Translate

sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział LIV



Kaja
Nieźle się natrudziliśmy, żeby w tej dziurze znaleźć w miarę dobrego lekarza. Był nim mężczyzna o szczurkowatym wyglądzie i chytrym spojrzeniu. Tłuste włosy co chwilę zaczesywał na bok głowy w celu zasłonięcia łysiny. Wyglądał na takiego, co dla pieniędzy zrobiłby wszystko.
-Witajcie, w czym mogę wam pomóc? –spytał z sarkastycznym uśmiechem na ustach. Jak mniemam, od początku wie, w czym tkwi problem.
-Nasza przyjaciółka skaleczyła się w nogę.- odpowiedziałam kwaśno. Mężczyzna uniósł brew i złapał za nogę nastolatki. Tak jęknęła z bólu.
-Pnie, zaraz ci przywalę tą nogą w twarz.- syknęła.
-Takich ran nie nabywa się przypadkiem.- zaczyna coś podejrzewać. Do akcji wkroczył Feliks. Z rękawa wysunął pistolet i przyłożył go facetowi do czoła.
-Ma pan zamiar badać ją w progu, czy zaprosi nas pan do środka?- spytał dorzucając do tego ponaglające spojrzenie. Usłyszałam jak brunet przełyka ślinę.
-Wejdźcie.- oznajmił robiąc nam przejście w drzwiach.
-Gdzie mogę ją położyć?- dopytywał Naito. Lekarz wskazał kozetkę w kącie gabinetu. Pomieszczenie było nawet schludne. Białe ściany, podłogo i meble nadawały mu sterylny wygląd. Nie mogłabym tu długo wytrzymać. Ta jałowość mnie wykańcza. Nie ma tu ani jednej rzeczy dla kontrastu. Mógłby rzucić to jakiś dywanik, powiesić kolorowe zasłony lub nawet postawić kwiatek w doniczce. A tu nic. Biurko, szafka z przyborami, parawan i kozetka. Tyle.
-Mercedes, przynieś mi sprzęt!- krzyknął. Momentalnie w progu stanęła młoda dziewczyna. Mogła być starsza ode mnie o dwa, trzy lata. Miała czerwone włosy oraz czarne oczy. Ubrana była w biały kitel, tak samo jak jej pracodawca. Pospiesznie związała pasemka i przyniosła tackę z nożykami, wacikami i tym podobnymi rzeczami. Nie powiem wam co tam jeszcze było, bo po prostu się na tym nie znam. Odbezpieczył strzykawkę (zapewne środek przeciwbólowy) i wstrzyknął w udo blondynki. Po dłuższej chwili odczuła wyraźną ulgę. Mag za pomocą skalpela osłonił kość.
-Niesamowita robota! Gdyby nie ten mag, który wykonał ci tę protezę, zapewne chodziłabyś już o jednej nodze.- facet nie mógł wyjść z podziwu nad robotą Nadii.
-Jak spotkam tego maga to przekażę mu pochwały.- bąknęła.
-Czy mogę zapytać o jego godność?- zaciekawiony zerknął naszym kierunku.
-Niestety nie.- powiedziałam. Westchnął.
-Myślę, że będę w stanie naprawić ci tę nogę ale będę musiał cię uśpić.- Eliza spojrzała błagalnie na Naito. Z jego oczu dało się wyczytać „nie martw się, wszystko będzie dobrze”. Czerwonooka nieco się uspokoiła.
-Ile będę w śpiączce?- widać było, że bardzo zależy jej na czasie.
-To zależy od organizmu. Niektórzy budzą się po dwóch godzinach, inni po upływie doby, a jeszcze inni w ogóle, ale ty nie musisz się o to martwić jesteś w dobrych rękach. To jak decydujesz się na operację?
-Mogę to przedyskutować z przyjaciółmi na osobność?- uśmiechnęła się dając mu do zrozumienia, że ma na dłuższą chwile zostawić nas samych.
-Dobrze.-  wyszedł z sali. Przywódczyni obróciła się w naszą stronę.
-Musicie iść dalej beze mnie. Nie wiadomo ile zajmie mi dojście do siebie. Będę tylko kulą i nogi, która będzie klinem w każdej akcji. Nie chcę tego, a poza tym, nie mamy za dużo czasu. Naszym priorytetem jest ratunek Nadii i mojego brata z obozu oraz oczyszczenia ich z zarzutów jakimi są przynależność do Krwawego Omenu.- wyrecytowała na jednym wdechu.
-Mówiłam ci, ze bez ciebie nie ruszamy się dalej. Mamy małe szanse na odbicie ich we dwoje, bo jak przypuszczam Naito będzie bezużyteczny albo zostanie z tobą. Ja z Feliksem… nie, najzwyczajniej sobie nie poradzimy.
-Co prawa to prawda.- Płomień skomentował.- Nie możemy cię zostawić.-  Eliza długo nie odpowiadała. Zdawała się nasłuchiwać. Gestem kazała nam się zbliżyć. Szeptem powiedziała.
-On nas wpędzi w tarapaty.- nie zdążyła nic dodać, ponieważ do gabinetu powrócił lekarz.
-I jak? Możemy zaczynać?- spytał. Eliza z uśmiecham na twarzy położyła się na kozetce.
-Oczywiście.- zanim mężczyzna do niej podszedł, złapała mnie za ramię i powiedziała:
-Śledź rudą.- kiwnęłam głową. Polecenie słyszeli moi znajomi, więc nie musiałam im tłumaczyć, dlaczego wychodzę.
-Idę się przewietrzyć.- rzuciłam do doktora.
-Dobrze, dobrze.- mruknął, pochłonięty odmierzaniem dawki leku usypiającego. Ruchem ręki zgarnęłam wizytówkę z numerem telefonu gabinetu. Miałam przeczucie, że mi się przyda.
***
Są dwie opcje. Albo ta pielęgniarka jest niesamowitą aktorką, albo po prostu mnie nie widzi. Całą drogę spokojnie za nią szłam. Zastanawiałam się, czy ja już wcześniej nie szłam tą drogą. Zanim się zorientowałam, gdzie idzie, było już za późno na powstrzymanie jej. Ognistowłosa zawitała na posterunku policji! Wślizgnęłam się tuż za nią. Usiadłam w poczekali, skrywa za starym wydaniem jakiegoś czasopisma i nasłuchiwałam.
-Dzień dobry.- przywitała się.
-Witam, co panią sprowadza?- policjant spytał zaciekawiony.
-Mam dla pana wiadomość.- wyciągnęła z kieszeni kopertę i przesunęła ją w kierunku mężczyzny. Ten złapał list i przeczytał go szeptem, ale byłam na tyle blisko, że bez problemu go usłyszałam.
-Ranna blondynka, uzbrojony, czerwonowłosy mag, białowłosy mężczyzna z ogromnym wilkiem oraz wysportowana białowłosa kobieta. Wyglądają na zbiegów. Proszę o interwencję.- skończył. Spojrzał na Mercedes.
-To pewna informacja?- uniósł brew.
-Tak. – kiwnęła głową. Mundurowy wstał z krzesła i zniknął za drzwiami. Po chwili wrócił.
-Patrol został wysłany. Podziękuj szefowi za informację. To faktycznie są zbiegowie, którzy zabili kilku naszych. Postarajcie się zatrzymać ich jak najdłużej.- dziewczyna kiwnęła głową i opuściła posterunek. Już miałam iść za nią, ale mężczyzna zawołał na mnie.
-A pani w czym mogę pomóc?- uśmiechnął się. Cholera. Nie zdążę dotrzeć do przyjaciół przed patrolem.
-Mogę skorzystać z telefonu?- spytałam roześmiana.
Feliks
Utknąłem w poczekalni razem z Naito i Puszkiem. Byliśmy bezradni. Nic nie możemy zrobić dopóki Eliza nie wydobrzeje. Usiadłem na kanapie. Zamknąłem oczy, założyłem ręce za głowę i wyciągnąłem nogi pod szklany stolik z półeczką  na gazety. Pogrążyłem się we wspomnieniach o mojej rodzinie. Tak wiem, że nie byli idealni, ale tak już bywa. Nic nie można z tym robić. Poczułem znajome ukłucie w głowie. Po nim drugie i zaraz kolejne. Nastawiłem kołnierz i osunąłem się w fotelu. Założyłem ręce na klatkę piersiową i czekałem na uderzenie. Nastąpiło. Przed moimi oczami pojawiło się wiele scen naraz. Krwawiąca Nadia, Kaspian, pistolet. Złapałem się za włosy. Powstrzymywałem się od utraty przytomność. Obraz mi się rozmazał. Kiedy byłem już na granicy wytrzymałości, a z nosa puściła mi się krew, wszystko się skończyło. Sukces. Zachowałem pełną świadomość.
-Przepowiednia?- głos nastolatka całkowicie sprowadził mnie na ziemię.
-Tak.- idzie ci coraz lepiej. Do poczekalni weszła asystentka z zaparzoną herbatą. Skoro ona wróciła, to gdzie Kaja?
-Proszę, to dla panów.- podała nam po filiżance parującego naparu i wróciła do pokoju dla personelu.  Herbata podejrzanie pachniała. Kojarzę tę zapach. Naito bez zastanowienia opróżnił całą szklankę.
-Nie!- krzyknąłem i rzuciłem się w jego kierunku.
-Co robisz?!- wrzasnął.
-Wymiotuj! To bardzo mocny środek odurzający!- wepchałem mu palce do gardła. Nic to nie dało. Zasnął. Bezsilny, usiadłem na sofie. Kolejny wyeliminowany. W grze zostałem ja i Kaja. Rozległ się dźwięk telefonu w recepcji. Mercedes nie wychodziła, więc skorzystałem z okazji i odebrałem.
-Kto mówi?- w słuchawce rozległ się znajomy głos.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że to ty odebrałeś. Słuchaj uważnie. Musicie uciekać. Ten lekarz to zdrajca! Jedzie po was policja! Macie kilka minut!
-Kiedy będziesz?- spytałem podenerwowany.
-Zaraz do was pędzę. Będę…- w słuchawce rozbrzmiał drugi głos.
-Hej Bob, kto tam rozmawia przez telefon? Zaczekaj. Ja ją znam! To ona jest jedną z tych bandytów!
-Feliks, kończę! Uciekaj!
-Kaja!- połączenie zerwało się. Mam mało czasu i to bardzo. Musze coś wymyślić. Mam przewagę. Obydwoje zapewne myślą, że jestem nieprzytomny. Po cichutku zakradłem się pod drzwi pokoju Mercedes. Uchyliłem je. Dziewczyna była zajęta wyparzaniem narzędzi po skończonej operacji, więc wślizgnąłem się i przykucnąłem za kanapą, uprzednio lutując zamek. Brawo Feliks i co dalej, pomyślałem. Rozglądnąłem się po pomieszczeniu. Stosunkowo ciasne. Pod ścianą stoi butla z gazem zasilającym kuchenkę, ale to słaba broń na maga ognia. Obróciła się. Wykorzystałem moment i wskoczyłem za lodówkę. Takim to sposobem znalazłem się kilka kroków od dziewczyny. Najzwyczajniej skoczę i poderżnę jej gardło. To dobry pomysł. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Rzuciłem się na nastolatkę. Razem upadliśmy. Woda rozlała się dookoła. Kobieta nie traciła czasu i popieściła mnie prądem. Na jej nieszczęście jestem świetnym przewodnikiem i błyskawica do niej wróciła. Nie zdążyła się na to przygotować i wchłonęła zaledwie część energii. Wykorzystałem moment jej szoku aby wyjąć nóż. Była szybsza. Chwyciła szklany dzbanek i rozbiła go o moją głowę. Jak się cieszę, że mam twardą czaszkę. Chwilowo oszołomiony, puściłem ją. Natychmiast pobiegła do drzwi. Zaczęła je szarpać. Zaśmiałem się. Wstałem. Wyjąłem nóż.
-Wiesz, co jest najgorszą rzeczą jaką można zrobić podczas walki? Nieudolna próba ucieczki.- rzuciłem sztylet. Przebił jej serce jednocześnie  przygważdżając ją do drewna. Zawisła na drzwiach z grymasem na twarzy. Zniszczyłem zamek i pośpieszyłem do lekarza. Zapukałem.
-Proszę wejść.- bez krępacji wtargnąłem do pomieszczenia.
-I jak? Wszystko dobrze.- spytałem z udawaną dobrocią. Ostatnio bardo dobrze mi to wychodzi. Odrobinę zmieszał się na mój widok.
-Nie smakowała panu herbata?- spiął się. Zaśmiałem się przyjaźnie. Podszedłem bliżej. Nachyliłem się nad nim. Wstrzymał oddech.
-Zdradzę panu pewną tajemnicę. – głośno przełknął ślinę.-Wolę kawę.- zaśmiałem się. Facet spuścił powietrze.
-A gdzie pański kolega? – dopytywał.
-Nie wiem. Napił się tego napoju i poszedł do łazienki.- skłamałem. Odetchnął z ulgą. Zapewne stwierdził, że jeszcze trochę pożyje. – Czy z koleżanką wszystko w porządku?- rzuciłem okiem na Elizę. Wyglądało na to, że koleś zażegnał kryzys i blondynka przeżyje do powrotu Nadii.
-Tak, poszło mi znaczenie lepiej niż się spodziewałem. Niech przez sześć tygodni ponosi gips i powinno być dobrze.- oznajmił wycierając ręce.
-Ile się należy?- spytałem, wyciągając „portfel”.
-Dwa tysiące.
-Proszę bardzo.- szybki ruch i kulka w łeb. Doktor opadł na posadzkę. W końcu nadał jakiś kolor temu pomieszczeniu. Wziąłem Elizę na ręce i wyniosłem do holu. Co teraz, co teraz. Zaraz tu będą i nas zgarną. Nie wyniosę sam dwóch nieprzytomnych osób. Kaja, czemu akurat teraz musiałaś zawalić. Zawsze mogłem na ciebie liczyć, a dziś? Cholera. Pustaka w głowie. Puszek zawył. Podszedł do mnie i wypluł obok mnie linę. Przykucnął, patrząc na mnie ponaglająco. Ten zwierz faktycznie jest mądrzejszy od swojego właściciela. Ułożyłem królową na grzbiecie wilka, przywiązując ją linami.
-Stary, słuchaj uważnie. Biegnij ile sił w łapach. Nie wiem gdzie, ale ukryjcie się. Wierzę w ciebie.- futrzak popatrzył na mnie. Miałem wrażenie, że spoglądam w ludzkie oczy. Szybko się opamiętałem. Wyjrzałem za okno. Zbliżały się pierwsze furgonetki.-Puszek biegnij!- pupilek wyskoczył przez drzwi. Jeden problem rozwiązany. Teraz drugi. Wziąłem Nazaję na barana. Już miałem wyjść, kiedy wróciłem się po butelkę z gazem. Wyrzuciłem ją tuż przed parkujące samochody.
-Co to jest?- jakiś zainteresowany żołnierz podszedł do butli. W tym momencie podpaliłem ją. Potężna eksplozja rozwaliła kilka aut i rozczłonkowała ludzi znajdujących się w pobliżu. Wykorzystałem panikę do cieczki. Wybiegłem z budynku i skręciłem w pierwszą lepszą uliczkę. Muszę pomóc Kai, ale co zrobię z Naito? Na mojej drodze pojawił się kontener. Idealny. Wrzuciłem tam chłopaka, pozostawiając lekko uchylone wieko, żeby miał czym oddychać i puściłem się pędem na ratunek wkurzającej znajomej.



***
Życzę wam udanej majówki :)
                                         Soraja

Brak komentarzy: