Kaja
Dojazd nam morze zajął nam niecałe trzy dni. Przez cały ten
czas nie robiliśmy nic konkretnego. Naito gotował jedzenie i odkładał je do
lodówki „na potem”, Kaspian rysował albo Nadię, albo widoki za oknem, Feliks
czytał jakąś książkę, Eliza przeglądała magazyn o modzie, a Nadia z duszą na
ramieniu, słuchała radia.
-Dlaczego cały czas słuchasz radia?- spytałam.
-Staram się wyłapać jakąkolwiek informację o Carterze. Nie
wiem czy Krwawy Omen go dopadł.- odpowiedziała trzęsącym się głosem. Współczuję
jej. Dobrze wiem jak to jest nie mieć
żadnych wieści od ważnej dla ciebie osoby. Miałam ją pocieszyć, ale samochód
nagle zahamował i poleciałam przed siebie uderzając brzuchem o stół, filozof
spadł z krzesła, garnki białowłosego pospadały na podłogę, uzdrowicielka
zdążyła złapać się poręczy łóżka, a królowa i generał… no cóż, im się nic nie
stało. Stali na równych nogach, gotowi do ataku.
-Kaja!- Nadia podbiegła do mnie.
-Nic mi nie jest!- zawołałam. Cholera. Będzie siniak. I to
duży. –Naito co się stało?!- skrzeknęłam, ponieważ jeszcze nie doszłam go
siebie po ciosie.
-Dojechaliśmy!- oznajmił ucieszony.
-No nareszcie!- rozradowany mag ziemi strzelił palcami i
rozmasował szyję.-Już myślałem, że się zgubiliśmy.
-Ja też. – przyznał Płomień z szerokim uśmiechem na ustach.
-Bierzcie kurtki i chodźcie na zewnątrz.- poleciła blondynka.
-Ale jest środek nocy!
-Popieram Nadię! Nigdzie nie idziemy!- w ramach protestu
usiadłam na samym środku campera.
***
Pięć minut później z założonymi rękami stałam nad brzegiem
morza. Śnieg po kolana, zamarznięta woda i pierońskie zimno to czynniki, które
sprawiają, że człowiekowi chce się żyć( mam nadzieję, że łapiecie aluzję).
-Ostatni raz huragan widziany był koło archipelagu wysp
Thiefmor.- rudzielec poinformował nas.-Musimy się tam dostać i sprawdzić, czy
przypadkiem go tam nie zastaniemy.
-A co jeśli tak?- spytałam cicho. Wróżbita pokazał mi dwa
palce.
-Plan jest prosty. Składa się z dwóch części: rozwalić trąbę
i zabrać szkatułkę.- zaśmiał się.
***
Wróciliśmy do pojazdu.
-Idźcie spać. Jutro czeka nas męczący dzień.- poleciła
Eliza. Szybki prysznic i każdy z nas przechadzał się po domu na kółkach w
piżamie. Położyłam się spać. Nakryłam głowę kołdrą. Radio leciało w tle.
Przysnęłam. Ktoś zerwał ze mnie pościel. Przetarłam oczy.
-Słuchaj!- nie mam pojęci, kto wydał mi to polecenie, ale
wykonałam je.
-Dziś, o godzinie czwartej dwadzieścia cztery, do ambasady
dotarło nagranie od generała Kaspiana Mountrosa. Mężczyzna wyjaśnia w nim z
jakich przyczyn się z nami nie kontaktował oraz gdzie aktualnie się znajduje.
Oto ono.- tu spiker odtwarza wideo nastolatka. –Ja, generał Kaspian Mountrose,
z własnej nieprzymuszonej woli oświadczam, że współpracuję z organizacją
„Krwawy Omen”. Jako jeden z główno dowodzących wypowiadam wam wojnę! Jeżeli
chcecie mnie złapać, to czekam na was nad morzem.- zapadła głucha cisza.
Przerwał ją mówca.- Zgodnie z ustawą z dnia czternastego kwietnia 2010 roku, na
generała generałów został wydany wyrok śmierci. Stał się on poszukiwany listem
gończym bandytą. Jeżeli ktoś go zobaczy, prosimy o kontakt pod numer *********.
Nagroda za pomoc w jego odnalezieniu wynosi pięćset tysięcy monet.- W mojej
głowie pojawiło się tak wiele pytań. Czy Aron został napadnięty i zabity przez
organizację mojego brata, czy też nas zdradził? Może to Ruch Sprawiedliwych
zmontował nagranie?
-Ktoś widział mój telefon? Przydałoby mi się trochę gotówki.-
wieszcz już taki jest. Na ekstremalny stres reaguje śmiechem.
-Co to do jasnej cholery ma znaczyć?!- Kaspian z impetem
uderzył pięścią o stół. – Nasz gołąb zawiódł. Co mam teraz zrobić?! Ukrywać się
do końca życia!? O nie! Nie ma takiej opcji.
-Bracie…
-Nie braciaj mi tutaj! To poważna sprawa. To kwestia
jednego, dwóch dni jak mnie znajdą.- warknął.
-To musimy ten dzień czy dwa jak najlepiej wykorzystać.-
oznajmiłam. Chłopak uniósł brew i spojrzał na mnie pytająco.
-Utrzyjmy nosa Arii i zdobądźmy księgę!- wyciągnęłam rękę
przed siebie. zielonooki chwilę zawahał się ale w końcu położył swoją dłoń na
mojej. Po chwili dołączyli się Nadia, Naito, Elizabeth i Feliks.
-Na trzy krzyczymy „Niech żyje wolność”! Raz, dwa, trzy!
-Niech żyje wolność!- unieśliśmy ręce do góry. Zaczęliśmy
się śmiać. Popatrzyłam po twarzach moich towarzysz. Jakiś czas temu byli
ludźmi, których mogłabym bez najmniejszego problemu zabić. Dziś są dla mnie jak
rodzina. Wróciłam na posłanie. Momentalnie zasnęłam. Od kilku dni mam koszmary
z boginią w roli głównej. To albo walczymy, albo rozmawiamy (w formie
przesłuchań), lub jestem przez nią katowana. Nigdy na odwrót. Zawsze ja jestem
ofiarą. Obudziłam się zalana potem, zerknęłam na zegarek. Ósma ramo. Nasza
gosposia już jest na nogach. Robi dla nas śniadanie. Mniam. Zaspana zasiadłam
przy stole i wciągnęłam miskę płatków. Szybka kąpiel i gotowa spałam przy ławie
w kuchni. Inni krzątali się wokół mnie.
-Uwaga! Wychodzimy!- krzyknęła Eliza.
***
Dzisiaj wcale nie było cieplej. Omieszkam się stwierdzić, że
nawet gorzej.
-Skoro jesteśmy wypoczęci to możemy ruszać.- rozglądnęłam
się. Zauważyłam pewien brak.
-A gdzie łódka?- spytałam się. Królowa skinęła na Nadię. Ta
schyliła się i podniosła z ziemi kamień. Rzuciła go do morza. Woda i lód
roztrysnęły się na wszystkie strony.
-Naturalny jest za słaby aby po nim przejść.- oznajmiła.
Położyła nogę na tafli. Woda w szybkim tempie zaczęła zamarzać. Po chwili
staliśmy przed szeroką na jakieś trzy metry drogą. Ciągnęła się ona w siną dal.
Serio nie widziałam końca.
-Pora zacząć naszą wycieczkę!- zawołała i puściła się pędem po
ścieżce. Poruszała się jak łyżwiarka. – Co z wami! Nie bójcie się jakby co to
was złapię!- pomachała do nas. Spojrzeliśmy po sobie. Nikt jakoś specjalnie nie
rwał się do wykonania pierwszego kroku.
-Ja nie opuszam stabilnego lądu. Nie ma takiej opcji!-
krzyknął Kaspian. Na nosie miał czarne okulary przeciwsłoneczne, usta zasłonił
szalikiem, a na głowę zarzucił kaptur. Nie dziwie się. On okropnie ryzykuje
wychodząc na zewnątrz. W każdej chwili może oberwać kulką w łeb.
-Nie zachowuj się jak dziecko i marsz na ten lód.- siostra
wypchnęła go na lodowisko. Przejechał znaczną część drogi, zanim upadł na
tyłek. Resztę drogi przeszedł na czworaka. Kolejnym „śmiałkiem” był Feliks. On również
prosił się o pomoc. Stał z założonymi rękami i niepewnie zerkał na wodę. Po chwili
sunął po dróżce jak jego poprzednik. Gdy Eliza popatrzyła na mnie, już
wiedziałam, ze będę następna i postanowiłam przejść ten odcinek na własnych
nogach. pierwszy krok- niepewny, drugi jeszcze gorszy, a trzeci był porażką. Rozjechała
się. Co najgorsze nie mogłam wstać. Poczułam, że ktoś dźwiga mnie go góry. Ponownie
stanęłam na nogach.
-Złap mnie w tali i nie puszczaj.- Naito chce mi pomóc?! Niesamowite!
Muszę zapamiętać tę chwilę. Bez namysły złapałam się chłopaka, a on bezpiecznie
doprowadził mnie do lądu. Gdy wszyscy dotarli do brzegu Nadia zniszczyła
mostek. Obróciłam się. Moim oczom ukazało się kiedyś piękne miasto, dziś zrujnowane
zapewne przez tornado. Jesteśmy na dobrej drodze.
-Teraz wystarczy przepytać okoliczną ludność i będziemy wiedzieć
co i jak.- ucieszyłam się.
-Tak.- potwierdziła Eliza.
-Nadia, Kaspian i Feliks idą razem. Naito i Kaja idą ze
mną.- oznajmiła królowa. Ciekawe ile nad tym myślała.
***
Im głębiej zanurzaliśmy się w miasto, tym bardziej było
zrujnowane.( i to nie tylko przez żywioł, ale i magów ziemi.) Wojska
stacjonowały w podniszczonych kamieniach, po wybrakowanych drogach jeździły wojskowe
samochody, a patrole zatrzymywały podejrzanie wyglądających przechodniów. Wszędzie
błąkali się bezdomni, sieroty i ubodzy.
-To miejsce jest okropne.- stwierdziłam.
-Tu i tak jest dobrze.- powiedział Naito.- Na innych wyspach
tego archipelagu jest znacznie gorzej.- „Znacznie gorzej”? To możliwe?
-Jak to?- zadałam pytanie zawieszając wzrok na kobiecie. Na rękach
niosła dziwne zawiniątko. Na jej twarzy nie było żadnego wyrazu. Podeszła do
kontenera i wrzuciła tam tobołek. Chwiejnym krokiem skręciła w uliczkę.
-Bo na jednej z tych wysp znajduje się obóz pracy…- nie
słuchałam go. Z ciekawości podeszłam do śmietnika i uchyliłam kawałek
materiału. Złapałam się za żołądek i zwymiotowałam. Bardzo długo nie mogłam do
siebie dojść, po tym co zobaczyła.
-Co się stało?- spytała przejęta blondynka. Starałam się wydusić
z siebie jakieś słowa, ale każda próba kończyła się niepowodzeniem. Zaczęłam płakać.
Białowłosy zaglądną do worka. Ruchem ręki przywołał do siebie Elizę. Ta niepewnie
podeszła do niego. Zawiesiła wzrok na tobołku. Nawet powieka jej nie drgnęła,
gdy patrzyła na małe, zmasakrowane ciałko noworodka.
-Zdarza się.- oznajmiła spokojnie.- Tak kobieta musiała dość
takich samych wniosków.- nie wierzę w to co słyszę. Zero reakcji? Jak koło czego
takiego można przejść obojętnie. To nie jest pies rozjechany prze samochód, ale
małe dziecko, które miało szansę na normalne życie, a teraz leży w śmietniku. Rozpacz
zamieniła się w złość.
-Wiesz co, wolę usłyszeć co do powiedzenia ma jego mama.-
puściła się pędem za nieznajomą. Znalazłam ją. Powiesiła się w zaułku,
nieopodal kontenera. Upadłam na kolana. Nie wiem czemu, ale śmierć tych ludzi
mą wstrząsnęła. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam. Jako zawodowa
zabójczyni byłam wstanie zabić każdego o każdej porze dnia i nocy. Chciałabym
pogadać z Nadią. Ona by mi to jakoś poukładała w głowie. Sama sobie nie
poradzę.
Nadia
Wszędzie do koła żołnierze. Kaspian z każdym krokiem coraz
bardziej zagłębia się w swój szalik. Widzę, że sprawdzają podejrzanie wyglądających
ludzi. Mam nadzieje, że nie przyciągną ich przeciwsłoneczne okulary generała. A
jednak nie mamy tyle szczęścia.
-Co was sprowadza do naszego miasta?- czułam na sobie jego spojrzenie,
więc postanowiłam mówić.
-Przyjechałam odwiedzić chorą ciocię.- palnęłam.
-Yhym… dokumenciki poproszę.- no to po nas. Jak tylko
zobaczy nasze papiery rozwali nas na miejscu. Wzięłam głęboki oddech.
-Zabrano nam.-skłamałam.
-Aha, zabrano wam! Biedne dzieci!- wrzasnął.- Pójdziecie ze
mną.- oznajmił. Do tej pory nie mam pojęcia jak to zrobiliśmy, ale na jedno
kiwnięcie głowy, zerwaliśmy się do biegu. Ja na północ, Kaspian na południe, a
Płomień wybrał wschód. Pościg był dość długi, ale w końcu złapali mnie i generała.
-Proszę, proszę któż to zaszczycił nas swoją obecnością?! Sam
generał generałów i jego asystentka, ale tego trzeciego nie kojarzę. Pewnie jest
z Krwawego Omenu. Szkoda, że uciekł.- facet o czarnych, krótkich włosach ze
złotymi końcówkami i pomarańczowymi oczami, niczym nie przypominał typu
żartownisia.
-Co z nimi zrobimy szefie?- spytał chłopak stojący u boku
naszego oprawcy.
-Wiesz, strażnicy z obozu pracy narzekali, ze mają za mało rąk
do pracy w kamieniołomach. Jestem przekonany, ze nasze gwiazdy poczują się tak
jak w domu.- głośno przełknęłam ślinę. Co my teraz zrobimy?
Kaja
Gdy doszłam do siebie, wrócił do nas Feliks. Był sam. Poczułam
niepokój.
-Coś nie tak?- spytałam.
-Kaspian i Nadia… oni…
-Mów co z moim bratem!- Beth złapała go za ramiona.
-Zostali pojmani.- zapadła głucha cisza. Jak możemy ich
uratować?
2 komentarze:
<3
Rewelka:)
Prześlij komentarz