Translate

sobota, 26 marca 2016

Rozdział L



Nadia
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego nie walczyliśmy? Odpowiedź jest prosta. Kaspian rzucił nam uspokajające spojrzenie i dał znak do ucieczki tylko Feliksowi. My, czyli ja i on, mieliśmy dać się złapać. Tak też zrobiliśmy. Żołnierze skuli nas w kajdany i wrzucili do furgonetki. Kilka minut później znaleźliśmy się na posterunku policji. Tam dokładniej nas unieruchomiono i wtrącono do obskurnej celi. Byłego generała zawieszono za ręce pod sufitem, a nogi związane linami ( żeby nie uwolnił się za pomocą magii metalu) zaczepiono o haki w podłodze. Mi z kolei skrępowano ręce i nogi oraz zasłonięto oczy jakąś szmatką, żebym nie użyła magii krwi czy wody. Gdy wyszli chłopak szepnął.
-Julia? Jak się czujesz?
-Nie mów tak do mnie.- syknęłam.- A poza tym, ty masz gorzej.- ramiona nieźle muszą się mu dawać we znaki.
-Nie powiem, bywało lepiej.- zaśmiał się.
-Może powiesz mi, co tutaj robimy?! Dlaczego daliśmy się złapać?- westchnął.
-Muszę coś sprawdzić. To bardzo ważne.- chyba nigdy nie był tak poważny.
-Przez twoją ciekawość będziemy mieć niemałe kłopoty.- zganiłam go. Jak na zawołanie drzwi do pomieszczenia rozwarły się z hukiem i do środka ktoś wszedł.
-Julia Hunter i Kaspian Mountrose! Wieki się nie widzieliśmy. Co u was słychać?
-Alaric Wayland.- nastolatek warknął.- Wiedziałem, że żyjesz!- to właśnie to chciał sprawdzić? Czy jakiś koleś żyje? Co nas w ogóle obchodzi jakiś generał, który upozorował swoją śmierć?
-Nie żartuj, że tylko dlatego dałeś się złapać?- podejrzewam, że zapewne uderzył się ręką w czoło ubolewając nad naszą głupotą.
-Tak, więc skoro już cię odwiedziłem to może nasz uwolnisz?- naiwność Kaspiana mnie dobija.
-Oczywiście!- co? Czy on jest głupszy od bruneta? – Że nie! Jesteście ściganymi przestępcami przez Krwawy Omen jak i wojsko, nie mówiąc o populacji całego świata. Zastanawiam się tylko nad jednym.
-Nad czym?- zaciekawił się.
-Czy najpierw cię przesłuchać, powiedzieć światu, że Krwawy Omen cię złapał czy może oddać cię w łapy wojska.
-Czyli nie rozważasz opcji uwolnienia nas?- nalegał.
-Nie. – szurnął nogą, zapewne się obrócił i zawołał – Bierzcie go na przesłuchanie!
-Po co?!- wrzasnął były wojskowy. – Ej zostawcie mnie! Weź te łapy! Koleś nawet nie podchodź!- ktoś zasłonił mu usta i został wyprowadzony z komory. Zostałam sama ze sobą.
Kaja
Trochę zgłodnieliśmy, więc postanowiliśmy zatrzymać się w pobliskiej knajpie. Uwierzcie mi na słowo. Fascynujące miejsce. Wejście jest tak niskie, że wchodząc  zahaczyłam głową o belkę. Przy wszystkich czterech ławach miejsca były zajęte przez zawodowych złodziei i pijaków w skrócie magów ziemi. Musieliśmy przejść pomiędzy nimi aby dostać się do baru i coś zamówić. Nie obeszło się bez wulgarnych komentarzy pod naszym adresem i klapania po tyłku. Ja jednemu złamałam rękę, a drugiemu Beth rozbiła talerz na głowie. Od Naito trzymali się z daleka. Może dlatego, że szedł za nim Puszek? Złożyliśmy zamówienia do barmana i siedliśmy w kącie rudery. Stąd był idealny widok na wszystko i wszystkich. Naprzeciwko nas ktoś przywiązał jakiegoś gościa do tablicy z rzutkami. Inni z zawiązanymi oczami, między czasie popijając z kielicha, mierzyli do niego nożami. Ciekawe czy mogę z nimi zagrać. A może przyłącze się do tych, którzy jedzą na czas. Nie, już wiem! Dopiero teraz zauważyłam konkurs wprost idealny dla mnie! Picie whisky! Wstałam od stolika i podeszłam do żołnierzy.
-Mogę zagrać z wami?- spytałam niewinnie. Prowadzący zlustrował mnie.
-Ile masz lat?- rzucił szorstko.
-Wystarczająco.- podskoczyłam ucieszona. Przyjrzał mi się uważnie, ale skinął głową i podał mi butelkę. – O co gramy?- spytałam się.
-A o co chcesz?- uśmiechnął się krzywo. Nagle do gospody wpadł zziajany Feliks. Odszukał nas wzrokiem i podbiegł do stolika.
-Dajcie mi minutkę.- spojrzałam przepraszająco. Wróciłam do przyjaciół.
-Co się stało? Gdzie mój brat i Nadia? Przecież byli z tobą.- na twarzy królowej malował się niepokój.
-Wojskowi ich zgarnęli z ulicy.-oznajmił.
-I oni dali się złapać?- spytałam z kpiną.
-Tak, nie wiem dlaczego.- usiadł. Naito szepnął coś do wilka i ten wybiegł z baru. Po chwili wrócił.
-Nie ma tropu. To niemożliwe.- był w szoku.- Puszek zawsze wszystkich odnajduje.
-Tym razem zawiódł.
-To jak ich znajdziemy?- blondynka zmartwiła się.
-Mam pewien pomysł.- uśmiechnęłam się.- Zaraz wracam.- zerwałam się z miejsca. Pobiegłam do czekających na mnie zawodników.
-Już wiesz o co gramy?
-Tak. Jak wygram to odpowiecie mi na pytanie.
-Nie ma sprawy, a jak ja wygram to mnie pocałujesz i to z języczkiem. Rozumiemy się?- przez jego łajdacki uśmieszek żołądek wywraca mi się do góry nogami.
-Umowa stoi.- podłam mu rękę. Uścisnął ją i na znak zaczęliśmy pić. Łykaliśmy alkohol jak oszalali. Mój przeciwnik zsunął się z stołka po półtorej butelki. Ja na luzie skończyłam drugą i nadal byłam wszystkiego świadoma.
-Czas odebrać nagrodę. Gdzie trzymacie więźniów z łapanki lub z fałszywymi dokumentami?- nic niepodejrzewający mężczyzna odpowiedział
-Na posterunku. – czknął.
-Dzięki.- odeszłam od ławy. Przysiadłam się do przyjaciół. Czekał na mnie duży kotlet schabowy z tłuczonymi ziemniaki i kompot.
-Więźniów trzymają na posterunku.- oznajmiłam.
-No to napadamy na posterunek.- Płomień był pełen energii.
-Ale dopiero po jedzeniu.- dodałam.
Nadia
Kaspian długo nie wraca. Czy oni myślą, że te kajdany mnie powstrzymają. Spokojnie dam radę je zamrozić, ale to trochę mi zajmie. Z powietrza zebrałam wystarczającą ilość wody. Po dłuższej chwili więzy opadły na podłogę. Natychmiast poluzowałam chustę, żebym przy mocniejszym szarpnięciu głową, zdjęła ją. Ponownie założyłam łańcuchy. Wystarczy wysunąć z nich kończyny i gotowe. Będę mogła walczyć. Jak na zawołanie do celi weszło chyba dwóch strażników wlokąc coś za sobą. To chyba Kaspian. Upuścili go na podłogę. Cicho jęknął.
-Ty za pięć minut!- wrzasnął w moją stronę. Nie czekając na odpowiedź z mojej strony opuścił boks. Zdarłam opaskę z oczu. Przeraziłam się. Nie miał na sobie koszulki. Na jego placach, ramionach, brzuchu, i klatce piersiowej widniały rany cięte oraz te zadane biczem. Miał porozcinane usta, przypalone brwi i rozkwaszony nos. Jedno z jego uszu było dziwnie zdeformowane, tak jakby ktoś zawiesił na nim okropnie ciężkie odważniki. Zgromadziłam trochę wody i podeszłam do niego. Zdążyłam zatamować krwotok z jego ran. Między czasie zauważyłam dziwną bliznę na jego szyi. To pieczęć Krwawego Omenu! Czyli Wayland jednak z nimi trzyma. Jesteśmy w pułapce!
-Kaspian przebudź się!- zaczęłam go cucić. Na szczęście na chwilę odzyskał przytomność.
-O co cię pytał?
-To tu robimy i dlaczego…- wyszeptał. Ledwo mówił. Nie miał siły aby otworzyć oczy.
-Co mu powiedziałeś?- dopytywałam. Wiem, że powinnam mu dać spokój ale musimy mieć jakąś wiarygodną historyjkę.
-Powiedziałem, że pojechaliśmy na… wspólne ferie zimowe, a o nim usłyszałem w radiu i zaniepokoiłem się… więc dlatego go odwiedziłem.- zemdlał. Nie dziwie się. Stracił masę krwi i do tego dźwiga brzemię pieczęci. Odskoczyłam od niego, ponieważ usłyszałam kroki  dobiegające z korytarza. Nie miałam czasu, aby się skuć ani zawiązać oczy więc przystąpiłam do cichej likwidacji. Naciągnęłam łańcuch w przejściu na wysokości kostek i nie czekałam długo. Drzwi otwarły się i strażnik zrobił krok wywracając się na przeszkodzie. Wskoczyłam mu na plecy i skręciłam kark.
-Przepraszam.- szepnęłam. Zawsze kiedy kogoś zabijam przed oczami staje mi widok jego całej rodziny.  Momentalnie odpięłam mu sztylet i przebiłam gardło drugiego. Łzy napłynęły mi do oczu. Szybko je odpędziłam. Życie za życie. Ta maksyma dźwięczała mi w uszach, kiedy z duszą na ramieniu ściągałam mundur z mężczyzny. Założyłam go na siebie i złapałam Kaspiana za ręce.
-Teraz masz udawać trupa. Jak się poszczęści to może nas stąd wydostanę.- ciała rzuciłam do celi i zamknęłam ją. Nastolatka ułożyłam na stole na kółkach i nakryłam go prześcieradłem. Z bijącym sercem wyjechałam na korytarz. W połowie drogi zatrzymał mnie jeden z magów ziemi.
-Znowu kogoś zabili?- jęknął.-Daj zobaczyć.- jeżeli zobaczy jego twarz to przecież pozna, że to Mountrose.
-Nie.- krzyknęłam.
-Czemu?- aż podskoczył wystraszony moim krzykiem.
-Ponieważ zmarł na bardzo zakaźną chorobę.- chłopak z obrzydzeniem odsunął się od wózka.
-Zabierz go, bo jeszcze się zarazimy.- skrzywił się.
-Tak jest.- odetchnęłam. Jest dobrze.
-ŁIIIIIIIJJJJJJUUUUUŁIIIIIJJJJJUUUU!!!- cholera syreny informujące o ucieczce więźniów! Pchałam wózek pod prąd. Koło nas przebiegali zdezorientowani magowie. Żadne z nich nie wpadł na pomysł zatrzymania nas, ale zaraz się zorientują, że mundur został skradziony. Koła wózka skrzywiły się, a on sam stanął dęba. Przeleciałam przez niego i uderzyłam o krzesła w poczekali tuż przed wyjście. Bruneta przygniótł metalowy stelaż. Cicho przeklął. W naszą stronę zmierzał z uśmiechem na ustach klaszcząc w dłonie dwudziestoletni facet o nieco dłuższych czarnych włosach ze złotymi końcówkami i czerwonymi oczami. To zapewne Alaric.  
-Gratuluję pomysłowości. Nie dziwie się, że zostałaś jego prawą ręką. Prawie się wam udało zwiać. Ale prawie. Teraz czas na twoje przesłuchanie. – przyjęłam pozycje do walki.
-Naprawdę chcesz walczyć?- spytał. Nic nie odpowiedziałam. Na dworze padał deszcz. Chmury przysłoniły słońce, dlatego generał wyciągnął z kieszeni zapalniczkę. Jego dłonie pochłonął ogień. Zaczęłam się walka. Kule wystrzeliły w moim kierunku. Bez problemu ich uniknęłam. Widząc, że tym nic nie zdziała wyjął pistolet i jak oszalały zaczął strzelać. Zrobiłam kilka gwiazd kończąc satem i schowałam się za biurkiem w recepcji. Wiedziałam, że to bezsensowne działanie. Musze użyć magii krwi. Liczyłam strzały. Zaraz skończą mu się naboje. I… już. Wyskoczyłam zza mebla i przejęłam kontrolę nad jego ciałem, alt to działanie było na nic, bo jeden z jego sługusów złapał Kaspiana i przyłożył mu nóż go gardła.
-Puść generała, a nic mu się nie stanie.- a było tak blisko. Wyswobodziłam Waylanda. Natychmiast skuto mnie w kajdany i zaprowadzono na przesłuchanie do pokoju, w którym podwładny szorował podłogę drucianą szczotką.
-Obiecał szef, że już dziś nikogo nie przesłuchujemy.- poskarżył się.
-Zmiana planów.- i posadził mnie na krześle naprzeciwko biurka. Poczułam się słabo. Wiedziałam, że mogę tego nie przeżyć.


***
Wesołych, zdrowych i spokojnych świąt Wam życzę kochani :* 
                                                                                                             Soraja

sobota, 19 marca 2016

Rozdział XLIX



Kaja
Dojazd nam morze zajął nam niecałe trzy dni. Przez cały ten czas nie robiliśmy nic konkretnego. Naito gotował jedzenie i odkładał je do lodówki „na potem”, Kaspian rysował albo Nadię, albo widoki za oknem, Feliks czytał jakąś książkę, Eliza przeglądała magazyn o modzie, a Nadia z duszą na ramieniu, słuchała radia.
-Dlaczego cały czas słuchasz radia?- spytałam.
-Staram się wyłapać jakąkolwiek informację o Carterze. Nie wiem czy Krwawy Omen go dopadł.- odpowiedziała trzęsącym się głosem. Współczuję jej. Dobrze wiem  jak to jest nie mieć żadnych wieści od ważnej dla ciebie osoby. Miałam ją pocieszyć, ale samochód nagle zahamował i poleciałam przed siebie uderzając brzuchem o stół, filozof spadł z krzesła, garnki białowłosego pospadały na podłogę, uzdrowicielka zdążyła złapać się poręczy łóżka, a królowa i generał… no cóż, im się nic nie stało. Stali na równych nogach, gotowi do ataku.
-Kaja!- Nadia podbiegła do mnie.
-Nic mi nie jest!- zawołałam. Cholera. Będzie siniak. I to duży. –Naito co się stało?!- skrzeknęłam, ponieważ jeszcze nie doszłam go siebie po ciosie.
-Dojechaliśmy!- oznajmił ucieszony.
-No nareszcie!- rozradowany mag ziemi strzelił palcami i rozmasował szyję.-Już myślałem, że się zgubiliśmy.
-Ja też. – przyznał Płomień z szerokim uśmiechem na ustach.
-Bierzcie kurtki i chodźcie na zewnątrz.- poleciła blondynka.
-Ale jest środek nocy!
-Popieram Nadię! Nigdzie nie idziemy!- w ramach protestu usiadłam na samym środku campera.
***
Pięć minut później z założonymi rękami stałam nad brzegiem morza. Śnieg po kolana, zamarznięta woda i pierońskie zimno to czynniki, które sprawiają, że człowiekowi chce się żyć( mam nadzieję, że łapiecie aluzję).
-Ostatni raz huragan widziany był koło archipelagu wysp Thiefmor.- rudzielec poinformował nas.-Musimy się tam dostać i sprawdzić, czy przypadkiem go tam nie zastaniemy.
-A co jeśli tak?- spytałam cicho. Wróżbita pokazał mi dwa palce.
-Plan jest prosty. Składa się z dwóch części: rozwalić trąbę i zabrać szkatułkę.- zaśmiał się.
***
Wróciliśmy do pojazdu.
-Idźcie spać. Jutro czeka nas męczący dzień.- poleciła Eliza. Szybki prysznic i każdy z nas przechadzał się po domu na kółkach w piżamie. Położyłam się spać. Nakryłam głowę kołdrą. Radio leciało w tle. Przysnęłam. Ktoś zerwał ze mnie pościel. Przetarłam oczy.
-Słuchaj!- nie mam pojęci, kto wydał mi to polecenie, ale wykonałam je.
-Dziś, o godzinie czwartej dwadzieścia cztery, do ambasady dotarło nagranie od generała Kaspiana Mountrosa. Mężczyzna wyjaśnia w nim z jakich przyczyn się z nami nie kontaktował oraz gdzie aktualnie się znajduje. Oto ono.- tu spiker odtwarza wideo nastolatka. –Ja, generał Kaspian Mountrose, z własnej nieprzymuszonej woli oświadczam, że współpracuję z organizacją „Krwawy Omen”. Jako jeden z główno dowodzących wypowiadam wam wojnę! Jeżeli chcecie mnie złapać, to czekam na was nad morzem.- zapadła głucha cisza. Przerwał ją mówca.- Zgodnie z ustawą z dnia czternastego kwietnia 2010 roku, na generała generałów został wydany wyrok śmierci. Stał się on poszukiwany listem gończym bandytą. Jeżeli ktoś go zobaczy, prosimy o kontakt pod numer *********. Nagroda za pomoc w jego odnalezieniu wynosi pięćset tysięcy monet.- W mojej głowie pojawiło się tak wiele pytań. Czy Aron został napadnięty i zabity przez organizację mojego brata, czy też nas zdradził? Może to Ruch Sprawiedliwych zmontował nagranie?
-Ktoś widział mój telefon? Przydałoby mi się trochę gotówki.- wieszcz już taki jest. Na ekstremalny stres reaguje śmiechem.
-Co to do jasnej cholery ma znaczyć?!- Kaspian z impetem uderzył pięścią o stół. – Nasz gołąb zawiódł. Co mam teraz zrobić?! Ukrywać się do końca życia!? O nie! Nie ma takiej opcji.
-Bracie…
-Nie braciaj mi tutaj! To poważna sprawa. To kwestia jednego, dwóch dni jak mnie znajdą.- warknął.
-To musimy ten dzień czy dwa jak najlepiej wykorzystać.- oznajmiłam. Chłopak uniósł brew i spojrzał na mnie pytająco.
-Utrzyjmy nosa Arii i zdobądźmy księgę!- wyciągnęłam rękę przed siebie. zielonooki chwilę zawahał się ale w końcu położył swoją dłoń na mojej. Po chwili dołączyli się Nadia, Naito, Elizabeth i Feliks.
-Na trzy krzyczymy „Niech żyje wolność”! Raz, dwa, trzy!
-Niech żyje wolność!- unieśliśmy ręce do góry. Zaczęliśmy się śmiać. Popatrzyłam po twarzach moich towarzysz. Jakiś czas temu byli ludźmi, których mogłabym bez najmniejszego problemu zabić. Dziś są dla mnie jak rodzina. Wróciłam na posłanie. Momentalnie zasnęłam. Od kilku dni mam koszmary z boginią w roli głównej. To albo walczymy, albo rozmawiamy (w formie przesłuchań), lub jestem przez nią katowana. Nigdy na odwrót. Zawsze ja jestem ofiarą. Obudziłam się zalana potem, zerknęłam na zegarek. Ósma ramo. Nasza gosposia już jest na nogach. Robi dla nas śniadanie. Mniam. Zaspana zasiadłam przy stole i wciągnęłam miskę płatków. Szybka kąpiel i gotowa spałam przy ławie w kuchni. Inni krzątali się wokół mnie.
-Uwaga! Wychodzimy!- krzyknęła Eliza.
***
Dzisiaj wcale nie było cieplej. Omieszkam się stwierdzić, że nawet gorzej.
-Skoro jesteśmy wypoczęci to możemy ruszać.- rozglądnęłam się. Zauważyłam pewien brak.
-A gdzie łódka?- spytałam się. Królowa skinęła na Nadię. Ta schyliła się i podniosła z ziemi kamień. Rzuciła go do morza. Woda i lód roztrysnęły się na wszystkie strony.
-Naturalny jest za słaby aby po nim przejść.- oznajmiła. Położyła nogę na tafli. Woda w szybkim tempie zaczęła zamarzać. Po chwili staliśmy przed szeroką na jakieś trzy metry drogą. Ciągnęła się ona w siną dal. Serio nie widziałam końca.
-Pora zacząć naszą wycieczkę!- zawołała i puściła się pędem po ścieżce. Poruszała się jak łyżwiarka. – Co z wami! Nie bójcie się jakby co to was złapię!- pomachała do nas. Spojrzeliśmy po sobie. Nikt jakoś specjalnie nie rwał się do wykonania pierwszego kroku.
-Ja nie opuszam stabilnego lądu. Nie ma takiej opcji!- krzyknął Kaspian. Na nosie miał czarne okulary przeciwsłoneczne, usta zasłonił szalikiem, a na głowę zarzucił kaptur. Nie dziwie się. On okropnie ryzykuje wychodząc na zewnątrz. W każdej chwili może oberwać kulką w łeb.
-Nie zachowuj się jak dziecko i marsz na ten lód.- siostra wypchnęła go na lodowisko. Przejechał znaczną część drogi, zanim upadł na tyłek. Resztę drogi przeszedł na czworaka. Kolejnym „śmiałkiem” był Feliks. On również prosił się o pomoc. Stał z założonymi rękami i niepewnie zerkał na wodę. Po chwili sunął po dróżce jak jego poprzednik. Gdy Eliza popatrzyła na mnie, już wiedziałam, ze będę następna i postanowiłam przejść ten odcinek na własnych nogach. pierwszy krok- niepewny, drugi jeszcze gorszy, a trzeci był porażką. Rozjechała się. Co najgorsze nie mogłam wstać. Poczułam, że ktoś dźwiga mnie go góry. Ponownie stanęłam na nogach.
-Złap mnie w tali i nie puszczaj.- Naito chce mi pomóc?! Niesamowite! Muszę zapamiętać tę chwilę. Bez namysły złapałam się chłopaka, a on bezpiecznie doprowadził mnie do lądu. Gdy wszyscy dotarli do brzegu Nadia zniszczyła mostek. Obróciłam się. Moim oczom ukazało się kiedyś piękne miasto, dziś zrujnowane zapewne przez tornado. Jesteśmy na dobrej drodze.
-Teraz wystarczy przepytać okoliczną ludność i będziemy wiedzieć co i jak.- ucieszyłam się.
-Tak.- potwierdziła Eliza.
-Nadia, Kaspian i Feliks idą razem. Naito i Kaja idą ze mną.- oznajmiła królowa. Ciekawe ile nad tym myślała.
***
Im głębiej zanurzaliśmy się w miasto, tym bardziej było zrujnowane.( i to nie tylko przez żywioł, ale i magów ziemi.) Wojska stacjonowały w podniszczonych kamieniach, po wybrakowanych drogach jeździły wojskowe samochody, a patrole zatrzymywały podejrzanie wyglądających przechodniów. Wszędzie błąkali się bezdomni, sieroty i ubodzy.
-To miejsce jest okropne.- stwierdziłam.
-Tu i tak jest dobrze.- powiedział Naito.- Na innych wyspach tego archipelagu jest znacznie gorzej.- „Znacznie gorzej”? To możliwe?
-Jak to?- zadałam pytanie zawieszając wzrok na kobiecie. Na rękach niosła dziwne zawiniątko. Na jej twarzy nie było żadnego wyrazu. Podeszła do kontenera i wrzuciła tam tobołek. Chwiejnym krokiem skręciła w uliczkę.  
-Bo na jednej z tych wysp znajduje się obóz pracy…- nie słuchałam go. Z ciekawości podeszłam do śmietnika i uchyliłam kawałek materiału. Złapałam się za żołądek i zwymiotowałam. Bardzo długo nie mogłam do siebie dojść, po tym co zobaczyła.
-Co się stało?- spytała przejęta blondynka. Starałam się wydusić z siebie jakieś słowa, ale każda próba kończyła się niepowodzeniem. Zaczęłam płakać. Białowłosy zaglądną do worka. Ruchem ręki przywołał do siebie Elizę. Ta niepewnie podeszła do niego. Zawiesiła wzrok na tobołku. Nawet powieka jej nie drgnęła, gdy patrzyła na małe, zmasakrowane ciałko noworodka.
-Zdarza się.- oznajmiła spokojnie.- Tak kobieta musiała dość takich samych wniosków.- nie wierzę w to co słyszę. Zero reakcji? Jak koło czego takiego można przejść obojętnie. To nie jest pies rozjechany prze samochód, ale małe dziecko, które miało szansę na normalne życie, a teraz leży w śmietniku. Rozpacz zamieniła się w złość.
-Wiesz co, wolę usłyszeć co do powiedzenia ma jego mama.- puściła się pędem za nieznajomą. Znalazłam ją. Powiesiła się w zaułku, nieopodal kontenera. Upadłam na kolana. Nie wiem czemu, ale śmierć tych ludzi mą wstrząsnęła. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam. Jako zawodowa zabójczyni byłam wstanie zabić każdego o każdej porze dnia i nocy. Chciałabym pogadać z Nadią. Ona by mi to jakoś poukładała w głowie. Sama sobie nie poradzę.
Nadia
Wszędzie do koła żołnierze. Kaspian z każdym krokiem coraz bardziej zagłębia się w swój szalik. Widzę, że sprawdzają podejrzanie wyglądających ludzi. Mam nadzieje, że nie przyciągną ich przeciwsłoneczne okulary generała. A jednak nie mamy tyle szczęścia.
-Co was sprowadza do naszego miasta?- czułam na sobie jego spojrzenie, więc postanowiłam mówić.
-Przyjechałam odwiedzić chorą ciocię.- palnęłam.
-Yhym… dokumenciki poproszę.- no to po nas. Jak tylko zobaczy nasze papiery rozwali nas na miejscu. Wzięłam głęboki oddech.
-Zabrano nam.-skłamałam.
-Aha, zabrano wam! Biedne dzieci!- wrzasnął.- Pójdziecie ze mną.- oznajmił. Do tej pory nie mam pojęcia jak to zrobiliśmy, ale na jedno kiwnięcie głowy, zerwaliśmy się do biegu. Ja na północ, Kaspian na południe, a Płomień wybrał wschód. Pościg był dość długi, ale  w końcu złapali mnie i generała.
-Proszę, proszę któż to zaszczycił nas swoją obecnością?! Sam generał generałów i jego asystentka, ale tego trzeciego nie kojarzę. Pewnie jest z Krwawego Omenu. Szkoda, że uciekł.- facet o czarnych, krótkich włosach ze złotymi końcówkami i pomarańczowymi oczami, niczym nie przypominał typu żartownisia.
-Co z nimi zrobimy szefie?- spytał chłopak stojący u boku naszego oprawcy.
-Wiesz, strażnicy z obozu pracy narzekali, ze mają za mało rąk do pracy w kamieniołomach. Jestem przekonany, ze nasze gwiazdy poczują się tak jak w domu.- głośno przełknęłam ślinę. Co my teraz zrobimy?
Kaja
Gdy doszłam do siebie, wrócił do nas Feliks. Był sam. Poczułam niepokój.
-Coś nie tak?- spytałam.
-Kaspian i Nadia… oni…
-Mów co z moim bratem!- Beth złapała go za ramiona.
-Zostali pojmani.- zapadła głucha cisza. Jak możemy ich uratować?

sobota, 12 marca 2016

Rozdział XLVIII



Kaja
Powrót do miasteczka okazał się porażką. Podczas naszej nieobecność, osada została całkowicie obrabowana. Z ruin zniknęły wszystkie wartościowe przedmioty. Wynieśli nawet meble czy ubrania przesiąknięte wilgocią i pleśnią. Zrezygnowani, doszliśmy do wniosku, że czas odwiedzić boginię. Prawie nikt nie cieszył się na spotkani z nią. Tylko Naito zapaliły się oczy na wieść o spotkaniu z kobietą.
-Niesamowicie cieszę się na spotkanie z nią.- naprawdę nie potrafił ukryć swojej radość przesiąkniętej nienawiścią.
-Myślisz, że to dobry pomysł?- jego dziewczyna położyła mu dłoń na ramieniu. Delikatnie ją ściągnął.
-Oczywiście! Narzekacie, że zostawiam was w kluczowych monetach, a jak mogę się wykazać, to każesz mi zostać i nic nie robić.
-Jesteś pewnie?- blondynka naciskała. Zacisnął usta, popatrzył w niebo i kiwnął głową. Nastolatka głęboko westchnęła.
-Pora porozmawiać z żywiołem.
***
Bez najmniejszego problemu odnaleźliśmy siedzibę kobiety. Trener bez namysłu zapalił pochodnie i wlazł do jamy. Bez słowa ruszyliśmy za nim. Szedł bardzo szybko. Musieliśmy biec, żeby za nim nadążyć. Tym razem żadne zwierzęta nas nie podrzuciły i byliśmy zdani na własne, obolałe nogi. Białowłosy nawet na moment nie zwalił. Nie mam pojęcia ile czasu zajęło nam dotarcie do komnaty Powierza. Mężczyzna wykopał drzwi i wtargnął go środka. Na tronie siedziała zaskoczona bogini.
-Jak śmiecie, bez żądnej zapowiedzi, zakłócać mój spokój!- fala dźwiękowa powaliła nas na podłogę sali. Na nogach ostał się tylko Naito. Jego pochodnia zgasła i zapanował półmrok. Jedynym źródłem światła była poświata bijąca od żywiołu.
-Zamilcz Aria!- głos chłopaka wywołał co najmniej dziesięć razy silniejszą falę. Odłamki skał oderwały się od sklepienia i runęły nieopodal siedziska Arii ( nie wiedziałam, że tacy jak ona mają imienia).
-NAITO!?- wydawał się nie wierzyć w obecność chłopaka w swoim pałacu. –Czego ode mnie chcesz?! Niczego nie zrobiłam!- ten krzyk nie miał już w sobie żadnej mocy. Były to paniczne wrzaski i marne tłumaczenia przerażonej osoby. Mężczyzna zakrył dłonią twarz. Jego ramiona zaczęły drżeć. Czy on płacze? A może się śmieje? Tak, do drugie. Psychopatyczny śmiech rozniósł się echem po pomieszczeniu. Aria wyjrzała za tronu, za którym się przed chwilą schowała i również wybuchła perlistym śmiechem.
-Wiedziałam, że się dogadamy!- zawołała z uśmiechem na ustach. Dopiero teraz widzę jak żałosne są żywioły. Gdy mrugnęłam, chłopak podbiegł do niej i złapał z gardło, mocno dociskając ją do tronu.
-Nic nie robiłaś! Tym niczym nazywasz próbę mordu w biały dzień!- jego dłonie coraz bardziej zaciskały się wokół przełyku kobiety. Jak to możliwe, że ona boi się białowłosego? To niemal niemożliwe! Przecież jakby tylko zechciała, to mogłaby strzepnąć go z siebie jak muchę! Dobra, nie jak muchę, tylko pyłek! Tym czasem on ją dusi!
-Chciałaś zabić ludzi dążących do pokoju na świecie, wysługując się do tego najpierw dwoma demonami, a potem piekielnym ogarem. Powiem  ci, że tym razem miałaś pecha, bo cie nakryłem na gorącym uczynku! Po raz kolejny usiłowałaś zabić moją dziewczynę!- przez całą wypowiedz z impetem uderzał nią o krzesło. Po oparciu spływała złota krew. – Nie jestem wstanie ci tego znowu wybaczyć! Zawiodłaś na całej linii!- w jego ręce znikąd pojawiło się ostrze.
-Proszę, nie rób tego!- wychrypiała. 
-Z-A P-Ó-Ź-N-O!- ryknął. Gdyby nie szybka reakcja królowej, z bogini zostałaby żółta plama. Złapała chłopaka za nadgarstek i coś szepnęła mu do ucha. Spojrzał na nią, otworzył usta ze udziwnia, ale po chwili je zamknął. Opuścił rękę i odskoczył kilka kroków od białowłosej. Kobieta zaczerpnęła powietrza. Zasłoniła palcami szyję, abyśmy nie zauważyli ran na niej. Jakakolwiek skaza na ciele boga jest niedopuszczalna ( według nich).
-Dlaczego mnie uratowałaś?- spojrzała na Beth.
-Tylko i wyłączeni dlatego, że jesteś nam potrzebna do realizacji planu i muszę cie o coś zapytać.- podała jej skrawek papieru. Ta szybko przeczytała. Po chwili zgniotła karteczkę.
-Niech ja dorwę ten cały Ruch Sprawiedliwych! Są już martwi!- przynajmniej mamy wspólnego wroga, a przecież nic tak nie łączy jak wspólny nieprzyjaciel.
-Nie o to chodzi.- królowa nie zwróciła uwagi na jej reakcję.- potrzebujemy wiedzieć, gdy znajdziemy zegar z wiadomości.
-Nie rozumiem pytania.- Powietrze zdziwiła się.- Po co wam ten przedmiot?- osiemnastolatka uderzyła się w czoło.
-Bo tam jest klucz do szkatułki z książką.- odpowiedzią w miarę spokojnie.
-Ale jego już tam nie ma.
-Co?!- czerwonooka przeraziła się.- Jak to? To gdzie teraz jest?!- kobieta patrzyła na nią badawczo.
-Ty sobie ze mnie żartujesz, prawda? To jakiś głupi program telewizyjny po tytułem „Wkręć boga”?- nastolatka uniosła brew.
-Coś takiego istnieje?- zaciekawiła się.- Dobra, mniejsza o to. Nie żartuję sobie z ciebie! Powiedz, gdzie on jest.- poprosiła. Aria parsknęła.
-Nie wieżę. Przecież wasz mag wody ma go w kieszeni!- szczęka mi opadła. Nadia miała go przez cały czas? Wszystkie pary oczu skierowały się w stronę dziewczyny. Ta sięgnęła do kieszeni i wyjęła kluczyk. Dobrze, że nie możemy się odzywać nie pytani. Zapewne wielu z nas cieśnie się na usta kilka ciekawych komentarzy na ten temat. Blondynka podeszła do tkacza.
-Dlaczego nie powiedziałaś, że go masz?- nastolatka już miała odpowiedzieć, ale wyręczył ją Kaspian (nie wiem jak, ale jakoś udało mu się odezwać).
-Ja znam powód. Pamiętasz, kiedy mieszkaliśmy w hotelu? Wtedy Nadia miała wizję, że ten klucz będzie nam do czegoś potrzebny, ale nie wiedziała po co i schowała go do kieszeni.- przywódczyni odetchnęła. Zwróciła się w kierunku bogini. Skłoniła się.
-Przepraszamy za najście. Liczymy na dalszą w współpracę.- kobieta miała zamiar coś powiedzieć, ale spojrzenie Naito natychmiast postawiło ją do pionu.
-Tak, tak idziecie już.- odpędziła nas ruchem ręki.
-Jeszcze jedno pytanie. Gdzie mamy szukać księgi?- popatrzyła na nas badawczo.
-To wy jeszcze nie wiecie?
-Nie.
-Wskazówka jest wyryta na kluczu. Do widzenia.- audiencja została oficjalnie zakończona.
***
Wróciliśmy do samochodu. Powietrze z nas uszło.
-Strasznie was przepraszam, ale nie wiedziałam, że ten klucz będzie aż tak ważny. Nie ukryłam go celowo.- piętnastolatka przyłamała się.
- Skąd miałaś to wiedzieć, ważne że to my go mamy, a nie ci faceci z Ruchu. Prawda?- blondynka była nadzwyczaj miła. Generał dokładnie obejrzał przedmiot. Po chwili znalazł grawer.
-„Wieczne tornado”?- zdziwił się. Elizabeth przeklęła.
-Coś nie tak?- spytałam.
-Ja wiem o co jej chodzi. Zjawisko nazwane wiecznym tornadem, to najzwyczajniej ogromna trąba powietrzna grasująca po wodach morza należącego do Kraju Powierza. Utworzyło się stosunkowo nie dawno. Czas idealnie pokrywa się z tym, w którym doszło do morderstwa Eryka. Zjawisko to ostatnio przybrał ona sile.
-A skrzynka zapewne to jego serce.- przywódczyni kaszlnęła.
-Genialnie.- westchnęłam.
-Hej, może zrobimy sobie małą przerwę od tego całego kwasu?- propozycja wojskowego zabrzmiała jak zbawienie. Włączył radio międzynarodowe i z głośników popłynęła muzyka. Tańczyliśmy i śpiewaliśmy. Za oknem padał śnieg. Kucharz przysadził pizzę. Choć na moment poczuliśmy się jak nastolatki.
-Godzina osiemnasta czas na fakty w Radiu Republik. Pojawiły się nowe fakty w sprawie tajemniczego zabójstwa szóstego generała Ziemi, Alarica Wayland.- brunet wypluł jedzenie na stół.
-Ilu zabili!?- wrzasnął.
-Cicho.- Nadia upomniała go. Chłonęła każde słowo spikerki.
-Kraj Ziemi apeluje do generała Kaspiana Montrosa o natychmiastowy powrotu do Kraju Ziemi lub ambasady na terenie Kraju Powietrza, gdzie został przydzielony. Jeżeli, z jakiś przyczyn jest to niemożliwie, prosimy  o jakikolwiek kontakt.
-A co jeżeli tego nie zrobię?!- skrzywił się. kobieta z radia jakby go usłyszała.
-W przeciwnym wypadku zostanie odwołany z funkcji…
-E, to tylko blef…
-…oraz uznany za zdrajcę narodu konspirującego z organizacją zwaną Krwawy Omen.- poderwał się z miejsca.
-To niedorzeczne. Tyle zrobiłem dla tego głupiego kraju, a oni mają czelność robić cos takiego!?- wyłączył radio. – Co robimy?
-Trzeba udowodnić, że żyjesz, nic ci nie jest i że nie konspirujesz z żadnym ruchem oporu.- czym dłużej Nadia wyliczała, tym bardziej robiło mi się nie dobrze. Cała nasza misja może się nie powieść.
-Czyli według ciebie mamy go posłać wprost w łapy Omenu?- sarkastycznie pytanie Feliksa skłoniło nas do refleksji.- Myślisz, że nie słuchają radia?
-My nie słuchamy.- powiedziałam.
-Nie o to chodzi. Na pewno obsadzili już te miejsca i czyhają na niego. Najrozsądniejszym wyjściem jest na przykład list elektroniczny przekazy przez gołębia.
-Nie możemy ufać żadnemu gołębiowi.- zauważyła Eliza.- Tam też na pewno mają wtyki.( tak dla wyjaśnienia gołąb to nie tylko ptak, ale też niesamowicie wyszkolony kurier wynajmowany do dostarczenia bardzo bardzo bardzo ważnych dokumentów lub paczek)
-Ciężka sprawa. Moglibyśmy wysłać kogoś z nas, ale walczyliśmy z nimi i natychmiast nas rozpoznają.- zauważył filozof.
-Ja to zrobię! Przecież mnie nie widzieli.- na ochotnika zgłosił się Aron. Był całkowicie poważny.
-Jesteś tego pewien? Oni są bardzo niebezpieczni.- Nadia zaniepokoiła się.
-Ja też jestem groźny. Przecież wiecie, że możecie mi zaufać.- spojrzeliśmy po sobie. To poważna decyzja. Znamy Arona od kilku dni. Gdyby to ode mnie zależało, nie powierzyłabym mu tak odpowiedzialnej funkcji. I do tego nie jest magiem. Nagle niebieskowłosa wstała i wypowiedziała słowa, które przesądziły sprawę.
-Ręczę za niego. – westchnęłam. Ten pomysł bardzo mi się nie podoba, ale nie mam nic do gadania. To nasza jedyna szansa.
-Dobrze, zaufamy mu.- podziała Eliza. Kaspian wstał z miejsca, rozłożył swój zwój i wyciągnął z niego kamerkę. Nagrał krótki filmik wyjaśniający całą sprawę. Kartę z nagraniem włożył do bąbelkowej koperty i wręczył łowcy.
-Nie ukrywam, że liczę na ciebie. Obyś nie zawiódł. A, i jeszcze jedno! Nie daj się zabić.- poklepał go po ramieniu. Pożegnaliśmy Arona. Przed tym doszliśmy do wniosku, że powinien się od nas odłączyć, ponieważ ma swoje życie, a nasze sprawy zupełnie go nie dotyczą. Zgodził się z nami i odszedł wraz z listem Kaspiana, który ma uchronić go przed karą śmierci. Miejmy nadziej, że dotrze do ambasady.
-To co robimy dalej?- spytała Nadia.
-Zabierz krem z filtrem. Jedziemy nad morze!



 ***
Madziu, bardzo dziękuję ci za komentarz! Serio to dużo znaczy i podnosi na duchu. Ogólnie moim marzeniem byłoby zobaczyć dziesięć komentarzy pod rozdziałem <3
                                                                                                                  Soraja

sobota, 5 marca 2016

Rozdził XLVII



Nadia
Spokojnie graliśmy w karty, gdy do przyczepki wszedł Feliks. Chłopak wyglądał tak, jakby miał zaraz zemdleć. Z jego ramienia sterczało coś na kształt ogromnego drzewca. Na rękach trzymał wyjącą z bólu Elizę. Jej noga była w potwornym stanie. Krew kapała na podłogę camera. Naito i Kaspian natychmiast poderwali się z miejsca. Białowłosy złapał w ramiona swoją dziewczynę, a generał podtrzymał konającego Płonienia.
-Kaspian, połóż go na łóżku i obmyj delikatnie wokół rany. Możesz spróbować to usunąć.- skierowałam się do trenera. –Połóż ją na stole. – szybko wykonali moje polecenia. Nie wiedziałam, kogo ratować pierwszego. Wyciągnęłam zwój, a z niego apteczkę. Podałam kucharzowi strzykawkę ze środkiem przeciwbólowym.
-Wstrzyknij jej to. Między czasie oczyść ranę.- rzuciłam mu fiolkę z lekiem. Pobiegłam do Feliksa. Serce mi stanęło. Z jego obojczyka sterczał ogromny pazur. Jemu również podałam morfinę.
-Kaspian, złap mocno go i nie puszczaj, dopóki ci na to nie pozwolę.- brunet chwycił rudzielca za ramiona i skinął na mnie głową. Zacisnęłam dłonie na pazurze. Zaczęłam odliczać.
-Raz, dwa, trzy!- pociągnęłam z całej siły. Poczułam jak ponownie otwiera się rana. Wydarłam paznokieć. Rzuciłam go na podłogę. Feliks starał się nie krzyczeć. Mocno zaciskał zęby. Krew przelewała się litrami. Użyłam jej do regeneracji. Posoka zalśniła. Zaczął się proces zrastania kości. Tego już nie wytrzymał.
-Boli jak cholera!- warknął.
-Nie da się znieczulić kości!- wrzasnęłam. Po złączeniu gnatów, odnowiłam mięśnie, żyły, tkanki. Kiedy wyglądało to w porządku, opatuliłam mu to bandażem.
-Na razie nie ma jako takiego zagrożenia twojego życia.- oznajmiłam.
-Dziękuję.-powiedział. Zostawiłam go pod opieką maga ziemi i wróciłam go królowej. Jej stan jest krytyczny. Krwotok wcale nie chce się zatrzymać. Wzięłam nóż i rozcięłam nim nogawkę spodni dziewczyny. Do samochodu wbiegła uradowana Kaja. W ręce ściskała cel tej podróży- diabelską pozytywkę. Na widok poszkodowanych mina jej zrzedła i szesnastolatka zbladła.
-Aron, przydaj się na coś i zabierz ją na świeże powietrze.
-Nie ma sprawy.
-Feliks, możesz rozmawiać?- spytałam.
-Tak.
-Powiedz co się stało.- walnęłam zakrwawioną nogawką w kąt.
-Rozmawialiśmy z tym całym Adamskim i Elizabeth zapytała się go, czy możemy zobaczyć jego kolekcję. Od razu się zgodził, ale pojawił się problem, gdy chcieliśmy zostać sami. W jego oczach pojawił się strach i żal. Tak jakby wiedział, że idziemy na pewną śmierć, bo po zaledwie minucie tam spędzonej, zaatakował nas ogromny pies. Najpierw zepchnąłem Kaję z toru jego ataku, ale, sam nie wiem czemu, Beth nie uskoczyła i potwór zacisnął szczęki na jej nodze.
-Miała szczęście. Gdyby nie mięśnie, nie byłoby czego ratować, ale i tak jest do bani.- dokładnie oglądnęłam jej kończynę. Tragedia. Wszędzie krew, pogruchotane kości, ścięgna na wierzchu. W jedna rzecz ją uratowała.
-Wiedzę, że maczałeś palce całej tej sprawie.- mag ognia uśmiechnął się blado.- Dzięki tobie całkowicie się nie wykrwawiła.
-Co takiego zrobił?- spytał Nazaja.
-Widzisz tą żyłę, o tutaj?- wskazałam palcem na główną tętnicę. –Przypalił ją.- wyciągnęłam nóż i rozcięłam to miejsce. Ropa rozlała się po całym stole. Dziewczyna straciła przytomność.
-Kochanie? Słońce!- białowłosy cały czas był przy niej i uspokajał ją. Gdy ta zemdlała, popłakał się. –Błagam cie nie umieraj! Nie możesz mnie zostawić samego! Nie znowu! Nie teraz!- popatrzył się na mnie.- Ratują ją!- nigdy nie wiedziałam go tak wściekłego i zrozpaczonego. Jego maska opadał. Stałam przed załamanym, młodym człowiekiem, którego ukochana umierała na jego oczach. Do koncertu lamentów, dołączył się jej młodszy brat.
-Zamilczcie obaj! Nie mogę się skupić. Takim zachowaniem jej nie pomagacie!- momentalnie przestali. Odkręciłam butelkę i wylałam wodę na nogę blondynki. Zabieg ten pozwala nie tylko na skuteczne leczenie, ale i skrupulatne przejrzenie całej kończyny. Spostrzegłam spory ubytek w piszczelu. Brakowało połowy kości. Co teraz zrobię nie?! Umiem jej sama wytworzyć.
-Kaspian, potrafisz stworzyć coś na kształt piszczela? Bo ten w nodze Elizy do niczego się już nie nadaje.
-Jak to?!- krzyknął.
-Pies wyżarł jej ten kawałek! Łapiesz? Stwórz taki!
-Nie mam z czego.- zaczęłam intensywnie myśleć nad rozwiązaniem. Grzebiąc z ranach natrafiłam na coś podobnego do zębów potwora. Wyjęłam wszystkie. Ilość w sam raz na wykreowanie zastępczej części szkieletu.
-Masz.- podałam mu uzębienie gada, które postawił po sobie w łydce czerwonookiej.
-Co to?- zdziwił się.
-Nie interesuj się.- powiedziałam. Mag natychmiast zabrał się do roboty. Po chwili podał mi idealną kostkę. Teraz najtrudniejsza część. Musze usunąć pozostałości starej i zastąpić nową. Ostrożnie podważyłam ją skalpelem i wyciągnęłam na blat. Twarze chłopaków zrobiły się zielone. Szybko włożyłam zamiennik. Odnowiłam wszystkie układy i unieruchomiłam nogę. Zmęczona usiadałam na krześle.
-Możecie to ogarnąć?- poprosiłam. Mountrose od razu poderwał się z miejsca i pościerał krew ze stołu i podłogi. Gdy skoczył, podszedł do mnie i obmył mi dłonie oraz twarz.
-Dziękuję.- uśmiechnęłam się.
- Nie, to ja dziękuję. Po raz kolejny uratowałaś moją siostrę.
-I Feliksa.- zaśmiałam się.
-To też, ale on się nie liczy.- rzucił przyjacielowi zaczepne spojrzenie. Ten od razu walnął go poduszką. Zaczęli sobie dogryzać. Odetchnęłam. Dopiero teraz doszło do mnie, ile błędów mogłam popełnić. Zaczęłam się trząść. Schowałam głowę między kolanami i policzyłam do dziesięciu, oddychając bardzo głęboko. Z każdym wdechem powtarzałam sobie, ze już po wszystkim. Gdy odzyskałam równowagę, wyszłam na dwór zobaczyć co z Kają.
Kaja
Siedziałam przed ogniskiem rozpalonym przez Arona i obserwowałam tańczące płonienie. Na zewnątrz panował półmrok. Siedzieliśmy w ciszy. Chłopak co jakiś czas dorzucał trochę gałęzi do ognia. Przy sercu trzymałam szkatułkę. Skarb, po który się wybraliśmy. Skarb, za który bliskie mi osoby były gotowe oddać życie. A co jeżeli teraz wrzuciłabym go do ogniska? Zacisnęłam palce na pozytywce i  powolutku zaczęłam wyciągać dłoń w kierunku płomieni. Nagle łowca złapał mnie za nadgarstek.
-Co robisz?- spytał spokojnie.
-Nie chce tego.- odpowiedziałam. Poczułam się jak ja sprzed dwóch lat. Samotna, niechciana, porzucona. –Przez ten przedmiot moi przyjaciele walczą o życie.- zapanowała cisza. Różniła się od tej przed pięcioma minutami. Brunet ważył każde słowo. Pewnie myśli, że zwariowałam i obmyśla sposób jak w miarę bezpiecznie i szybko mnie obezwładnić.
-Nie raz byłem na twoim miejscu, tylko, że twoi przyjaciele się z tego wyliżą, bo mają fachową pomoc. Nie masz się czym martwić, a ryzyko, które wspólnie podjęliście jest warte swojej ceny.- uśmiechnął się. Ma rację. Sama nie raz byłam na misji, z której połowa moich współpracowników nie wracała. Ale to było coś zupełnie innego.
-Nie wybaczyłabym sobie, gdyby któreś z nich zmarło przeze mnie.- cofnęłam rękę.- Powietrze na pewno nie pchałaby nas na pewną śmierć, gdyby nie było takiej potrzeby. Coś musimy być na rzeczy z tą pozytywką.- obejrzałam ją dokładnie z każdej strony. W końcu ją otwarłam. Słodka muzyka przypomniała mi dzieciństwo. Jedno ze zdobień wyglądało trochę podejrzanie. Położyłam na nim palec i delikatnie nacisnęłam. Mechanizm zgrzytnął i dół pudełeczka rozwarł się. Coś z niej wyleciało. To zwitek pergaminu! I na dodatek turla się w stronę ogniska! Niespodziewanie ktoś delikatnie go nadepnął. To Nadia! Poderwałam się z miejsca.
-I jak się czują?!- zawołałam przejęta.
-Żyją, raczej nic im nie będzie. – przeniosła wzrok na rulon.-Co to?
-Sami nie wiemy.- odparł Aron.
-To sprawdźmy!- dziewczyna ochoczo podniosła śmietek. Ostrożnie rozwinęła go i zaczęła czytać.
Jeżeli czytasz tę wiadomość, to znaczy, że ja już nie żyję. Zabili mnie ludzie nazywający siebie Ruchem Sprawiedliwych. Skoro masz tę szkatułkę, to zapewne przejąłeś moją rolę jako najsilniejszego maga powietrza. Zadanie, którego się podjąłeś nie będzie łatwe. Gratuluje, odnalazłeś przedmiot należący do żywiołu. Teraz czas na klucz i oczywiście księgę, którą skrzętnie ukryłem zanim zdążyli mnie zabić. Oto dwa słowa, mające doprowadzić cię do klucza. Tik tak. Powodzenia!
-Eryk ułatwił nam sprawę. Wiem, że był szybszy od Ruchu Sprawiedliwych, ale mylił sie co do osoby odnajdującej tę widomość.
-Czemu, przecież jak bogini się z mną połączy to będę najsilniejsza.
-Zauważ, jak dawno on to pisał. Pomyśl, ile osób próbowało przed tobą. Zapewne dobrze znał chłopaka, który miał przejąć jego stanowisko. „Tik tak” to na pewno zegar, ale nie wiem jaki i gdzie. Tylko oni dwaj to wiedzieli. – niebieskowłosa westchnęła.
-Czyli musimy wrócić do tej wrednej baby i spytać czy przepadkiem czegoś nie wie na ten temat?- żółtooki skrzywił się.
-Tak, albo znowu, na własną rękę, będziemy przeczesywać gruzy starego miasta.
-Wybieram opcję numer dwa.- odparłam natychmiast.
-Chodźcie, trzeba poinformować resztę.- zauważyła Wróblewska.
***
Opowiedzieliśmy chłopakom, co się nam przydarzyło na zewnątrz.
-Tylko na chwilę spuściłem cię z oka, a ty od razu rozwiązujesz jedną z zagadek stulecia?!- filozof obraził się. Zignorowałam go.
-Możliwe, że zegarek znajduje się w dom Eryka.- stwardziała Nadia, cucąc nieprzytomną królową.
-Tak, to jest cholernie niepewne.- generał wyłożył nogi na stole i skrzyżował ramiona. Niebieskooka posłała mu zabójcze spojrzenie i ten natychmiast usiadł prosto. Jak ona to robi?
-Możemy też pojechać do…
-Nawet nie kończ!- krzyknęłam. Płomień zaśmiał się.
-Czyli jest ktoś, kogo nie lubisz bardziej ode mnie.- uśmiechnął się. Skrzywiłam się w odpowiedzi. Nagle Eliza odzyskała przytomność. Naito, który siedział cały czas przy jej boku, porwał ją w ramiona.
-Tak się o ciebie bałem. Już myślałem, ze się nie obudzisz.- chłopak mówił to przez łzy.- Proszę, nie rób mi tego więcej.- wyszeptał.  Blondynka była trochę zdezorientowana. Po dłuższej chwili przekonała swojego chłopka, żeby ją puścił i zeszła ze stołu. Gdy tylko stanęła na prawej nodze, krzyknęła i byłaby upadła, gdyby trener zręcznie jej nie złapał.
-Jak boli!- warknęła.
-To naturalne. W końcu wymieniłam ci kość.- Nadia mówiła to z bezpiecznej odległości.
-Co zrobiłaś? To w ogóle możliwe?- na twarzy przywódczyni malowało się zdziwienie.
-Gdybym tego nie zrobiła, już nie miałabyś nogi.- poinformowała.- Za kilka dni zobaczę, czy wszystko ze sobą współpracuje…
-A co jeżeli nie będzie?- na twarzy dziewczyny pojawiło się zmartwienie.
-To nie wiem. Coś wymyśle.
-Bardzo pocieszające.- syknęła.
-Znaleźliśmy ważne poszlaki. – brat podał jej karteczkę. Szybko ją przeczytała.
-Co zamierzacie dalej robić?- spytała. Cisza.- Tak myślałam. Wracamy i szukamy tego felernego zegarka.- Naito natychmiast wskoczył za kierownicę i wcisnął gaz do dechy. Powtórnie odwiedzimy nieistniejące miasto. Cieszycie się?