Translate

sobota, 26 marca 2016

Rozdział L



Nadia
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego nie walczyliśmy? Odpowiedź jest prosta. Kaspian rzucił nam uspokajające spojrzenie i dał znak do ucieczki tylko Feliksowi. My, czyli ja i on, mieliśmy dać się złapać. Tak też zrobiliśmy. Żołnierze skuli nas w kajdany i wrzucili do furgonetki. Kilka minut później znaleźliśmy się na posterunku policji. Tam dokładniej nas unieruchomiono i wtrącono do obskurnej celi. Byłego generała zawieszono za ręce pod sufitem, a nogi związane linami ( żeby nie uwolnił się za pomocą magii metalu) zaczepiono o haki w podłodze. Mi z kolei skrępowano ręce i nogi oraz zasłonięto oczy jakąś szmatką, żebym nie użyła magii krwi czy wody. Gdy wyszli chłopak szepnął.
-Julia? Jak się czujesz?
-Nie mów tak do mnie.- syknęłam.- A poza tym, ty masz gorzej.- ramiona nieźle muszą się mu dawać we znaki.
-Nie powiem, bywało lepiej.- zaśmiał się.
-Może powiesz mi, co tutaj robimy?! Dlaczego daliśmy się złapać?- westchnął.
-Muszę coś sprawdzić. To bardzo ważne.- chyba nigdy nie był tak poważny.
-Przez twoją ciekawość będziemy mieć niemałe kłopoty.- zganiłam go. Jak na zawołanie drzwi do pomieszczenia rozwarły się z hukiem i do środka ktoś wszedł.
-Julia Hunter i Kaspian Mountrose! Wieki się nie widzieliśmy. Co u was słychać?
-Alaric Wayland.- nastolatek warknął.- Wiedziałem, że żyjesz!- to właśnie to chciał sprawdzić? Czy jakiś koleś żyje? Co nas w ogóle obchodzi jakiś generał, który upozorował swoją śmierć?
-Nie żartuj, że tylko dlatego dałeś się złapać?- podejrzewam, że zapewne uderzył się ręką w czoło ubolewając nad naszą głupotą.
-Tak, więc skoro już cię odwiedziłem to może nasz uwolnisz?- naiwność Kaspiana mnie dobija.
-Oczywiście!- co? Czy on jest głupszy od bruneta? – Że nie! Jesteście ściganymi przestępcami przez Krwawy Omen jak i wojsko, nie mówiąc o populacji całego świata. Zastanawiam się tylko nad jednym.
-Nad czym?- zaciekawił się.
-Czy najpierw cię przesłuchać, powiedzieć światu, że Krwawy Omen cię złapał czy może oddać cię w łapy wojska.
-Czyli nie rozważasz opcji uwolnienia nas?- nalegał.
-Nie. – szurnął nogą, zapewne się obrócił i zawołał – Bierzcie go na przesłuchanie!
-Po co?!- wrzasnął były wojskowy. – Ej zostawcie mnie! Weź te łapy! Koleś nawet nie podchodź!- ktoś zasłonił mu usta i został wyprowadzony z komory. Zostałam sama ze sobą.
Kaja
Trochę zgłodnieliśmy, więc postanowiliśmy zatrzymać się w pobliskiej knajpie. Uwierzcie mi na słowo. Fascynujące miejsce. Wejście jest tak niskie, że wchodząc  zahaczyłam głową o belkę. Przy wszystkich czterech ławach miejsca były zajęte przez zawodowych złodziei i pijaków w skrócie magów ziemi. Musieliśmy przejść pomiędzy nimi aby dostać się do baru i coś zamówić. Nie obeszło się bez wulgarnych komentarzy pod naszym adresem i klapania po tyłku. Ja jednemu złamałam rękę, a drugiemu Beth rozbiła talerz na głowie. Od Naito trzymali się z daleka. Może dlatego, że szedł za nim Puszek? Złożyliśmy zamówienia do barmana i siedliśmy w kącie rudery. Stąd był idealny widok na wszystko i wszystkich. Naprzeciwko nas ktoś przywiązał jakiegoś gościa do tablicy z rzutkami. Inni z zawiązanymi oczami, między czasie popijając z kielicha, mierzyli do niego nożami. Ciekawe czy mogę z nimi zagrać. A może przyłącze się do tych, którzy jedzą na czas. Nie, już wiem! Dopiero teraz zauważyłam konkurs wprost idealny dla mnie! Picie whisky! Wstałam od stolika i podeszłam do żołnierzy.
-Mogę zagrać z wami?- spytałam niewinnie. Prowadzący zlustrował mnie.
-Ile masz lat?- rzucił szorstko.
-Wystarczająco.- podskoczyłam ucieszona. Przyjrzał mi się uważnie, ale skinął głową i podał mi butelkę. – O co gramy?- spytałam się.
-A o co chcesz?- uśmiechnął się krzywo. Nagle do gospody wpadł zziajany Feliks. Odszukał nas wzrokiem i podbiegł do stolika.
-Dajcie mi minutkę.- spojrzałam przepraszająco. Wróciłam do przyjaciół.
-Co się stało? Gdzie mój brat i Nadia? Przecież byli z tobą.- na twarzy królowej malował się niepokój.
-Wojskowi ich zgarnęli z ulicy.-oznajmił.
-I oni dali się złapać?- spytałam z kpiną.
-Tak, nie wiem dlaczego.- usiadł. Naito szepnął coś do wilka i ten wybiegł z baru. Po chwili wrócił.
-Nie ma tropu. To niemożliwe.- był w szoku.- Puszek zawsze wszystkich odnajduje.
-Tym razem zawiódł.
-To jak ich znajdziemy?- blondynka zmartwiła się.
-Mam pewien pomysł.- uśmiechnęłam się.- Zaraz wracam.- zerwałam się z miejsca. Pobiegłam do czekających na mnie zawodników.
-Już wiesz o co gramy?
-Tak. Jak wygram to odpowiecie mi na pytanie.
-Nie ma sprawy, a jak ja wygram to mnie pocałujesz i to z języczkiem. Rozumiemy się?- przez jego łajdacki uśmieszek żołądek wywraca mi się do góry nogami.
-Umowa stoi.- podłam mu rękę. Uścisnął ją i na znak zaczęliśmy pić. Łykaliśmy alkohol jak oszalali. Mój przeciwnik zsunął się z stołka po półtorej butelki. Ja na luzie skończyłam drugą i nadal byłam wszystkiego świadoma.
-Czas odebrać nagrodę. Gdzie trzymacie więźniów z łapanki lub z fałszywymi dokumentami?- nic niepodejrzewający mężczyzna odpowiedział
-Na posterunku. – czknął.
-Dzięki.- odeszłam od ławy. Przysiadłam się do przyjaciół. Czekał na mnie duży kotlet schabowy z tłuczonymi ziemniaki i kompot.
-Więźniów trzymają na posterunku.- oznajmiłam.
-No to napadamy na posterunek.- Płomień był pełen energii.
-Ale dopiero po jedzeniu.- dodałam.
Nadia
Kaspian długo nie wraca. Czy oni myślą, że te kajdany mnie powstrzymają. Spokojnie dam radę je zamrozić, ale to trochę mi zajmie. Z powietrza zebrałam wystarczającą ilość wody. Po dłuższej chwili więzy opadły na podłogę. Natychmiast poluzowałam chustę, żebym przy mocniejszym szarpnięciu głową, zdjęła ją. Ponownie założyłam łańcuchy. Wystarczy wysunąć z nich kończyny i gotowe. Będę mogła walczyć. Jak na zawołanie do celi weszło chyba dwóch strażników wlokąc coś za sobą. To chyba Kaspian. Upuścili go na podłogę. Cicho jęknął.
-Ty za pięć minut!- wrzasnął w moją stronę. Nie czekając na odpowiedź z mojej strony opuścił boks. Zdarłam opaskę z oczu. Przeraziłam się. Nie miał na sobie koszulki. Na jego placach, ramionach, brzuchu, i klatce piersiowej widniały rany cięte oraz te zadane biczem. Miał porozcinane usta, przypalone brwi i rozkwaszony nos. Jedno z jego uszu było dziwnie zdeformowane, tak jakby ktoś zawiesił na nim okropnie ciężkie odważniki. Zgromadziłam trochę wody i podeszłam do niego. Zdążyłam zatamować krwotok z jego ran. Między czasie zauważyłam dziwną bliznę na jego szyi. To pieczęć Krwawego Omenu! Czyli Wayland jednak z nimi trzyma. Jesteśmy w pułapce!
-Kaspian przebudź się!- zaczęłam go cucić. Na szczęście na chwilę odzyskał przytomność.
-O co cię pytał?
-To tu robimy i dlaczego…- wyszeptał. Ledwo mówił. Nie miał siły aby otworzyć oczy.
-Co mu powiedziałeś?- dopytywałam. Wiem, że powinnam mu dać spokój ale musimy mieć jakąś wiarygodną historyjkę.
-Powiedziałem, że pojechaliśmy na… wspólne ferie zimowe, a o nim usłyszałem w radiu i zaniepokoiłem się… więc dlatego go odwiedziłem.- zemdlał. Nie dziwie się. Stracił masę krwi i do tego dźwiga brzemię pieczęci. Odskoczyłam od niego, ponieważ usłyszałam kroki  dobiegające z korytarza. Nie miałam czasu, aby się skuć ani zawiązać oczy więc przystąpiłam do cichej likwidacji. Naciągnęłam łańcuch w przejściu na wysokości kostek i nie czekałam długo. Drzwi otwarły się i strażnik zrobił krok wywracając się na przeszkodzie. Wskoczyłam mu na plecy i skręciłam kark.
-Przepraszam.- szepnęłam. Zawsze kiedy kogoś zabijam przed oczami staje mi widok jego całej rodziny.  Momentalnie odpięłam mu sztylet i przebiłam gardło drugiego. Łzy napłynęły mi do oczu. Szybko je odpędziłam. Życie za życie. Ta maksyma dźwięczała mi w uszach, kiedy z duszą na ramieniu ściągałam mundur z mężczyzny. Założyłam go na siebie i złapałam Kaspiana za ręce.
-Teraz masz udawać trupa. Jak się poszczęści to może nas stąd wydostanę.- ciała rzuciłam do celi i zamknęłam ją. Nastolatka ułożyłam na stole na kółkach i nakryłam go prześcieradłem. Z bijącym sercem wyjechałam na korytarz. W połowie drogi zatrzymał mnie jeden z magów ziemi.
-Znowu kogoś zabili?- jęknął.-Daj zobaczyć.- jeżeli zobaczy jego twarz to przecież pozna, że to Mountrose.
-Nie.- krzyknęłam.
-Czemu?- aż podskoczył wystraszony moim krzykiem.
-Ponieważ zmarł na bardzo zakaźną chorobę.- chłopak z obrzydzeniem odsunął się od wózka.
-Zabierz go, bo jeszcze się zarazimy.- skrzywił się.
-Tak jest.- odetchnęłam. Jest dobrze.
-ŁIIIIIIIJJJJJJUUUUUŁIIIIIJJJJJUUUU!!!- cholera syreny informujące o ucieczce więźniów! Pchałam wózek pod prąd. Koło nas przebiegali zdezorientowani magowie. Żadne z nich nie wpadł na pomysł zatrzymania nas, ale zaraz się zorientują, że mundur został skradziony. Koła wózka skrzywiły się, a on sam stanął dęba. Przeleciałam przez niego i uderzyłam o krzesła w poczekali tuż przed wyjście. Bruneta przygniótł metalowy stelaż. Cicho przeklął. W naszą stronę zmierzał z uśmiechem na ustach klaszcząc w dłonie dwudziestoletni facet o nieco dłuższych czarnych włosach ze złotymi końcówkami i czerwonymi oczami. To zapewne Alaric.  
-Gratuluję pomysłowości. Nie dziwie się, że zostałaś jego prawą ręką. Prawie się wam udało zwiać. Ale prawie. Teraz czas na twoje przesłuchanie. – przyjęłam pozycje do walki.
-Naprawdę chcesz walczyć?- spytał. Nic nie odpowiedziałam. Na dworze padał deszcz. Chmury przysłoniły słońce, dlatego generał wyciągnął z kieszeni zapalniczkę. Jego dłonie pochłonął ogień. Zaczęłam się walka. Kule wystrzeliły w moim kierunku. Bez problemu ich uniknęłam. Widząc, że tym nic nie zdziała wyjął pistolet i jak oszalały zaczął strzelać. Zrobiłam kilka gwiazd kończąc satem i schowałam się za biurkiem w recepcji. Wiedziałam, że to bezsensowne działanie. Musze użyć magii krwi. Liczyłam strzały. Zaraz skończą mu się naboje. I… już. Wyskoczyłam zza mebla i przejęłam kontrolę nad jego ciałem, alt to działanie było na nic, bo jeden z jego sługusów złapał Kaspiana i przyłożył mu nóż go gardła.
-Puść generała, a nic mu się nie stanie.- a było tak blisko. Wyswobodziłam Waylanda. Natychmiast skuto mnie w kajdany i zaprowadzono na przesłuchanie do pokoju, w którym podwładny szorował podłogę drucianą szczotką.
-Obiecał szef, że już dziś nikogo nie przesłuchujemy.- poskarżył się.
-Zmiana planów.- i posadził mnie na krześle naprzeciwko biurka. Poczułam się słabo. Wiedziałam, że mogę tego nie przeżyć.


***
Wesołych, zdrowych i spokojnych świąt Wam życzę kochani :* 
                                                                                                             Soraja

Brak komentarzy: