- Co my w ogóle o nim wiemy?- spytał Kaspian. Dopiero
rozpoczęliśmy poszukiwania na ulicach Sory, a on najwyraźniej miał już dość.
-Pozwolę przytoczyć sobie słowa Elizabeth „Płomień, znaczy
się Feliks, jest wykładowcą na uniwersytecie mojego imienia. Liczy osiemnaście
lat. Znajdziecie go bez problemu. Zawsze w wolnym czasie sterczy na placu
publicznym lub przed uczelnią i zaczepia ludzi. Pyta ich o zdanie na różne
przez niego wybrane tematy. Tyle powinno wam wystarczyć.”- wzruszyłam
ramionami.
-Super, takim oszołomem może być każdy.- westchnął.
-Na pewno, siłą rzeczy się na niego natkniemy. Wiosna jest
piękna, prawda?- westchnęłam.
-Tak – przytaknął. Dalej szliśmy w milczeniu. Nagle ktoś
złapał bruneta za ramię. Ten odruchowo przywalił nieznajomemu w szczękę.
Przynajmniej tak mi się zdawało. Odwróciłam się. Moim oczom ukazał się młody mężczyzna. Miał twarz o delikatnych
rysach, pełne, ładne usta i piękne błękitne oczy, w których można było zatonąć.
Jego włosy są niesamowite, a raczej ich barwa. Krótka, niebieska grzywka, która
niesfornie opada mu na czoło. Włosy, które postawił sobie na żelu,
przeistaczały się we wściekłą czerwień. Ubrany był w biały, obcisły podkoszulek
z krótkim rękawkiem. Na niego zarzucił hebanowy płaszcz z wysoko postawionym
kołnierzem. Czarne spodnie spinał pas ze srebrną sprzączką. Obuwie?
…Oczywiście, że glany. I to starannie zasznurowane. Przez ramię miał przewieszoną
torbę z dokumentami.
-Stary, spokojnie ja tylko chciałem zadać ci pytanie.-
westchnął. Puścił rękę nastolatka. Ten zaczął rozmasowywać obolały nadgarstek.
-O co chciałeś się go zapytać? – popatrzyłam na intruza.
-Czym jest chwila.- odparł.
-Chwila?- spytałam zdziwiona.
-Tak. Może ty mi powiesz coś ciekawego na ten temat? –
zamyślił się. Zastanowiłam się moment.
-Moim zdaniem chwila jest ulotna jak…- popatrzyłam w niebo.-
jak ptak. To właśnie nią żyje człowiek. Najważniejsze jest tu i teraz. Nieprawdaż?
– moje retoryczne pytanie wywołało uśmiech na ustach niebieskookiego.
Czekajcie. Pomarańczowookiego. Jego tęczówki zmieniły kolor. Niesamowite,
-Jesteś ciekawą osobą. Jak cię zwą?- wydawał się godny
zaufania, przyjacielski i inteligentny. Całkowite przeciwieństwo tego debila,
Kaspiana.
-Jestem Nadia Wróblewska. A ty? – wiadomo, że wiedziałam kim
jest, gdy tylko go zobaczyłam lecz chciałam to usłyszeć od niego.
-Feliks Kiear. Miło mi was poznać.
-Widzisz! Znaleźliśmy tego świra!- mag ziemi wrzasnął na całe
gardło i wskazał palcem na Feliksa.
-Jedynym świrem w tym momencie jesteś, ty. – wysyczałam
przez zęby.
-Czemu mnie szukaliście? – jego oczu znowu zmieniły barwę.
Tym razem na żółty. Na pewien czas odebrało mi mowę. – Ha- lo! Mówię to ciebie.
– pstryknął mi palcami przed nosem. – Hej, czy wy czasem nie jesteście z armii
Nathaniela? – zamyślił się. Ocknęłam się.
-Nie, ja nie mam z nimi nic wspólnego.- zapewniłam.
-A czemu twój kolega jest tak małomówny? Cóż, nie ważne.
Powiedz proszę Nadio, po co mnie szukaliście.
-Zostaliśmy wyznaczeni do przekazania ci pewnej przesyłki.
-Przesyłki? – uniósł jedną brew do góry.
-Tak. Oto ona. – podałam mu list. Nic nie powiedział, a
raczej nie zdążył. Na ulicę, na której staliśmy, wjechały dwa terenowe
samochody. Z piskiem opon wyhamowały przed Feliksem. Z ich wnętrza na chodnik
wyskoczyło dziewięciu osiłków. Dziesiąty z „gracją” wysiadł z pojazdu i stanął
przed nami. Był to blondyn o dłuższych włosach z przedziałkiem na środku, orlim
nosie, mocnej szczęce, brązowych oczach i wąskich ustach. Gdy się uśmiechnął
spostrzegłam krzywe zęby. Wszyscy mieli na sobie mundury piechoty.
-Pan Kiear Feliks?- zadał pytanie.
-W rzeczy samej. – uśmiechnął się spokojnie lecz czarne
tęczówki oraz napięte mięśnie zdradziły jego emocje.
-Pozwoli pan z nami. – mag ognia już miał rzucić się na
nastolatka i wzajemnie ale ja stanęłam im obu na drodze. Starałam się wyglądać
najbardziej niewinnie i niegroźnie jak tylko umiałam.
-Przepraszam, ale czy to nie ładnie walczyć w dziesięciu na
jednego?- uśmiechnęłam się szeroko. Odkręciłam zatyczkę blokującą gwint bukłaku
z wodą, który nosiłam przy pasie na takie właśnie okazje. Ciecz wylała się na
chodnik. Nastolatek jeszcze tego nie zauważył.
-Odwal się mała, faceci rozmawiają. – Kaspian również był gotowy
do walki. Tak na prawdę wystarczyło jedno jego zdanie aby zakończyć ten cyrk.
Dobrze, że dziś nie założył munduru. Jest szansa, że go nie rozpoznają.
Wiedząc, iż rozmowa nie wystarczy użyłam wody do stworzenia mlecznobiałej mgły.
-Cholera jasna! Mała jest magiem wody. Dorwać! Zabić!-
wykorzystaliśmy moment i po prostu uciekliśmy. Tak wiem, bardzo heroiczny
wyczyn z mojej strony, ale innego wyjścia nie widziałam.
-Jesteś ciekawsza niż myślałem.- wydyszał Feliks.- nie przebiegliśmy
za wiele. Magowie szybko otrząsnęli się z szoku i zniwelowali mgłę za pomocą
pyłu. Szybkim ruchem zawróciłam wodę do pojemnika.
-Dajcie mi walczyć.- powiedział Kaspian.
-Nie ma mowy. Jeżeli się dowiedzą, że rozmawiałeś z nim to
cały plan Elizabeth weźmie w łeb. – kategorycznie zabroniłam.
-A poza tym jeżeli nas złapią to nie będziemy sądzeni przez
sąd Kraju Powietrza tylko Ziemi. A tamto prawo uznaje karę śmierci.
-Hej, wy! Zatrzymać się!- ktoś krzyknął. Jakoś specjalnie nie
miałom ochoty się odwracać ani zatrzymywać. Za plecami usłyszałam moce
uderzenie i poczułam, że tracę grunt pod nogami.
-Skacz!- wrzasnął brunet. Stworzył kamienny podest dzięki
czemu przeskoczyliśmy na stabilny i bezpieczny chodnik. Jeszcze nigdy nie
cieszyłam się tak na widok kostki brukowej. Nieważne. Nie mieliśmy czasu na
wymyślenie planu tym bardziej na odpoczynek.
-Nadia, wylej wodę! Szybko! – polecił niebieskowłosy.
Natychmiast wylałam wodę na drogę. Gdy tylko dwoje magów wdepnęło w kałuże,
pokopał ich prąd autorstwa Kieara. Upadli na ziemię. Wyglądają na w miarę
żywych. Zostało ośmiu. Automatycznie odzyskałam wodę. Gdy czuje się zagrożona
robię to bez namysłu. Skręciliśmy w dzielnicę dwudziestą pierwszą. To był nasz
błąd. Drogę zastąpiło nam pięcioro natanielowskich psów. Trik z mgłą nie
wypali drugi raz. Trzeba użyć mocniejszych środków. Stworzyłam łuk i bez
większego wysiłku trafiłam w punkty witalne mężczyzn odpowiedzialne za sen.
-Yyy…- komentarz Kaspiana.
-Dokładnie.- a ten Feliksa. Nie miałam czasu chełpić się moimi
umiejętnościami snajperskimi. Biegliśmy dalej. Jak teraz tak o tym myślę, to
zastanawiam się skąd mieliśmy na tyle siły, żeby uciekać, uciekać i jeszcze raz
uciekać. Skręciliśmy w dzielnicę numer dwadzieścia. Tam czekał na nas jeden nieprzyjaciel. Wydawał się silniejszy od pozostałych. Razem z Feliksem
zasłoniliśmy Kaspiana.
-Nie mam zamiaru ukrywać
się za waszymi plecami.- szepnął.
-Niestety musisz.- odparłam. Nieprzyjaciel zaczął pierwszy.
Ruszył na nas. Podczas biegu starał się trafić w nas nożami, ale
osiemnastolatek odbijał je włócznią, którą przed momentem zaprojektowałam.
Została mi odrobina wody. Zostawię ją na wszelki wypadek. Płomień znakomicie
radził sobie z tego typu bronią, co bardzo mnie ucieszyło. Po chwili przeciwnik
został pokonany. W przecznicy dalej czekał nie kto inny jak ten facet o orlim
nosie. Będę go nazywać orzeł. Ok? tak więc orzeł stał spokojnie oparty o maskę
samochodu. Najwyraźniej nie zaskoczyło go nasze przybycie.
-Nazywam się Nicolaus Aazam. Jestem generałem pierwszej
dywizji piechoty. Miło mi was poznać.- mówiąc to prawie złapał nas w zastawione
sidła. Jego autoprezentacja była tylko przykrywką dla ruchomych piasków.
Kaspian niewinnie tupną w ziemię i ta natychmiast wróciła do normy. Nagle,
znienacka moi towarzysze runęli na grunt. Ja zdążyłam (ledwo) zrobić unik przed
kamiennymi dłońmi, które zacisnęły się na gardłach moich przyjaciół. Upadłam.
Byłam przerażona. Jak tego samego dnia kiedy została zamordowana moja mama. Nie
dopuszczę do tego aby ktoś jeszcze umarła moich oczach. Nigdy więcej. Zwłaszcza,
że już nie jestem małą dziewczynką. Uformowałam dwa lodowe miecze. Te same,
którymi przeszyłam ciało zabójcy mojej matki. Zamroziłam trasę dzielącą mnie od
generała. On popatrzył na mnie pytająco. Było za późno. Pokonałam odległość w
sekundę i powaliłam przeciwnika na lód. Już miałam go zabić ale… nie wiem czemu
się zawahałam. Tylko przyłożyłam mu ostrze do gardła.
-Puść moich przyjaciół!- ryknęłam. Krzyk rozniósł się echem
po stalowo-szklanych konstrukcjach nowoczesnych budynków. Nastolatkowie runęli
na piasek. Byli bezpieczni. Co za ulga. Popatrzyłam na mężczyznę. Był żałosny.
Puściłam go. Dalej leżał tam gdzie upadł, błagając o litość. I to ma być
generał.
-Zejdź mi z oczu. Lepiej żebym cię już nigdy nie zobaczyła.-
Feliks po cichu podszedł do mnie i podał mi chusteczkę higieniczną.
-Po co mi to?- spytałam.
-Płaczesz. – stwierdził. Dotknęłam policzka. Faktycznie był
mokry od łez. Podziękowałam za chusteczkę. Usłyszałam dzwonek telefonu. Mag
ognia odebrał.
-Co?!-krzyknął do słuchawki. – Dobra, będę z chwilę. Dzięki
za info.- rozłączył się. – Ludziska na razie. Trzymajcie się. Mam wykład za
piętnaście minut.- pędem udał się w kierunku uczelni przy czterdziestej
czwartej ulicy.
-Choć, wracajmy już.- powiedział cicho. Nie zareagowałam.
Pogrążyłam się we wspomnieniach. Wszystkie stały się takie żywe i prawdziwe
jakby wróciła tam ponownie. Mama, Katherine i ten zasrany mag. Z resztą mama
sama była sobie winna. Kochała wojnę. W końcu słowa Kaspiana dotarły do mojego
mózgu. Przeszliśmy całe miasto w milczeniu. Modliłam się, aby o coś się mnie
nie spytał. Wiedziałam, że nie dam rady powstrzymać łez. Mocniej zacisnęłam
pięści i przygryzłam wargę. Znaleźliśmy się przed laskiem.
-Powiedziałaś, że jesteśmy przyjaciółmi więc proszę, powiedz
mi, czemu płakałaś.- jego wyraz twarzy był poważny i chłodny.
-Nic… mi nie jest...- głos mi się załamał. Raczej nie kupi
tego kłamstwa. Złapał mnie za ręce. Popatrzył mi głęboko w oczy.
-Może jestem debilem ale widzę, że coś z tobą nie tak.
Powiedz.- chciałam po raz kolejny skłamać. Już otwierałam usta lecz głos
odmówił mi posłuszeństwa. Nie mam już siły aby okłamywać wszystkich dookoła.
Popłakałam się. Pierwszy raz od dawna ryczałam jak dziecko. Chłopka bez słowa
krytyki przytulił mnie. Poczułam się bezpiecznie. Zaczęłam mówić.
-Wszystko zaczęło się od śmierci mojego taty, króla magów
wody. Zmarł z „przyczyn naturalnych”, tak wszyscy mówili. Miałam wtedy dziewięć
lat. Cały dwór był tym faktem zszokowany, ponieważ wiedzieli, że jeżeli moja
mama zyska władzę, to wywoła wojnę na skalę światową. I zrobiła to. Nie wiem
jak ale sprowokowała Nathaniela Darka. Po roku czasu razem z wojskiem stanął
przed naszymi wrotami. Matka była zachwycona. Tak bardzo pragnęła władzy, ale
nie lubiła walczyć. Wymyśliła więc podstęp aby zabić króla Ziemi na uroczystym
balu wydanym na jego cześć. To na nim ogłosiła swój prawdziwy plan. Doszła do
wniosku, że skoro ona ma córkę-mnie w wieku jego syna to czemu nie mogą zawrzeć
małżeństwa politycznego. Nie miałam pojęcia czemu Dark na to przystał.
Postanowiłam uciec z kraju. Szybko przygotowałam się do drogi. Wieczorem, gdy
siedziałam w łodzi i już miałam odpływać, spostrzegłam w oddali dym. Nasz pałac
płonął. Rzuciłam wszystko i pobiegłam na ratunek rodzicom. Byłam według
niektórych bardzo utalentowanym magiem jak na swój wiek. Wpadłam do sali
tronowej. Na środku stał mężczyzna i dusił moją matkę. W kącie płakała wtulona
w swoje kolana moja starsza o cztery lata siostra. Wtedy ogarnął mnie
niesamowity gniew. Stworzyłam dwa miecze, takie same jak przedtem, i zabiłam nimi
oprawcę. Niestety, mama nie odzyskała przytomności. Roczna żałoba oddaliła moje
za mąż pójście. Przez ten czas służba błagała mnie o przejęcie władzy nad
państwem. Jak oni to sobie wyobrażali? Jedenastoletnia dziewczynka królową?
Cóż, po wielu bezowocnych namowach zrezygnowali. W końcu na tronie zasiadła
Katherine, moja siostra. Szesnastego lutego, w moje urodziny, zjawił się mój narzeczony.
Tragedia. Na przyjęciu powitalnym udawałam miłą i spokojną królewnę na jaką
przystało. W nocy, gdy wszyscy się kładli, wznowiłam plan ucieczki. Kiedy
ponownie wsiadłam do łodzi, nakryła mnie siostra.
-Dokąd się wybierasz?- syknęła.
-Odchodzę. – poinformowałam.
-Jak możesz! Co ja powiem ludziom?!- spanikowała.
-Nie wiem. Może sama za niego wyjdziesz? Przecież wyglądamy
identycznie.- uśmiechnęłam się oschle.
-Nadia, jeżeli teraz odpłyniesz to wiedz jedną rzecz.-
powiedziała cicho. Podniosła wzrok na mnie. Krzyknęła- Nie będziesz miała
siostry!- popatrzyłam na nią.
-Żegnaj. - spojrzałam na chłopaka. – To była jedyna
racjonalna decyzja jaką mogłam podjąć w
tamtym momencie. Wiem powinnam zostać. Może gdybym to zrobiła nie było by
wojny. Brunet mocniej mnie przytulił.
-Podjęłaś dobrą decyzję. Wracajmy nie mam zamiaru wykonywać
karnych zadań od siostry. –uśmiechnął się blado. Szliśmy w ciszy. Nagle wypaliłam.
-Teraz ty opowiedz mi coś o sobie.- zaraz pożałowałam tych
słów. Nastolatek przystanął i popatrzył się w niebo.
-Chciałbym…- powiedział spokojnie- ale moje wspomnienia
zostały wymazane. Nie pamiętam nic do dwunastego roku życia. – westchnął. –
Czasem wraca moja osobowość z dawnych lat, tak jak podczas egzekucji, wtedy
pamiętam wszystko, przynajmniej tak mi się wydaje… kiedy ten stan mija pojawia się
zanik a wraz z nim ssie mnie w dołku.- klasnął w dłonie. – Ruszmy się bo
naprawdę dostaniemy karę. Wróciliśmy do domu na dwudziestą pierwszą.
-Dobry wieczór państwu. Kaspian ty najlepiej wiesz jak nie
lubię spóźnialskich. Prawda.- jej uśmiech był przerażający.
-Elizabeth, ale nie ustaliłaś godziny o której mieliśmy wrócić
więc teoretycznie nie spóźniliśmy się…
-Ty śmiesz mi pyskować. Za karę biegniesz razem z Kaspianem pięćdziesiąt
okrążeń wokół pałacu i to migiem.
-Siostra, daj spokój…
-Nie ma mowy! Dwadzieścia pięć kółek niesiesz Nadię na
barana, później ona ciebie.
-Co?!- krzyknęliśmy równocześnie.
-Czy ty wiesz ile on waży?!- zapytałam.
-Osiemdziesiąt kilogramów. Jakiś problem?
-Nie. – Zaprzeczyłam. Kaspian szepnął mi do ucha. – Nie dyskutuj z nią, bo może być
jeszcze gorzej.- wybiegliśmy na zewnątrz.
- Wskakuj. –pochylił się. Chyba rzeczywiście nie mamy wyjścia.
Królowa piorunowała nas wzrokiem z okien swojej sypialni. – Jesteś zadziwiająco
lekka.- wysapał biegnąc kolejne okrążenie
-Uznam to za komplement.- zaśmiałam się. Na horyzoncie pojawiła
się jakaś postać. Zbliżała się ku nam. Gdy nieco się przybliżyła, rozpoznałam
czerwoną czuprynę naszego nowego kolegi.
-Jak słodko razem wyglądacie. Nie wiedziałem, że tak się spaceruje.
Cóż dziwne tu macie zwyczaje.- zaśmiał się.
-Ciekawe jakie ty karniaki będziesz musiał odwalać.- zripostował
brunet.
-Co chcesz?- spytałam.
-Przemyślałem waszą propozycję. Mam dosyć uciekania przed żołnierzami
wiec możecie liczyć na moją pomoc. – z torby wyjął zaproszenie. Natychmiast zajęło
się ogniem.
- Co robisz?!- krzyknęłam.
-Trzeba palić dowody.- uśmiechnął się. Mam wrażenie, że źle
oceniłam tego człowieka. Wzięłam głęboki oddech.
-Chodźcie trzeba przedstawić nowego przywódcy.
-Pod warunkiem, że przejdzie przez nasz system ochrony. –
Kaspian zdusił śmiech.

1 komentarz:
Cudowny rozdział (*^o^*)
Prześlij komentarz