Translate

sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział XLI



Nadia
To ja. Jeszcze żyję. Leże na plecach na kamiennej posadce w tunelu z trupami. Wiecie dlaczego tu jestem.  Żeby im pomóc, ale dziś osiągnęłam swój limit. Nie dam rady unieść ręki do góry. Prześpię się tutaj, gdzie leże. Dobrze mi. Od kilku dni ratuje dusze tu uwięzione. Straciłam rachubę. Rzadko widuję Kaspiana, ale gdy się tak dzieje to bierze mnie na ręce i zanosi do łóżka i siedzi przy mnie, aby mieć pewność, że zasnę. Nie wiem czemu, ale wszyscy oprócz mnie i Arona wkręcili się w życie w mieście. Każdy znalazł zajęcie dla siebie. Kaja roznosi gazety, Feliks uczy dzieci w szkole, a Eliza startuje w kampanii wyborczej na burmistrza miasteczka. Naito ją w tym dzielnie wspiera. Nosi za na nią pudło z plakatami i takerem przybija je do drzewa. Gdy przy śniadaniu delikatnienie napominam o planie ucieczki to wywalają na mnie oczy jakby pierwszy raz w życiu o tym słyszeli. Na szczęście Kaspian zdążył poluzować im bransolety zanim postradali zmysły. Przepraszam, ale nie mam już siły. Czuję, że zemdleję.
Kaja
Miasteczko jest wspaniałe. Tyle rzeczy mogę robić. Codziennie pracuję gdzieś indziej. Dziś padło na kawiarenkę na rynku. Zajmuję się obsługiwaniem tych niesamowitych, roześmianych ludzi. Ich humor mi się udziela. Jestem z tego zadowolona. Po pracy włóczę się po miasteczku i oglądam witryny sklepów, rozmawiam z ludźmi. Powietrze jest tu tak czyste, że to wydaje się niemożliwe. Zastanawiam się czy nie przyjąć posady w kawiarni na stałe. Podoba mi się tam.
Feliks
Na początku nie wiedziałem co będę robić w tym mieście, czym się zając, na co przeznaczyć energię. Wydaje się ono być nierealne, nierzeczywiste. Każdy element idealnie ze sobą współgra. Inną mentalność wyczuwa się tu na każdym kroku. Ostatnio przechodziłem koło szkoły podstawowej i na jej drzwiach wywieszono karteczkę, że potrzebny im nauczyciel. Pomyślałem czemu nie i wszedłem do niewielkiego budyneczku. Jedno piętro kilka sal lekcyjnych, toalety, stołówka, świetlica, gabinet pielęgniarki oraz dyrekcja. To tam na początek skierowałem swoje kroi. Po krótkiej rozmowie z panią dyrektor dostałem tę pracę bez najmniejszego mrugnięcia okiem. Od jutra będę nauczycielem nauk ścisłych. Pasuje mi to. Pamiętam jak przez mgłę, że kiedyś chyba wykładałem filozofię, a może jednak fizykę?
Eliza
Po wstępnym spacerze po miasteczku zauważyłam wiele niedociągnięć takich jak: brudna fontanna, niedokładnie przystrzyżone krzewy, puste klomby. Postanowiłam to zmienić. Zdecydowałam, że wezmę udział w wyborach na burmistrza tego miasta. Nie wiem dlaczego, ale ten pomysł narodził się od razu w mojej głowie, więc jak najprędzej udałam się zgłosić swoją kandydaturę. Tam poznałam swoich przeciwników. Jaka dyskryminacja! Sami faceci! Trochę się oburzyłam i w tamtym momencie zdecydowałam, że wygram za wszelką cenę. Razem z Naito, udałam się do drukarni, gdzie wydrukowałam masę plakatów i ulotek. Rozwieszałam się na drzewach, tablicach informacyjnych, słupach wysokiego napięcia, latarniach, a nawet przyklejałam na murach. Gdy wracałam do hotelu, uczyłam się tekstu do przemówień przed mieszkańcami. Naito mnie w tym wspierał. Miałam wrażenie, że już wcześniej organizowałam taką kampanię, tylko nie pamiętam kiedy, jak i gdzie oraz po co? Ta luka w pamięci nieco mnie niepokoiła, ale nie powstrzymała przed kandydaturą.
Kaspian
Nienawidzę tego miasta. Cały wolny czas spędzam za jego granicami, aby nie zaśmiecać sobie umysłu. Gdy tylko tam jestem słyszę szumy i okropnie boli mnie głowa. Udaję, że również wkręciłem się w życie w tym powalonym mieście, ale tak nie jest. Żygać mi się chce, gdy patrzę jak moja sistra z uśmiechem na ustach przykleja plakaty gdzie popadnie. Ja chodzę i je zrywam, ale nie mówce jej tego. Zabiłaby mnie bardziej niż normalnie. Feliks utonął w stosie klasówek czwartoklasistów. Nie widzi świata poza nimi. Kaja przyzwyczaiła się do serwowania kawy śliniącym się na jej widok klientom. Jedyna osoba z naszej drużyny, która też się nie dała złapać w iluzje jest Nadia. Mam nadzieję, że za bardzo się dziś nie przemęczyła. Nie mogę patrzeć jak leży na ziemi, w tym ciemnym i zimnym tunelu, z zaschniętymi łzami wymieszanymi z krwią. Zawsze podnoszę ją nie przytomną i kładę w pokoju, obmywam jej twarz z tego całego syfu. Jestem ciekawy kiedy wszyscy się ockną z tej iluzji. Nawet jakby chciał to nie wiem jak im pomóc. Zmierzcha się. Idę położyć Nadię.
Eliza
Kolejny dzień. Dziś czekają nas przemowy na rynku, gdzie ustawiono ogromną mównicę. Mam nadzieję, że przyjaciele przyjdą posłuchać jak walczę o lepszy byt dla naszego miasta. Liczę na to z całego serca.
Kaja
To już drugi dzień w kafejce. Czuję się tutaj bardzo dobrze. Już nie pamiętam, czym zajmowała się wcześniej. O, poranna gazeta! Ciekawe co piszą. Na pierwszej stronie nagłówek o jakimś morderstwie. Nie mam pojęcia jak można pozbawić kogoś życia w biały dzień i to jeszcze na zlecenie. Zabójstwo za pieniądze. W głowie mi się to nie mieści!
Nadia
Nie mam pojęcia która jest godzina, jaki dzień ani miesiąc. Mam pustkę w głowie. Okropnie minie boli. Czuję w niej szum. Bezustanny. Ktoś otworzył drzwi do korytarza. Poczułam świeży powiew. Odetchnęłam głębiej. Kroki niosły się echem. W końcu zauważyłam zarys męskiej sylwetki. Na początku myślałam, że to Aron, ale się myliłam. Chłopak wziął mnie na ręce i zaczął narzekać.
-Jak możesz doprowadzać się do takiego stanu! Śpisz na ziemi. Wiesz, że możesz nabawić się różnych chorób?! Co z tego, że możesz się uzdrowić. Po prostu tego nie rób! Ważysz tyle co piórko! Musisz więcej jeść…
-Ale…ty zawsze… mi wszytko… wyjadasz.- wydusiłam z siebie. Wystarczyło mi nawet energii na słaby uśmiech.
-Na razie nie będę, obiecuję.- odniosłam wrażenie, że jego głos nieco się złamał. Zasnęłam.
Kaspian
To już kolejny wieczór. Niosę Nadię na rękach przez znacznie krótszy korytarz. Odwala kawał dobrej roboty, ale jakim kosztem. Jestem szczęśliwy, że usłyszałam kilka jej słów, ale z wysiłku aż zasnęła. Jest taka leciutka. Prawie nic nie waży. Kilkanaście minut później ułożyłem ją na jej posłaniu. Obmyłem krew z jej twarzy i również położyłem się spać zawinięty w swoim śpiworze. Przebudziłem się w środku nocy i dostrzegłem, że jej nie ma. Gwałtownie się podniosłem i zobaczyłem jak ciągnie za sobą krzesło. Podsunęła go pod ścianę i szybko się na niego wdrapała. Wyciągnęła ręce do góry i zdjęła stamtąd zegarek. Uradowana odłożyła stołek na bok i wróciła do klatki ( zapomniałem dodać, że Aron już nas nie zamyka ). Usiadała w kącie po turecku i zaczęła rozkładać go na części pierwsze. Nawet nie wiecie, jak mnie to zdziwiło. W końcu dobrała się do wskazówek. Chyba o to jej chodziło. Wyrwała jedną z nich i okazało się, że to klucz! Ale do czego? To wie tylko ona. Zaraz zapytam.
Nadia
Planowałam zabrać ten klucz z wizji już od kilku dni, a dziś nadarzyła się idealna okazja. Wszyscy spali, nawet Aron, więc bez namysłu zdarłam zegar ze ściany i wyciągnęłam z niego klucz.
-Co otwiera?- aż podskoczyłam. Jednak nie wszyscy spali. Kaspian wsparty na łokciu bacznie mi się przyglądał.
-Nie wiem. Widziałam go w wizji, ale chyba to jeszcze nie jego czas.- mówiąc to rozłożyłam zwój i schowałam w nim klucz. –Co do planu ucieczki…
-Jakiej ucieczki?- chłopak obrócił się plecami do mnie.
-Tej, którą…
-Dobranoc Nadia.- i rozmowa się urwała. Cóż, też pójdę spać.
Feliks
Już robi się wieczór. Muszę zdążyć na kolacje, a potem jeszcze ocenić sprawdziany uczniów. Pospiesznie zerknąłem na zegarek i nie zauważyłem kobiety. Zderzyłem się z nią. Teczki wymsknęły mi się z rąk, a zakupy nieznajomej potoczyły się po chodniku.
-Bardzo przepraszam.
-Nic się nie stało.- jej głos wydał mi się nieprawdopodobny znajomy, ale nie miałem czasu się jej przyjrzeć. Pośpiesznie pozbierałem artykuły spożywcze i oddałem właścicielce. Już miałem odejść, gdy złapała mnie za rękę.
-Feliks?- dopiero teraz przyjrzałem się jej uważnie. Zaniemówiłem na moment. Stałem bez ruchu przyglądając się kobiecie przede mną. Niegdyś wściekle rude włosy, dziś poprzetykane siwizną. Oczy niebieskie jak niebo, przygasły. Spoglądałem na twarz, która niezliczoną ilość razy pochylała się nade mną. Słuchałem głosu, który śpiewał mi kołysanki. Trzymałem dłoń, która zmieniała mi pieluchy. Stałem przed moją matką!
-Mama?- wyrzuciłem z siebie.
-To naprawdę ty!- rzuciła mi się na szyję. Przed oczami przeleciało mi nasze, życie i rozstanie. Dzięki temu spotkaniu przypomniałem sobie o świecie zewnętrznym. O tym, że uczyłem na uniwersytecie, należę do Odrodzenia i że razem z przyjaciółmi planujemy ucieczkę. Przytuliłem ją. Odsunęła mnie od siebie i zadała pytanie, którego najbardziej w świecie się obawiałem.
-Gdzie tata?- natychmiast posmutniałem. Przypomniałem sobie scenę jego samobójstwa, zaraz po tym jak zabił moją najlepszą przyjaciółkę. Już chciałem skłamać, ale powstrzymałem się i wypowiedziałam słowa, które niemal uwięzły mi w gardle.
-Popełnił samobójstwo.- stałem sztywno, nie byłem w stanie podnieś z ziemi płaczącej mamy. Łza spłynęła mi po policzku.
-Teraz moja kolej na pytanie.- powiedziałem.- Gdzie Genevieve?- mama poparzyła na mnie.
-Nie mam pojęcia.- wychlipała.
-Jak to nie masz pojęcia?!
-Zostawiła mnie, gdy trochę podrosła. Powiedziała, że idzie zakończyć tę wojnę i przyłączyła się do jakiegoś ruchu. Nawet nie wiem, czy moja mała córeczka żyje.- i ponownie wybuchnęła płaczem.
-Nie martw się. Ten krzykacz na pewno żyje. Przepraszam, ale musze już iść.- oznajmiłem i odszedłem, pozostawiając ją na chodniku samą i bezbronną. Gdy wróciłem do hotelu, wszyscy już spali. Rozmowę ze wszystkimi przeprowadzę podczas śniadania.
Nadia
Śniadanie. Szwecki stół. Kaspian nałożył mi pełen talerz i zaczął mnie karmić.
-Nie jestem niedorozwinięta.- zwołałam oburzona i wyrwałam mu widelec. I tak napił się z mojego kupka. Nagle do stołówki wpadł rozgorączkowany Feliks. Złapał byle co z bufetu i natychmiast przysiadł się do naszego stolika.
-Wczoraj spotkałem moją matkę.- oznajmił.- Dzięki niej przypomniałem sobie o naszej ucieczce.- przyjaciele niepewnie wymieli spojrzenia.
-Ale jesteś pewnie, że to nie wynik przemęczenia?- Kaja uważnie przyjrzała się osiemnastolatkowi. – Wiesz, to trochę nie możliwe, żebyś spotkał tu swoją matkę.
-Kaja ma rację. I o jakiej ucieczce mówisz?- Eliza broniła białowłosej. To wszytko zaczęło robić się śmieszne.
- Czy wy udajcie, czy naprawdę coś z wami nie tak!- zawołałam. Złapałam je za dłonie i z niewiadomych przyczyn znalazłam się pod Drzewem.
-Dlaczego się tu pojawiłyśmy?- nikt mi nie odpowiedział. Obróciłam się w kierunku drzewa i zamarłam. Leżały pod nim Kaja i Eliza! Natychmiast do nich podbiegłam i zaczęłam trząść za ramiona to jedną, to drugą. Żadna z nich nie odzyskała przytomności. Były pogrążone w głębokim śnie. Nagle moje mięśnie napięły się, a zmysły ożywiły. Obróciłam się. Kilka kroków za mną stał ten nawiedzony rudzielec. Pamiętacie tego dziwoląga z uczelni Felisa i zabawy na festiwalu. Teraz nie wiadomo skąd pojawił się przy Drzewie.
-Przyjmiesz moją pomoc?- spytał z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Nie.- natychmiast odmówiłam.
-Skąd u cienie taka awersja do mnie?- zaśmiał się.- Ktoś musi naprawić jej błędy.- jej błędny? Jakiej jej? O kogo może mu chodzić?
-Kim jest ta ona?- spytałam.
-Groźnym pionkiem w waszej grze, ale po waszej stronie stoją już dwa o takiej samej wartości.- powiedział. O co mu chodzi? Jakie pionki? Jak gra? – Spytaj Naito.
- Ale skąd może znać odpowiedź?- zdziwiłam się. chłopak nie skomentował.
-Pomogę ci.- pstryknął palcami i dziewczyny zaczęły się budzić.
-Jak…
-Do ponownego spotkania.- pomachał dłonią i zniknął, a ja wciąż nie pamiętam jego imienia. 


2 komentarze:

Unknown pisze...

Czuje sie totalnie zdezorientowana! Proszę o wyjaśnienia! O co chodzi kobieto?!

Unknown pisze...

Wow czekam do następnego:*