Translate

sobota, 9 stycznia 2016

Rozdział XXXIX



Nadia
Droga nie należała do najprzyjemniejszych. Wyboista, dziurawa oraz prawie nie widoczna. Naito jechał pierwszy i starał się ją jakoś naprawić za pomocą magii ziemi. Mimo dobrego zawieszenia samochodu, w środku okropnie trzęsło. Bałam się, że zaszkodzi to pobitemu Kaspianowi. Niedługo powinien odzyskać przytomność. Martwię się rozwieź o królową. Jej uraz musi być cięższy niż się spodziewałam. Ramię w dalszym ciągu blokuje moje zdolności. Jestem ciekawa ile to zajmie.
Kaja
Nigdy w życiu nie jechałam gorszą trasą. Wszędzie doły i badyle. Ich zgrzyt o karoserię przyprawiał mnie o gęsiom skórkę. Co chwile zerkałam za plecy w obawie, że zobaczę za nimi filozofa, który nastaje na moje życie ale on w dalszym ciągu spał. Odetchnęłam z ulgą. Dlaczego on chciał mnie zabić? Naprawdę nie wiem. Raczej nic takiego mu nie zrobiłam. Podróż okropnie się dłużyła. Wyjechaliśmy koło dziesiątej, a już zbliżała się pierwsza. Pierwsze zabudowania zaczęły się pojawiać koło trzeciej. Mijaliśmy stare, ale urocze kafejki, zatłoczone kina oraz sklepy jak za czasów młodości mojej babci. Po zaskakująco czystych chodnikach przechadzali się ludzie jakby zatrzymani w czasie. Mógł świadczyć o tym ich ubiór. Kobiety nosiły suknie, płaszcze i lakierki. Fryzury miały tragiczne. Mężczyźni również odziani w płaszcze trzymali swoje damy pod ramię. Na głowach mieli meloniki, pod szyjami muszki i podpierali się na parasolach lub laskach. Dziwne miasto. Naito zatrzymał samochód koło jednego z przechodniów.
-Gdzie mogę znaleźć jakiś pensjonat?- spytał uprzejmie. Mężczyzna wskazał palcem na niewielkie wzgórze, na którym widniał hotel.
-Wzgórze pana Alberta.- mieszkaniec uśmiechnął się. Białowłosy podziękował za wskazanie drogi i ruszyliśmy dalej. Facet machał nam na pożegnanie. To miasteczko sprawiało wrażenie, jakby wojna o nim zapomniała. Zero oficerów, żołnierzy, łapanek, kaźni publicznych. Ludzie żyli tutaj własnym życiem daleko od trosk.  Zaparkowaliśmy koło budowli. Całkiem ładna. Naito stał się naszym przedstawicielem, a tłumaczył to faktem iż jest najstarszy. Nadia przewróciła oczami, a ja zaczęłam dyskretnie kaszleć. Weszliśmy do środka. Prowadziła nas niebieskowłosa. Mówiła, że widziała to miejsce w przepowiedni.
Nadia
Wzięłam głęboki oddech i przeszłam przez próg domostwa. Kaja i Naito szli tuż za mną, ale mino to nie czułam się bezpiecznej. Coś w tym domu nie pozwalało mi się skupić. Słyszałam głosy i wołania o pomoc. W końcu dotarliśmy do recepcji. Ulżyło mi na widok tej sympatycznej pani.
-Dzień dobry. – przywitałam się.
-Nareszcie jesteście! Słyszałam, że się do nas wybieracie. Przyszykowałam wam pokoje. Jeden trzy osobowy apartament i jeden loch.
-Słucham?- zabójczyni nie wytrzymała.
-Nie zapoznaliście się z regulaminem przed wejściem?- kobieta załamała ręce.
 -Jaki regulamin?- białowłosy uniósł brew i oparł brodę na dłoni.
-Ten na drzwiach mówiący o tym, że w zamian za gościnę trzech osób i natychmiastową pomoc bierzemy jeńców.- jej uśmiech mnie sparaliżował.
-Jeńców?!- Dzwoneczek trochę poniosło. Nie będę wam przytaczać jej kwestii. Nie było w niej ani jednego normalnego słowa. Same przekleństwa.
-Och, zbliżają się wasi przyjaciele! Przedyskutujcie z nimi regulamin.- podła nam kartkę z kilkoma punktami. Obróciłam głowę. W naszą stronę o własnych siłach zmierzali do nas Kaspian, Eliza i Feliks. Niesamowicie się ucieszyłam. Poczułam ulgę.
-Gdzie my jesteśmy?- filozof wyglądał na mego zdezorientowanego. Królowa szybko odnalazła się w sytuacji, a generał z podziwem głaskał marmurową kolumnę.
-Przecież naprawiałeś samochody, żebyśmy się tutaj dostaliśmy.- fioletowooka przyglądała się mu bardzo uważnie.
-Naprawdę?
 –A pamiętasz może, że chciałeś mnie zabić!- a już myślałam, że odłoży to na późnej.
-Ale bardziej niż zwykle?- nie mógł powstrzymać się od żartu. Dziewczyna zacisnęła pięści i wykrzyczała:
-Najpierw traktowałeś mnie jak szmatę, potem chamsko dokuczałeś, ze swojego zwoju przywołałeś nóż, którym omal nie przebiłeś mnie na wskroś, na koniec jak debil goniłeś mnie po lesie usiłując trafić albo słupem ognia albo błyskawicą!
-Zrobiłaś taką awanturę, że już myślałem, że było gorzej.- chłopak przeleciał kilka metrów i z hukiem walnął w gładzoną przez Kaspiana kolumnę. Nastolatka masowała rękę.
-Niezłe uderzenie.- blondynką pochwaliła Omari.
-Dzięki.
-Mamy większy problem.- Naito zaczął czytać listę. – Na jednego wczasowicza przypada jeden więzień czyli trzy osoby żyją w bogactwie a inni w lochu i pracują na resztę.
-A kiedy możemy się wymeldować?- spytałam z trwogą w głosie?
-Czekaj… -zbladł. –Jak ktoś nas zmieni. - spojrzałam na recepcjonistkę.
-Proszę pani, jak często ktoś tu zagląda?
-Goście to rzadkość.- zaśmiała się. – I jak? Wybraliście już ochotników do pracy? Trzeba ugotować obiad, posprzątać pokoje i napalić w piecu.- dodała.
-Zbiórka!- Eliza przywołała wszystkich do siebie.- Musimy podjąć natychmiastową decyzję. Ja mam pewien zarys. Będziemy się codziennie wymieniać. Najpierw ja, Kaspian i Nadia, potem Naito, Feliks i Kaja. Zmienimy się jutro po obiedzie. Regulamin tego nie zakazuje. Obydwie drużyny myślą nad sposobem ucieczki. Przy posiłkach wymieniamy się informacjami zdobytymi w jakikolwiek sposób.
-Masz rację.- powiedziałam.
-Tak.- filozof poparł liderkę. Białowłosa pokiwała głową, a Kaspian się uśmiechnął. Tylko Naito wyglądał na zaniepokojonego.
-Jesteś pewna?- pyta. Czemu odnoszę wrażenie, że pytanie dotyczy tylko im znanego tematu.
-Tak. – odpowiada bez wahania. Chłopak spogląda na nią przez dłuższą chwilę po czym ulega jej  i przedstawia podział właścicielce.
-Doskonale. Zaprowadzę was do apartamentu, a wy kochani poczekajcie na mojego męża. Zaraz powinien się zjawić. On zaprowadzi was do pomieszczenia dla służby.- kobieta wyszła zza lady i poprowadziła nas ogromnymi schodami w prawo, potem w lewo, prawo, lewo i tak dalej. Ten hotel jest znacznie większy niż mogłabym sobie to wyobrazić. Jego ogrom nie mieści mi się w głowie. Po dłuższym marszu na górę, dotarliśmy do pokoju. Oszałamiający! Wyglądał jak małe mieszkanie. Trzy osobne pokoiki, a w nich kanapy, łóżka, stoliki, szafki, szafy z drogimi ubraniami w naszych rozmiarach i dużo więcej. Łazienka była jak marzenia. Wanna w dorównująca wielkością średniemu basenu, pozłacany, automatyczny sedes, kran z czujnikiem ruchu, a nawet suszarka do rąk. Kafelki w kolorach kawy, bieli i beżu tworzyły harmonijną całość.
Kaja
Długo czekaliśmy na Alberta. Zjawił się po półgodzinie. Spokojnie mógł wziąć udział w walkach sumo. Przeważnie nic nie mam do grubszych ludzi, ale on był tak otyły, że jeździł na elektrycznym skuterku.
-Witam was w mojej rezydencji. Mam na imię Albert i liczę na owocną współpracę.- patrzyłam na niego wilkiem. Zaśmiał się. Zabrzmiało to nieco groteskowo.- Jak się nazywacie drodzy przyjaciele?
-Kaja.- burknęłam.
-Feliks.- chłopak również nie był zachwycony zaistniałą sytuacją. 
-Jan.- Naito skłamał bez zająknięcia. Skłonił się przed grubasem. Biła od niego aura jakiej dotąd nie czułam. Wraz z nowym imieniem narodził się nowy człowiek? Nie, Naito to Naito. Kochana fajtłapa, która świetnie gotuje i prowadzi jak zawodowy rajdowiec. Mężczyzna dłużej zawiesił na nim spojrzenie. Jego uśmiech nieco przygasł.
-Za mną.- rozkazał. Zeszliśmy schodami w dół. Tam napotkaliśmy ciężkie, drewniane drzwi. Albert wyjął klucze ze swojego sadła i przekręcił jeden z nich w zamku. Wrota ustąpiły, a przed nami pojawił się długi korytarz z małym jak główka od ślipki wylotem. Naprawdę był daleko.
-Jak długo będziemy szli?- wykrzywiłam się.
-Około dwóch, trzech godzin, chyba, że użyjecie swoich żywiołów.- oczy mu rozbłysły. Sam musiał być zwykłym człowiekiem, więc dlaczego go nie zaatakujemy i nie uciekniemy, gdzie pieprz rośnie? Gdy tylko dokończyłam myśl zapaliły się pochodnie. Na ścianach wisiały szkielety. Dopiero teraz uderzył mnie smród rozkładających się zwłok, stęchlizny oraz świeżo rozkopanej ziemi.
-Tak kończą nasi nie posłuszni więźniowie.- oznajmił. –Ten tutaj był naszym pierwszym wczasowiczem. Poświęcił się za swoją ciężarną żonę. Miał na imię Mateusz. Postawił swoje życie w zamian za wolność dziecka i jego żony. O, a ta była druga. Ona przyszła tu szukać lekarza dla swojej siostry. Daliśmy jej leki i zapewniliśmy jej opiekę. Niestety nie zastosowała się do zasad i trafiła tutaj. Patrzcie! Historia tego to dopiero kabaret!- i tak do końca korytarza. Im szliśmy głębiej, tym zwłoki były świeższe. Prawdziwy horror. Tylu ludzi tu zginęło, tylko dlatego, że nikt inny nie był w stanie im pomóc. Naito słuchał tego wszystkiego z powagą. Oczy Feliksa wyglądały jak neony z reklam. Raz były niebieskie, fioletowe, zielone, żółte lub różowe. Nie mógł w ogóle nad tym zapanować. Ostatnie trzy miejsca były puste.
-Czekają na was albo waszych przyjaciół. Zobaczymy, kto pierwszy się podda.- zaśmiał się. Jego głos rozniósł się echem po grobowcu. Trafiliśmy do niewielkiej jaskini. Mieściło się w niej kilka sporych klatek, a w nich po trzy prycze wypchane sianem oraz wspólny, niczym nie zasłonięty sedes.
-Będziecie to mieszkać.- podszedł do recepcji i odebrał stamtąd klucz do krat. Otworzył jedną z cel i zaprosił nas do środka. –Od teraz to będzie wasz dom. Drzwi klatki zamknęły się za nami z hukiem.
-Już po nas.- stwierdziłam.
-Masz rację.- Naito przyznał mi rację.
-Musimy coś wymyślić.- Feliks usiadł na jednym z posłań. Wyszedł z pod niego karaluch. Chłopak podskoczył i zionął w niego ogniem.
Nadia
Dotrwaliśmy to śniadania. Cały ten czas martwiłam się o naszych. Noc dłużyła się nam nie miłosiernie. Długo rozmawialiśmy. Zauważyliśmy dużo szczegółów. Na przykład nigdzie w rezydencji nie ma ani jednego okna, jesteśmy tu sami oraz nasi gospodarze nie są normalnymi ludźmi. Zajęliśmy miejsce przy białym stoliku nakrytym ceratą w biało- czerwoną kratkę. Były na nim tylko trzy zastawy. Jedzenie leżało na półmiskach w kącie sali na dużej, podłużnej ławie. Poczułam lekki niepokoju. Gdzie są nasi przyjaciele? A co jeżeli więźniowie nie mają wstępu na wspólne posiłki?
-Coś mi tu nie gra.- Eliza szybko podsumowała całe zajście. – mogą być albo więzieni, albo mają całkowity zakaz widywania się z nami.
-Albo już nie żyją.- Kaspian upił łyk mojej herbaty.
-Nie, to na pewno nie. Musimy odkryć gdzie są i co się z nimi dzieje, nie ściągając przy okazji na siebie żadnych podejrzeń. Razem z Kają możemy porozumiewać się na prawie nie wyczuwalnej częstotliwości.  Od dłuższego czasu nie odbieram od niej żadnych znaków. Ani jednego. Możliwość połączenia pojawiała się dziś tylko raz, jakąś godzinę temu. Mogę iść za falami ale musicie mnie kryć.
-Kiedy chcesz to zrobić?- zaciekawiłam się.
-Teraz.- bez krępacji wstała od stołu i wyszła. My jak nigdy nic siedzieliśmy przy stole udając, że świetnie się bawimy. Tak naprawdę rozmawialiśmy o Krwawym Omenie.
-Pamiętasz nagranie, które puścili w telewizji?
-Tak i co w związku z tym?
-Oprócz śmierci Niklausa, ukazali zgon pani generał stacjonującej w innym kraju.
-Chodzi ci o kobietę wyciągniętą z rzeki?- przypomniałam sobie.
-Tak. Miała na imię Alison. Ładna dziewczyna. Jej włosy były czarne jak noc, a oczy przypominały niebo przed burzą. Była magiem powietrza o dużych aspiracjach. Przebywała w kraju ziemi. Jedna z pupilków Nathaniela. Jestem w niemałym szoku, że udało się im ją zabić.- westchnął. Wojskowy rzadko kogoś chwali, więc musiała być kimś wyjątkowym. Do jadalni powróciła zmartwiona królowa.
-I jak śledztwo?- brat spojrzał na nią wyczekująco.
-Nic z tego. Ślad jest silny ale nie mogę zejść do piwnicy, ponieważ ten babsztyl nie rusza się na krok z recepcji.
-W takim razie trzeba ją stamtąd wypłoszyć.
Kaja
Tą noc spędziliśmy bez żadnego ogrzewania. W takich chwilach cieszę się, że chłopaki mają pojęcie o magii ognia. Dzięki nim nie zamarzłam. Gdy nadszedł poranek, okazało się, że nie mamy prawa opuszczać celi bez zezwolenia. Nawet na posiłki. Jakaś niewyraźna postać dostarczyła nam dziś pożywienie. Owsiankę i wodę. Szybko pochłonęliśmy swoje porcje.
-Niby jak się z nimi spotkamy?- spytałam.
-Coś się wymyśli.- pocieszył mnie filozof.
-Ty się lepiej nie odzywaj! Dalej jestem na ciebie zła!
-Trzeba wymyślić jakiś podstęp.
-Wysłałam sygnał Elizie, ale nie jestem pewna czy dotarł. Wykryłam tę możliwość, kiedy przynieśli nam jedzenie. Wtedy muszą otwierać na ułamek sekundy drzwi, aby się tu dostać.
-Ale nie wiemy kiedy będzie obiad.- skwitował Naito.
-Słyszycie, ktoś się zbliża.- szepnął mag ognia. Wstrzymaliśmy oddech.

2 komentarze:

Unknown pisze...

Super :* Czekam do następnej soboty :)

Anonimowy pisze...

Swietny rozdzial! :*