Translate

sobota, 19 marca 2016

Rozdział XLIX



Kaja
Dojazd nam morze zajął nam niecałe trzy dni. Przez cały ten czas nie robiliśmy nic konkretnego. Naito gotował jedzenie i odkładał je do lodówki „na potem”, Kaspian rysował albo Nadię, albo widoki za oknem, Feliks czytał jakąś książkę, Eliza przeglądała magazyn o modzie, a Nadia z duszą na ramieniu, słuchała radia.
-Dlaczego cały czas słuchasz radia?- spytałam.
-Staram się wyłapać jakąkolwiek informację o Carterze. Nie wiem czy Krwawy Omen go dopadł.- odpowiedziała trzęsącym się głosem. Współczuję jej. Dobrze wiem  jak to jest nie mieć żadnych wieści od ważnej dla ciebie osoby. Miałam ją pocieszyć, ale samochód nagle zahamował i poleciałam przed siebie uderzając brzuchem o stół, filozof spadł z krzesła, garnki białowłosego pospadały na podłogę, uzdrowicielka zdążyła złapać się poręczy łóżka, a królowa i generał… no cóż, im się nic nie stało. Stali na równych nogach, gotowi do ataku.
-Kaja!- Nadia podbiegła do mnie.
-Nic mi nie jest!- zawołałam. Cholera. Będzie siniak. I to duży. –Naito co się stało?!- skrzeknęłam, ponieważ jeszcze nie doszłam go siebie po ciosie.
-Dojechaliśmy!- oznajmił ucieszony.
-No nareszcie!- rozradowany mag ziemi strzelił palcami i rozmasował szyję.-Już myślałem, że się zgubiliśmy.
-Ja też. – przyznał Płomień z szerokim uśmiechem na ustach.
-Bierzcie kurtki i chodźcie na zewnątrz.- poleciła blondynka.
-Ale jest środek nocy!
-Popieram Nadię! Nigdzie nie idziemy!- w ramach protestu usiadłam na samym środku campera.
***
Pięć minut później z założonymi rękami stałam nad brzegiem morza. Śnieg po kolana, zamarznięta woda i pierońskie zimno to czynniki, które sprawiają, że człowiekowi chce się żyć( mam nadzieję, że łapiecie aluzję).
-Ostatni raz huragan widziany był koło archipelagu wysp Thiefmor.- rudzielec poinformował nas.-Musimy się tam dostać i sprawdzić, czy przypadkiem go tam nie zastaniemy.
-A co jeśli tak?- spytałam cicho. Wróżbita pokazał mi dwa palce.
-Plan jest prosty. Składa się z dwóch części: rozwalić trąbę i zabrać szkatułkę.- zaśmiał się.
***
Wróciliśmy do pojazdu.
-Idźcie spać. Jutro czeka nas męczący dzień.- poleciła Eliza. Szybki prysznic i każdy z nas przechadzał się po domu na kółkach w piżamie. Położyłam się spać. Nakryłam głowę kołdrą. Radio leciało w tle. Przysnęłam. Ktoś zerwał ze mnie pościel. Przetarłam oczy.
-Słuchaj!- nie mam pojęci, kto wydał mi to polecenie, ale wykonałam je.
-Dziś, o godzinie czwartej dwadzieścia cztery, do ambasady dotarło nagranie od generała Kaspiana Mountrosa. Mężczyzna wyjaśnia w nim z jakich przyczyn się z nami nie kontaktował oraz gdzie aktualnie się znajduje. Oto ono.- tu spiker odtwarza wideo nastolatka. –Ja, generał Kaspian Mountrose, z własnej nieprzymuszonej woli oświadczam, że współpracuję z organizacją „Krwawy Omen”. Jako jeden z główno dowodzących wypowiadam wam wojnę! Jeżeli chcecie mnie złapać, to czekam na was nad morzem.- zapadła głucha cisza. Przerwał ją mówca.- Zgodnie z ustawą z dnia czternastego kwietnia 2010 roku, na generała generałów został wydany wyrok śmierci. Stał się on poszukiwany listem gończym bandytą. Jeżeli ktoś go zobaczy, prosimy o kontakt pod numer *********. Nagroda za pomoc w jego odnalezieniu wynosi pięćset tysięcy monet.- W mojej głowie pojawiło się tak wiele pytań. Czy Aron został napadnięty i zabity przez organizację mojego brata, czy też nas zdradził? Może to Ruch Sprawiedliwych zmontował nagranie?
-Ktoś widział mój telefon? Przydałoby mi się trochę gotówki.- wieszcz już taki jest. Na ekstremalny stres reaguje śmiechem.
-Co to do jasnej cholery ma znaczyć?!- Kaspian z impetem uderzył pięścią o stół. – Nasz gołąb zawiódł. Co mam teraz zrobić?! Ukrywać się do końca życia!? O nie! Nie ma takiej opcji.
-Bracie…
-Nie braciaj mi tutaj! To poważna sprawa. To kwestia jednego, dwóch dni jak mnie znajdą.- warknął.
-To musimy ten dzień czy dwa jak najlepiej wykorzystać.- oznajmiłam. Chłopak uniósł brew i spojrzał na mnie pytająco.
-Utrzyjmy nosa Arii i zdobądźmy księgę!- wyciągnęłam rękę przed siebie. zielonooki chwilę zawahał się ale w końcu położył swoją dłoń na mojej. Po chwili dołączyli się Nadia, Naito, Elizabeth i Feliks.
-Na trzy krzyczymy „Niech żyje wolność”! Raz, dwa, trzy!
-Niech żyje wolność!- unieśliśmy ręce do góry. Zaczęliśmy się śmiać. Popatrzyłam po twarzach moich towarzysz. Jakiś czas temu byli ludźmi, których mogłabym bez najmniejszego problemu zabić. Dziś są dla mnie jak rodzina. Wróciłam na posłanie. Momentalnie zasnęłam. Od kilku dni mam koszmary z boginią w roli głównej. To albo walczymy, albo rozmawiamy (w formie przesłuchań), lub jestem przez nią katowana. Nigdy na odwrót. Zawsze ja jestem ofiarą. Obudziłam się zalana potem, zerknęłam na zegarek. Ósma ramo. Nasza gosposia już jest na nogach. Robi dla nas śniadanie. Mniam. Zaspana zasiadłam przy stole i wciągnęłam miskę płatków. Szybka kąpiel i gotowa spałam przy ławie w kuchni. Inni krzątali się wokół mnie.
-Uwaga! Wychodzimy!- krzyknęła Eliza.
***
Dzisiaj wcale nie było cieplej. Omieszkam się stwierdzić, że nawet gorzej.
-Skoro jesteśmy wypoczęci to możemy ruszać.- rozglądnęłam się. Zauważyłam pewien brak.
-A gdzie łódka?- spytałam się. Królowa skinęła na Nadię. Ta schyliła się i podniosła z ziemi kamień. Rzuciła go do morza. Woda i lód roztrysnęły się na wszystkie strony.
-Naturalny jest za słaby aby po nim przejść.- oznajmiła. Położyła nogę na tafli. Woda w szybkim tempie zaczęła zamarzać. Po chwili staliśmy przed szeroką na jakieś trzy metry drogą. Ciągnęła się ona w siną dal. Serio nie widziałam końca.
-Pora zacząć naszą wycieczkę!- zawołała i puściła się pędem po ścieżce. Poruszała się jak łyżwiarka. – Co z wami! Nie bójcie się jakby co to was złapię!- pomachała do nas. Spojrzeliśmy po sobie. Nikt jakoś specjalnie nie rwał się do wykonania pierwszego kroku.
-Ja nie opuszam stabilnego lądu. Nie ma takiej opcji!- krzyknął Kaspian. Na nosie miał czarne okulary przeciwsłoneczne, usta zasłonił szalikiem, a na głowę zarzucił kaptur. Nie dziwie się. On okropnie ryzykuje wychodząc na zewnątrz. W każdej chwili może oberwać kulką w łeb.
-Nie zachowuj się jak dziecko i marsz na ten lód.- siostra wypchnęła go na lodowisko. Przejechał znaczną część drogi, zanim upadł na tyłek. Resztę drogi przeszedł na czworaka. Kolejnym „śmiałkiem” był Feliks. On również prosił się o pomoc. Stał z założonymi rękami i niepewnie zerkał na wodę. Po chwili sunął po dróżce jak jego poprzednik. Gdy Eliza popatrzyła na mnie, już wiedziałam, ze będę następna i postanowiłam przejść ten odcinek na własnych nogach. pierwszy krok- niepewny, drugi jeszcze gorszy, a trzeci był porażką. Rozjechała się. Co najgorsze nie mogłam wstać. Poczułam, że ktoś dźwiga mnie go góry. Ponownie stanęłam na nogach.
-Złap mnie w tali i nie puszczaj.- Naito chce mi pomóc?! Niesamowite! Muszę zapamiętać tę chwilę. Bez namysły złapałam się chłopaka, a on bezpiecznie doprowadził mnie do lądu. Gdy wszyscy dotarli do brzegu Nadia zniszczyła mostek. Obróciłam się. Moim oczom ukazało się kiedyś piękne miasto, dziś zrujnowane zapewne przez tornado. Jesteśmy na dobrej drodze.
-Teraz wystarczy przepytać okoliczną ludność i będziemy wiedzieć co i jak.- ucieszyłam się.
-Tak.- potwierdziła Eliza.
-Nadia, Kaspian i Feliks idą razem. Naito i Kaja idą ze mną.- oznajmiła królowa. Ciekawe ile nad tym myślała.
***
Im głębiej zanurzaliśmy się w miasto, tym bardziej było zrujnowane.( i to nie tylko przez żywioł, ale i magów ziemi.) Wojska stacjonowały w podniszczonych kamieniach, po wybrakowanych drogach jeździły wojskowe samochody, a patrole zatrzymywały podejrzanie wyglądających przechodniów. Wszędzie błąkali się bezdomni, sieroty i ubodzy.
-To miejsce jest okropne.- stwierdziłam.
-Tu i tak jest dobrze.- powiedział Naito.- Na innych wyspach tego archipelagu jest znacznie gorzej.- „Znacznie gorzej”? To możliwe?
-Jak to?- zadałam pytanie zawieszając wzrok na kobiecie. Na rękach niosła dziwne zawiniątko. Na jej twarzy nie było żadnego wyrazu. Podeszła do kontenera i wrzuciła tam tobołek. Chwiejnym krokiem skręciła w uliczkę.  
-Bo na jednej z tych wysp znajduje się obóz pracy…- nie słuchałam go. Z ciekawości podeszłam do śmietnika i uchyliłam kawałek materiału. Złapałam się za żołądek i zwymiotowałam. Bardzo długo nie mogłam do siebie dojść, po tym co zobaczyła.
-Co się stało?- spytała przejęta blondynka. Starałam się wydusić z siebie jakieś słowa, ale każda próba kończyła się niepowodzeniem. Zaczęłam płakać. Białowłosy zaglądną do worka. Ruchem ręki przywołał do siebie Elizę. Ta niepewnie podeszła do niego. Zawiesiła wzrok na tobołku. Nawet powieka jej nie drgnęła, gdy patrzyła na małe, zmasakrowane ciałko noworodka.
-Zdarza się.- oznajmiła spokojnie.- Tak kobieta musiała dość takich samych wniosków.- nie wierzę w to co słyszę. Zero reakcji? Jak koło czego takiego można przejść obojętnie. To nie jest pies rozjechany prze samochód, ale małe dziecko, które miało szansę na normalne życie, a teraz leży w śmietniku. Rozpacz zamieniła się w złość.
-Wiesz co, wolę usłyszeć co do powiedzenia ma jego mama.- puściła się pędem za nieznajomą. Znalazłam ją. Powiesiła się w zaułku, nieopodal kontenera. Upadłam na kolana. Nie wiem czemu, ale śmierć tych ludzi mą wstrząsnęła. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam. Jako zawodowa zabójczyni byłam wstanie zabić każdego o każdej porze dnia i nocy. Chciałabym pogadać z Nadią. Ona by mi to jakoś poukładała w głowie. Sama sobie nie poradzę.
Nadia
Wszędzie do koła żołnierze. Kaspian z każdym krokiem coraz bardziej zagłębia się w swój szalik. Widzę, że sprawdzają podejrzanie wyglądających ludzi. Mam nadzieje, że nie przyciągną ich przeciwsłoneczne okulary generała. A jednak nie mamy tyle szczęścia.
-Co was sprowadza do naszego miasta?- czułam na sobie jego spojrzenie, więc postanowiłam mówić.
-Przyjechałam odwiedzić chorą ciocię.- palnęłam.
-Yhym… dokumenciki poproszę.- no to po nas. Jak tylko zobaczy nasze papiery rozwali nas na miejscu. Wzięłam głęboki oddech.
-Zabrano nam.-skłamałam.
-Aha, zabrano wam! Biedne dzieci!- wrzasnął.- Pójdziecie ze mną.- oznajmił. Do tej pory nie mam pojęcia jak to zrobiliśmy, ale na jedno kiwnięcie głowy, zerwaliśmy się do biegu. Ja na północ, Kaspian na południe, a Płomień wybrał wschód. Pościg był dość długi, ale  w końcu złapali mnie i generała.
-Proszę, proszę któż to zaszczycił nas swoją obecnością?! Sam generał generałów i jego asystentka, ale tego trzeciego nie kojarzę. Pewnie jest z Krwawego Omenu. Szkoda, że uciekł.- facet o czarnych, krótkich włosach ze złotymi końcówkami i pomarańczowymi oczami, niczym nie przypominał typu żartownisia.
-Co z nimi zrobimy szefie?- spytał chłopak stojący u boku naszego oprawcy.
-Wiesz, strażnicy z obozu pracy narzekali, ze mają za mało rąk do pracy w kamieniołomach. Jestem przekonany, ze nasze gwiazdy poczują się tak jak w domu.- głośno przełknęłam ślinę. Co my teraz zrobimy?
Kaja
Gdy doszłam do siebie, wrócił do nas Feliks. Był sam. Poczułam niepokój.
-Coś nie tak?- spytałam.
-Kaspian i Nadia… oni…
-Mów co z moim bratem!- Beth złapała go za ramiona.
-Zostali pojmani.- zapadła głucha cisza. Jak możemy ich uratować?

2 komentarze:

Unknown pisze...

<3

Anonimowy pisze...

Rewelka:)