Kaja
Powrót do miasteczka okazał się porażką. Podczas naszej
nieobecność, osada została całkowicie obrabowana. Z ruin zniknęły wszystkie
wartościowe przedmioty. Wynieśli nawet meble czy ubrania przesiąknięte wilgocią
i pleśnią. Zrezygnowani, doszliśmy do wniosku, że czas odwiedzić boginię.
Prawie nikt nie cieszył się na spotkani z nią. Tylko Naito zapaliły się oczy na
wieść o spotkaniu z kobietą.
-Niesamowicie cieszę się na spotkanie z nią.- naprawdę nie
potrafił ukryć swojej radość przesiąkniętej nienawiścią.
-Myślisz, że to dobry pomysł?- jego dziewczyna położyła mu
dłoń na ramieniu. Delikatnie ją ściągnął.
-Oczywiście! Narzekacie, że zostawiam was w kluczowych
monetach, a jak mogę się wykazać, to każesz mi zostać i nic nie robić.
-Jesteś pewnie?- blondynka naciskała. Zacisnął usta,
popatrzył w niebo i kiwnął głową. Nastolatka głęboko westchnęła.
-Pora porozmawiać z żywiołem.
***
Bez najmniejszego problemu odnaleźliśmy siedzibę kobiety. Trener
bez namysłu zapalił pochodnie i wlazł do jamy. Bez słowa ruszyliśmy za nim.
Szedł bardzo szybko. Musieliśmy biec, żeby za nim nadążyć. Tym razem żadne
zwierzęta nas nie podrzuciły i byliśmy zdani na własne, obolałe nogi.
Białowłosy nawet na moment nie zwalił. Nie mam pojęcia ile czasu zajęło nam
dotarcie do komnaty Powierza. Mężczyzna wykopał drzwi i wtargnął go środka. Na
tronie siedziała zaskoczona bogini.
-Jak śmiecie, bez żądnej zapowiedzi, zakłócać mój spokój!-
fala dźwiękowa powaliła nas na podłogę sali. Na nogach ostał się tylko Naito.
Jego pochodnia zgasła i zapanował półmrok. Jedynym źródłem światła była
poświata bijąca od żywiołu.
-Zamilcz Aria!- głos chłopaka wywołał co najmniej dziesięć razy
silniejszą falę. Odłamki skał oderwały się od sklepienia i runęły nieopodal
siedziska Arii ( nie wiedziałam, że tacy jak ona mają imienia).
-NAITO!?- wydawał się nie wierzyć w obecność chłopaka w
swoim pałacu. –Czego ode mnie chcesz?! Niczego nie zrobiłam!- ten krzyk nie
miał już w sobie żadnej mocy. Były to paniczne wrzaski i marne tłumaczenia
przerażonej osoby. Mężczyzna zakrył dłonią twarz. Jego ramiona zaczęły drżeć.
Czy on płacze? A może się śmieje? Tak, do drugie. Psychopatyczny śmiech
rozniósł się echem po pomieszczeniu. Aria wyjrzała za tronu, za którym się
przed chwilą schowała i również wybuchła perlistym śmiechem.
-Wiedziałam, że się dogadamy!- zawołała z uśmiechem na
ustach. Dopiero teraz widzę jak żałosne są żywioły. Gdy mrugnęłam, chłopak
podbiegł do niej i złapał z gardło, mocno dociskając ją do tronu.
-Nic nie robiłaś! Tym niczym nazywasz próbę mordu w biały
dzień!- jego dłonie coraz bardziej zaciskały się wokół przełyku kobiety. Jak to
możliwe, że ona boi się białowłosego? To niemal niemożliwe! Przecież jakby
tylko zechciała, to mogłaby strzepnąć go z siebie jak muchę! Dobra, nie jak
muchę, tylko pyłek! Tym czasem on ją dusi!
-Chciałaś zabić ludzi dążących do pokoju na świecie,
wysługując się do tego najpierw dwoma demonami, a potem piekielnym ogarem.
Powiem ci, że tym razem miałaś pecha, bo
cie nakryłem na gorącym uczynku! Po raz kolejny usiłowałaś zabić moją
dziewczynę!- przez całą wypowiedz z impetem uderzał nią o krzesło. Po oparciu
spływała złota krew. – Nie jestem wstanie ci tego znowu wybaczyć! Zawiodłaś na
całej linii!- w jego ręce znikąd pojawiło się ostrze.
-Proszę, nie rób tego!- wychrypiała.
-Z-A P-Ó-Ź-N-O!- ryknął. Gdyby nie szybka reakcja królowej,
z bogini zostałaby żółta plama. Złapała chłopaka za nadgarstek i coś szepnęła
mu do ucha. Spojrzał na nią, otworzył usta ze udziwnia, ale po chwili je
zamknął. Opuścił rękę i odskoczył kilka kroków od białowłosej. Kobieta
zaczerpnęła powietrza. Zasłoniła palcami szyję, abyśmy nie zauważyli ran na
niej. Jakakolwiek skaza na ciele boga jest niedopuszczalna ( według nich).
-Dlaczego mnie uratowałaś?- spojrzała na Beth.
-Tylko i wyłączeni dlatego, że jesteś nam potrzebna do
realizacji planu i muszę cie o coś zapytać.- podała jej skrawek papieru. Ta
szybko przeczytała. Po chwili zgniotła karteczkę.
-Niech ja dorwę ten cały Ruch Sprawiedliwych! Są już
martwi!- przynajmniej mamy wspólnego wroga, a przecież nic tak nie łączy jak
wspólny nieprzyjaciel.
-Nie o to chodzi.- królowa nie zwróciła uwagi na jej
reakcję.- potrzebujemy wiedzieć, gdy znajdziemy zegar z wiadomości.
-Nie rozumiem pytania.- Powietrze zdziwiła się.- Po co wam
ten przedmiot?- osiemnastolatka uderzyła się w czoło.
-Bo tam jest klucz do szkatułki z książką.- odpowiedzią w
miarę spokojnie.
-Ale jego już tam nie ma.
-Co?!- czerwonooka przeraziła się.- Jak to? To gdzie teraz
jest?!- kobieta patrzyła na nią badawczo.
-Ty sobie ze mnie żartujesz, prawda? To jakiś głupi program
telewizyjny po tytułem „Wkręć boga”?- nastolatka uniosła brew.
-Coś takiego istnieje?- zaciekawiła się.- Dobra, mniejsza o
to. Nie żartuję sobie z ciebie! Powiedz, gdzie on jest.- poprosiła. Aria
parsknęła.
-Nie wieżę. Przecież wasz mag wody ma go w kieszeni!-
szczęka mi opadła. Nadia miała go przez cały czas? Wszystkie pary oczu
skierowały się w stronę dziewczyny. Ta sięgnęła do kieszeni i wyjęła kluczyk.
Dobrze, że nie możemy się odzywać nie pytani. Zapewne wielu z nas cieśnie się
na usta kilka ciekawych komentarzy na ten temat. Blondynka podeszła do tkacza.
-Dlaczego nie powiedziałaś, że go masz?- nastolatka już
miała odpowiedzieć, ale wyręczył ją Kaspian (nie wiem jak, ale jakoś udało mu się
odezwać).
-Ja znam powód. Pamiętasz, kiedy mieszkaliśmy w hotelu?
Wtedy Nadia miała wizję, że ten klucz będzie nam do czegoś potrzebny, ale nie
wiedziała po co i schowała go do kieszeni.- przywódczyni odetchnęła. Zwróciła
się w kierunku bogini. Skłoniła się.
-Przepraszamy za najście. Liczymy na dalszą w współpracę.- kobieta
miała zamiar coś powiedzieć, ale spojrzenie Naito natychmiast postawiło ją do
pionu.
-Tak, tak idziecie już.- odpędziła nas ruchem ręki.
-Jeszcze jedno pytanie. Gdzie mamy szukać księgi?-
popatrzyła na nas badawczo.
-To wy jeszcze nie wiecie?
-Nie.
-Wskazówka jest wyryta na kluczu. Do widzenia.- audiencja
została oficjalnie zakończona.
***
Wróciliśmy do samochodu. Powietrze z nas uszło.
-Strasznie was przepraszam, ale nie wiedziałam, że ten klucz
będzie aż tak ważny. Nie ukryłam go celowo.- piętnastolatka przyłamała się.
- Skąd miałaś to wiedzieć, ważne że to my go mamy, a nie ci
faceci z Ruchu. Prawda?- blondynka była nadzwyczaj miła. Generał dokładnie
obejrzał przedmiot. Po chwili znalazł grawer.
-„Wieczne tornado”?- zdziwił się. Elizabeth przeklęła.
-Coś nie tak?- spytałam.
-Ja wiem o co jej chodzi. Zjawisko nazwane wiecznym
tornadem, to najzwyczajniej ogromna trąba powietrzna grasująca po wodach morza
należącego do Kraju Powierza. Utworzyło się stosunkowo nie dawno. Czas idealnie
pokrywa się z tym, w którym doszło do morderstwa Eryka. Zjawisko to ostatnio
przybrał ona sile.
-A skrzynka zapewne to jego serce.- przywódczyni kaszlnęła.
-Genialnie.- westchnęłam.
-Hej, może zrobimy sobie małą przerwę od tego całego kwasu?-
propozycja wojskowego zabrzmiała jak zbawienie. Włączył radio międzynarodowe i
z głośników popłynęła muzyka. Tańczyliśmy i śpiewaliśmy. Za oknem padał śnieg.
Kucharz przysadził pizzę. Choć na moment poczuliśmy się jak nastolatki.
-Godzina osiemnasta czas na fakty w Radiu Republik. Pojawiły
się nowe fakty w sprawie tajemniczego zabójstwa szóstego generała Ziemi,
Alarica Wayland.- brunet wypluł jedzenie na stół.
-Ilu zabili!?- wrzasnął.
-Cicho.- Nadia upomniała go. Chłonęła każde słowo spikerki.
-Kraj Ziemi apeluje do generała Kaspiana Montrosa o natychmiastowy
powrotu do Kraju Ziemi lub ambasady na terenie Kraju Powietrza, gdzie został
przydzielony. Jeżeli, z jakiś przyczyn jest to niemożliwie, prosimy o jakikolwiek kontakt.
-A co jeżeli tego nie zrobię?!- skrzywił się. kobieta z
radia jakby go usłyszała.
-W przeciwnym wypadku zostanie odwołany z funkcji…
-E, to tylko blef…
-…oraz uznany za zdrajcę narodu konspirującego z organizacją
zwaną Krwawy Omen.- poderwał się z miejsca.
-To niedorzeczne. Tyle zrobiłem dla tego głupiego kraju, a
oni mają czelność robić cos takiego!?- wyłączył radio. – Co robimy?
-Trzeba udowodnić, że żyjesz, nic ci nie jest i że nie
konspirujesz z żadnym ruchem oporu.- czym dłużej Nadia wyliczała, tym bardziej
robiło mi się nie dobrze. Cała nasza misja może się nie powieść.
-Czyli według ciebie mamy go posłać wprost w łapy Omenu?-
sarkastycznie pytanie Feliksa skłoniło nas do refleksji.- Myślisz, że nie
słuchają radia?
-My nie słuchamy.- powiedziałam.
-Nie o to chodzi. Na pewno obsadzili już te miejsca i
czyhają na niego. Najrozsądniejszym wyjściem jest na przykład list
elektroniczny przekazy przez gołębia.
-Nie możemy ufać żadnemu gołębiowi.- zauważyła Eliza.- Tam
też na pewno mają wtyki.( tak dla wyjaśnienia gołąb to nie tylko ptak, ale też
niesamowicie wyszkolony kurier wynajmowany do dostarczenia bardzo bardzo bardzo
ważnych dokumentów lub paczek)
-Ciężka sprawa. Moglibyśmy wysłać kogoś z nas, ale
walczyliśmy z nimi i natychmiast nas rozpoznają.- zauważył filozof.
-Ja to zrobię! Przecież mnie nie widzieli.- na ochotnika
zgłosił się Aron. Był całkowicie poważny.
-Jesteś tego pewien? Oni są bardzo niebezpieczni.- Nadia
zaniepokoiła się.
-Ja też jestem groźny. Przecież wiecie, że możecie mi
zaufać.- spojrzeliśmy po sobie. To poważna decyzja. Znamy Arona od kilku dni. Gdyby
to ode mnie zależało, nie powierzyłabym mu tak odpowiedzialnej funkcji. I do
tego nie jest magiem. Nagle niebieskowłosa wstała i wypowiedziała słowa, które
przesądziły sprawę.
-Ręczę za niego. – westchnęłam. Ten pomysł bardzo mi się nie
podoba, ale nie mam nic do gadania. To nasza jedyna szansa.
-Dobrze, zaufamy mu.- podziała Eliza. Kaspian wstał z
miejsca, rozłożył swój zwój i wyciągnął z niego kamerkę. Nagrał krótki filmik
wyjaśniający całą sprawę. Kartę z nagraniem włożył do bąbelkowej koperty i
wręczył łowcy.
-Nie ukrywam, że liczę na ciebie. Obyś nie zawiódł. A, i
jeszcze jedno! Nie daj się zabić.- poklepał go po ramieniu. Pożegnaliśmy Arona.
Przed tym doszliśmy do wniosku, że powinien się od nas odłączyć, ponieważ ma
swoje życie, a nasze sprawy zupełnie go nie dotyczą. Zgodził się z nami i
odszedł wraz z listem Kaspiana, który ma uchronić go przed karą śmierci. Miejmy
nadziej, że dotrze do ambasady.
-To co robimy dalej?- spytała Nadia.
-Zabierz krem z filtrem. Jedziemy nad morze!
***
Madziu, bardzo dziękuję ci za komentarz! Serio to dużo znaczy i podnosi na duchu. Ogólnie moim marzeniem byłoby zobaczyć dziesięć komentarzy pod rozdziałem <3
Soraja
***
Madziu, bardzo dziękuję ci za komentarz! Serio to dużo znaczy i podnosi na duchu. Ogólnie moim marzeniem byłoby zobaczyć dziesięć komentarzy pod rozdziałem <3
Soraja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz