Translate

sobota, 12 marca 2016

Rozdział XLVIII



Kaja
Powrót do miasteczka okazał się porażką. Podczas naszej nieobecność, osada została całkowicie obrabowana. Z ruin zniknęły wszystkie wartościowe przedmioty. Wynieśli nawet meble czy ubrania przesiąknięte wilgocią i pleśnią. Zrezygnowani, doszliśmy do wniosku, że czas odwiedzić boginię. Prawie nikt nie cieszył się na spotkani z nią. Tylko Naito zapaliły się oczy na wieść o spotkaniu z kobietą.
-Niesamowicie cieszę się na spotkanie z nią.- naprawdę nie potrafił ukryć swojej radość przesiąkniętej nienawiścią.
-Myślisz, że to dobry pomysł?- jego dziewczyna położyła mu dłoń na ramieniu. Delikatnie ją ściągnął.
-Oczywiście! Narzekacie, że zostawiam was w kluczowych monetach, a jak mogę się wykazać, to każesz mi zostać i nic nie robić.
-Jesteś pewnie?- blondynka naciskała. Zacisnął usta, popatrzył w niebo i kiwnął głową. Nastolatka głęboko westchnęła.
-Pora porozmawiać z żywiołem.
***
Bez najmniejszego problemu odnaleźliśmy siedzibę kobiety. Trener bez namysłu zapalił pochodnie i wlazł do jamy. Bez słowa ruszyliśmy za nim. Szedł bardzo szybko. Musieliśmy biec, żeby za nim nadążyć. Tym razem żadne zwierzęta nas nie podrzuciły i byliśmy zdani na własne, obolałe nogi. Białowłosy nawet na moment nie zwalił. Nie mam pojęcia ile czasu zajęło nam dotarcie do komnaty Powierza. Mężczyzna wykopał drzwi i wtargnął go środka. Na tronie siedziała zaskoczona bogini.
-Jak śmiecie, bez żądnej zapowiedzi, zakłócać mój spokój!- fala dźwiękowa powaliła nas na podłogę sali. Na nogach ostał się tylko Naito. Jego pochodnia zgasła i zapanował półmrok. Jedynym źródłem światła była poświata bijąca od żywiołu.
-Zamilcz Aria!- głos chłopaka wywołał co najmniej dziesięć razy silniejszą falę. Odłamki skał oderwały się od sklepienia i runęły nieopodal siedziska Arii ( nie wiedziałam, że tacy jak ona mają imienia).
-NAITO!?- wydawał się nie wierzyć w obecność chłopaka w swoim pałacu. –Czego ode mnie chcesz?! Niczego nie zrobiłam!- ten krzyk nie miał już w sobie żadnej mocy. Były to paniczne wrzaski i marne tłumaczenia przerażonej osoby. Mężczyzna zakrył dłonią twarz. Jego ramiona zaczęły drżeć. Czy on płacze? A może się śmieje? Tak, do drugie. Psychopatyczny śmiech rozniósł się echem po pomieszczeniu. Aria wyjrzała za tronu, za którym się przed chwilą schowała i również wybuchła perlistym śmiechem.
-Wiedziałam, że się dogadamy!- zawołała z uśmiechem na ustach. Dopiero teraz widzę jak żałosne są żywioły. Gdy mrugnęłam, chłopak podbiegł do niej i złapał z gardło, mocno dociskając ją do tronu.
-Nic nie robiłaś! Tym niczym nazywasz próbę mordu w biały dzień!- jego dłonie coraz bardziej zaciskały się wokół przełyku kobiety. Jak to możliwe, że ona boi się białowłosego? To niemal niemożliwe! Przecież jakby tylko zechciała, to mogłaby strzepnąć go z siebie jak muchę! Dobra, nie jak muchę, tylko pyłek! Tym czasem on ją dusi!
-Chciałaś zabić ludzi dążących do pokoju na świecie, wysługując się do tego najpierw dwoma demonami, a potem piekielnym ogarem. Powiem  ci, że tym razem miałaś pecha, bo cie nakryłem na gorącym uczynku! Po raz kolejny usiłowałaś zabić moją dziewczynę!- przez całą wypowiedz z impetem uderzał nią o krzesło. Po oparciu spływała złota krew. – Nie jestem wstanie ci tego znowu wybaczyć! Zawiodłaś na całej linii!- w jego ręce znikąd pojawiło się ostrze.
-Proszę, nie rób tego!- wychrypiała. 
-Z-A P-Ó-Ź-N-O!- ryknął. Gdyby nie szybka reakcja królowej, z bogini zostałaby żółta plama. Złapała chłopaka za nadgarstek i coś szepnęła mu do ucha. Spojrzał na nią, otworzył usta ze udziwnia, ale po chwili je zamknął. Opuścił rękę i odskoczył kilka kroków od białowłosej. Kobieta zaczerpnęła powietrza. Zasłoniła palcami szyję, abyśmy nie zauważyli ran na niej. Jakakolwiek skaza na ciele boga jest niedopuszczalna ( według nich).
-Dlaczego mnie uratowałaś?- spojrzała na Beth.
-Tylko i wyłączeni dlatego, że jesteś nam potrzebna do realizacji planu i muszę cie o coś zapytać.- podała jej skrawek papieru. Ta szybko przeczytała. Po chwili zgniotła karteczkę.
-Niech ja dorwę ten cały Ruch Sprawiedliwych! Są już martwi!- przynajmniej mamy wspólnego wroga, a przecież nic tak nie łączy jak wspólny nieprzyjaciel.
-Nie o to chodzi.- królowa nie zwróciła uwagi na jej reakcję.- potrzebujemy wiedzieć, gdy znajdziemy zegar z wiadomości.
-Nie rozumiem pytania.- Powietrze zdziwiła się.- Po co wam ten przedmiot?- osiemnastolatka uderzyła się w czoło.
-Bo tam jest klucz do szkatułki z książką.- odpowiedzią w miarę spokojnie.
-Ale jego już tam nie ma.
-Co?!- czerwonooka przeraziła się.- Jak to? To gdzie teraz jest?!- kobieta patrzyła na nią badawczo.
-Ty sobie ze mnie żartujesz, prawda? To jakiś głupi program telewizyjny po tytułem „Wkręć boga”?- nastolatka uniosła brew.
-Coś takiego istnieje?- zaciekawiła się.- Dobra, mniejsza o to. Nie żartuję sobie z ciebie! Powiedz, gdzie on jest.- poprosiła. Aria parsknęła.
-Nie wieżę. Przecież wasz mag wody ma go w kieszeni!- szczęka mi opadła. Nadia miała go przez cały czas? Wszystkie pary oczu skierowały się w stronę dziewczyny. Ta sięgnęła do kieszeni i wyjęła kluczyk. Dobrze, że nie możemy się odzywać nie pytani. Zapewne wielu z nas cieśnie się na usta kilka ciekawych komentarzy na ten temat. Blondynka podeszła do tkacza.
-Dlaczego nie powiedziałaś, że go masz?- nastolatka już miała odpowiedzieć, ale wyręczył ją Kaspian (nie wiem jak, ale jakoś udało mu się odezwać).
-Ja znam powód. Pamiętasz, kiedy mieszkaliśmy w hotelu? Wtedy Nadia miała wizję, że ten klucz będzie nam do czegoś potrzebny, ale nie wiedziała po co i schowała go do kieszeni.- przywódczyni odetchnęła. Zwróciła się w kierunku bogini. Skłoniła się.
-Przepraszamy za najście. Liczymy na dalszą w współpracę.- kobieta miała zamiar coś powiedzieć, ale spojrzenie Naito natychmiast postawiło ją do pionu.
-Tak, tak idziecie już.- odpędziła nas ruchem ręki.
-Jeszcze jedno pytanie. Gdzie mamy szukać księgi?- popatrzyła na nas badawczo.
-To wy jeszcze nie wiecie?
-Nie.
-Wskazówka jest wyryta na kluczu. Do widzenia.- audiencja została oficjalnie zakończona.
***
Wróciliśmy do samochodu. Powietrze z nas uszło.
-Strasznie was przepraszam, ale nie wiedziałam, że ten klucz będzie aż tak ważny. Nie ukryłam go celowo.- piętnastolatka przyłamała się.
- Skąd miałaś to wiedzieć, ważne że to my go mamy, a nie ci faceci z Ruchu. Prawda?- blondynka była nadzwyczaj miła. Generał dokładnie obejrzał przedmiot. Po chwili znalazł grawer.
-„Wieczne tornado”?- zdziwił się. Elizabeth przeklęła.
-Coś nie tak?- spytałam.
-Ja wiem o co jej chodzi. Zjawisko nazwane wiecznym tornadem, to najzwyczajniej ogromna trąba powietrzna grasująca po wodach morza należącego do Kraju Powierza. Utworzyło się stosunkowo nie dawno. Czas idealnie pokrywa się z tym, w którym doszło do morderstwa Eryka. Zjawisko to ostatnio przybrał ona sile.
-A skrzynka zapewne to jego serce.- przywódczyni kaszlnęła.
-Genialnie.- westchnęłam.
-Hej, może zrobimy sobie małą przerwę od tego całego kwasu?- propozycja wojskowego zabrzmiała jak zbawienie. Włączył radio międzynarodowe i z głośników popłynęła muzyka. Tańczyliśmy i śpiewaliśmy. Za oknem padał śnieg. Kucharz przysadził pizzę. Choć na moment poczuliśmy się jak nastolatki.
-Godzina osiemnasta czas na fakty w Radiu Republik. Pojawiły się nowe fakty w sprawie tajemniczego zabójstwa szóstego generała Ziemi, Alarica Wayland.- brunet wypluł jedzenie na stół.
-Ilu zabili!?- wrzasnął.
-Cicho.- Nadia upomniała go. Chłonęła każde słowo spikerki.
-Kraj Ziemi apeluje do generała Kaspiana Montrosa o natychmiastowy powrotu do Kraju Ziemi lub ambasady na terenie Kraju Powietrza, gdzie został przydzielony. Jeżeli, z jakiś przyczyn jest to niemożliwie, prosimy  o jakikolwiek kontakt.
-A co jeżeli tego nie zrobię?!- skrzywił się. kobieta z radia jakby go usłyszała.
-W przeciwnym wypadku zostanie odwołany z funkcji…
-E, to tylko blef…
-…oraz uznany za zdrajcę narodu konspirującego z organizacją zwaną Krwawy Omen.- poderwał się z miejsca.
-To niedorzeczne. Tyle zrobiłem dla tego głupiego kraju, a oni mają czelność robić cos takiego!?- wyłączył radio. – Co robimy?
-Trzeba udowodnić, że żyjesz, nic ci nie jest i że nie konspirujesz z żadnym ruchem oporu.- czym dłużej Nadia wyliczała, tym bardziej robiło mi się nie dobrze. Cała nasza misja może się nie powieść.
-Czyli według ciebie mamy go posłać wprost w łapy Omenu?- sarkastycznie pytanie Feliksa skłoniło nas do refleksji.- Myślisz, że nie słuchają radia?
-My nie słuchamy.- powiedziałam.
-Nie o to chodzi. Na pewno obsadzili już te miejsca i czyhają na niego. Najrozsądniejszym wyjściem jest na przykład list elektroniczny przekazy przez gołębia.
-Nie możemy ufać żadnemu gołębiowi.- zauważyła Eliza.- Tam też na pewno mają wtyki.( tak dla wyjaśnienia gołąb to nie tylko ptak, ale też niesamowicie wyszkolony kurier wynajmowany do dostarczenia bardzo bardzo bardzo ważnych dokumentów lub paczek)
-Ciężka sprawa. Moglibyśmy wysłać kogoś z nas, ale walczyliśmy z nimi i natychmiast nas rozpoznają.- zauważył filozof.
-Ja to zrobię! Przecież mnie nie widzieli.- na ochotnika zgłosił się Aron. Był całkowicie poważny.
-Jesteś tego pewien? Oni są bardzo niebezpieczni.- Nadia zaniepokoiła się.
-Ja też jestem groźny. Przecież wiecie, że możecie mi zaufać.- spojrzeliśmy po sobie. To poważna decyzja. Znamy Arona od kilku dni. Gdyby to ode mnie zależało, nie powierzyłabym mu tak odpowiedzialnej funkcji. I do tego nie jest magiem. Nagle niebieskowłosa wstała i wypowiedziała słowa, które przesądziły sprawę.
-Ręczę za niego. – westchnęłam. Ten pomysł bardzo mi się nie podoba, ale nie mam nic do gadania. To nasza jedyna szansa.
-Dobrze, zaufamy mu.- podziała Eliza. Kaspian wstał z miejsca, rozłożył swój zwój i wyciągnął z niego kamerkę. Nagrał krótki filmik wyjaśniający całą sprawę. Kartę z nagraniem włożył do bąbelkowej koperty i wręczył łowcy.
-Nie ukrywam, że liczę na ciebie. Obyś nie zawiódł. A, i jeszcze jedno! Nie daj się zabić.- poklepał go po ramieniu. Pożegnaliśmy Arona. Przed tym doszliśmy do wniosku, że powinien się od nas odłączyć, ponieważ ma swoje życie, a nasze sprawy zupełnie go nie dotyczą. Zgodził się z nami i odszedł wraz z listem Kaspiana, który ma uchronić go przed karą śmierci. Miejmy nadziej, że dotrze do ambasady.
-To co robimy dalej?- spytała Nadia.
-Zabierz krem z filtrem. Jedziemy nad morze!



 ***
Madziu, bardzo dziękuję ci za komentarz! Serio to dużo znaczy i podnosi na duchu. Ogólnie moim marzeniem byłoby zobaczyć dziesięć komentarzy pod rozdziałem <3
                                                                                                                  Soraja

Brak komentarzy: