Kaspian
Dzisiejszej nocy okropnie wiało. Zmobilizowano całą ochronę
do pełnej gotowości. Nadchodził huragan. Przez kilka godzin wichura wzmagała się.
Było mi obojętne co się z nami stanie. Nadia nie żyła i nic nie mogło tego zmienić.
Między północą a pierwszą w nocy, wszystko umilkło. Nastał spokój. Tornado
jakby zgasło. Ale Eliza mówiła, że to nie możliwe…
Nadia
Nareszcie się ocknęłam. Siedziałam oparta za piecem do
spalania zwłok. Tak jak prosiłam Jonathana, wszystko zrobił według planu. Przepraszam
was, myśleliście, że naprawdę umarła, a to była tylko podpucha, aby żołnierze
wykreślili mnie z listy więźniów oraz abym pozbyła się nadajnika blokującego
moje umiejętności. Podciągnęłam się na rękach. Przeklęłam z bólu. Zaczęłam kaszleć.
Wyplułam na dłoń zakrwawiony pocisk. Napadły mnie duszności i ponownie
straciłam kontakt z otoczeniem. Tym razem byłam bardziej przytomna. Znalazłam się
pod Drzewem. Tym razem nie mogłam zarwać liścia i miałam przed sobą tylko jedną
drogę. Zaciekawiona postawiłam pierwszy krok na trakcie. Obróciłam się. Za mną
nie było niczego, za to nad głową, zamiast pustki, po raz pierwszy zobaczyłam
niebo. Niesamowite! Właśnie tak opisywali
go ludzie, których przeprowadzałam
na drugą stronę. Zmroziło mi krew w żyłach. Czyli po usunięciu pocisku
umarłam? Nagle jakaś siła zaczęła mnie pchać przed siebie. Nie mogłam się zatrzymać.
Po obu stronach drogi widziałam swoje życie. W pewnym monecie poczułam
szarpnięcie i zatrzymałam się. Moja głowa samoistnie opuściła się i zobaczyłam
coś dziwnego. Dość duży kawałek kostki brukowej różnił się kolorem. Przykucnęłam
i z ciekawości oderwałam jeden kamień. Wzdrygnęłam się. Coś jakby mnie poraziło
tylko nie w ten negatywny sposób. Poczułam się lepiej. Zaczęłam w pośpiechu
odrywać pozostałe pustaki. Gdy skończyłam niszczyć pierwszy rząd, wspomnienia
wokół tego odcinka zmieniły się. oczywiście był to bal, o którym wam wcześniej
wspominałam, ale coś było nie tak. Panował na nim inna atmosfera, a ja
wyglądałam na młodszą. W tłumie wyłapałam znajome twarze Nathaniela, mojej mamy,
prezydenta Kraju Ognia oraz byłego króla Kraju Powietrza, a także… niewierze! Mojego
tatę. Przecież on zmarł przed balem. Nie mógł być w tych wspomnieniach, tym
bardziej nie mógł z uśmiechem na ustach ściskać dłoni Darka. Do władcy Kraju
Ziemi podeszła MŁODSZA WERSJA ELIZABETH I PRZYTULIŁA SIĘ DO NIEGO! Co tu jest
grane?! Potem ja, w sukni balowej, złapałam Elizę za rękę i zaciągnęłam na
parkiet. Dołączył do nas również Kaspian!!! Ja już niczego nie rozumiem. Czyli przez
cały ten czas znaliśmy się wcześniej?! Dlaczego Beth nic mi o tym nie
powiedziała?! O nie! Za bardzo się rozkojarzyłam i wizja zachwiała się. Nie jestem
wstanie nic więcej zobaczyć. Nie wiadomo skąd zerwał się wiatr i przyniósł ze
sobą złoty liści. Po raz pierwszy ujrzałam na nim wyryty napis „wystarczy na dziś”.
Wróciłam do siebie. Odetchnęłam z ulgą. Czyli jednak będę żyć. Czuję się dużo
lepiej. Ściągnęłam z siebie koc i spostrzegłam liścik przywiązany do mojego nadgarstka.
Zaczęłam czytać.
„Droga Nadio,
zostawiłem ci urządzenie usuwające chipy blokujące zdolności, jedzenie oraz
farbę do włosów. Użyj jej aby nikt cię nie rozpoznał. Magów ziemi jest dużo,
więc będziesz spokojniejsza.
Jonathan”
Wstałam. Trochę zakręciło mi się w głowie, ale ogólnie
czułam się dobrze. Szybko przefarbowałam włosy na ciemny brąz i przegryzłam
coś. Założyłam nowy uniform, spakowałam rzeczy przyniesione mi prze Misiaela i
ruszyłam po Kaspiana. zapewne trzymają go tam, gdzie mnie, więc wiem gdzie mam
iść. Nogi mi się uginają. Nie mogę pozwolić sobie na błąd. Nigdzie ani śladu straży.
Tylko przy murach obronnych utworzyło się jakiś zbiorowisko. Idealna szansa na
ucieczkę. Obozowy zegar wybił siódmą rano. Schowałam się za barakiem magów
powietrza, ponieważ usłyszałam rozmowę strażników i ledwo udało mi się schować.
We wstrzymanym oddechem czekałam, aż się oddalą. Nagle jeden z nich się odwrócił
i mnie zobaczył.
-Hej, co tu robisz!? Nie powinno cię tu być!- wrzasnął. Jedyne
co mogłam zrobić to puścić się pędem pomiędzy blokami. Mężczyźni ruszyli za
mną. Nie miałam szans im uciec. Ale łatwo dałam się wkopać. Co to? Nagły podmuch
wiatru i obaj strażnicy z impetem uderzyli o ścianę domku. Stracili przytomność.
-Ile razy mam cię jeszcze uratować?!- spytał. Przede mną stał
Jonathan. Jak zawsze uśmiech nie schodził mu z ust.
-Widziałeś się z Kaspianem.- gorączkowo zadałam pytanie.
-Tak.- mruknął.
-I co z nim?! Powiedz! Przecież nie będę wyciągać z ciebie
każdej informacji.- wkurzyłam się.
-Wszystko w porządku, tylko trochę za bardzo przejął się swoją
rolą męczennika.- uśmiechnął się blado. Od razu widać, że kłamie.
-Dlaczego mnie oszukujesz?- spojrzałam mu głęboko w oczy.
-Nie oszukuję. Sugeruję, abyśmy się pospieszyli, ponieważ w każdej
chwili mogą skazać go na stracenie. – zauważył.
-Racja.- razem ruszyliśmy w dalszą drogę, zamykając
nieprzytomnych żołnierzy w szopie na narzędzia.
Po dwudziestu minutach niesamowitego stresu udało nam się dostać do celi
Kaspiana. Ledwo ją znaleźliśmy. Prawie całe kraty przysypał śnieg. Odgarnęłam
go jednym ruchem ręki. W dołku, pod kratami stał trzęsący się z zimna
nastolatek. Ulżyło mi, gdy zobaczyłam go całego i zdrowego.
-Kaspian.- szepnęłam. Chłopak nie reagował.-Kaspian.- powiedziałam
nieco głośniej.
-Jane, co tu robisz?- wyjęczał.
-Jaka Jane? To ja Nadia.- chciało mi się płakać.
-Nadia nie żyje. Zabiłem ją.- jego głos był pusty.
-Wcale nie! Ja żyję i rozmawiam z tobą!- straciłam panowanie
nad sobą. Jonathan musiał mnie przytrzymać. Przeszło mi po pięciu minutach.-Nie
wiem co oni ci nagadali, ale mnie nie zabiłeś. To była część planu, który
zapisałam ci na karteczce. Tej którą czytałeś!- krzyczałam.
-Ciszej.- brat Kai upomniał mnie.
-Masz rację.- mruknęłam. – Rozwalę te kraty, a ty trzymaj
wartę.- zadecydowałam. Niebieskooki zgodził się. Zamroziłam pręty i rozbiłam je
kopniakiem. –Kaspian, podaj mi dłoń to cię wyciągnę.- zażądałam.
-Dalej nie wieżę, że to ty. Jesteś złudzeniem. Nawet nie pamiętali
jaki masz kolor włosów.- poskarżył się.
-Musiałam się przefarbować, żeby strażnicy zwracali na mnie
mniejszą uwagę. Błagam podaj mi rękę. To ja Nadia. Musisz mi uwierzyć. Nasze palce
splotły się. Pomogłam mu wyswobodzić się z pułapki. Gdy wyszedł, natychmiast zarył
w śnieg.
-Nie dam rady iść sam.- skwitował, kiedy pomagałam mu wstać.
-Wiem, też tak miałam.- uśmiechnęłam się. Chłopak długo mi się
przyglądał. Po chwili odparł
-To naprawdę ty.- zaśmiał się. w końcu przypominał starego
siebie.
-Witaj stary.- Jonathan wziął generała pod drugie ramię.
-Dziękuję, że się nią zająłeś, gdy ja nie mogłem tego zrobić.-
podziękował mu.
-E tam, dzięki temu mogłem ci się odwdzięczyć za to wszystko,
co dla mnie zrobiłeś.- doprowadziliśmy go do krematorium. Roiło się tu od magów
powietrza, ale żaden z nich nie zareagował na nasz widok. Ułożyliśmy nastolatka
na kocu, za piecem i zaczęłam go uzdrawiać. Przez pobyt w stójce nabawił się zapalenia
pęcherza, płuc oraz lekkiego odmrożenia kończyn. Pomogłam mu raz dwa. Potem John
za pomocą swojego urządzenia, usunął mu chip.
-Nareszcie mogę używać magii.- ucieszył się.
-Chodźcie, pora na was.- wyszliśmy z budynku.
-Misiael, dlaczego wokół murów jest takie zamieszanie. To przez
wczorajsze tornado?- brunet spytał.
-Tak, część fortyfikacji została całkowicie zepsuta i teraz
trzeba ją naprawić, ponieważ prze powstałą dziurę zwiało kilkoro więźniów.- nie
ukrywał zadowolenia.
-Widać, że ci to na rękę.- powiedziałam.
-Oczywiście, jeżeli jakiś więzień próbuje uciec to ja mu w
tym pomagam. Idealna praca dla mnie. – zażartował.
-Nadia, powiedz w jaki sposób przeżyłaś?- Kaspian nie mógł
podarować sobie tego pytanie.
-Więc wyglądało to następująco. Dostałam wizję, w której do
mnie strzelasz i postanowiłam jej zapobiec. Jak zawsze udałam się pod drzewo i
dostałam odpowiedź. Do ciebie napisałam list jak masz się zachowywać,
załatwiłam sobie również środek hamujący czynność życiowe. Potem zamieniłam się
z tobą miejscami. Przed tym zażyłam lek i gdy strzeliłeś, akacja mojego serca
była już wstrzymana. Następnie ludzie Jonathana ukryli mnie za piecem i tam się
obudziłam.- wyjaśniłam. – Przynajmniej doczytałeś
liścik do tej części ze sceną. Wiedziałeś jak masz się zachować. To było
świetne jak krzyczałeś, że mnie kochasz. Prawie mnie przekonałeś.- zaśmiałam się.
-Tak masz rację, to był żart. – wyszeptał.
-Zbliżamy się do muru. Sprawa jest prosta. Najzwyczajniej w
świecie macie uciec przez dziury w nim. Rozumiecie?- przyglądnął się nam. –Rozumiecie!?-
ponowił zapytanie.
-Tak!- krzyknęliśmy i ruszyliśmy w stronę fortyfikacji z
nadzieją, że może jednak nam się uda. Zamieszaliśmy się z tłumem. Nie spodziewaliśmy
się, że zostaniemy rozpoznani.
-Czy to Kaspian?- jeden ze strażników wskazał palcem na
mojego przyjaciela. To już po nas.
-A to jego towarzyszka, tylko, że się przefarbowała.- dorzucił
drugi. Przybliżyłam się do Kaspiana. szepnęłam mu do ucha.
-Jesteś dawcą, co nie?
-Tak, a co?- oniemiał.
-Daj mi trochę swojej mocy.- poleciłam.
-Nie umiem.- wzbraniał się.
-Ja się nie pytam, czy umiesz czy nie po prostu mi ją daj!-
podniosłam głos. Żołnierze byli coraz bliżej.
-Nawet z Naito mi to nie wychodziło.- pożalił się.
-Teraz od tego zależy twoje życie!- ponaglałam go.
-Mówię ci, że nie umiem.- coraz bardziej się irytował. Nie dobrze
jak tak dalej pójdzie, to przebudzi się ukryta w nim, druga osobowość.
-Po prostu wyobraź sobie, że dajesz mi tę moc do ręki. –
wysunęłam dłoń. Złapał ją agresywnie i mocno przyłożył swoją. Zielone światło
przemknęło po jego dłoni i przeniosło się na mnie, wchłaniając w skórę.
-Zadowolona?- spytał.
-Tak.- jeden z żołnierzy złapał mnie za ramię. Jego mina
była bezcenna, gdy odwinęłam mu w twarz kamienną pięścią. Brunet stanął obok mnie.
-To zaczynajmy zabawę.- oznajmił.
-Nie zapomnijcie o nas!- na murze stali nasi przyjaciele. Nawet
nie wiecie jaką ulgę poczułam, kiedy ich zobaczyłam.
-Co tu robicie!?- wrzasnęłam.
-Ratujemy was!- głos
Feliksa podniósł mnie na duchu. Jednak zdążyli na czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz