niego karaluch. Chłopak podskoczył i zionął w niego ogniem.
Nadia
Dotrwaliśmy to śniadania. Cały ten czas martwiłam się o
naszych. Noc dłużyła się nam nie miłosiernie. Długo rozmawialiśmy. Zauważyliśmy
dużo szczegółów. Na przykład nigdzie w rezydencji nie ma ani jednego okna,
jesteśmy tu sami oraz nasi gospodarze nie są normalnymi ludźmi. Zajęliśmy
miejsce przy białym stoliku nakrytym ceratą w biało- czerwoną kratkę. Były na
nim tylko trzy zastawy. Jedzenie leżało na półmiskach w kącie sali na dużej,
podłużnej ławie. Poczułam lekki niepokoju. Gdzie są nasi przyjaciele? A co
jeżeli więźniowie nie mają wstępu na wspólne posiłki?
-Coś mi tu nie gra.- Eliza szybko podsumowała całe zajście.
– mogą być albo więzieni, albo mają całkowity zakaz widywania się z nami.
-Albo już nie żyją.- Kaspian upił łyk mojej herbaty.
-Nie, to na pewno nie. Musimy odkryć gdzie są i co się z
nimi dzieje, nie ściągając przy okazji na siebie żadnych podejrzeń. Razem z
Kają możemy porozumiewać się na prawie nie wyczuwalnej częstotliwości. Od dłuższego czasu nie odbieram od niej
żadnych znaków. Ani jednego. Możliwość połączenia pojawiała się dziś tylko raz,
jakąś godzinę temu. Mogę iść za falami ale musicie mnie kryć.
-Kiedy chcesz to zrobić?- zaciekawiłam się.
-Teraz.- bez krępacji wstała od stołu i wyszła. My jak nigdy
nic siedzieliśmy przy stole udając, że świetnie się bawimy. Tak naprawdę
rozmawialiśmy o Krwawym Omenie.
-Pamiętasz nagranie, które puścili w telewizji?
-Tak i co w związku z tym?
-Oprócz śmierci Niklausa, ukazali zgon pani generał
stacjonującej w innym kraju.
-Chodzi ci o kobietę wyciągniętą z rzeki?- przypomniałam
sobie.
-Tak. Miała na imię Alison. Ładna dziewczyna. Jej włosy były
czarne jak noc, a oczy przypominały niebo przed burzą. Była magiem powietrza o
dużych aspiracjach. Przebywała w kraju ziemi. Jedna z pupilków Nathaniela.
Jestem w niemałym szoku, że udało się im ją zabić.- westchnął. Wojskowy rzadko
kogoś chwali, więc musiała być kimś wyjątkowym. Do jadalni powróciła zmartwiona
królowa.
-I jak śledztwo?- brat spojrzał na nią wyczekująco.
-Nic z tego. Ślad jest silny ale nie mogę zejść do piwnicy,
ponieważ ten babsztyl nie rusza się na krok z recepcji.
-W takim razie trzeba ją stamtąd wypłoszyć.
Kaja
Tą noc spędziliśmy bez żadnego ogrzewania. W takich chwilach
cieszę się, że chłopaki mają pojęcie o magii ognia. Dzięki nim nie zamarzłam.
Gdy nadszedł poranek, okazało się, że nie mamy prawa opuszczać celi bez
zezwolenia. Nawet na posiłki. Jakaś niewyraźna postać dostarczyła nam dziś
pożywienie. Owsiankę i wodę. Szybko pochłonęliśmy swoje porcje.
-Niby jak się z nimi spotkamy?- spytałam.
-Coś się wymyśli.- pocieszył mnie filozof.
-Ty się lepiej nie odzywaj! Dalej jestem na ciebie zła!
-Trzeba wymyślić jakiś podstęp.
-Wysłałam sygnał Elizie, ale nie jestem pewna czy dotarł.
Wykryłam tę możliwość, kiedy przynieśli nam jedzenie. Wtedy muszą otwierać na
ułamek sekundy drzwi, aby się tu dostać.
-Ale nie wiemy kiedy będzie obiad.- skwitował Naito.
-Słyszycie, ktoś się zbliża.- szepnął mag ognia. Wstrzymaliśmy
oddech.
2 komentarze:
Super :* Czekam do następnej soboty :)
Swietny rozdzial! :*
Prześlij komentarz