Translate

sobota, 2 maja 2015

Rozdział IV



- Co my w ogóle o nim wiemy?- spytał Kaspian. Dopiero rozpoczęliśmy poszukiwania na ulicach Sory, a on najwyraźniej miał już dość.
-Pozwolę przytoczyć sobie słowa Elizabeth „Płomień, znaczy się Feliks, jest wykładowcą na uniwersytecie mojego imienia. Liczy osiemnaście lat. Znajdziecie go bez problemu. Zawsze w wolnym czasie sterczy na placu publicznym lub przed uczelnią i zaczepia ludzi. Pyta ich o zdanie na różne przez niego wybrane tematy. Tyle powinno wam wystarczyć.”- wzruszyłam ramionami.
-Super, takim oszołomem może być każdy.- westchnął.
-Na pewno, siłą rzeczy się na niego natkniemy. Wiosna jest piękna, prawda?- westchnęłam.
-Tak – przytaknął. Dalej szliśmy w milczeniu. Nagle ktoś złapał bruneta za ramię. Ten odruchowo przywalił nieznajomemu w szczękę. Przynajmniej tak mi się zdawało. Odwróciłam się. Moim oczom ukazał  się młody mężczyzna. Miał twarz o delikatnych rysach, pełne, ładne usta i piękne błękitne oczy, w których można było zatonąć. Jego włosy są niesamowite, a raczej ich barwa. Krótka, niebieska grzywka, która niesfornie opada mu na czoło. Włosy, które postawił sobie na żelu, przeistaczały się we wściekłą czerwień. Ubrany był w biały, obcisły podkoszulek z krótkim rękawkiem. Na niego zarzucił hebanowy płaszcz z wysoko postawionym kołnierzem. Czarne spodnie spinał pas ze srebrną sprzączką. Obuwie? …Oczywiście, że glany. I to starannie zasznurowane. Przez ramię miał przewieszoną torbę z dokumentami.
-Stary, spokojnie ja tylko chciałem zadać ci pytanie.- westchnął. Puścił rękę nastolatka. Ten zaczął rozmasowywać  obolały nadgarstek.
-O co chciałeś się go zapytać? – popatrzyłam na intruza.
-Czym jest chwila.- odparł.
-Chwila?- spytałam zdziwiona.
-Tak. Może ty mi powiesz coś ciekawego na ten temat? – zamyślił się. Zastanowiłam się moment.
-Moim zdaniem chwila jest ulotna jak…- popatrzyłam w niebo.- jak ptak. To właśnie nią żyje człowiek. Najważniejsze jest tu i teraz. Nieprawdaż? – moje retoryczne pytanie wywołało uśmiech na ustach niebieskookiego. Czekajcie. Pomarańczowookiego. Jego tęczówki zmieniły kolor. Niesamowite,
-Jesteś ciekawą osobą. Jak cię zwą?- wydawał się godny zaufania, przyjacielski i inteligentny. Całkowite przeciwieństwo tego debila, Kaspiana.
-Jestem Nadia Wróblewska. A ty? – wiadomo, że wiedziałam kim jest, gdy tylko go zobaczyłam lecz chciałam to usłyszeć od niego.
-Feliks Kiear. Miło mi was poznać.
-Widzisz! Znaleźliśmy tego świra!- mag ziemi wrzasnął na całe gardło i wskazał palcem na Feliksa.
-Jedynym świrem w tym momencie jesteś, ty. – wysyczałam przez zęby.
-Czemu mnie szukaliście? – jego oczu znowu zmieniły barwę. Tym razem na żółty. Na pewien czas odebrało mi mowę. – Ha- lo! Mówię to ciebie. – pstryknął mi palcami przed nosem. – Hej, czy wy czasem nie jesteście z armii Nathaniela? – zamyślił się. Ocknęłam się.
-Nie, ja nie mam z nimi nic wspólnego.- zapewniłam.
-A czemu twój kolega jest tak małomówny? Cóż, nie ważne. Powiedz proszę Nadio, po co mnie szukaliście.
-Zostaliśmy wyznaczeni do przekazania ci pewnej przesyłki.
-Przesyłki? – uniósł jedną brew do góry.
-Tak. Oto ona. – podałam mu list. Nic nie powiedział, a raczej nie zdążył. Na ulicę, na której staliśmy, wjechały dwa terenowe samochody. Z piskiem opon wyhamowały przed Feliksem. Z ich wnętrza na chodnik wyskoczyło dziewięciu osiłków. Dziesiąty z „gracją” wysiadł z pojazdu i stanął przed nami. Był to blondyn o dłuższych włosach z przedziałkiem na środku, orlim nosie, mocnej szczęce, brązowych oczach i wąskich ustach. Gdy się uśmiechnął spostrzegłam krzywe zęby. Wszyscy mieli na sobie mundury piechoty.
-Pan Kiear Feliks?- zadał pytanie.
-W rzeczy samej. – uśmiechnął się spokojnie lecz czarne tęczówki oraz napięte mięśnie zdradziły jego emocje.
-Pozwoli pan z nami. – mag ognia już miał rzucić się na nastolatka i wzajemnie ale ja stanęłam im obu na drodze. Starałam się wyglądać najbardziej niewinnie i niegroźnie jak tylko umiałam.
-Przepraszam, ale czy to nie ładnie walczyć w dziesięciu na jednego?- uśmiechnęłam się szeroko. Odkręciłam zatyczkę blokującą gwint bukłaku z wodą, który nosiłam przy pasie na takie właśnie okazje. Ciecz wylała się na chodnik. Nastolatek jeszcze tego nie zauważył.
-Odwal się mała, faceci rozmawiają. – Kaspian również był gotowy do walki. Tak na prawdę wystarczyło jedno jego zdanie aby zakończyć ten cyrk. Dobrze, że dziś nie założył munduru. Jest szansa, że go nie rozpoznają. Wiedząc, iż rozmowa nie wystarczy użyłam wody do stworzenia mlecznobiałej mgły.
-Cholera jasna! Mała jest magiem wody. Dorwać! Zabić!- wykorzystaliśmy moment i po prostu uciekliśmy. Tak wiem, bardzo heroiczny wyczyn z mojej strony, ale innego wyjścia nie widziałam.
-Jesteś ciekawsza niż myślałem.- wydyszał Feliks.- nie przebiegliśmy za wiele. Magowie szybko otrząsnęli się z szoku i zniwelowali mgłę za pomocą pyłu. Szybkim ruchem zawróciłam wodę do pojemnika.
-Dajcie mi walczyć.- powiedział Kaspian.
-Nie ma mowy. Jeżeli się dowiedzą, że rozmawiałeś z nim to cały plan Elizabeth weźmie w łeb. – kategorycznie zabroniłam.
-A poza tym jeżeli nas złapią to nie będziemy sądzeni przez sąd Kraju Powietrza tylko Ziemi. A tamto prawo uznaje karę śmierci.
-Hej, wy! Zatrzymać się!- ktoś krzyknął. Jakoś specjalnie nie miałom ochoty się odwracać ani zatrzymywać. Za plecami usłyszałam moce uderzenie i poczułam, że tracę grunt pod nogami.
-Skacz!- wrzasnął brunet. Stworzył kamienny podest dzięki czemu przeskoczyliśmy na stabilny i bezpieczny chodnik. Jeszcze nigdy nie cieszyłam się tak na widok kostki brukowej. Nieważne. Nie mieliśmy czasu na wymyślenie planu tym bardziej na odpoczynek.
-Nadia, wylej wodę! Szybko! – polecił niebieskowłosy. Natychmiast wylałam wodę na drogę. Gdy tylko dwoje magów wdepnęło w kałuże, pokopał ich prąd autorstwa Kieara. Upadli na ziemię. Wyglądają na w miarę żywych. Zostało ośmiu. Automatycznie odzyskałam wodę. Gdy czuje się zagrożona robię to bez namysłu. Skręciliśmy w dzielnicę dwudziestą pierwszą. To był nasz błąd. Drogę zastąpiło nam pięcioro natanielowskich psów. Trik z mgłą nie wypali drugi raz. Trzeba użyć mocniejszych środków. Stworzyłam łuk i bez większego wysiłku trafiłam w punkty witalne mężczyzn odpowiedzialne za sen.
-Yyy…- komentarz Kaspiana.
-Dokładnie.- a ten Feliksa. Nie miałam czasu chełpić się moimi umiejętnościami snajperskimi. Biegliśmy dalej. Jak teraz tak o tym myślę, to zastanawiam się skąd mieliśmy na tyle siły, żeby uciekać, uciekać i jeszcze raz uciekać. Skręciliśmy w dzielnicę numer dwadzieścia. Tam czekał na nas jeden nieprzyjaciel. Wydawał się silniejszy od pozostałych. Razem z Feliksem zasłoniliśmy Kaspiana.
-Nie mam zamiaru ukrywać  się za waszymi plecami.- szepnął.
-Niestety musisz.- odparłam. Nieprzyjaciel zaczął pierwszy. Ruszył na nas. Podczas biegu starał się trafić w nas nożami, ale osiemnastolatek odbijał je włócznią, którą przed momentem zaprojektowałam. Została mi odrobina wody. Zostawię ją na wszelki wypadek. Płomień znakomicie radził sobie z tego typu bronią, co bardzo mnie ucieszyło. Po chwili przeciwnik został pokonany. W przecznicy dalej czekał nie kto inny jak ten facet o orlim nosie. Będę go nazywać orzeł. Ok? tak więc orzeł stał spokojnie oparty o maskę samochodu. Najwyraźniej nie zaskoczyło go nasze przybycie.
-Nazywam się Nicolaus Aazam. Jestem generałem pierwszej dywizji piechoty. Miło mi was poznać.- mówiąc to prawie złapał nas w zastawione sidła. Jego autoprezentacja była tylko przykrywką dla ruchomych piasków. Kaspian niewinnie tupną w ziemię i ta natychmiast wróciła do normy. Nagle, znienacka moi towarzysze runęli na grunt. Ja zdążyłam (ledwo) zrobić unik przed kamiennymi dłońmi, które zacisnęły się na gardłach moich przyjaciół. Upadłam. Byłam przerażona. Jak tego samego dnia kiedy została zamordowana moja mama. Nie dopuszczę do tego aby ktoś jeszcze umarła moich oczach. Nigdy więcej. Zwłaszcza, że już nie jestem małą dziewczynką. Uformowałam dwa lodowe miecze. Te same, którymi przeszyłam ciało zabójcy mojej matki. Zamroziłam trasę dzielącą mnie od generała. On popatrzył na mnie pytająco. Było za późno. Pokonałam odległość w sekundę i powaliłam przeciwnika na lód. Już miałam go zabić ale… nie wiem czemu się zawahałam. Tylko przyłożyłam mu ostrze do gardła.
-Puść moich przyjaciół!- ryknęłam. Krzyk rozniósł się echem po stalowo-szklanych konstrukcjach nowoczesnych budynków. Nastolatkowie runęli na piasek. Byli bezpieczni. Co za ulga. Popatrzyłam na mężczyznę. Był żałosny. Puściłam go. Dalej leżał tam gdzie upadł, błagając o litość. I to ma być generał.
-Zejdź mi z oczu. Lepiej żebym cię już nigdy nie zobaczyła.- Feliks po cichu podszedł do mnie i podał mi chusteczkę higieniczną.
-Po co mi to?- spytałam.
-Płaczesz. – stwierdził. Dotknęłam policzka. Faktycznie był mokry od łez. Podziękowałam za chusteczkę. Usłyszałam dzwonek telefonu. Mag ognia odebrał.
-Co?!-krzyknął do słuchawki. – Dobra, będę z chwilę. Dzięki za info.- rozłączył się. – Ludziska na razie. Trzymajcie się. Mam wykład za piętnaście minut.- pędem udał się w kierunku uczelni przy czterdziestej czwartej ulicy.
-Choć, wracajmy już.- powiedział cicho. Nie zareagowałam. Pogrążyłam się we wspomnieniach. Wszystkie stały się takie żywe i prawdziwe jakby wróciła tam ponownie. Mama, Katherine i ten zasrany mag. Z resztą mama sama była sobie winna. Kochała wojnę. W końcu słowa Kaspiana dotarły do mojego mózgu. Przeszliśmy całe miasto w milczeniu. Modliłam się, aby o coś się mnie nie spytał. Wiedziałam, że nie dam rady powstrzymać łez. Mocniej zacisnęłam pięści i przygryzłam wargę. Znaleźliśmy się przed laskiem.
-Powiedziałaś, że jesteśmy przyjaciółmi więc proszę, powiedz mi, czemu płakałaś.- jego wyraz twarzy był poważny i chłodny.
-Nic… mi nie jest...- głos mi się załamał. Raczej nie kupi tego kłamstwa. Złapał mnie za ręce. Popatrzył mi głęboko w oczy.
-Może jestem debilem ale widzę, że coś z tobą nie tak. Powiedz.- chciałam po raz kolejny skłamać. Już otwierałam usta lecz głos odmówił mi posłuszeństwa. Nie mam już siły aby okłamywać wszystkich dookoła. Popłakałam się. Pierwszy raz od dawna ryczałam jak dziecko. Chłopka bez słowa krytyki przytulił mnie. Poczułam się bezpiecznie. Zaczęłam mówić.
-Wszystko zaczęło się od śmierci mojego taty, króla magów wody. Zmarł z „przyczyn naturalnych”, tak wszyscy mówili. Miałam wtedy dziewięć lat. Cały dwór był tym faktem zszokowany, ponieważ wiedzieli, że jeżeli moja mama zyska władzę, to wywoła wojnę na skalę światową. I zrobiła to. Nie wiem jak ale sprowokowała Nathaniela Darka. Po roku czasu razem z wojskiem stanął przed naszymi wrotami. Matka była zachwycona. Tak bardzo pragnęła władzy, ale nie lubiła walczyć. Wymyśliła więc podstęp aby zabić króla Ziemi na uroczystym balu wydanym na jego cześć. To na nim ogłosiła swój prawdziwy plan. Doszła do wniosku, że skoro ona ma córkę-mnie w wieku jego syna to czemu nie mogą zawrzeć małżeństwa politycznego. Nie miałam pojęcia czemu Dark na to przystał. Postanowiłam uciec z kraju. Szybko przygotowałam się do drogi. Wieczorem, gdy siedziałam w łodzi i już miałam odpływać, spostrzegłam w oddali dym. Nasz pałac płonął. Rzuciłam wszystko i pobiegłam na ratunek rodzicom. Byłam według niektórych bardzo utalentowanym magiem jak na swój wiek. Wpadłam do sali tronowej. Na środku stał mężczyzna i dusił moją matkę. W kącie płakała wtulona w swoje kolana moja starsza o cztery lata siostra. Wtedy ogarnął mnie niesamowity gniew. Stworzyłam dwa miecze, takie same jak przedtem, i zabiłam nimi oprawcę. Niestety, mama nie odzyskała przytomności. Roczna żałoba oddaliła moje za mąż pójście. Przez ten czas służba błagała mnie o przejęcie władzy nad państwem. Jak oni to sobie wyobrażali? Jedenastoletnia dziewczynka królową? Cóż, po wielu bezowocnych namowach zrezygnowali. W końcu na tronie zasiadła Katherine, moja siostra. Szesnastego lutego, w moje urodziny, zjawił się mój narzeczony. Tragedia. Na przyjęciu powitalnym udawałam miłą i spokojną królewnę na jaką przystało. W nocy, gdy wszyscy się kładli, wznowiłam plan ucieczki. Kiedy ponownie wsiadłam do łodzi, nakryła mnie siostra.
-Dokąd się wybierasz?- syknęła.
-Odchodzę. – poinformowałam.
-Jak możesz! Co ja powiem ludziom?!- spanikowała.
-Nie wiem. Może sama za niego wyjdziesz? Przecież wyglądamy identycznie.- uśmiechnęłam się oschle.
-Nadia, jeżeli teraz odpłyniesz to wiedz jedną rzecz.- powiedziała cicho. Podniosła wzrok na mnie. Krzyknęła- Nie będziesz miała siostry!- popatrzyłam na nią.
-Żegnaj. - spojrzałam na chłopaka. – To była jedyna racjonalna  decyzja jaką mogłam podjąć w tamtym momencie. Wiem powinnam zostać. Może gdybym to zrobiła nie było by wojny. Brunet mocniej mnie przytulił.
-Podjęłaś dobrą decyzję. Wracajmy nie mam zamiaru wykonywać karnych zadań od siostry. –uśmiechnął się blado. Szliśmy w ciszy. Nagle wypaliłam.
-Teraz ty opowiedz mi coś o sobie.- zaraz pożałowałam tych słów. Nastolatek przystanął i popatrzył się w niebo.
-Chciałbym…- powiedział spokojnie- ale moje wspomnienia zostały wymazane. Nie pamiętam nic do dwunastego roku życia. – westchnął. – Czasem wraca moja osobowość z dawnych lat, tak jak podczas egzekucji, wtedy pamiętam wszystko, przynajmniej tak mi się wydaje… kiedy ten stan mija pojawia się zanik a wraz z nim ssie mnie w dołku.- klasnął w dłonie. – Ruszmy się bo naprawdę dostaniemy karę. Wróciliśmy do domu na dwudziestą pierwszą.
-Dobry wieczór państwu. Kaspian ty najlepiej wiesz jak nie lubię spóźnialskich. Prawda.- jej uśmiech był przerażający.
-Elizabeth, ale nie ustaliłaś godziny o której mieliśmy wrócić więc teoretycznie nie spóźniliśmy się…
-Ty śmiesz mi pyskować. Za karę biegniesz razem z Kaspianem pięćdziesiąt okrążeń wokół pałacu i to migiem.
-Siostra, daj spokój…
-Nie ma mowy! Dwadzieścia pięć kółek niesiesz Nadię na barana, później ona ciebie.
-Co?!- krzyknęliśmy równocześnie.
-Czy ty wiesz ile on waży?!- zapytałam.
-Osiemdziesiąt kilogramów. Jakiś problem?
-Nie. – Zaprzeczyłam. Kaspian szepnął mi do ucha. – Nie dyskutuj z nią, bo może być jeszcze gorzej.- wybiegliśmy na zewnątrz.
- Wskakuj. –pochylił się. Chyba rzeczywiście nie mamy wyjścia. Królowa piorunowała nas wzrokiem z okien swojej sypialni. – Jesteś zadziwiająco lekka.- wysapał biegnąc kolejne okrążenie
-Uznam to za komplement.- zaśmiałam się. Na horyzoncie pojawiła się jakaś postać. Zbliżała się ku nam. Gdy nieco się przybliżyła, rozpoznałam czerwoną czuprynę naszego nowego kolegi.
-Jak słodko razem wyglądacie. Nie wiedziałem, że tak się spaceruje. Cóż dziwne tu macie zwyczaje.- zaśmiał się.
-Ciekawe jakie ty karniaki będziesz musiał odwalać.- zripostował brunet.
-Co chcesz?- spytałam.
-Przemyślałem waszą propozycję. Mam dosyć uciekania przed żołnierzami wiec możecie liczyć na moją pomoc. – z torby wyjął zaproszenie. Natychmiast zajęło się ogniem.
- Co robisz?!- krzyknęłam.
-Trzeba palić dowody.- uśmiechnął się. Mam wrażenie, że źle oceniłam tego człowieka. Wzięłam głęboki oddech.
-Chodźcie trzeba przedstawić nowego przywódcy.
-Pod warunkiem, że przejdzie przez nasz system ochrony. – Kaspian zdusił śmiech.
-Co?!- chłopak zdziwił się lecz my nie odpowiedzieliśmy. Po prostu, wykopaliśmy bramę z zawiasów i zaprosiliśmy go do naszego świata.




******
A oto przedstawiam wam Feliksa

1 komentarz:

Unknown pisze...

Cudowny rozdział (*^o^*)