Kaja(dzień wcześniej)
Obudziliśmy się dopiero po siedemnastej. Tylko Feliks był
jakiś taki nie swój. Coś wyraźnie go gryzło. Po cichutku usiadłam koło niego na
zwalonym pniu i nabiłam na patyk kawałek mięsa. Wyciągnęłam kij w kierunku
ogniska.
-Cześć.-przywitałam się. Popatrzył na mnie zrezygnowany.
Trąciłam go ramieniem. Spojrzał na mnie. -Proszę, uśmiechnij się.- przybliżyłam
się do niego i uniosłam jego kąciki ust do góry. Nic nie powiedział tylko oparł
głowę na moim ramieniu.- Feliks, co się dzieje?!- przestraszyłam się. Normalnie
on się tak nie zachowuje.
-Miałem wizje.- wychrypiał. Dalej nie podniósł głowy.
-Czego dotyczyła?- położyłam rękę na jego czuprynie i ją
zmierzwiłam.
-Widziałem Nadię i Kaspiana. Byli ubrani w więzienne uniformy.
Stali na przeciwko siebie na placu apelacyjnym. Kaspian trzymał broń skierowaną
wprost w Nadię. Widziałem, że coś do siebie mówią, ale nie słyszałem ich słów. Nagle
generał strzelił i niebieskowłosa upadła na ziemię martwa. – zatkało mnie.
-Kiedy miałeś tę wizję?- spytałam spokojnie unosząc jego
głowę. Popatrzył mi głęboko w oczy.
-Zobaczyłem to, gdy siedzieliśmy w poczekalni u tego lekarza
od siedmiu boleści. Wcześniej nie miałem okazji nikomu tego powiedzieć.-
położył się na moich kolanach i zasłonił dłonią oczy. Chciałam go zwalić, ale
mnie powstrzymał.- Pozwól mi tak poleżeć przez parę minut.- zdecydowanie dziś
nie jest sobą. Zaczęłam się bawić się bransoletkami na jego nadgarstku. Miał
ich całkiem sporo, ale każda była inna i wyjątkowa.
-Dlaczego nosisz te bransoletki?- zagadałam. Po raz pierwszy
odkąd tu siedzimy, uśmiechnął się.
-Mam je od moich podopiecznych. Twierdzą, że to amulety,
które przynoszą mi szczęście. Szalone nie?- pogłaskał plecionki.
-Każda z nich została zrobiona przez jedno dziecko?-
zaczęłam liczyć ozdoby. Jedna, druga…, piętnasta!- Ho, ho! Masz dużo dzieciaków
do wykarmiania.- zaśmiałam się.
-Tak, ale mam bardzo dużo pieniędzy i nie mam, co z tym
robić.- przyglądnęłam się mu uważniej. Nie należy do brzydkich facetów, a
raczej do tych, na których dziewczyny dłużej zawieszają wzrok. Jego włosy
ostatnio ściemniały. Teraz są wiśniowo – granatowe.
-Dobra, teraz podaj prawdziwy podwód, dla którego się nimi
zajmujesz.- natychmiast posmutniał.
-Chyba nie chciałabyś znać tamtego mnie.- oznajmił i
przekręcił się na bok. Zatchnęłam go z kolan. Runął na ziemię jak długi.
Popatrzyliśmy na siebie. Wybuchliśmy śmiechem. Usiadł koło mnie.
-Po co ci wiedzieć, kim byłem zanim się poznaliśmy?- nie
spodziewałam się takiego pytania. Nie wiedziałam jak odpowiedzieć. Zastanowiłam
się dłuższą chwilę.
-Bo tak będzie łatwiej mi ciebie zrozumieć i się
zaprzyjaźnić. Nie sądzisz?- trąciłam go.-Słyszałam od Nadii, że też zabijałeś,
ale nie złych ludzi, tylko zwykłych obywateli, którzy byle czym cię wkurzyli.-
powiedziałam. Nic nie powiedział. –Gdyby cie wtedy poznała, już dawno byłabym
martwa.- roześmiałam się. Westchnął.
-To był czas, kiedy straciłem wszystko co kochałem,
przebudziły się moje nowe moce i nie wiedziałem co mam ze sobą począć. Miałem
ochotę wszystkich i wszytko zabić. I tak też robiłem. Zabijałem ludzi, którzy
jak to ujęłaś „ zaleźli mi za skórę”, ale były momenty, w których odzyskiwałem
przebłyski świadomości i zabierałem osierocone dzieciaki, aby stworzyć im nowy
dom. Byłem takim samym potworem, ci ludzie, których zabijasz, więc gdybyśmy się
wtedy poznali, bylibyśmy wrogami, a teraz jesteśmy czymś pomiędzy.- uśmiechnął
się. Jego oczy przybrały niebieski kolor.
-Co oznaczają twoje niebieskie oczy?- tak wiem, że to
pytanie to jakaś gramatyczna porażka, ale nie wiedziałam jak inaczej zapytać.
Zaczął się bardzo głośno śmiać.
-Chciałaś zapytać, jakie emocje wyrażają?- zapytał przez
łzy. Obrażona pokiwałam głową.
-Spokój i zaufanie.- wstał i pocałował mnie w czoło.
-Do jutra, idę spać.- zerwał się mocy wicher, ale nie
zwróciliśmy na niego większej uwagi.
-Przecież cały dzień spaliśmy.- zdziwiłam się.
-Może ty, ale a nie mogłem zasnąć. Dzięki rozmowie z tobą
może mi się udać.- wszedł do campera. W drzwiach minął się z Elizabeth.
-Jak twoja noga?- spytał.
-Dziękuje, dobrze. Już mogę biegać.- uśmiechnęła się.
-Nie szalej za bardzo.- oznajmił i schował się w przyczepie.
-Co dziś z nim nie tak?- spytała siadając koło mnie.
Opowiedziałam jej całą wizję. Pokiwała głową.
-Rozumiem, ale wizje są długo terminowe, wiec miejmy
nadzieję, że ta jeszcze się nie sprawdziła.- blondynka również nabiła mięso na
kij. Moje było już gotowe, dlatego zaczęłam je polowi przeżuwać. Wiatr z każdą
sekundą stawał się silniejszy.
-Jak poznałaś Feliksa?- spytała zaciekawiona. Popatrzyła na
mnie uważnie.
-Chcesz wersję dla rodziców czy przyjaciół?
-Tą prawdziwą.
-Kiedyś próbował mnie zabić.- oznajmiła ze spokojem.
Zakrztusiłam się.
-Co zrobiłaś w tej sytuacji?- zaciekawiła mnie ta historia.
-Po dłuższej walce stwierdziłam, że jest dobry i
zaproponowałam mu pracę. Nastąpiła bardzo długa wymiana zdań, poglądów, aż się
zgodził. Pomogłam dojść mu do siebie.
-Jak?- spytałam.
-Tak samo jak Kaspianowi i Nadii.- udawała wielce
zainteresowaną swoim kawałkiem mięsa.
-Czyli?- nalegałam.
-Nie powiem ci nawet jakbyś…- podmuch wiatru prawie wywrócił
samochód, w którym spali chłopaki, ale Eliza złapała go za pomocą magii
powietrza.
-Dobry refleks.- pochwaliłam ją.
-Dzięki. Jak widać lepszy niż twój, Czarny Kruku.- odgryzła
się. Nagle zerwała się zawierucha.
-Co to było?!- musiałam krzyczeć, aby czerwonooka usłyszała
moje słowa.
-Tornado!- wrzasnęła. –Biegnij do samochodu! Natychmiast!-
podmuchem powietrza odrzuciła na bok zwalające się drzewo.-Ale wcześniej utwórz
wał z ziemi wokół auta, żebyś nie odlecieli!- szybko wykonałam jej polecenie.
Kamienne ściany otoczyły pojazd i zapanował spokój. Weszłyśmy do środka. Nasze
rzeczy walały się po podłodze, garnki wypadły z szafek, niektóre meble legły na
podłogę, a gacie Naito zawisły na lampie. Mimo to nasi koledzy spali w
najlepsze. Tylko Puszek siedział skulony pod stołem.
-Feliks, Naito! Wstawajcie huragan nadciąga!- krzyknęłam.
Nic spali dalej. Eliza zamiast pomóc mi ich obudzić, szperała w szafkach w
poszukiwaniu… no właśnie, czego? W końcu, z pod materaca, wyjęła obszerną
książkę.
-Co to?- spytałam zabierając jej książkę. Podeszła do
białowłosego i kopnęła go. Wstał natychmiast.
-Nie mogłabyś choć raz obudzić mnie buziakiem, albo czymś
podobnym?- przeciągnął się. Zerknął na tom w moich rękach.
-Po co wam ta książka. Wiecie, że jest moja?- usiadł przy
stole.
-Nie wiedziałem, że umiesz czytać.- Płomień również się
przebudził. Trener w odpowiedzi prychnął. Beth skarciła go wzrokiem i zamilkł.
Nastolatka zabrała głos.
-Niestety brakło nam czasu na ratunek naszych przyjaciół i
jesteśmy zmuszeni zrobić to dopiero po odzyskaniu księgi, która znajduję się w
tym tornadzie. Problem polega na tym, że nie jest ono zwykłe. Nie da się go
zniszczyć za pomocą magii, przynajmniej na naszym poziomie. Na dodatek jest
dziesięć razy groźniejsze, ponieważ obraca się w drugą stronę, czyli wyrzuca z
siebie rozpędzone powietrze, niszczący tym samym wszystko w odległości pięciu
kilometrów od oka cyklonu. Ulegnie zniszczeniu, kiedy Kaja wyjmie z niego
księgę.
-Sprzeciw! Nie mam magii powietrza.- Przeraziłam się.-Nawet
się do niego nie zbliżę.
-Dlatego ja polecę z tobą i wrzucę cie do jego oka. Resztą
będziesz musiała zając się sama. To sprawdzian od żywiołu.
-Przecież to samobójstwo!- wrzask Feliksa nie wywołał na
niej żadnego wrażenia.
-Wiedziała, na co się pisze.
-Dosyć nie fair. Nie uważasz?
-Życie jest nie fair.- zwróciła się do mnie.- Zbieraj się,
musisz to zrobić, czy ci się podoba czy nie.- oznajmiła. Jej spojrzenie było
nie do złamania. Uderzyłam pięścią w stół. Po chwili się uspokoiłam
-Wiesz chociaż, jak wygląda środek. Co tam będzie? Gdzie mam
szukać tej zasranej księgi? Wiesz?! Odpowiedz mi!- milczała.- Nie ma sprawy,
zrobię to.- zirytowana ubrałam ciepły sweter, spodnie, wysokie, wiązane buty
oraz kurtkę. Pod ubrania wsunęłam medalion, włosy związałam w warkocz i spięłam
go czerwoną wstążką z dzwoneczkiem na końcu. Nauszniki skutecznie tłumiły
nawoływania przyjaciół. Oburzona wyskoczyłam z samochodu.
-Zaczekaj!- Feliks złapał mnie za rękę i zaprowadził z
powrotem do pojazdu.- Eliza chciała ci cos powiedzieć.- mruknął.
-Przepraszam, powinna być milsza, zdaję sobie sprawę, że
skok w serce huraganu to coś nie wyobrażalnego.- spojrzała na Płomienia. – Zadowolony?!-
warknęła.
-I to bardzo.- wkurzony, usiadł na krześle. Zdjęłam kurtkę i
nauszniki.
-Jak wyobrażasz sobie moją podróż do oka cyklonu?- westchnęłam.
-Przewiąże cię liną w pasie, drugi koniec przywiąże do
siebie. Następnie delikatnie opuszczę cię do środka. Reszta należy do ciebie.
-Jak będziemy się kontaktować?- spytałam.
-Po co?
-Skąd będziesz wiedzieć, kiedy wciągnąć mnie na górę, albo chodźmy
czy dalej żyję?- powoli zaczynałam się trząść ze złości.
-Feliks zrobi komunikatory.- oznajmiła.
-Warto wiedzieć.- chłopak gwałtownie wstał przewracając przy
tym krzesło, które z hukiem upadło na posadzkę.
-Plan genialny, ale jak masz zamiar tam podlecieć?- dziewczyna
wyjęła zwój, ugryzła się w palce i maźnęła do krwią. Jeden magiczny błysk i na
stole pojawiła się lotnia.
-Będziemy lecieć ty?- zdziwiłam się.- Przecież jest jedno
osobowa.
-Przyczepisz się do mojego brzucha.- zaśmiała się.-Damy
siebie radę.
-W to nie wątpię.- wróżbita rzucił nam zrobione na prędce
komunikatory.
-Czas zacząć zabawę.- oznajmiłam, wychodząc z campera.
***
Udaliśmy się nad morze. Królowa kazała mi się do siebie przytulić
i wystartowałyśmy. Na początku miała wielkie trudności z złapaniem równowagi i właściwego
prądu. Z resztą nie dziwie się jej. Wiało niemiłosiernie, na dodatek śnieg
wzbijał się w powietrze i z nim mieszał, bijąc przy tym po całej twarzy. Myślałam,
że nos mi odpadnie. W końcu podleciałyśmy wystarczająco blisko. Eliza
rozpoczęła mozolne spuszczanie mnie do wnętrza trąby powietrznej. Życzcie mi
powodzenia.
Feliks
Zostaliśmy sami. Ja, Naito i Puszek. Nie wiedziałem co z
sobą począć, więc zacząłem chodzić tam i z powrotem po plaży.
-Spokojnie, na pewno wrócą całe i zdrowe.- Naito uśmiechnął się.
-Oby.- kopnąłem kamień.
-Ale chyba nie tylko to zaprząta ci myśli.- zagadał. Miał rację.
Nie tylko tą misją się przejmuję. Cholernie boję się o Nadię i Kaspian. Co z
nimi będzie i czy nadal jeszcze żyją. Zamiast ich ratować, to uganiamy się za jakimś
głupim tornadem.
-Ostatnio miałem wizję, w której Kaspian zastrzelił Nadię.-
odpowiedziałem bez obwijania w bawełnę. Gwizdnął.
-Widzę, że masz przestarzałe informacje mój przyjacielu.-
powiedział, puszczając kaczkę na wzburzonym morzu.
-O co ci chodzi?- zbliżyłem się do niego zaciekawiony.
-Przecież wiesz, że ja też mam wizję, więc czemu patrzysz się
na mnie z takim głupkowatym wyrazem twarzy?!- wykrzyknął.
-Jaką wizję miałeś.
-Taką samą jak ty.- odparł. Przyłamałem się.
-Czyli nie dowiem się niczego nowego.- przeczesałem ręką
włosy.
-Widziałem to samo co ty, ale w rozszerzonej wersji.- zaśmiał
się.
-I co?- dopytywałem. Chłopak westchnął.
-Nadia jednak żyje, ponieważ skorzystała z pomocy starego znajomego.
-Kogo?
-Jonathana Omari.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz