Translate
sobota, 7 maja 2016
Rozdział LV
Nadia
Odzyskałam przytomność dobiera gdy poczułam bolesne ukłucie w przegub prawej ręki. Odruchowo kopnęła sprawcę bólu.
-Pani Julio, spokojnie. Wstrzykujemy pani niegroźny mikroelement, który ma za zadanie pozbawić pani zdolności go tkania wody.- przerażona całkowicie wyrwałam się ze snu i zaczęłam energicznie rzucać na wszystkie strony. Nie było mowy o ucieczce, ponieważ zostałam przywiązana do krzesała z kolei ktoś to krzesło wmurował w podłogę gabinetu Aleksego. Po mojej prawej znajdował się na wpół przebudzony Oskar. Coś kontaktował ale nie za wiele. Z kolei po lewej stronie wiercił się Kaspian. Jego przypięli staranniej ode mnie. Przywiązali mu szyję, klatkę piersiową, brzuch, ręce i nogi. Zapomniałam dodać, że każdy z nas miał zapieczętowane usta. Do pokoju wszedł drugi generał obozu, ten sam, który odpowiedzialny jest za pilnowanie oddziału magów ziemi. Duży, barczysty i łysy. Na dodatek prawie zawsze krzyczy. Tak było i tym razem
-Aleksy! Po jaką cholerę kazałeś mi tu przyłazić!- wrzasnął na dzień dobry.
-Mnie też ciebie miło wiedzieć Berg.- brunet uśmiechnął się- Widzisz problem tkwi w tym, że nie możemy zabić naszych małych, niedoszłych uciekinierów. W końcu są objęci immunitetem przez Waylanda.- spojrzał wymownie na kolegę. Mężczyźnie szczęka opadał.
-Powiedziałeś Waylanda? Czy ja mam coś nie tak z uszami!!!!!- ryknął.-Czyli ten sku****** żyje!!!! Wyślij po niego wszystkie jednostki. Niech zjawi się tutaj minimalnie za godzinę! Samodzielnie chcę ukręcić mu łeb!- był tak podniecony, że na zewnątrz zerwała się zawierucha i zniszczyła okna w pomieszczeniu.
-Hej, uspokój się, bo za niedługo nie będę miał gdzie uzupełniać papierów i sądzić więźniów.- machnął na mnie ręką.- Naszym priorytetem jest zrobienie czegoś z tą trójką.- wskazał na nas. Przełknęłam ślinę. Przynajmniej nie mogą nas zabić. Mag powietrza jakby czytał mi w myślach.
-Jedynym powodem dla którego nie możemy ich zabić to fakt, że są więźniami politycznymi?- spytał z dziwnie podejrzaną miną.
-No tak.- przyznał czerwonooki.
-Skoro są tu na polecenie zdrajcy, a on wraz ze swoją „śmiercią" stracił stanowisko, w takim razie możesz zmienić im status bez żadnego problemu.- zaśmiał się łajdacko. To jesteśmy ugotowani. Aleksy rozpromienił się.
-Masz rację! I tak uważają Kaspiana za członka Krwawego Omenu to dlaczego możemy zepchnąć na niego i jego adiutantkę całą winę za morderstwo sześciu generałów. Wtedy po cichu i bez krzyku zabijemy ich wszystkich razem z Waylandem na czele.
-Plan doskonały, ale ma lukę. Nie możemy zabić od razu tej dwójki póki nie staną się jeszcze bardziej znienawidzeni.- facet podrapał się po swojej łysej głowie. Brunet usiadł na obrotowym krześle i zakręcił się w kółko.
-W takim razie tego tam- wskazał na Oskara- zabijemy jeszcze dziś – chłopak zaczął się wiercić, ale po chwili przestał i spuścił głowę. –Kaspian nie sprawiał nam wcześniej problemu, więc możemy go tylko ukarać publicznie, ale Julia to poważy kłopot.- zamyślił się.
-Ją możemy wtrącić do celi stojącej na dwa dni bez jedzenia i picia.- oznajmił łysol. Ewidentnie był z siebie zadowolony.
-Doskonały pomysł. Zatem go wykonajmy.- klasnął w dłonie i do gabinetu weszło sześciu mężczyzn. Dwóch zabrało Oskara, kolejna para Kaspiana, a następni podnieśli mnie. Tyko ja nie opuściłam budynku. Znieśli mnie do piwnicy i bez żadnego słowa zamknęli w ciasnej izolatce. Nie było tu miejsca na żaden ruch. Mogłam tylko stać z podniesioną głową aby łapać tlen. Mam nadzieję, ze nie będzie padać śnieg.
Kaspian
Nadal trochę osowiały usiłowałem wyrwać się z uścisku żołnierzy.
-Nie ruszaj się tak.- jeden z nich przypalił mi ramię. Poczułem swąd palącej się skóry. Za mną wojskowi ciągnęli tego chłopaka, który pomagał Nadii. Obróciłem głowę w jego stronę i szepnąłem „dziękuję". Chyba mnie zrozumiał, bo odpowiedział bladym uśmiechem. Z głośników przymocowanych do słupów wzdłuż drogi rozległ się komunikat.
-Uwaga, uwaga. Wszyscy więźniowie proszeni są na plac apelacyjny. Powtarzam, wszyscy więźniowie są proszeni na plac apelacyjny. – zapewne będą oglądać szopkę wraz z naszym udziałem.
***
Klęczałem na środku palcu, bez koszulki. Nade mną stał mężczyzna z pejczem zakończonym ostrymi haczykami. Oskar wisiał naprzeciwko mnie. Jego ręce skrzętnie przymocowano do poprzecznie wiszącej belki. Obok niego przechadzał się strażnik pilnujący uwiązanych na łańcuchu wygłodniałych psów. Czekały na przyzwolenie do skoku i rozerwanie gardła magowi.
-Ci oto więźniowie dzisiejszej nocy próbowali uciec z naszego pięknego, miłosiernego obozu. Wiecie jak każemy takie wyskoki. Śmiercią prawda? – spojrzałem po tych wszystkich przerażonych twarzach. W tłumie dostrzegłem Jane. Patrzyła na mnie z politowaniem. –Czas wymierzyć karę!- na ten znak ogiery zostały spuszczone ze smyczy i rzuciły się na niebieskowłosego. Zaczęły go łapczywie kąsać. Odrywały fragmenty jego ciała i zżerały je z przyjemnością. Chłopak krzyczał w nie bogłosy. Błagał o litość, ale żołnierz pozostawał niewzruszony. Upadłem na ziemię. Padło pierwsze uderzenie. Potem drugie. Kolejne i kolejne. Haczyki zatapiały się z moim ciele ja w maśle. Z każdym ciosem traciłem jakieś kilo mięsa i dwa litry krwi. Przynajmniej takie odnosiłem wrażenie. Zaciskałem zęby i zamkniętymi oczami usiłowałem przeczekać ból. Myślałem o Nadii, mojej siostrze, przyjaciołach oraz o rodzicach, których nie pamiętam. Ciekawe co teraz robią. Kara dobiegła końca. Facet kopnął mnie buciorem w obolałe plecy i upadłem na śnieg. Przyjemny chłód. Chwila ulgi.
-Wstawaj.- mocne szarpnięcie i stałem na nogach. Zakręciło mi się w głowie i zwymiotowałem krwią. Chyba rozwalił mi żebra. Uniosłem wzrok na maga wody. Nie mogłem go dostrzec. Czekajcie. Wcześniej nie widziałem tam zawieszonego wielkiego kawału mięcha. Ale dlaczego ma na sobie więzienny uniformy? Kuź** to Oska! Ponownie zwymiotowałem. Mundurowy splunął na mnie i odszedł. Przezwyciężając bój i mdłości, podciąłem mu nogi. Zarył mordą w śnieg. Wyrwałem mu bicz i zdążyłem się parę razy zamachnąć. Drugi mag zareagował stosunkowo późno. Rzucił się na mnie i założył mi ziemne kajdanki, a tym samym przytwierdzając mnie do podłoża.
-Cholerny bachor!- gościu, któremu wpieprzyłem, parę razy skopał mnie po brzuchu i uderzył pręgierzem. W końcu mi odpuścili i uwolnili. Nie mogłem się ruszać. Ból narastał z każdym oddechem. Ludzie zaczęli się oddalać. Nikt nie chciał mieć ze mną do czynienia. Leżałam na dworze około godziny, gdy zjawili się sanitariusze ze szpitala. Przed nimi zjawili się goście z krematorium i zabrali to co zostało po znajomym Nadii. Medycy przełożyli mnie ostrożnie na zrobione z podartych ubrań nosze i zanieśli do bloku magów wody, gdzie mieścił się szpital. Oczywiście piecze nad nim sprawowali tkacze wody, ale byli bez swoich umiejętności, więc nie mogli za dużo zdziałać. Pomogli mi na miarę swoich możliwości. Po wszystkim podeszła do mnie jedna z dziewczyn
-Co dokładnie stało się z Oskarem?- spytała cicho, udając, że poprawia mi poduszkę. Najwyraźniej dużo ryzykuje rozmawiając z mną.
-Chciał pomóc mnie i mojej koleżance uciec z tego miejsca.- oznajmiłem.
-Czyli nie kłamali...- zabrała zakrwawione wacik i odeszła. Resztę dni spędziłem gapiąc się w sufit.
Kaja
Jakiś facet mnie rozpoznał. Cóż nic dziwnego, że zapadałam mu w pamięć. W końcu jestem zjawiskowo piękna. Dobra odłóżmy pierdoły na bok. Muszę się bronić, a potem dotrzeć do Feliksa i reszty. Przeciwnicy odcięli mi drogę ucieczki, więc pobiegłam w głąb budynku. Przybliżałam ściany za sobą, niszczyłam sufity, zawalałam korytarze, a oni dalej nie ustępowali. W biegu rozłożyłam zwój i wyjęłam z niego kuszę. Trochę zwolniłam, ale ustrzeliłam paru policjantów. Gdy skończyły mi się strzały, wyrzuciłam ją za siebie. kolejno wyciągnęłam kulki. Dlaczego akurat kulki?! Wysypałam je tuż za palcami. Ci idioci się na nich poślizgnęli. Myślałam, że to działa tylko na kreskówkach. Najwyraźniej ich nie oglądali. Współczuje im dzieciństwa. Skręciłam w ślepy zaułek. Na moje nieszczęście napotkałam szklaną ścianę. Tak na marginesie- nie umiem tkać szkła! Oparłam się plecami o stopiony piasek. Przeciwnicy byli coraz bliżej. Otoczyli mnie. Przed ich przybyciem wydobyłam miecz. Odbiłam nim salwę noży, wahadełko oraz posiekałam kilka lin. Jakiś mag ziemi usiłował przygwoździć mnie do sufitu za pomocą magii ziemi, ale udało mi się uskoczyć. Kolejny chciał mnie podpalić, jeszcze inny zamrozić. Grałam na czas. W duchu liczyłam na jakiś nieoczekiwany zwrot akcji, który jednak nie nadszedł. Zostałam pojada i zamknięta w pomieszczeniu. Wisiałam głową w dół nad zbiornikiem pełnym lodowatej wody. Nie mogłam się ruszyć. Do pokoju wszedł jakiś facet i rozpoczęło się przesłuchanie. Już po pierwszym pytaniu zanurkowałam w baseniku.
Feliks
Biegłem ile sił w nogach. Odczuwałem wyraźną ulgę pomieszaną ze strachem. Wiedziałem, że Eliza i Naito są bezpieczni, ale z drugiej stronie życie Kai wisi na włosku. Nie mogę wparować do tego posterunku i krzyknąć „Oddawajcie Kaję!". Roi się tam od strażników. Muszę mieć jakiś plan.
***
Jestem na miejscu. Obiegłem całą kwaterę kilka razy. Zauważyłem lukę w miejscu, gdzie wcześniej Omarii wybiła dziurę. Jak na razie tylko prowizorycznie ją załatali. Jak uderzę z odpowiednią siłą to mur się rozpadnie i uda mi się wejść do środka. Zerknąłem przez małe okienko, czy ktoś jest w środku. Pusto. Odsunąłem się trochę od cegieł i uderzyłem w osłabione miejsce kulą ognia. Budynek zachwiał się, a ścianą pękła. Mam mało czasu. Zaraz zorientują się, że ktoś się im włamał. Szedłem śladem zniszczeń i dotarłem do szklanej ściany. Spóźniłem się. W tym miejscu odbyła się zażarta walka. Cholera! Ktoś idzie. Wyważyłem pierwsze lepsze drzwi i schowałem się w ciemnym pokoju. Patrol zatrzymał się akurat w tym miejscu na dłuższą pogawędkę.
Kaja
Choć przytopiona, nie odpowiedziałam na żadne pytanie. Niech sobie nie myśli, że może mnie złamać.
-Zapytam jeszcze raz. Dla kogo pracujesz!- zielonooki warknął. Zaśmiałam się i plunęłam mu w twarz. On pociągnął za wajchę i ponownie zanurzyłam się w cieczy. Byłam tam dłużej niż przedtem. Gdy myślałam, że odlecę pozwolił mi się wynurzyć.
-Imię i nazwisko. Twoje i kolegów.
-Nie znam.- cały czas zachowywałam kamienną twarz. Zjazd w dół i ponownie przecięłam taflę wody.
-Jaki jest cel twojej organizacji?
-Ta woda zrobiła się dziwnie ciepła. – oznajmiłam.
-Naprawdę?- zdziwił się i zanurzył dłoń w zbiorniku. Tylko na to czekałam. Przesłałam prąd do cieczy i wojskowy wpadł nie żywy do zbiornika. Za pomocą metalowych paznokci udało mi się rozciąć kokon. Wybiegłam na korytarz. Nikogo nie było. Z bijącym sercem wyjrzałam zza narożnika. Zderzyłam się z kimś. Klapnęłam na podłogę. Mężczyzna podał mi dłoń. To Feliks! Rzuciłam się mu na szyję.
-Feliks, wiedziałam, że po mnie przyjdziesz!- zawołałam. On momentalnie zatkał mi dłonią usta.
-Pogięło cię. Przecież nas usłyszą.- wysyczał. Złapał mnie za rękę i bez większych problemów wydostaliśmy się za zewnątrz.
-Gdzie Eliza i Naito? Myślałam, że będą czekać na nas na dworze.
-Elizę zabrał Puszek, a Naito leży w kontenerze na odpady. Właśnie po niego biegniemy.
-Czemu ta odpowiedź mnie nie dziwi.- zaśmiałam się.
-Nasze życie jest powalone.- oznajmił.
-Zgadzam się.- zdyszani zatrzymaliśmy się w uliczce, gdzie wróżbita porzucił Nazaje. Podniósł wieko kontenera i naszym oczom ukazał się grający na telefonie Naito.
-Naito!- krzyknęliśmy równocześnie.
-O, część wam.- pomachał.- Szybko załatwiliście sprawy. Mam nadzieję, że możemy już ruszać.- mówił to wszystko tak lekko, że aż się to w głowie nie mieści.
-Czy ty na serio jesteś tak głupi, czy tylko udajesz! Prawie dziś zginęliśmy, a ty grasz w śmietniku na telefonie w jakiś głupie gierki? Zamiast nam pomóc?!- krzyczałam rozżalona. On bez słowa wyskoczył ze śmietnika i ruszył przed siebie, nie zwracając na nas uwagi.-Patrz! I teraz się obrazi za to, że uratowałeś mu tyłek!- wrzeszczałam jak opętana miałam dość. Marzyłam o śnie. Nic mnie już nie obchodziło. Sfrustrowana kopnęłam kontener i poszłam za Naito. W końcu nie możemy się rozdzielać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz