Translate

sobota, 4 czerwca 2016

Rozdział LVIII



Kaspian
Dzisiejszej nocy okropnie wiało. Zmobilizowano całą ochronę do pełnej gotowości. Nadchodził huragan. Przez kilka godzin wichura wzmagała się. Było mi obojętne co się z nami stanie. Nadia nie żyła i nic nie mogło tego zmienić. Między północą a pierwszą w nocy, wszystko umilkło. Nastał spokój. Tornado jakby zgasło. Ale Eliza mówiła, że to nie możliwe…
Nadia
Nareszcie się ocknęłam. Siedziałam oparta za piecem do spalania zwłok. Tak jak prosiłam Jonathana, wszystko zrobił według planu. Przepraszam was, myśleliście, że naprawdę umarła, a to była tylko podpucha, aby żołnierze wykreślili mnie z listy więźniów oraz abym pozbyła się nadajnika blokującego moje umiejętności. Podciągnęłam się na rękach. Przeklęłam z bólu. Zaczęłam kaszleć. Wyplułam na dłoń zakrwawiony pocisk. Napadły mnie duszności i ponownie straciłam kontakt z otoczeniem. Tym razem byłam bardziej przytomna. Znalazłam się pod Drzewem. Tym razem nie mogłam zarwać liścia i miałam przed sobą tylko jedną drogę. Zaciekawiona postawiłam pierwszy krok na trakcie. Obróciłam się. Za mną nie było niczego, za to nad głową, zamiast pustki, po raz pierwszy zobaczyłam niebo. Niesamowite! Właśnie tak opisywali  go ludzie, których przeprowadzałam  na drugą stronę. Zmroziło mi krew w żyłach. Czyli po usunięciu pocisku umarłam? Nagle jakaś siła zaczęła mnie pchać przed siebie. Nie mogłam się zatrzymać. Po obu stronach drogi widziałam swoje życie. W pewnym monecie poczułam szarpnięcie i zatrzymałam się. Moja głowa samoistnie opuściła się i zobaczyłam coś dziwnego. Dość duży kawałek kostki brukowej różnił się kolorem. Przykucnęłam i z ciekawości oderwałam jeden kamień. Wzdrygnęłam się. Coś jakby mnie poraziło tylko nie w ten negatywny sposób. Poczułam się lepiej. Zaczęłam w pośpiechu odrywać pozostałe pustaki. Gdy skończyłam niszczyć pierwszy rząd, wspomnienia wokół tego odcinka zmieniły się. oczywiście był to bal, o którym wam wcześniej wspominałam, ale coś było nie tak. Panował na nim inna atmosfera, a ja wyglądałam na młodszą. W tłumie wyłapałam znajome twarze Nathaniela, mojej mamy, prezydenta Kraju Ognia oraz byłego króla Kraju Powietrza, a także… niewierze! Mojego tatę. Przecież on zmarł przed balem. Nie mógł być w tych wspomnieniach, tym bardziej nie mógł z uśmiechem na ustach ściskać dłoni Darka. Do władcy Kraju Ziemi podeszła MŁODSZA WERSJA ELIZABETH I PRZYTULIŁA SIĘ DO NIEGO! Co tu jest grane?! Potem ja, w sukni balowej, złapałam Elizę za rękę i zaciągnęłam na parkiet. Dołączył do nas również Kaspian!!! Ja już niczego nie rozumiem. Czyli przez cały ten czas znaliśmy się wcześniej?! Dlaczego Beth nic mi o tym nie powiedziała?! O nie! Za bardzo się rozkojarzyłam i wizja zachwiała się. Nie jestem wstanie nic więcej zobaczyć. Nie wiadomo skąd zerwał się wiatr i przyniósł ze sobą złoty liści. Po raz pierwszy ujrzałam na nim wyryty napis „wystarczy na dziś”. Wróciłam do siebie. Odetchnęłam z ulgą. Czyli jednak będę żyć. Czuję się dużo lepiej. Ściągnęłam z siebie koc i spostrzegłam liścik przywiązany do mojego nadgarstka. Zaczęłam czytać.
„Droga Nadio, zostawiłem ci urządzenie usuwające chipy blokujące zdolności, jedzenie oraz farbę do włosów. Użyj jej aby nikt cię nie rozpoznał. Magów ziemi jest dużo, więc będziesz spokojniejsza.
                                                                                                                                                             Jonathan”
Wstałam. Trochę zakręciło mi się w głowie, ale ogólnie czułam się dobrze. Szybko przefarbowałam włosy na ciemny brąz i przegryzłam coś. Założyłam nowy uniform, spakowałam rzeczy przyniesione mi prze Misiaela i ruszyłam po Kaspiana. zapewne trzymają go tam, gdzie mnie, więc wiem gdzie mam iść. Nogi mi się uginają. Nie mogę pozwolić sobie na błąd. Nigdzie ani śladu straży. Tylko przy murach obronnych utworzyło się jakiś zbiorowisko. Idealna szansa na ucieczkę. Obozowy zegar wybił siódmą rano. Schowałam się za barakiem magów powietrza, ponieważ usłyszałam rozmowę strażników i ledwo udało mi się schować. We wstrzymanym oddechem czekałam, aż się oddalą. Nagle jeden z nich się odwrócił i mnie zobaczył.
-Hej, co tu robisz!? Nie powinno cię tu być!- wrzasnął. Jedyne co mogłam zrobić to puścić się pędem pomiędzy blokami. Mężczyźni ruszyli za mną. Nie miałam szans im uciec. Ale łatwo dałam się wkopać. Co to? Nagły podmuch wiatru i obaj strażnicy z impetem uderzyli o ścianę domku. Stracili przytomność.
-Ile razy mam cię jeszcze uratować?!- spytał. Przede mną stał Jonathan. Jak zawsze uśmiech nie schodził mu z ust.
-Widziałeś się z Kaspianem.- gorączkowo zadałam pytanie.
-Tak.- mruknął.
-I co z nim?! Powiedz! Przecież nie będę wyciągać z ciebie każdej informacji.- wkurzyłam się.
-Wszystko w porządku, tylko trochę za bardzo przejął się swoją rolą męczennika.- uśmiechnął się blado. Od razu widać, że kłamie.
-Dlaczego mnie oszukujesz?- spojrzałam mu głęboko w oczy.
-Nie oszukuję. Sugeruję, abyśmy się pospieszyli, ponieważ w każdej chwili mogą skazać go na stracenie. – zauważył.
-Racja.- razem ruszyliśmy w dalszą drogę, zamykając nieprzytomnych żołnierzy w szopie na narzędzia.  Po dwudziestu minutach niesamowitego stresu udało nam się dostać do celi Kaspiana. Ledwo ją znaleźliśmy. Prawie całe kraty przysypał śnieg. Odgarnęłam go jednym ruchem ręki. W dołku, pod kratami stał trzęsący się z zimna nastolatek. Ulżyło mi, gdy zobaczyłam go całego i zdrowego.
-Kaspian.- szepnęłam. Chłopak nie reagował.-Kaspian.- powiedziałam nieco głośniej.
-Jane, co tu robisz?- wyjęczał.
-Jaka Jane? To ja Nadia.- chciało mi się płakać.
-Nadia nie żyje. Zabiłem ją.- jego głos był pusty.
-Wcale nie! Ja żyję i rozmawiam z tobą!- straciłam panowanie nad sobą. Jonathan musiał mnie przytrzymać. Przeszło mi po pięciu minutach.-Nie wiem co oni ci nagadali, ale mnie nie zabiłeś. To była część planu, który zapisałam ci na karteczce. Tej którą czytałeś!- krzyczałam.
-Ciszej.- brat Kai upomniał mnie.
-Masz rację.- mruknęłam. – Rozwalę te kraty, a ty trzymaj wartę.- zadecydowałam. Niebieskooki zgodził się. Zamroziłam pręty i rozbiłam je kopniakiem. –Kaspian, podaj mi dłoń to cię wyciągnę.- zażądałam.
-Dalej nie wieżę, że to ty. Jesteś złudzeniem. Nawet nie pamiętali jaki masz kolor włosów.- poskarżył się.
-Musiałam się przefarbować, żeby strażnicy zwracali na mnie mniejszą uwagę. Błagam podaj mi rękę. To ja Nadia. Musisz mi uwierzyć. Nasze palce splotły się. Pomogłam mu wyswobodzić się z pułapki. Gdy wyszedł, natychmiast zarył w śnieg.
-Nie dam rady iść sam.- skwitował, kiedy pomagałam mu wstać.
-Wiem, też tak miałam.- uśmiechnęłam się. Chłopak długo mi się przyglądał. Po chwili odparł
-To naprawdę ty.- zaśmiał się. w końcu przypominał starego siebie.
-Witaj stary.- Jonathan wziął generała pod drugie ramię.
-Dziękuję, że się nią zająłeś, gdy ja nie mogłem tego zrobić.- podziękował mu.
-E tam, dzięki temu mogłem ci się odwdzięczyć za to wszystko, co dla mnie zrobiłeś.- doprowadziliśmy go do krematorium. Roiło się tu od magów powietrza, ale żaden z nich nie zareagował na nasz widok. Ułożyliśmy nastolatka na kocu, za piecem i zaczęłam go uzdrawiać. Przez pobyt w stójce nabawił się zapalenia pęcherza, płuc oraz lekkiego odmrożenia kończyn. Pomogłam mu raz dwa. Potem John za pomocą swojego urządzenia, usunął mu chip.
-Nareszcie mogę używać magii.- ucieszył się.
-Chodźcie, pora na was.- wyszliśmy z budynku.
-Misiael, dlaczego wokół murów jest takie zamieszanie. To przez wczorajsze tornado?- brunet spytał.
-Tak, część fortyfikacji została całkowicie zepsuta i teraz trzeba ją naprawić, ponieważ prze powstałą dziurę zwiało kilkoro więźniów.- nie ukrywał zadowolenia.
-Widać, że ci to na rękę.- powiedziałam.
-Oczywiście, jeżeli jakiś więzień próbuje uciec to ja mu w tym pomagam. Idealna praca dla mnie. – zażartował.
-Nadia, powiedz w jaki sposób przeżyłaś?- Kaspian nie mógł podarować sobie tego pytanie.
-Więc wyglądało to następująco. Dostałam wizję, w której do mnie strzelasz i postanowiłam jej zapobiec. Jak zawsze udałam się pod drzewo i dostałam odpowiedź. Do ciebie napisałam list jak masz się zachowywać, załatwiłam sobie również środek hamujący czynność życiowe. Potem zamieniłam się z tobą miejscami. Przed tym zażyłam lek i gdy strzeliłeś, akacja mojego serca była już wstrzymana. Następnie ludzie Jonathana ukryli mnie za piecem i tam się obudziłam.- wyjaśniłam. – Przynajmniej  doczytałeś liścik do tej części ze sceną. Wiedziałeś jak masz się zachować. To było świetne jak krzyczałeś, że mnie kochasz. Prawie mnie przekonałeś.- zaśmiałam się.
-Tak masz rację, to był żart. – wyszeptał.
-Zbliżamy się do muru. Sprawa jest prosta. Najzwyczajniej w świecie macie uciec przez dziury w nim. Rozumiecie?- przyglądnął się nam. –Rozumiecie!?- ponowił zapytanie.
-Tak!- krzyknęliśmy i ruszyliśmy w stronę fortyfikacji z nadzieją, że może jednak nam się uda. Zamieszaliśmy się z tłumem. Nie spodziewaliśmy się, że zostaniemy rozpoznani.
-Czy to Kaspian?- jeden ze strażników wskazał palcem na mojego przyjaciela. To już po nas.
-A to jego towarzyszka, tylko, że się przefarbowała.- dorzucił drugi. Przybliżyłam się do Kaspiana. szepnęłam mu do ucha.
-Jesteś dawcą, co nie?
-Tak, a co?- oniemiał.
-Daj mi trochę swojej mocy.- poleciłam.
-Nie umiem.- wzbraniał się.
-Ja się nie pytam, czy umiesz czy nie po prostu mi ją daj!- podniosłam głos. Żołnierze byli coraz bliżej.
-Nawet z Naito mi to nie wychodziło.- pożalił się.
-Teraz od tego zależy twoje życie!- ponaglałam go.
-Mówię ci, że nie umiem.- coraz bardziej się irytował. Nie dobrze jak tak dalej pójdzie, to przebudzi się ukryta w nim, druga osobowość.
-Po prostu wyobraź sobie, że dajesz mi tę moc do ręki. – wysunęłam dłoń. Złapał ją agresywnie i mocno przyłożył swoją. Zielone światło przemknęło po jego dłoni i przeniosło się na mnie, wchłaniając w skórę.
-Zadowolona?- spytał.
-Tak.- jeden z żołnierzy złapał mnie za ramię. Jego mina była bezcenna, gdy odwinęłam mu w twarz kamienną pięścią.  Brunet stanął obok mnie.
-To zaczynajmy zabawę.- oznajmił.
-Nie zapomnijcie o nas!- na murze stali nasi przyjaciele. Nawet nie wiecie jaką ulgę poczułam, kiedy ich zobaczyłam.
-Co tu robicie!?- wrzasnęłam.
-Ratujemy was!-  głos Feliksa podniósł mnie na duchu. Jednak zdążyli na czas.

Brak komentarzy: