Kaja
Nieźle się natrudziliśmy, żeby w tej dziurze znaleźć w miarę
dobrego lekarza. Był nim mężczyzna o szczurkowatym wyglądzie i chytrym
spojrzeniu. Tłuste włosy co chwilę zaczesywał na bok głowy w celu zasłonięcia
łysiny. Wyglądał na takiego, co dla pieniędzy zrobiłby wszystko.
-Witajcie, w czym mogę wam pomóc? –spytał z sarkastycznym
uśmiechem na ustach. Jak mniemam, od początku wie, w czym tkwi problem.
-Nasza przyjaciółka skaleczyła się w nogę.- odpowiedziałam
kwaśno. Mężczyzna uniósł brew i złapał za nogę nastolatki. Tak jęknęła z bólu.
-Pnie, zaraz ci przywalę tą nogą w twarz.- syknęła.
-Takich ran nie nabywa się przypadkiem.- zaczyna coś
podejrzewać. Do akcji wkroczył Feliks. Z rękawa wysunął pistolet i przyłożył go
facetowi do czoła.
-Ma pan zamiar badać ją w progu, czy zaprosi nas pan do
środka?- spytał dorzucając do tego ponaglające spojrzenie. Usłyszałam jak
brunet przełyka ślinę.
-Wejdźcie.- oznajmił robiąc nam przejście w drzwiach.
-Gdzie mogę ją położyć?- dopytywał Naito. Lekarz wskazał
kozetkę w kącie gabinetu. Pomieszczenie było nawet schludne. Białe ściany,
podłogo i meble nadawały mu sterylny wygląd. Nie mogłabym tu długo wytrzymać.
Ta jałowość mnie wykańcza. Nie ma tu ani jednej rzeczy dla kontrastu. Mógłby
rzucić to jakiś dywanik, powiesić kolorowe zasłony lub nawet postawić kwiatek w
doniczce. A tu nic. Biurko, szafka z przyborami, parawan i kozetka. Tyle.
-Mercedes, przynieś mi sprzęt!- krzyknął. Momentalnie w
progu stanęła młoda dziewczyna. Mogła być starsza ode mnie o dwa, trzy lata.
Miała czerwone włosy oraz czarne oczy. Ubrana była w biały kitel, tak samo jak
jej pracodawca. Pospiesznie związała pasemka i przyniosła tackę z nożykami,
wacikami i tym podobnymi rzeczami. Nie powiem wam co tam jeszcze było, bo po
prostu się na tym nie znam. Odbezpieczył strzykawkę (zapewne środek
przeciwbólowy) i wstrzyknął w udo blondynki. Po dłuższej chwili odczuła wyraźną
ulgę. Mag za pomocą skalpela osłonił kość.
-Niesamowita robota! Gdyby nie ten mag, który wykonał ci tę
protezę, zapewne chodziłabyś już o jednej nodze.- facet nie mógł wyjść z
podziwu nad robotą Nadii.
-Jak spotkam tego maga to przekażę mu pochwały.- bąknęła.
-Czy mogę zapytać o jego godność?- zaciekawiony zerknął
naszym kierunku.
-Niestety nie.- powiedziałam. Westchnął.
-Myślę, że będę w stanie naprawić ci tę nogę ale będę musiał
cię uśpić.- Eliza spojrzała błagalnie na Naito. Z jego oczu dało się wyczytać
„nie martw się, wszystko będzie dobrze”. Czerwonooka nieco się uspokoiła.
-Ile będę w śpiączce?- widać było, że bardzo zależy jej na
czasie.
-To zależy od organizmu. Niektórzy budzą się po dwóch
godzinach, inni po upływie doby, a jeszcze inni w ogóle, ale ty nie musisz się
o to martwić jesteś w dobrych rękach. To jak decydujesz się na operację?
-Mogę to przedyskutować z przyjaciółmi na osobność?-
uśmiechnęła się dając mu do zrozumienia, że ma na dłuższą chwile zostawić nas
samych.
-Dobrze.- wyszedł z
sali. Przywódczyni obróciła się w naszą stronę.
-Musicie iść dalej beze mnie. Nie wiadomo ile zajmie mi
dojście do siebie. Będę tylko kulą i nogi, która będzie klinem w każdej akcji.
Nie chcę tego, a poza tym, nie mamy za dużo czasu. Naszym priorytetem jest
ratunek Nadii i mojego brata z obozu oraz oczyszczenia ich z zarzutów jakimi są
przynależność do Krwawego Omenu.- wyrecytowała na jednym wdechu.
-Mówiłam ci, ze bez ciebie nie ruszamy się dalej. Mamy małe
szanse na odbicie ich we dwoje, bo jak przypuszczam Naito będzie bezużyteczny albo
zostanie z tobą. Ja z Feliksem… nie, najzwyczajniej sobie nie poradzimy.
-Co prawa to prawda.- Płomień skomentował.- Nie możemy cię
zostawić.- Eliza długo nie odpowiadała.
Zdawała się nasłuchiwać. Gestem kazała nam się zbliżyć. Szeptem powiedziała.
-On nas wpędzi w tarapaty.- nie zdążyła nic dodać, ponieważ
do gabinetu powrócił lekarz.
-I jak? Możemy zaczynać?- spytał. Eliza z uśmiecham na
twarzy położyła się na kozetce.
-Oczywiście.- zanim mężczyzna do niej podszedł, złapała mnie
za ramię i powiedziała:
-Śledź rudą.- kiwnęłam głową. Polecenie słyszeli moi
znajomi, więc nie musiałam im tłumaczyć, dlaczego wychodzę.
-Idę się przewietrzyć.- rzuciłam do doktora.
-Dobrze, dobrze.- mruknął, pochłonięty odmierzaniem dawki
leku usypiającego. Ruchem ręki zgarnęłam wizytówkę z numerem telefonu gabinetu.
Miałam przeczucie, że mi się przyda.
***
Są dwie opcje. Albo ta pielęgniarka jest niesamowitą
aktorką, albo po prostu mnie nie widzi. Całą drogę spokojnie za nią szłam.
Zastanawiałam się, czy ja już wcześniej nie szłam tą drogą. Zanim się
zorientowałam, gdzie idzie, było już za późno na powstrzymanie jej.
Ognistowłosa zawitała na posterunku policji! Wślizgnęłam się tuż za nią.
Usiadłam w poczekali, skrywa za starym wydaniem jakiegoś czasopisma i
nasłuchiwałam.
-Dzień dobry.- przywitała się.
-Witam, co panią sprowadza?- policjant spytał zaciekawiony.
-Mam dla pana wiadomość.- wyciągnęła z kieszeni kopertę i
przesunęła ją w kierunku mężczyzny. Ten złapał list i przeczytał go szeptem,
ale byłam na tyle blisko, że bez problemu go usłyszałam.
-Ranna blondynka, uzbrojony, czerwonowłosy mag, białowłosy
mężczyzna z ogromnym wilkiem oraz wysportowana białowłosa kobieta. Wyglądają na
zbiegów. Proszę o interwencję.- skończył. Spojrzał na Mercedes.
-To pewna informacja?- uniósł brew.
-Tak. – kiwnęła głową. Mundurowy wstał z krzesła i zniknął
za drzwiami. Po chwili wrócił.
-Patrol został wysłany. Podziękuj szefowi za informację. To faktycznie
są zbiegowie, którzy zabili kilku naszych. Postarajcie się zatrzymać ich jak
najdłużej.- dziewczyna kiwnęła głową i opuściła posterunek. Już miałam iść za
nią, ale mężczyzna zawołał na mnie.
-A pani w czym mogę pomóc?- uśmiechnął się. Cholera. Nie zdążę
dotrzeć do przyjaciół przed patrolem.
-Mogę skorzystać z telefonu?- spytałam roześmiana.
Feliks
Utknąłem w poczekalni razem z Naito i Puszkiem. Byliśmy bezradni.
Nic nie możemy zrobić dopóki Eliza nie wydobrzeje. Usiadłem na kanapie. Zamknąłem
oczy, założyłem ręce za głowę i wyciągnąłem nogi pod szklany stolik z półeczką na gazety. Pogrążyłem się we wspomnieniach o
mojej rodzinie. Tak wiem, że nie byli idealni, ale tak już bywa. Nic nie można
z tym robić. Poczułem znajome ukłucie w głowie. Po nim drugie i zaraz kolejne. Nastawiłem
kołnierz i osunąłem się w fotelu. Założyłem ręce na klatkę piersiową i czekałem
na uderzenie. Nastąpiło. Przed moimi oczami pojawiło się wiele scen naraz.
Krwawiąca Nadia, Kaspian, pistolet. Złapałem się za włosy. Powstrzymywałem się od
utraty przytomność. Obraz mi się rozmazał. Kiedy byłem już na granicy
wytrzymałości, a z nosa puściła mi się krew, wszystko się skończyło. Sukces. Zachowałem
pełną świadomość.
-Przepowiednia?- głos nastolatka całkowicie sprowadził mnie
na ziemię.
-Tak.- idzie ci coraz lepiej. Do poczekalni weszła
asystentka z zaparzoną herbatą. Skoro ona wróciła, to gdzie Kaja?
-Proszę, to dla panów.- podała nam po filiżance parującego
naparu i wróciła do pokoju dla personelu. Herbata podejrzanie pachniała. Kojarzę tę
zapach. Naito bez zastanowienia opróżnił całą szklankę.
-Nie!- krzyknąłem i rzuciłem się w jego kierunku.
-Co robisz?!- wrzasnął.
-Wymiotuj! To bardzo mocny środek odurzający!- wepchałem mu
palce do gardła. Nic to nie dało. Zasnął. Bezsilny, usiadłem na sofie. Kolejny wyeliminowany.
W grze zostałem ja i Kaja. Rozległ się dźwięk telefonu w recepcji. Mercedes nie
wychodziła, więc skorzystałem z okazji i odebrałem.
-Kto mówi?- w słuchawce rozległ się znajomy głos.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że to ty odebrałeś. Słuchaj
uważnie. Musicie uciekać. Ten lekarz to zdrajca! Jedzie po was policja! Macie kilka
minut!
-Kiedy będziesz?- spytałem podenerwowany.
-Zaraz do was pędzę. Będę…- w słuchawce rozbrzmiał drugi
głos.
-Hej Bob, kto tam rozmawia przez telefon? Zaczekaj. Ja ją
znam! To ona jest jedną z tych bandytów!
-Feliks, kończę! Uciekaj!
-Kaja!- połączenie zerwało się. Mam mało czasu i to bardzo. Musze
coś wymyślić. Mam przewagę. Obydwoje zapewne myślą, że jestem nieprzytomny. Po cichutku
zakradłem się pod drzwi pokoju Mercedes. Uchyliłem je. Dziewczyna była zajęta
wyparzaniem narzędzi po skończonej operacji, więc wślizgnąłem się i przykucnąłem
za kanapą, uprzednio lutując zamek. Brawo Feliks i co dalej, pomyślałem. Rozglądnąłem
się po pomieszczeniu. Stosunkowo ciasne. Pod ścianą stoi butla z gazem
zasilającym kuchenkę, ale to słaba broń na maga ognia. Obróciła się. Wykorzystałem
moment i wskoczyłem za lodówkę. Takim to sposobem znalazłem się kilka kroków od
dziewczyny. Najzwyczajniej skoczę i poderżnę jej gardło. To dobry pomysł. Jak pomyślałem,
tak też zrobiłem. Rzuciłem się na nastolatkę. Razem upadliśmy. Woda rozlała się
dookoła. Kobieta nie traciła czasu i popieściła mnie prądem. Na jej nieszczęście
jestem świetnym przewodnikiem i błyskawica do niej wróciła. Nie zdążyła się na
to przygotować i wchłonęła zaledwie część energii. Wykorzystałem moment jej
szoku aby wyjąć nóż. Była szybsza. Chwyciła szklany dzbanek i rozbiła go o moją
głowę. Jak się cieszę, że mam twardą czaszkę. Chwilowo oszołomiony, puściłem
ją. Natychmiast pobiegła do drzwi. Zaczęła je szarpać. Zaśmiałem się. Wstałem. Wyjąłem
nóż.
-Wiesz, co jest najgorszą rzeczą jaką można zrobić podczas
walki? Nieudolna próba ucieczki.- rzuciłem sztylet. Przebił jej serce jednocześnie
przygważdżając ją do drewna. Zawisła na drzwiach
z grymasem na twarzy. Zniszczyłem zamek i pośpieszyłem do lekarza. Zapukałem.
-Proszę wejść.- bez krępacji wtargnąłem do pomieszczenia.
-I jak? Wszystko dobrze.- spytałem z udawaną dobrocią. Ostatnio
bardo dobrze mi to wychodzi. Odrobinę zmieszał się na mój widok.
-Nie smakowała panu herbata?- spiął się. Zaśmiałem się przyjaźnie.
Podszedłem bliżej. Nachyliłem się nad nim. Wstrzymał oddech.
-Zdradzę panu pewną tajemnicę. – głośno przełknął
ślinę.-Wolę kawę.- zaśmiałem się. Facet spuścił powietrze.
-A gdzie pański kolega? – dopytywał.
-Nie wiem. Napił się tego napoju i poszedł do łazienki.-
skłamałem. Odetchnął z ulgą. Zapewne stwierdził, że jeszcze trochę pożyje. –
Czy z koleżanką wszystko w porządku?- rzuciłem okiem na Elizę. Wyglądało na to,
że koleś zażegnał kryzys i blondynka przeżyje do powrotu Nadii.
-Tak, poszło mi znaczenie lepiej niż się spodziewałem. Niech
przez sześć tygodni ponosi gips i powinno być dobrze.- oznajmił wycierając
ręce.
-Ile się należy?- spytałem, wyciągając „portfel”.
-Dwa tysiące.
-Proszę bardzo.- szybki ruch i kulka w łeb. Doktor opadł na
posadzkę. W końcu nadał jakiś kolor temu pomieszczeniu. Wziąłem Elizę na ręce i
wyniosłem do holu. Co teraz, co teraz. Zaraz tu będą i nas zgarną. Nie wyniosę
sam dwóch nieprzytomnych osób. Kaja, czemu akurat teraz musiałaś zawalić. Zawsze mogłem
na ciebie liczyć, a dziś? Cholera. Pustaka w głowie. Puszek zawył. Podszedł do
mnie i wypluł obok mnie linę. Przykucnął, patrząc na mnie ponaglająco. Ten zwierz
faktycznie jest mądrzejszy od swojego właściciela. Ułożyłem królową na
grzbiecie wilka, przywiązując ją linami.
-Stary, słuchaj uważnie. Biegnij ile sił w łapach. Nie wiem
gdzie, ale ukryjcie się. Wierzę w ciebie.- futrzak popatrzył na mnie. Miałem wrażenie,
że spoglądam w ludzkie oczy. Szybko się opamiętałem. Wyjrzałem za okno. Zbliżały
się pierwsze furgonetki.-Puszek biegnij!- pupilek wyskoczył przez drzwi. Jeden
problem rozwiązany. Teraz drugi. Wziąłem Nazaję na barana. Już miałem wyjść,
kiedy wróciłem się po butelkę z gazem. Wyrzuciłem ją tuż przed parkujące
samochody.
-Co to jest?- jakiś zainteresowany żołnierz podszedł do
butli. W tym momencie podpaliłem ją. Potężna eksplozja rozwaliła kilka aut i
rozczłonkowała ludzi znajdujących się w pobliżu. Wykorzystałem panikę do cieczki. Wybiegłem
z budynku i skręciłem w pierwszą lepszą uliczkę. Muszę pomóc Kai, ale co zrobię
z Naito? Na mojej drodze pojawił się kontener. Idealny. Wrzuciłem tam chłopaka,
pozostawiając lekko uchylone wieko, żeby miał czym oddychać i puściłem się pędem
na ratunek wkurzającej znajomej.
***
Życzę wam udanej majówki :)
Soraja
***
Życzę wam udanej majówki :)
Soraja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz