Razem z Kają opuściłyśmy uliczkę. Mijałyśmy slumsy,
przeludnione blokowiska, mniejsze domki i te większe, należące do bogatszych
mieszczan. W końcu dotarłyśmy do dzielnicy, poświęconej wyłącznie high- tech.
Tutaj zawsze było coś ciekawo. Tylko w tej części miasta uliczkami przechadzały
się różne roboty, jeździły prototypy samochodów oraz latały przeróżne
samochody. Nie kiedy mogliście wdepnąć w wirtualną kupę zmechanizowanego psa.
Po prostu raj dla informatyków i techników. Świat najwyższej technologii.
Skierowałyśmy swoje kroki pod bramę okrągłego budynku. Największego w całej
stolicy. Siedziba „Przyszłości Jutra” największa z firmy i najbardziej
wpływowa. Nie ma ze sobą równych. Kaja podeszła do czytnika. Z kieszeni
wyciągnęła identyfikator. Przyłożyła go do skanera. Brama natychmiast otworzyła
się.
-Witaj, Dzwoneczku. Życzymy udanej misji.- nie ma to jak
sztuczna inteligencja życząca ci powodzenia. Zabójczyni poluzowała wstążkę
krępującą jej nadgarstek. Złapała tasiemkę w locie. Podczas gdy ja podziwiałam
nienagannie urządzone wnętrze, fioletowooka szybko spięła włosy w niechlujny
warkocz i związała go ową tasiemką z dzwoneczkiem.
-Hej, Dzwoneczek!- jakiś męski głos zawołał moją
przyjaciółkę. Natychmiast odwróciła się łapiąc nóż wcelowany w jej
plecy.
-Czujna jak zawsze.- zaśmiał się mężczyzna.
-Ponury, czego ode mnie chcesz.
-Popatrz na rękojeść.- dziewczyna odwinęła papierek
przymocowany do sztyletu.
-To… misja z tablicy ogłoszeń! Co ja do niej mam? Ty
zerwałeś, ty wykonujesz.- parsknęła.
-No miej serce. Potrzebuje cię. Ty jako jedyny mag
powietrza w siedzibie nie masz jeszcze zadania.
-Ho ho. Musisz się nieźle napocić żeby mnie przekonać.
-O tym już pomyślałem.- powiedział ochoczo.
-Tak? Jestem ciekawa co wymyśliłeś.- założyła ręce na
piersi.
-Cóż… idziemy zabić pewnego faceta o imieniu Jason…
-Co?! Najlepszego barmana wszech czasów. Zawsze chciałam
spróbować jego drinków. Ruszamy Ponury.- chłopak ucieszył się. Nieźle to
wykombinował. Wiedział, że skusi Kaję na alkohol. To jej pięta Achillesa.
-To ja tu na was zaczekam.- powiedziałam i usiadłam w
mięciutkim, białym fotelu.
-O nie. Ty idziesz z nami! Taka jest zasada Elizabeth.-
szesnastolatka podbiegła do mnie i złapała za kark.
-Ponury, otwórz okno.- rozkazała.
-Robi się szefowo.- chłopak natychmiast rozwarł okiennicy.
-Raz, dwa…
-Hej, co ty robisz?!- krzyknęłam przerażona. Dziewczyna
biegła w kierunku okna, dalej trzymając mnie za szyję.
-Trzy!- wszyscy razem ( niektórzy wbrew swej woli)
wyskoczyliśmy z siedziby firmy. Nie skądże. Od ziemi wcale nie dzieliło nas
trzydzieści metrów. Co wy.
-Aaaa!- darłam się na całe gardło. Kaja i Ponury śmiali się
w na cały głos.
-Jesteście potworami!
-Lepiej użyj żywiołu do zamortyzowania upadku.- chłopak
ostrzegł mnie. Wcale nie był brzydki. Miał nawet ładną twarz, w której
dominowały piwne oczy. Jego włosy są tak czarne jak heban. Nieco dłuższe i
postawione na żelu. Na ustach nastolatka prawie cały czas gości uśmiech, więc
nie mam pojęcia czemu nazywają go Ponurym. Szlak. Nie mam pomysłu jak
zabezpieczyć się wodą. Miałam tylko dwa litry. Tyle mieści się w moim bukłaku.
Już wiem. Kiedy będę upadać to skumuluje ciecz wokół nóg i użyję jej jako
amortyzatora. Pięć metrów, cztery, obrót nogami w dół, trzy, odkręcenie
nakrętki, dwa metry, jeden… i zderzenie z rzeczywistością. Nie bolało tak
bardzo jak myślałam. Białowłosa z gracją opadła na ziemię. Zazdroszczę jej w
tej chwili bycia magiem powietrza. Spojrzałam na Ponurego. Chłopak w ogóle nie
krył się z tym, że ląduje. W miejscu gdzie stał, został płonący krater. Jak wół
mag ognia. Równocześnie założyli maski na twarze. Dziewczyny przypominała coś
na kształt lisa, a bruneta nie wyglądała zbytnio zachęcająco. Występował na
niej okropny grymas nienawiści i strachu.
-Mam na dzieję, że nie będziesz nas opóźniać… jak ty w ogóle
masz na imię?- jacie jaki zapłon. Gratuluje chłopie.
-Nazywam się Nadia…- nie powiem mu mojego nazwiska, ponieważ
nie mam pojęcia czy nie wiszę na ich tablicy do odstrzału. Lepiej nie
ryzykować. Ciekawe ile jest warta moja głowa? Zresztą wolę nie wiedzieć. Wiem
po prostu zmienię nazwisko.- Tylko Nadia.- uśmiechnęłam się.
-Acha… wykorzystaj magię wody aby zwiększyć swoją szybkość!-
zawołał. Ledwo go usłyszałam, bo już szorował do linii wysokiego napięcia. Tak
wiem to dziwne. Taki sposób magów ognia i błyskawicy. Używają prądu z linii
jako napędu. Niesamowite. My, czyli magowie wody, zwyczajnie zamrażamy jakiś
odcinek drogi i ślizgamy się po nim w zawrotnym tempie. Czarodzieje powietrza,
tacy jak Kaja, minimalizują siłę oporu powietrza. Zawsze wygrywają maratony i
przeważnie są kurierami. Nie wiem jak radzą sobie z tym żołnierze Nathaniela. No
to w drogę. Muszę dorównać kroku temu zarozumiałemu zabójcy. Nie mogę być
gorsza.
-Hej Nadia.- nastolatka zrównała się z mną. – Jak tam prędkość?
Wytrzymujesz? -spytała
-Tak. Nie ma problemu, Dzwoneczku.- uśmiechnęłam się.-Daj spokój, czemu akurat taka ksywka? Jest wiele innych.
-Ale ta najbardziej do niej pasuje.- teraz się
zorientowałam, że Ponury dołączył do nas.
-Niby czemu?- zadałam pytanie.
-Jeszcze się nie domyśliłaś?- pokręcił głową. –Kaję kiedyś
nazywano cichą. Kiedy w gildii nie panowała zasada pojedynku, była ona nie
zrównana w bezszelestnych zabójstwach. Ten kogo miała na celowniku, nigdy nie
wiedział, z której strony dostał. Ale kiedy weszła ustawa o pojedynkach Kaja
zaopatrzyła się w dzwoneczek do swojej czerwonej tasiemki. Teraz każdy przed
śmiercią może chociaż ją usłyszeć.- wszystko to powiedział na jednym wdechu.
Jakby wyklepaną formułkę. –Dotarliśmy. Idę na zwiady. Wy tu zostajecie. Zaraz
wracam.- zniknął. Widziałyśmy go wchodzącego do podziemnego baru o nazwie „Dark
Rose”.
-Dobra, poszedł sobie. Teraz ja opowiem ci moją wersję
wydarzeń. Widzisz ten dzwoneczek. Wcale nie zakładam go po to, żeby ofiary
mogły znać moje położenie. Po prostu przypomina mi o domu. Mój braciszek miał
kiedyś swoją ulubioną maskotkę. Takiego dużego misia. Strasznie go kochał.
Wszędzie go ze sobą targał. Do sklepu, przedszkola, czy lekarza. Ale jak to
dziecko w końcu z niego wyrósł. Chciał go wyrzucić, ale ja się na to nie
zgodziłam. Schowałam go najgłębiej jak mogłam. Tam leżał i leżał do tego dnia
kiedy straciłam Christophera. Wyjęłam go i zabrałam ze sobą do zakonu. Kiedy
zmieniono zasady w siedzibie, stwierdzałam czemu ja nie mogę czegoś zmienić. Zapałam
nóż i rozcięłam brzuch maskotki wyjmując z niej ten oto dzwoneczek. Zawsze
biorę go na misję. Przypomina mi o tym, że muszę przeżyć za wszelką cenę, nie
wiadomo jak by ona nie była.- nastolatka wzdrygnęła się.- Wiadomość od
Ponurego. Wchodzimy.- wparowałyśmy do baru. Nastolatek spokojnie siedział przy
barze i w najlepsze gawędził sobie z barmanem. Naszym celem był mężczyzna
gdzieś koło dwudziestu dwóch lat. Miał dłuższe, luźno opadające na ramiona
blond włosy. Grzywkę spiął wsuwką. Na nosie miał okulary. Odziany w koszulę
włożoną w czarne, obcisłe rurki z łańcuchem z boku. Na to tego samego koloru
marynarka z podwiniętymi rękawami. Obrazu dopełniał czerwony, niechlujnie
zawiązany krawat. W ustach miał wykałaczkę. Głupi nawyk. Miejsce jego pracy w
cale nie było taką meliną, jaką sobie wyobrażałam. Pomieszczenia nie należało
do najmniejszych, ale ogromne też nie było. Można by rzec, że w sam raz. Miało
jakąś taką swoją przyjemną atmosferę. Ściany były imitacją ceglastego muru, co
dawało fajny efekt. Stoły proste, brązowe. Przy każdym z nich po cztery
krzesła. Barek i ladę oświetlono poprzez wmontowanie światełek ledowych. Za
mężczyzną rozciągały się pułki, które uginały się od różnego rodzaju
spirytusów, wódek, win, nalewek i jeszcze masy innych trunków, które po raz
pierwszy na oczy widzę.
-O już jesteście!- zakrzyknął Ponury.
-To twoje przyjaciółki, o których mówiłeś?- spytał Jason z
uśmiechem. Widać, że nie ma pojęcia co go czeka, kiedy Kaja wypije swojego
obiecanego drinka.
-Tak, to one. Czy mógł byś zrobić napój dla Kai? Zawsze
chciała się napić twojego specjału.
-Oczywiście!- mężczyzna z radością zabrał się do
przyrządzenia drinka, który przyniósł mu niesamowitą sławę. Dark rose. Po upływie
pięciu minut nastolatka otrzymała upragniony wywar. Pochłonęła go momentalnie.
-Obłędny!- zawołała.- Jaka szkoda, że musimy cię zabić.-
oznajmiła ze stoickim spokojem.
-Co?!- krzyk Jasona był bardzo donośny. Brunet wstał od
lady.
-Niestety, taka prawda. Nie mamy wyjścia. Gdybyśmy się spotkali
w innych okolicznościach to na pewno bym się z tobą zaprzyjaźnił.-stwierdził
-Wiem, chłopie ja z tobą też. No cóż widzę, że innego
rozwiązania nie ma. Muszę odpokutować za swoje czyny.- wzruszył ramionami. Myślałam,
że zacznie robić jakieś wymówki, a ten od tak przyjmuje karę śmierci od dwójki
małolatów i to we własnym zakładzie pracy. Dziwny facet.
-Jako, że jesteśmy Czarnymi Krukami, masz prawo do wyboru
przeciwnika. Ja albo ona.- wskazał najpierw na siebie, później na Kaję.
-Więc, nie mieszajmy w to dziewczyn, załatwmy to między sobą
ok?
-Zgadzam się. Czas rozpocząć pojedynek na śmierć i życie.-
mag ognia już przymierzał się do ataku ale przeszkodził mu w tym jego
przeciwnik.
-Zaczekaj! Możemy nie walczyć tutaj. Nie chciałbym przysporzyć
mojemu szefowi kłopotów.- uśmiechnął się zawstydzony.
-No to przenosimy się na dwór.
-Doskonale.- blondyn klasnął w dłonie. Wyszliśmy na
zewnątrz. Walkę rozpoczął ogromny piorun wycelowany w Jasona. Ten nie tracił
czasu i uskoczył w bok. Cisnął w naszego
sporymi odłamkami chodnika. Wiadomo już, że barman jest magiem ziemi. Tym razem
fikołka wykonał Ponury i schował się za pobliskim słupem reklamowym. Mężczyzna pewnym
krokiem ruszył przed siebie, nie zważając na ewentualnie zastawione pułapki. Potknął
się o wcześniej przygotowaną linkę przez Ponurego połączonej z miną. Gdyby nie
płaszcz z ziemi, niebieskooki byłby martwy. Brunet jak z procy wystrzelił zza
słupa i przystąpił do walki w ręcz. Jeden bił drugi blokował i tak na zmianę. Ja
nie mogę dawno nie widziałam tak wyrównanej walki.
-Jak myślisz, kto wygra?- spytałam.
-Nie mam pojęcia.- wypowiedź fioletowookiej zagłuszył dźwięk
wybuchającej bomby.
-Co?
-Mówię, że nie mam pojęcia!- krzyknęła
-Aha.- Jason podciął nogi zabójcy przez to ten wylądował
tyłkiem na kostce brukowej. Mag ziemi przygotował się do zadania ciosu
ostatecznego, lecz nastolatek wsparł się na rękach i momentalnie zaczął wywijać
nogami w różne strony. Nagła fala ognia mocno sparzyła dłonie niczego nie spodziewającego
się blondyna. Zachwiał się. To była okazja do ataku. Ponury oczywiście nie mógł
jej przepuścić. O nie. To była podpucha. Facet tylko udawał potknięcie. Złapał piwnookiego
w locie i mocno przywalił nim o ziemię. Chodnik popękał. Przyjaciel Kai cicho
zawył i splunął krwią.
-Wydaje się, że wygrałem. Przepraszam, ale nie mam zamiaru
cię zabijać. Mam nadzieję, że jeszcze
kiedyś wpadniesz na drinka. Ciao.
-O Boże. Ponury!- krzyknęła Kaja. Podbiegła do niego. -Jak się
czujesz?
-Mam chyba połamane żebra. Wyjdę z tego. Zabierz mnie do
bazy.- stęknął.
-Robi się. Nadia pomóż mi.- wzięłyśmy chłopaka pod ręce i
pobiegłyśmy w kierunku „Przyszłości Jutra”. Gdy tam dotarłyśmy natychmiast
zajęto się nim.
-Zaczekaj tutaj. Pójdę złożyć raport wracam za dziesięć
minut.- oznajmiła białowłosa.
-Dobrze.- usiadłam w bardzo wygodnym fotelu. To wnętrze naprawdę
jest niesamowite. Wszystko w barwach niebieskiego, fioletowego oraz białego. Najnowocześniejsze
meble idealnie współgrały z metalowo- szklaną konstrukcją budynku. Zamiast
drzwi gościły tutaj zasłonki z korali. Na ścianach wisiały telewizory ustawione
na wiadomości i programy śledcze.
-Załatwiłam, co miałam załatwić. Wracajmy.- bez słowa wstałam
i skierowałyśmy się do naszego wspólnego domu. Wszyscy już na nas czekali z
kolacją. Dziś specjałem było mięso z lwa. Nie polecam. Smakuje jak podeszwa. W końcu
zostaliśmy sami. Była godzina dwudziesta pierwsza kiedy to stanęłam przed
pokojem Kaspiana. Zapukałam.
-Proszę!- zawołał.
-Przepraszam, że tak nagle, ale chciałabym cię o coś prosić.
-O co?- nieco się zdziwił.
-Naprawdę nie wiesz, co przytrafiło się braciom Kai?-
spytałam.
-A więc o to chodzi. Nie wiem. Już to jej mówiłem.- skrzywił
się.
-A może ktoś z twoich znajomych coś o tym wie?- zastanowił się.
-No..może Misiael coś wie.- stwierdził.
-Misiael? A nie Michael?- zdziwiłam się.
-Nie. On jest taki miły i potulny, że nie da się do niego
inaczej mówić. Ale jest jeszcze jedna osoba, którą chciałbym sprawdzić. Jeden z
emerytowanych oficerów, który brał udział w tej misji. Jutro spędzam dzień z
Kają. Prawda?
-No.
-Więc pójdę z nią w odwiedziny do tych gości. Zgoda?
-Umowa stoi.- przystałam na te korzystne warunki umowy.
-W taki razie dobranoc.- westchnął. Naprawdę jest zmęczony. Dam
mu już spokój.
-Pa.- wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżamę i
poszłam spać. Zasnęłam bez problemu. Śniło mi się, że drzwi na mój balkon
zostały otwarte. Przebudziłam się. Tak to prawda. Wstałam, żeby je zamknąć. Do moich
uszu dobiegł czyjś głos. Wyszłam na zewnątrz. Momentalnie spostrzegłam postać
siedzącą pod jedną z kolumn łączących balkon
z innym piętrem. Miała ona jedną nogę dyndającą po zewnętrznej stronie
barierki, na drugiej zaś podparła łokieć. Na dłoni oparła policzek. Czarny płaszcz
powiewał na wietrze, ale ja zdawałam się nie widzieć tego wszystkie, ponieważ byłam
zasłuchana w słodki ton melodii piosenki śpiewanej przez nieznajomego
Tam, gdzie na wietrze
opada liść,
Nidy nie wiem, gdzie
mam iść…
Na rozstaju dróg,
Stoi nasz wspólny wróg…
Jest nim czas,
Który wyniszcza nas.
Miałam nieodparte wrażenie, że ta piosenka dotyczy mnie. Tego
kim jestem i kim mam się stać.
-Przepraszam, że cię obudziłem.- chłopak obrócił się w moim
kierunku. Machał nogami po bezpiecznej stornie poręczy.
-Kim jesteś?- zadałam pytanie.
-To nieistotne.- rozwarł szeroko ramiona. Z jego twarzy
opadł kaptur. – Powiedz Elizabeth, że wróciłem.- przechylił się w tył. Za balustradę.
Pobiegłam w kierunku nastolatka, żeby go załapać. Kiedy popatrzyłam w dół,
ujrzałam na ziemi pusty, czarny płaszcz. To był mężczyzna z mozaiki!
******
Przedstawiam Kaję :D
******
Przedstawiam Kaję :D
