Translate

sobota, 11 czerwca 2016

Rozdział LIX



Nadia
Elizabeth zeskoczyła z muru i stanęła przede mną. Wyglądało to tak, jakby chciała mnie zasłonić. Wyprostowała się i dumnie uniosła głowę do góry jak to przystoi na królową. Jej twarz wydawała się spokojna, ale mnie nie oszuka. Czuję jej tętno. Przyspieszone i niespokojne.
-Nazywam się Elizabeth Mountrose. Jestem królową Kraju Powietrza i przyjechałam po to. Aby zrównać ten nielegalny obóz koncentracyjny z ziemią!- zakrzyknęła. Nie musiała w te słowa wkładać magii. I tak strażnicy zaczęli trząść portkami. Jeden z nich wystąpił przed szereg. Był to komendant obozu. Jest magiem ziemi, więc teoretycznie nie podlega wpływom Elizy.
-Wasza miłość- skłonił się, przy okazji podnosząc z podłoża mały kamyczek. Kontynuował wypowiedź podrzucając do w dłoni.-Jestem komendantem tego obozu i mogę zapewnić panią, że wszystko co się tu dzieję, jest w pełni zgodne z prawem mojego kraju, jak i pani.- uśmiechnął się. Ten szarmancki, czarowny brunet, potrafi zamydlić oczy nie jednemu rozmówcy. Blondynka parsknęła.
-Juli, moja doradczyni, zdaj mi raport z pobytu w tym miejscu.- zaschło mi w gardle. Spojrzałam na faceta, a on na mnie. Jego oczy zrobiły się ogromne jak spodki. –No dalej kochana. Przecież spędziłaś tu kawałek czasu i doskonale poznałaś panujące tu obyczaje i możesz mi o tym opowiedzieć. Zaczęłam mówić.
-Moja królowo- ukłoniłam się teatralnie – życie tu z pewnością nie należy do najlepszych. Za twoim rozkazem zwiedziłam wiele obozów, ale zdecydowanie ten wiedzie prym w okrucieństwie oraz braku poszanowania dla drugie człowieka. Ludzie śpią tu na łóżkach wykonanych z kamienia, metalu czy drewna w zależności od tkanego przez nich żywiołu. Ich imiona i nazwiska zostają zastąpione numerem seryjnym, a rzeczy osobiste odebrane i w zależność od wartości materialne, sprzedane lub spalone.- skończyłam opowieść. Brunet posłał mi pełne nienawiści spojrzenie.
-Miłościwa pani, ubolewam, że to wszystko musiało się tak skończyć. Życzę ci odpoczywania w pokoju.- zanim ktokolwiek z nas zdążył zareagować, kamyczek, którym mężczyzna bawił się od dłuższego czasu, wylądował pomiędzy jego kciukiem a palcem wskazującym. Pstryknął i skałka wystrzeliła jak z procy osiągając niesamowitą prędkość. Przywódczyni nie była w stanie jej uniknąć. Niespodziewanie wyrosła przed nią dwumetrowa, skalna ściana. Pocisk odbił się od niej rykoszetem. Czyżby Kaspian zdążył ochronić siostrę. Spojrzałam w jego kierunku. Nie wydaje mi się. Jest tak samo zszokowany jak reszta. Może to Kaja. Nie ona też nie. Zastygła z wyciągniętymi przed siebie rękami. W takim razie to musi być sprawka Naito. On spokojnie stoi pod drzewem i obserwuje całą sytuację. Ciszę przerywa męski, głęboki i donośny głos.
-Czy ty chciałeś zabić Elizabeth?- zza muru wyłania się postać zakuta w zbroję od góry do dołu. Bez wątpienia to mężczyzna. Ma niesamowicie rozbudowane ciało. Zza czarnej, powiewającej na wierze peleryny, wystaje ogromny i zapewne ciężki miecz. Kim jest ten rycerz? nie tylko ja byłam zdziwiona. Razem z towarzyszami wymieniliśmy pytające spojrzenia.
-Gościu nie wtrącaj się w sprawy, które cię nie dotyczą!- pisnął wystraszony strażnik. Nieznajomy zrobił parę kroków do przody.
-Ta sprawa dotyczy mnie bardziej, niż mieści ci się to w tej małej, popapranej główce.- parsknął.- Zwłaszcza, że słyszałam zeznania świadka i już nie dasz radę się wymigać z zarzutów.- z jego każdym słowem, żołnierz stawał się coraz mniejszy, ale nadal udawał chojraka.
-Za kogo się uważasz?! –zawołał. Zbrojny nic nie odpowiedział. –Skoro nie chcesz nic mówić, to cię zabiję! Łucznicy, strzelać! –rozkazał. Zanim mrugnęłam, leżeli powaleni. Jak to możliwe? Przecież nikt tak szybko nie potrafi zorientować się w rozmieszczeniu wroga i dodatkowo go pokonać. Jedynym magiem, który to potrafi jest…
-Pytałeś mnie kim jestem. Prawda?- oszołomiony brunet kiwnął głową. –Otóż nazywam się…- facet ściągnął hełm. Wszędzie poznam tę burzę brązowych włosów oraz szalone, czerwone oczy. To…
-…Nathaniel Dark.- strażnik pobladł. Otaczający nas mundurowi upadli na twarz i bili pokłony przed władcą dla którego służą, a przed momentem chcieli zabić.
-Panie, błagam o wybacz…- król podszedł do faceta i złapał za jego gardło.
-Nie wybaczę ci, ze chciałeś zabić moją ulubienicę.- po tych słowach skręcił mu kark. Zwłoki opadły na śnieg. –Czy któryś z was ma jeszcze jakiekolwiek ale?- rozejrzał się. –Nie, to świetnie. Jeszcze dziś obóz zostanie zrównany z ziemią, ludzie uwolnieni, a żołnierze t pracujący do legalnego obozu przymusowej pracy.- zerknął na Kaspiana.
-Generale.- chłopak zmieszał się.
-Co ja mam teraz z tobą zrobić?- zatroskał się. po chwili pstryknął w palce.-Powiem wszystkim, że byłeś tajnym agentem, którego zadaniem było zinfiltrowanie Krwawego Omenu, ale żeby tego dokonać musiałeś znaleźć się w obozie koncentracyjnym. Co ty na to?- spytał. Brunet zmieszał się. Gdy tak stali naprzeciwko siebie rozmawiając, mogłam wyłapać podobieństwa między nimi. Na przykład kolor włosów czy rysy twarzy. Zaraz jednak przestałam. Przecież to głupie dlaczego mieli być do siebie podobni.
-Oczywiście królu będzie jak chcesz.- pokłonił się.
-Od zaraz wracaj na stanowisko i zajmij się znalezieniem nowych generałów.- rzucił na odchodne. Chłopak zatrzymał go.
-Z całym szacunkiem, ale ten pomysł jest bezsensowny, skoro Krwawy Omen w dalszym ciągu atakuje. Żal mi wysyłać znakomitych magów na pewną śmierć.
-I nie zrobisz tego.- zapewnił go.
-Jak to?- zdziwił się.
-Doszliśmy do Krwawego Omenu i rozpracowaliśmy go. Za kilka dni na placu w Sorze ma odbyć się publiczna egzekucja ich lidera.- zaśmiał się. –Dobrze mu tak, co nie?  Pozwalał sobie na za dużo.- kolejna powalająca informacja. Christopher czyli brat Kai i przewodniczący Krwawego Omenu ma zostać stracony. Przerzuciłam wzrok na Kaję. Mocno ściskała Feliksa za rękę. Nie wyglądała najlepiej. Za pewne już obmyśla plan obicia brata i zrealizuje go z naszą pomocą lub też bez niej.
-Kiedy to ma nadejść? – generał był śmiertelnie poważny.
-W Wigilię.- oznajmił władca.
-To prawię zaraz.- westchnął przyjaciel.
-Tak, masz rację. Nie przejmuj się tym. Skup się na własnych problemach i powierzonym ci zadaniu. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz i znajdziesz odpowiednich kandydatów na miejsca swoich dawnych przyjaciół. Trzymaj się. do ponownego zobaczenia.- poklepał go po ramieniu i odszedł. Znikąd wyłonili się zwolennicy króla i zaczęli skuwać więźniów oraz zacierać ślady po działalność obozu. Byłam szczęśliwa, że to koniec.
***
Kurczak Naito jest przepyszny. Nigdy w życiu nie jadłam nic lepszego. Kaspian jest tego samego zdania. Nareszcie wszyscy razem siedzimy przy jednym stole i jesteśmy spokojni o jutro. Możemy się zrelaksować i pośmiać. Każdy z nas opowiadał zwariowane historie jakie się mu przydarzyły, praczas rozdzielania. Dowiedziałam się, że Elizabeth znowu miała złamaną nogę, że zostali pojmani, a Feliks ich uratował. Ja wytłumaczyłam jak sfingowałam własną śmierć oraz dlaczego moje włosy są brązowe, choć nie powinny takie być. Kaspian chwalił się tym, jak to wspaniale udawał depresję po mojej „śmierci”. Nareszcie nadeszła kolej Kai. Nastolatka poprosił, żeby mogła opowiadać na końcu. Zgodziliśmy się.
Kaja
W końcu nadeszła moja część opowieść. Rozradowana, wyciągnęłam z pod swojego łóżka starą, drewnianą szkatułkę. Przyjaciele oglądnęli ją staranie z każdej strony.
-Co to jest?- Nadia nie wytrzymała chwili napięcia.
-Wszystko zaczęło się pewnego wieczoru. Wiał porywisty wiatr, a ja byłam na dworze. Nagle towarzysząca mi przyjaciółka zakrzyknęła „tornado”. Czekała na to słowo całe życie. Byłam przygotowana na ten dzień.
-Wcale nie byłaś.- filozof poprawił wczuwającą się w narrację dziewczynę.
-Nie przerywaj. Tak więc, wraz z Elizą wyruszyłyśmy na spodnie trąbie powietrznej. Nikt nie mógł nam zagwarantować, ze wrócimy żywe. Blondynka związała nas liną i powiedziała:
-W razie niebezpieczeństwa pociągnij trzy razy. Wyciągnę cię stamtąd.- poczułam się pewniej i wzbiłyśmy się w przestworza.
-Szkoda, że to wszytko nie wyglądało tak heroicznie jak to opisujesz.- blondynka zaśmiała się.- Pamiętam jak darłaś się „ O bogowie, zaraz się rozbijemy!”, „Jestem za młoda, aby umierać!”. I tego typu hasła.- skwitowała z wielkim uśmiechem na ustach.
-To moja historia i będę ją opowiadać jak chcę.- oburzyłam się.-Na czym to ja…
-Niesamowity lat w przestworzach. Ten, podczas którego z idealnie ułożonymi włosami i perfekcyjnym makijażem pokonujesz swojego ograniczenia.- Eliza nie mogła się powstrzymać. Zignorowałam zaczepkę.
-Kiedy zbliżyłyśmy się do huraganu na wystarczającą odległość, Beth zaczęła mnie opuszczać. Modliłam się aby trafić w sam środek. Kompletnie nie wiedziałam, czego mogę się tam spodziewać. Nawet nie macie pojęcia, jak bardzo się zdziwiłam, gdy moje stopy znalazły oparcie na stabilnym gruncie. Był min ganek małego, drewnianego domku w środku tajfunu. Kręcił się od wraz z tornadem. Stanowił z nim jedność dzięki czterem palom oraz łańcuchom umieszczonych w kłębach pyły, piasku mgły i powietrza. O dziwno nie czułam się jak na karuzeli. Mogłam spokojnie przemieszczać się po konstrukcji. Zapukałam w drzwi i po chwili weszłam do wnętrza. Uderzył mnie odór zgnilizny, więc zasłoniłam sobie drogi oddechowe szalikiem. Dom został pięknie wykonany. Składał się z dwóch w pokoi, i łazienki. W pierwszym z nich znajdował się kominek ongiś ogrzewający całą budowlę. Widać nie używany od dawna. Przed nim stała zakurzona kanapa, koło niej suto zastawiony stół. Szkoda, że jedzenie zdarzyło zgnić, a świcie wypalić się do końca. Jedynym śladem po ich bytności był roztopiony wosk. Na drewnianych ścianach wisiały łby powypychanych zwierząt. Po przeciwległej stronie pomieszczenia ulokowano biurko. Panował na nim nie ład. Porozrzucane, pożółkłe strony walały się na blacie jak i pod nim. Podniosłam jedną z nich i przeczytałam początek.
„Drogi pamiętniku,
 jestem tu już od paru dobrych tygodni, wciąż łudząc się, że wybrany wkrótce nadejdzie i wybawi mnie od brzemienia, które przyszło mi dźwigać. Jestem bliski załapaniu nerwowemu. Boje się, ze dłużej nie wytrzymam i zrobię siebie krzywdę. Codziennie modlę się do mojej matki o kolejny dzień.
                               Mam nadzieję, że napiszę jutro. Jeżeli nie będzie to oznaczać, że się poddałem.
                                                                                                                                                                            Eryk
Pamiętnik należał nie do kogo innego jak do syna Arii, Eryka Jordana. Wiedziałam, że jestem bliska odnalezienia tego, czego pragnę. Przeszłam do drugiego pomieszczenia. Był to przedziwny pokój. Nie był większy od busa. Podłoga została wyłożona cieniowanymi, morskimi kafelkami, ściany mieniły się różnymi odcieniami zieleni. Salę oświetlał, niebiański żyrandol. W centralnej części małego pokoju znajdowało się coś na kształt prostokątnej sadzawki. Po jej powierzchni pływały lilie. Podeszłam, aby zerwać jedną. Przeżyłam szok. Po drogiej stronie tafli wody spoglądał na mnie mężczyzna jakby pogrążony we śnie. Jego białe włosy porywały się w rytmie falującej wody. Ręce złożone miał jak Faron. Do serca przyciskał szkatułkę. Poznałam jego tożsamość po dedykacji zamieszczonej na jego łańcuszku.
Kochanemu Erykowi, mama.
Wiedziałam, że odnalazłam księgę żywiołów. To właśnie od tej szkatułki odchodziły łańcuchy utrzymujące tornado. Były już zardzewiałe, więc z łatwością je rozerwałam i wydobyłam skrzynkę. Nagle dom zaczął się trząść i rozpadać w posagach. Musiałam uciekać. Przywiązałam kufer do liny nade mną i szarpnęłam ją trzy razy. Pech chciał, że wrednie się zahaczyła i Eliza nie miała jak mi pomóc. Wiedziałam, że moim jedynym wyjściem jest przecięcie liny. Wtedy uda się jej wyciągnąć pojemnik. Nic jej o tym nie mówiąc, przerwałam łączącą nas linę i zaczęłam spadać do oceanu. Lot nie trwał długo. Z hukiem przecięłam taflę wody. Byłam lekko oszołomiona. Przeżyłam tylko dlatego, że użyłam magii wody. Gdyby nie ta umiejętność, roztrzaskałabym się o fale.
-Nawet nie wiesz, ile się wtedy strachu najadłam, gdy wciągnęłam linę, a ciebie nie było.- królowa zaśmiała się histerycznie.
-Czyli w środku jest Księga Powietrza?- Nadia odsunęła się od kuferka.
-Tak.- potwierdziłam.
-W takim razie mamy wszystko, czego żądała powietrze.- zauważył brunet.
-Więc możemy ruszać do Arii.- zauważył Płomień.
-Ale przed tym uratujemy mojego brata.- oznajmiłam.
-Myślałam, że nigdy tego nie powiesz.- nowa brunetka zaśmiała się.- Masz już jakiś plan?- uśmiechnęła się łobuzersko.

Brak komentarzy: