Hej. Nazywam się Nadia Wróblewska. Liczę 15 lat. Jakiś czas
temu opuściłam swój kraj, z przyczyn politycznych, i dołączyłam do Czerwonego
Krzyża. Jestem magiem wody. Zostałam przydzielona do pomocy ludziom na północy
Kraju Powierza, w ich stolicy- Sorze… ktoś ciągnie mnie za nogawkę spodni.
–Pomożesz mojej mamie?- była to mała, roztrzęsiona i zapłakana dziewczynka. Bez
namysłu pobiegłam w kierunku wskazanym przez dziecko. W pozornie skleconym, z
kawałków blachy i kto wie czego jeszcze domu, ujrzałam zmasakrowaną kobietę.
-Halo! Słyszy mnie pani?- położyłam jej głowę na swoich kolanach. Zdołała wydusić tylko niewyraźne „yhy”. -Spokojnie, zaraz pani pomogę.-rozglądnęłam się nerwowo po
pomieszczeniu. Nie było mowy o bieżącej wodzie. Skinęłam na dziewczynę.- Jak ci
na imię?- spytałam spokojnie, aby jej nie przestraszyć.
-Kornelka.- wychlipała. Otarła rączką łzę spływającą po jej umorusanym
policzku.
-Nie płacz już skarbie, powiedz mi, gdzie trzymacie czystą
wodę?
–Tam, na półce.-wskazała.
–Podasz mi jedną buteleczkę?- dziecko spojrzało mi głęboko w
oczy. Podniosła się z ziemi i podała mi flaszeczkę. Wylałam jej zawartość na
rany kobiety rozpoczynając proces leczenia. Gdy skończyłam, mama dziewczynki
była w stanie sama siedzieć.
–Dziękuję za pomoc.-
wyszeptała.
– Naprawdę nie ma za co, taka moja praca. Kto panią tak
urządził?
- Jakiś mag ziemi, krzyczał na mnie i wyzywał. Mówił, że ja
na pewno wiem o planach mojego męża. Tyle pamiętam.
–Jak się pani nazywa?
-Gabriela Żelińska.
-Będę często panią odwiedzać. Pomogę w opiece nad dzieckiem
i zacznę przynosić ciepłe posiłki dla
was.
- Dziękuje. Mów mi po imieniu.
– Dobrze, w razie potrzeby proszę pytać o Nadię Wróblewską.
– wyszłam z domku. To kolejna rodzina na mojej liście. Trwa wojna, nikt nie
jest bezpieczny. Magowie ziemi terroryzują mieszkańców stolicy, karzą ich
publicznie, aresztują bez powodu i robią wiele innych nieludzkich rzeczy.
Szóstego dnia, podczas moich odwiedzin u rodziny Żelińskich, zjawił się nieoczekiwany gość. Wparował do pomieszczenia w którym siedziałyśmy, porwał z
miejsca Gabrielę i przycisnął ją do ściany. Był to Kaspian Montrose. Chłopak, którego doskonale znałam i
szczerze nienawidziłam. Jego krótkie, brązowe włosy sterczały każdy w inną
stronę. W zielonych oczach gościło szaleństwo. Mundur w nieładzie, odznaka
generała ledwo co trzymała się kieszeni marynarki, rozsznurowane glany. Wiadomo
jest z deka szalony ale nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Kaspian?!-krzyknęłam. Nie zareagował. Stworzyłam bicz
wodny i zdzieliłam go po plecach. Popłynęła krew. Łaskawie się obrócił.
- Na…dia?- dopiero teraz mnie rozpoznał.-Dlaczego tu jesteś?-
jego chwyt na gardle kobiety nieco zelżał.
- Co tu robisz?- starałam się być opanowana.
– Przez tą babę nie mogę spać po nocach! Ona na pewno wie!
-skierował się do niej- Ty wiesz!- ryknął i rzucił nią o podłogę.
–Przestań.-błagałam. Podszedł do mnie. Kucnął naprzeciwko.
- Czemu ryzykujesz życiem dla tych śmieci? Po co ci oni? Jesteś
tak potężnym magiem wody, że bez problemu dostałabyś się do wojska. Brakuje nam
takich jak ty. Przyjęliby cie z otwartymi ramionami. Zwłaszcza że twoi bracia
są na wyginięciu. Ilu was jest? Może dziesięć tysięcy, nie więcej. Dołącz do
nas i pomóż nam zwalczać takie kanalie jak ona.- splunął na Gabrielę.
- Są dla mnie jak rodzina. Cieszę się gdy widzę uśmiech na
ich twarzach. A teraz, spadaj stąd!
-Uspokój się, kochanie.-pogłaskał mnie po twarzy.- Jeżeli
nie chcesz aby twojej rodzinie przydarzył się nieszczęśliwy wypadek.-
odepchnęłam go.
– Ja już nikogo nie mam! Wszystkich zabiliście! – wybiegłam na
zewnątrz a Kaspian za mną.
-Zostaw mnie w spokoju.-zawołałam. Chłopak chwycił mnie za
nadgarstek.
- Czemu?- spytał niewinnie.- Wiem! Mam pomysł. Dołącz do
jakiegoś ruchu rebeliantów.
- O czym ty mówisz?
– No wiesz, tam są
osoby, które mają zamiar skończyć wojnę.
Widzisz, na pewno się z nimi dogadasz. To tak jakby mój fanklub.
- Generale!- jakiś chłopak wynurzył się zza rogu uliczki.-
Musimy jechać zaraz zamykają bramy na ciszę nocną.
-Co?!- spojrzał na zegarek.-Faktycznie już prawie dwudziesta
druga. Do widzenia skarbie.- wsiadł na konia i tyle go widziałam. Tak dla
sprostowania. To nie jest mój chłopak! Upewniłam się, że u moich podopiecznych
wszystko w porządku i powoli ruszyłam w kierunku służbowego mieszkania, jakie
załatwił dla mnie Czerwony Krzyż. Było ono stanowczo za duże jak dla jednej
osoby. Trzy pokoje, łazienka i przestronna kuchnia. Czułam się w nim bardzo
samotna. Miałam czas aby myśleć o przeszłości, a tego szczerze nienawidziłam.
-Au!- potknęłam się o coś… a raczej o kogoś. Na ziemi, pod
latarnią leżała dziewczyna. Bardzo ładna dziewczyna. Poznałam ją od razu. Miała
długie, blond włosy, porcelanową twarzyczkę, w której dominowały duże, czerwone
oczy i tej samej barwy usta. Zawsze chodziła w najmodniejszych ciuchach w całej
Sorze. Teraz leżała na chodniku odziana w
poszarpane ubrania, miała powyrywane włosy i krwawe ślady paznokci na
twarzy. Nie mogłam przejść obojętnie obok tej dziewczyny. Zabrałam ją ze sobą
do mojego domu, gdzie po upływie niespełna godziny odzyskała przytomność.
– Gdzie ja jestem?-
spojrzała na mnie.- O, to ty! Szukałam cię.- czknęła. Zdecydowanie była pijana.
- Zaczekaj, zaparzę ci kawę.
–Dobrze.- siadła na stołku i zaczęła machać nogami w różne
strony. Chyba sprawiało jej to przyjemność. Zresztą nie moja sprawa. Gwizd czajnika nieco
przestraszył zajętą swoimi sprawami dziewczynę. Aromat parzonych ziaren
zdecydowanie wpłynął na nią kojąco.
–Choć na kanapę.- skinęłam na gościa. Zajęłam miejsce obok
nieznajomej. Podałam jej kubek.
– Jak się nazywasz?
-Nie powiem!-
uśmiechnęła się łobuzersko i klasnęła w dłonie.
– Ile masz lat?
– Osiemnaście… chyba.
–Jak to CHYBA!?- złapałam się za czoło.-Dobra, nie ważne.
Kto ci to zrobił?- Nie wiem. Podeszły do mnie nieznajome dziewczyny i
powiedziały, że teraz im zapłacę, za ich wszystkie krzywdy. Powiedziałam im
żeby spadały i poszłam dalej ale jedna z nich złapała mnie za ramię. Druga
lewym sierpowym rozcięła wargę.- powtórzyła gest swojej oprawczyni.- Kolejna
zaszła mnie z tyłu i uderzyła patelnią w głowę. Obudziłam się już u ciebie w
domu. A teraz idę spać.- cała zakryła się kocem leżącym na oparciu kanapy i nie
reagowała na zadawane pytania. Dałam za wygraną i ułożyłam się do snu w swoim
pokoju. Długo nie mogłam zasnąć. Zegar na rynku wybił północ. Miasto nocą jest
przepiękne i ciche. Ten, kto nie wiedziałby o wojnie, mógłby powiedzieć że Sora
jest wolna od okupantów. Ale by się przejechał. Kamienice, bloki i domy, po
prostu mury tego miasta wiedzą prawdę. To one codziennie widzą okrucieństwo i
cierpienie ludzi. Zasnęłam. Nad ranem obudził mnie brzdęk upuszczonych garnków
o podłogę. Całkowicie zapominając o wizycie blondynki, wparowałam do kuchni,
uprzednio łapiąc kij bejsbolowy (nie pytajcie co robił koło mojego łóżka).
- Spokojnie. To tylko ja.- roześmiała się. Była już trzeźwa.
– Może teraz powiesz mi kim jesteś?- skrzywiła się.
– Nie powiem ci bo
zaczniesz mnie inaczej traktować.
– Nic mnie już nie
zdziwi. Powiedz.
- Okej. Zacznę on tego, że jestem siostrą Kaspiana Montrose.
–Serio? Współczuje
ci. Mów dalej.
- Prowadzę ruch rebeliantów, którzy chcą zakończyć tę wojnę.
Nazywa się on „Odrodzenie”.
– No widzisz. Powiedzenie
mi o tym nie było takie trudne.- uśmiechnęłam się.
-Zaczekaj!- wbiła wzrok w podłogę.- Jestem również królową
Kraju Powietrza.- powiedziała to tak cicho, że gdybym nie stała blisko niej, to
nic bym nie usłyszała. Zamurowało mnie. Gdy tylko otrząsnęłam się z pierwszego
szoku natychmiast pokłoniłam się.
– Wasza wysokość…
- Przestań! Właśnie o tym mówiłam. Tych waszych pokłonach i
„wasza wysokość”!
-Przepraszam przyniosę pani…
-Ci!
- Przyniosę ci ciuchy na przebranie.- wyszłam z kuchni, w
której znajduje się Elizabeth Montrose. Zupełnie inaczej ją sobie wyobrażałam.
Wyjęłam z szafy bluzkę i jeansy. Zaniosłam je czerwonookiej.
- Pójdę wziąć prysznic, a ty zajmij się moimi starymi
ubraniami. Zobacz czy da się je jakoś uratować.- rzuciła we mnie odzieżą. Lniana
koszulka na pewno nie nadaje się już do użytku. Podniosłam z podłogi jej
szorty. Wyleciał z nich jakiś świstek. Złapałam kopertę w locie. Mimo woli
przeczytałam odbiorcę. Nadia Wróblewska.
Rozdarłam kopertę. Wyjęłam pismo.
Droga Nadio,
serdecznie zapraszam
Cię do przyłączenia się do ruchu oporu „Odrodzenie” pod moim przewodem,
Elizabeth Montrose…
Nie mogłam tego czytać.
–Elizabeth!
- Co? Nie odpowiada ci wynagrodzenie a może godziny pracy?
- Wyłaź z łazienki! Musimy porozmawiać!- piętnaście minut
później siedziałam naprzeciwko nastolatki.- Wytłumacz mi to.- rzuciłam list na
środek stołu.- Czemu mi nie powiedziałaś od razu czego ode mnie oczekujesz,
tylko robiłaś takie głupkowate podchody?!
-Jak już wcześniej mówiłam jestem dowódcą „Odrodzenia”, ale
nie wspomniałam ci o tym, że rekrutuje nowych członków, z których mam zamiar
uczynić oddział specjalny. Oferta obejmuje dogodne warunki pracy,
zakwaterowanie w mojej tajnej siedzibie oraz tygodniowe szkolenie. Wchodzisz?
- Powiedzmy, że tak. Co mam najpierw zrobić?- zaraz
pożałowałam tej decyzji.
-Musisz zanieść list z prośbą o wstąpienie w nasze szeregi
Kaspianowi Montrose’owi. Dawno się z nim nie widziałam.
-Co?!-moja reakcja była zupełnie naturalna.- Dobra już się
ogarnęłam. Daj tą przesyłkę i lecę.- wciągnęłam płaszcz na grzbiet i ubrałam
buty. Już miałam wyjść ale coś sobie uświadomiłam.
- Nie wiesz przypadkiem, gdzie jest Kaspian?
-Na placu egzekucyjnym, tym w centrum miasta.
-To nie daleko. A o której?
-W samo południe.Wiesz, że musisz dostać się tam niezauważona?- Elizabeth
stała oparta oblat i piła herbatę.
-Nie, jeszcze nie wiem.- nagle drzwi do mojego mieszkania zostały
wyrzucone z zawiasów i do środka wtargnęli dwaj mundurowi.
-Mamy nakaz!- ryknął jeden z nich. Królowa dalej beztrosko
siorbała napój, a ja perliście roześmiałam się. – Z czego rżysz dziewczyno!
-Wy macie swój nakaz, a ja pomysł jak dostanę się do
Kaspiana niezauważona.- spojrzeli po sobie nie pewnie.

3 komentarze:
Super sie zapowiada :* Idę czytac dalej, a ty powiedz koleżance, że pieknie maluje. Obie macie niesamowity talent.
Moim zdaniem mega :p zapraszam:
http://fanfictionjdabrowskywsrodchloduludzi.blogspot.com/
<3
Mega rozdział (^O^)
Prześlij komentarz