Translate

piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział I



Hej. Nazywam się Nadia Wróblewska. Liczę 15 lat. Jakiś czas temu opuściłam swój kraj, z przyczyn politycznych, i dołączyłam do Czerwonego Krzyża. Jestem magiem wody. Zostałam przydzielona do pomocy ludziom na północy Kraju Powierza, w ich stolicy- Sorze… ktoś ciągnie mnie za nogawkę spodni. –Pomożesz mojej mamie?- była to mała, roztrzęsiona i zapłakana dziewczynka. Bez namysłu pobiegłam w kierunku wskazanym przez dziecko. W pozornie skleconym, z kawałków blachy i kto wie czego jeszcze domu, ujrzałam zmasakrowaną kobietę.
-Halo! Słyszy mnie pani?- położyłam jej głowę  na swoich kolanach. Zdołała wydusić tylko niewyraźne „yhy”. -Spokojnie, zaraz pani pomogę.-rozglądnęłam się nerwowo po pomieszczeniu. Nie było mowy o bieżącej wodzie. Skinęłam na dziewczynę.- Jak ci na imię?- spytałam spokojnie, aby jej nie przestraszyć.
-Kornelka.- wychlipała. Otarła rączką łzę spływającą po jej umorusanym policzku.
-Nie płacz już skarbie, powiedz mi, gdzie trzymacie czystą wodę? 
–Tam, na półce.-wskazała.
–Podasz mi jedną buteleczkę?- dziecko spojrzało mi głęboko w oczy. Podniosła się z ziemi i podała mi flaszeczkę. Wylałam jej zawartość na rany kobiety rozpoczynając proces leczenia. Gdy skończyłam, mama dziewczynki była w stanie sama siedzieć.
–Dziękuję za  pomoc.- wyszeptała.
– Naprawdę nie ma za co, taka moja praca. Kto panią tak urządził?
- Jakiś mag ziemi, krzyczał na mnie i wyzywał. Mówił, że ja na pewno wiem o planach mojego męża. Tyle pamiętam.
–Jak się pani nazywa?
-Gabriela Żelińska.
-Będę często panią odwiedzać. Pomogę w opiece nad dzieckiem i zacznę przynosić  ciepłe posiłki dla was.
- Dziękuje. Mów mi po imieniu.
– Dobrze, w razie potrzeby proszę pytać o Nadię Wróblewską. – wyszłam z domku. To kolejna rodzina na mojej liście. Trwa wojna, nikt nie jest bezpieczny. Magowie ziemi terroryzują mieszkańców stolicy, karzą ich publicznie, aresztują bez powodu i robią wiele innych nieludzkich rzeczy. Szóstego dnia, podczas moich odwiedzin u rodziny Żelińskich, zjawił się nieoczekiwany gość. Wparował do pomieszczenia w którym siedziałyśmy, porwał z miejsca Gabrielę i przycisnął ją do ściany. Był to Kaspian  Montrose. Chłopak, którego doskonale znałam i szczerze nienawidziłam. Jego krótkie, brązowe włosy sterczały każdy w inną stronę. W zielonych oczach gościło szaleństwo. Mundur w nieładzie, odznaka generała ledwo co trzymała się kieszeni marynarki, rozsznurowane glany. Wiadomo jest z deka szalony ale nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Kaspian?!-krzyknęłam. Nie zareagował. Stworzyłam bicz wodny i zdzieliłam go po plecach. Popłynęła krew. Łaskawie się obrócił.
- Na…dia?- dopiero teraz mnie rozpoznał.-Dlaczego tu jesteś?- jego chwyt na gardle kobiety nieco zelżał.
- Co tu robisz?- starałam się być opanowana.
– Przez tą babę nie mogę spać po nocach! Ona na pewno wie! -skierował się do niej- Ty wiesz!- ryknął i rzucił nią o podłogę.
–Przestań.-błagałam. Podszedł do mnie. Kucnął naprzeciwko.
- Czemu ryzykujesz życiem dla tych śmieci? Po co ci oni? Jesteś tak potężnym magiem wody, że bez problemu dostałabyś się do wojska. Brakuje nam takich jak ty. Przyjęliby cie z otwartymi ramionami. Zwłaszcza że twoi bracia są na wyginięciu. Ilu was jest? Może dziesięć tysięcy, nie więcej. Dołącz do nas i pomóż nam zwalczać takie kanalie jak ona.- splunął na Gabrielę.
- Są dla mnie jak rodzina. Cieszę się gdy widzę uśmiech na ich twarzach. A teraz, spadaj stąd!
-Uspokój się, kochanie.-pogłaskał mnie po twarzy.- Jeżeli nie chcesz aby twojej rodzinie przydarzył się nieszczęśliwy wypadek.- odepchnęłam go.
– Ja już nikogo nie mam! Wszystkich zabiliście! – wybiegłam na zewnątrz a Kaspian za mną. 

-Zostaw mnie w spokoju.-zawołałam. Chłopak chwycił mnie za nadgarstek.
- Czemu?- spytał niewinnie.- Wiem! Mam pomysł. Dołącz do jakiegoś ruchu rebeliantów.
- O czym ty mówisz?
 – No wiesz, tam są osoby, które mają zamiar skończyć  wojnę. Widzisz, na pewno się z nimi dogadasz. To tak jakby mój fanklub.
- Generale!- jakiś chłopak wynurzył się zza rogu uliczki.- Musimy jechać zaraz zamykają bramy na ciszę nocną.
-Co?!- spojrzał na zegarek.-Faktycznie już prawie dwudziesta druga. Do widzenia skarbie.- wsiadł na konia i tyle go widziałam. Tak dla sprostowania. To nie jest mój chłopak! Upewniłam się, że u moich podopiecznych wszystko w porządku i powoli ruszyłam w kierunku służbowego mieszkania, jakie załatwił dla mnie Czerwony Krzyż. Było ono stanowczo za duże jak dla jednej osoby. Trzy pokoje, łazienka i przestronna kuchnia. Czułam się w nim bardzo samotna. Miałam czas aby myśleć o przeszłości, a tego szczerze nienawidziłam.
-Au!- potknęłam się o coś… a raczej o kogoś. Na ziemi, pod latarnią leżała dziewczyna. Bardzo ładna dziewczyna. Poznałam ją od razu. Miała długie, blond włosy, porcelanową twarzyczkę, w której dominowały duże, czerwone oczy i tej samej barwy usta. Zawsze chodziła w najmodniejszych ciuchach w całej Sorze. Teraz leżała na chodniku odziana w  poszarpane ubrania, miała powyrywane włosy i krwawe ślady paznokci na twarzy. Nie mogłam przejść obojętnie obok tej dziewczyny. Zabrałam ją ze sobą do mojego domu, gdzie po upływie niespełna godziny odzyskała przytomność.
 – Gdzie ja jestem?- spojrzała na mnie.- O, to ty! Szukałam cię.- czknęła. Zdecydowanie była pijana.
- Zaczekaj, zaparzę ci kawę.  
–Dobrze.- siadła na stołku i zaczęła machać nogami w różne strony. Chyba sprawiało jej to przyjemność. Zresztą  nie moja sprawa. Gwizd czajnika nieco przestraszył zajętą swoimi sprawami dziewczynę. Aromat parzonych ziaren zdecydowanie wpłynął na nią kojąco.
–Choć na kanapę.- skinęłam na gościa. Zajęłam miejsce obok nieznajomej. Podałam jej kubek.
– Jak się nazywasz?  
 -Nie powiem!- uśmiechnęła się łobuzersko i klasnęła w dłonie.
– Ile masz lat?
– Osiemnaście… chyba.
–Jak to CHYBA!?- złapałam się za czoło.-Dobra, nie ważne. Kto ci to zrobił?- Nie wiem. Podeszły do mnie nieznajome dziewczyny i powiedziały, że teraz im zapłacę, za ich wszystkie krzywdy. Powiedziałam im żeby spadały i poszłam dalej ale jedna z nich złapała mnie za ramię. Druga lewym sierpowym rozcięła wargę.- powtórzyła gest swojej oprawczyni.- Kolejna zaszła mnie z tyłu i uderzyła patelnią w głowę. Obudziłam się już u ciebie w domu. A teraz idę spać.- cała zakryła się kocem leżącym na oparciu kanapy i nie reagowała na zadawane pytania. Dałam za wygraną i ułożyłam się do snu w swoim pokoju. Długo nie mogłam zasnąć. Zegar na rynku wybił północ. Miasto nocą jest przepiękne i ciche. Ten, kto nie wiedziałby o wojnie, mógłby powiedzieć że Sora jest wolna od okupantów. Ale by się przejechał. Kamienice, bloki i domy, po prostu mury tego miasta wiedzą prawdę. To one codziennie widzą okrucieństwo i cierpienie ludzi. Zasnęłam. Nad ranem obudził mnie brzdęk upuszczonych garnków o podłogę. Całkowicie zapominając o wizycie blondynki, wparowałam do kuchni, uprzednio łapiąc kij bejsbolowy (nie pytajcie co robił koło mojego łóżka).
- Spokojnie. To tylko ja.- roześmiała się. Była już trzeźwa.
– Może teraz powiesz mi kim jesteś?- skrzywiła się.
 – Nie powiem ci bo zaczniesz mnie inaczej traktować.
 – Nic mnie już nie zdziwi. Powiedz.
- Okej. Zacznę on tego, że jestem siostrą Kaspiana Montrose.
 –Serio? Współczuje ci. Mów dalej.
- Prowadzę ruch rebeliantów, którzy chcą zakończyć tę wojnę. Nazywa się on „Odrodzenie”.
 – No widzisz. Powiedzenie mi o tym nie było takie trudne.- uśmiechnęłam się.
-Zaczekaj!- wbiła wzrok w podłogę.- Jestem również królową Kraju Powietrza.- powiedziała to tak cicho, że gdybym nie stała blisko niej, to nic bym nie usłyszała. Zamurowało mnie. Gdy tylko otrząsnęłam się z pierwszego szoku natychmiast pokłoniłam się.
– Wasza wysokość…
- Przestań! Właśnie o tym mówiłam. Tych waszych pokłonach i „wasza wysokość”!
-Przepraszam przyniosę pani…
-Ci!
- Przyniosę ci ciuchy na przebranie.- wyszłam z kuchni, w której znajduje się Elizabeth Montrose. Zupełnie inaczej ją sobie wyobrażałam. Wyjęłam z szafy bluzkę i jeansy. Zaniosłam je czerwonookiej.
- Pójdę wziąć prysznic, a ty zajmij się moimi starymi ubraniami. Zobacz czy da się je jakoś uratować.- rzuciła we mnie odzieżą. Lniana koszulka na pewno nie nadaje się już do użytku. Podniosłam z podłogi jej szorty. Wyleciał z nich jakiś świstek. Złapałam kopertę w locie. Mimo woli przeczytałam odbiorcę. Nadia Wróblewska. Rozdarłam kopertę. Wyjęłam pismo.
Droga Nadio,
serdecznie zapraszam Cię do przyłączenia się do ruchu oporu „Odrodzenie” pod moim przewodem, Elizabeth Montrose…
Nie mogłam tego czytać.
–Elizabeth!
- Co? Nie odpowiada ci wynagrodzenie a może godziny pracy?
- Wyłaź z łazienki! Musimy porozmawiać!- piętnaście minut później siedziałam naprzeciwko nastolatki.- Wytłumacz mi to.- rzuciłam list na środek stołu.- Czemu mi nie powiedziałaś od razu czego ode mnie oczekujesz, tylko robiłaś takie głupkowate podchody?!
-Jak już wcześniej mówiłam jestem dowódcą „Odrodzenia”, ale nie wspomniałam ci o tym, że rekrutuje nowych członków, z których mam zamiar uczynić oddział specjalny. Oferta obejmuje dogodne warunki pracy, zakwaterowanie w mojej tajnej siedzibie oraz tygodniowe szkolenie. Wchodzisz?
- Powiedzmy, że tak. Co mam najpierw zrobić?- zaraz pożałowałam tej decyzji.
-Musisz zanieść list z prośbą o wstąpienie w nasze szeregi Kaspianowi Montrose’owi. Dawno się z nim nie widziałam.
-Co?!-moja reakcja była zupełnie naturalna.- Dobra już się ogarnęłam. Daj tą przesyłkę i lecę.- wciągnęłam płaszcz na grzbiet i ubrałam buty. Już miałam wyjść ale coś sobie uświadomiłam.
- Nie wiesz przypadkiem, gdzie jest Kaspian?
-Na placu egzekucyjnym, tym w centrum miasta.
-To nie daleko. A o której?
-W samo południe.Wiesz, że musisz dostać się tam niezauważona?- Elizabeth stała oparta oblat i piła herbatę.
-Nie, jeszcze nie wiem.- nagle drzwi do mojego mieszkania zostały wyrzucone z zawiasów i do środka wtargnęli dwaj mundurowi.
-Mamy nakaz!- ryknął jeden z nich. Królowa dalej beztrosko siorbała napój, a ja perliście roześmiałam się. – Z czego rżysz dziewczyno!
-Wy macie swój nakaz, a ja pomysł jak dostanę się do Kaspiana niezauważona.- spojrzeli po sobie nie pewnie.
-Dobranoc.






******
Przedstawiam wam Elizabeth Montrose. Obrazki będą dodawane co jakiś czas :P Maluje je moja przyjaciółka Juki

3 komentarze:

Unknown pisze...

Super sie zapowiada :* Idę czytac dalej, a ty powiedz koleżance, że pieknie maluje. Obie macie niesamowity talent.

Asia Strzelczyk pisze...

Moim zdaniem mega :p zapraszam:
http://fanfictionjdabrowskywsrodchloduludzi.blogspot.com/
<3

Unknown pisze...

Mega rozdział (^O^)