Kaja
W obecności tego chłopaka czułam się bardzo nieswojo. Biła
od niego przedziwna aura. Kilkanaście razy mocniejsza niż u innych ludzi. Z
kamienną twarzą lustrował nas od głów do stóp. W końcu prychnął.
-To twoja nowa drużyna? Żenada. Wzięłaś nawet własnego
brata.- jego śmiech rozniósł się echem po jaskini. Dźwięk ten wywołał we mnie
niepokój i chęć natychmiastowej ucieczki, ale nogi miałam jak z waty, a wołania
o pomoc ugrzęzły w gardle.
-Lucyferze, zmieniłeś się. Dlaczego?- jego moc nie robiła
wrażenia tylko na Elizie.
-Przykro, że cie rozczarowałem, ale już nie jestem tym samym
chłopczykiem, z którym bawiłaś się w dzieciństwie. Już cie nie kocham.
-Chciałam bym z tobą porozmawiać…
-Już to robimy.- odparł.- Ale skoro nie odpowiada ci taka
sceneria, to możemy się przenieść to mojej komnaty.- gwizdnął przeciągliwie. Za
niecałą sekundę zjawiły się lisy. Jedne całkiem malutkie i nieszkodliwe, inne z
kolei wielkości roweru górskiego. Jedne z nich podbiegł do śpiącej Nadii i
ułożył ją sobie na grzbiecie. Kilka zwierzątek porwało nas z miejsca. Do mnie
podszedł piękny, czarny lis. Jak tylko usiadłam na jego plecach, natychmiast
zerwał się do biegu. Musiałam bardzo mocno się trzymać, aby z niego nie spać,
ale mogłam użyć do tego tylko jednej ręki, ponieważ drugą zasłaniałam twarz
przed uderzającymi w nią gałęziami. Nareszcie ten masakryczny rajd dobiegł
końca. Czy tu rosną kaktusy? Chyba jeden z nich wbił mi się w łydkę. Stanęliśmy
tuż przed kotarą z pędów zasłaniających wejście do jeszcze innej jaskini. Ta
była dwa razy większa. Gdy poniosłam głowę do góry, zobaczyłam chmury! Ale nie
takie normalne jak codziennie widzimy na niebie, tylko te przemieszczały się
pod sklepieniem pieczary. Przed nami widniała ścieżka. O obu jej stronach rosły
staranie przystrzyżone krzewy i drzewa. Dojrzewały na nich owoce, których nigdy
przedtem nie widziałam. Przypominały porzeczki, poziomki oraz borówki, ale gdy
przechyliłam głowę w bok to raczej są podobne do wiśni. Mniejsza o to. Przed
nami stał gigantyczny tron z białego kamienia. Otaczała go dziwna mgła. Na nim
siedział Lucyfer.
-O czym tak bardzo chciałaś ze mną porozmawiać, że
fatygowałaś się tutaj przez pół kraju? Jestem ciekaw, co może być aż tak
ważne.- królowa zacisnęła zęby.
-Wiem, że nie jesteś Lucyferem. – chłopak siedzący na tronie
poruszył się zaniepokojony.
-Jak długo i dużo o mnie wiesz?- spytał. Dziewczyna prawie
przez łzy kontynuowała.
-Czy mogłabyś nas nie lekceważyć i w końcu się pokazać?-
czemu nagle zaczęła nazywać jego ją? Powietrze wokół postaci zawirowało. Naszym
oczom ukazała się niesamowicie piękna kobieta. Jej rysy był nieziemskie. Suknia
jakby utkana z mgły ciasno przylegała do jej ciała. Krótki rękawek leniwe
opadał na smukłe ramiona, a włosy miała niewiele dłuższe od moich.
-Zadowolona?- jej sarkastyczny ton jeszcze bardziej
utwierdził nas w przekonaniu, że nie warto się odzywać.
-Bardzo.
-Przywitaj mnie jak należy królowo mojego kraju!- zawołała
wstając z miejsca.
-Witaj pani stworzycielko, żywiole najmilszy, duszo czysta,
władczyni sprawiedliwa, przyjmij i wysłuchaj mnie, swe dziecię zbłąkane. –
czyżby to była Powietrze we własnej osobie?!
-Może być. Mów czego chcesz.- ponownie zasiadła na tronie.
-Potrzebujemy twojej pomocy. Niezbędna jest nam twoją część
księgi.- kobieta zaczęła się głośno śmiać.
-Chcesz ją ponownie? Znowu masz zamiar ryzykować życiem
któregoś z tych dzieci? Przecież wiesz jak się to skończyło. Wyznaczony chłopak
nie zdołał unieść brzemienia, jakie na niego nałożyłaś.- dodała z politowaniem.
–Oczywiście, że popieram waszą akcję, jest szlachetna i tak dalej, ale nie
sądzę, żebym była wstanie wam pomóc. Przez ciebie utkwiłam w ciele tego chłopka
na kilka dobrych lat.
-Zaczekaj, może wysłuchasz co mam cie do zaoferowania tym
razem?
-Doskonale wiem, ze chodzi o tę małą.- wskazała na mnie
palcem. – Nic specjalnego. Jest za słaba. Nie poradzi sobie.
-Nie skreślaj jej od razu. Jest świetni wytrenowana,
ponieważ pracowała jako zabójczyni. Straciła większość przyjaciół, więc
psychicznie też jest odporna.- żywioł
pojawił się koło mnie. Dotknęła mojej twarzy.
-Śliczna.- powiedziała. Oglądnęła mnie z każdej strony.
Czułam się jak wielki kawał mięsa zawieszony w wędzarni. Ona była wybredną
klientką. – Faktycznie ma świetne warunki fizyczne i psychiczne ale dalej się
waham…
-Ma zdolności wrodzone.- Beth kuła żelazo póki gorące.
-Jakie zdolność?- oczy bogini rozbłysły.
-Potrafi stworzyć coś z niczego.
-Niespotykane.- właśnie zostałam pochwalona prze żywioł.
-Oraz jest jedną z podopiecznych twojego najmłodszego brata.
-To jego przedstawiciele jeszcze nie wyginęli?- zdziwiła
się. – W ogóle nie czuję na was jego
śladu.- zbliżyła się nieco do mnie. Poczułam jej oddech na swojej twarzy.
-Kochan nie sadzisz, że pomaganie im nie ma sensu. Nie
lepiej byłoby się poddać i stać się moją pomocniczką?
-Grasz nie fair!- krzyk przywódczyni obudził Nadię.
-Zamknij się! Na czym skoczyłam? A już wiem. – moje struny
głosowe rozluźniły się i nareszcie mogłam mówić. – uczyniłabym cię potężną,
nieśmiertelną, przywróciłabym twoich bliskich do życia, a żywym zagwarantowała bezpieczeństwo po wieki.
Przyjmujesz moją ofertę? Prosty układ, ty mówisz tak i spełniam to co
obiecałam. – przed oczami stanęli mi moi bracia, Eneasz oraz Ponury ale
ostatnie wspomnienie wywołało u mnie łzy. Byli to moi rodzice. Roześmiani i
weseli prowadzili małego Chrisa za rączki. Pomagali mu przeskakiwać kałuże. Już
miałam się zgodzić na warunki postawione przez boginię, ale zobaczyłam jak mój
brat wpada do wody i zaczyna płakać. Mama wzięła go na ręce i przytuliła do
serca mówiąc.
-W życiu spotka cię wiele upadków, ponieważ będziesz słaby.
Nie ważne ile razy upadniesz, ile razy dasz się namówić do złego. Ważne jest to,
ile razy wstaniesz i będziesz walczyć o swoje racje, w imieniu tego, co bliskie
twojemu sercu, a staniesz się naprawdę silny. – wzięłam głęboki oddech.
-Kocham cię mamo.- wyszeptałam.
-Co powiedziałaś?
-Odmawiam.- mój stanowczy to wywołał uśmiech na jej twarzy.
- W takim razie chcesz walczyć o moją Księgę?-
-Zgadza się.- potwierdziłam. Z sekundy na sekundę coraz
mniej się jej bałam.
-W takim razie wysłuchaj dokładnie tego, co mam ci do
powiedzenia, ponieważ nie będę się powtarzać. Jakiś czas temu zmarł mój
ukochany syn. Bardzo za nim tęsknię i nie potrafię pogodzić się z jego
odejściem.
-To dlaczego go nie ożywisz?
-Ponieważ, istnieje żelazna zasada, że nie możemy przywracać
do życia drogich nam osób. Wiem, że byliście w mieście przeze mnie stworzonym i
utrzymywanym. Strzegły go dwa demon, które zabiliście. Skutkiem tego czynu było
zniszczenie miejsca zamieszkania mojego synka. Jako, że warunkiem do
pozytywnego rozpatrzenia prośby o księgę, jest między innymi znalezienie
przedmiotu wyznaczonego przez żywioł, to ja, Powietrze nakazuje ci przynieść
pozytywkę mojego dziecka.
-Pozytywkę?- mocno się zdziwiłam.
-Tak, żeby grała mi melodie przypominającą jego dzieciństwo.
Aby misja była ważna musisz mi oddać swoje moce dopóki nie wykonasz zadania.
-Co?! –krzyknęłam.
-Czyli się nie zgadzasz?- na ustach kobiety pojawił się
triumfalny uśmiech.
-Nie.- oznajmiłam. Białowłosa zrobiła coś czego się nie
spodziewałam. Pocałowała mnie! Poczułam osłabienie. Osunęłam się na kolana.
Zboczyłam jak z moich ust wydostaje się mgła i przyłącza się do sukni bogini.
Czułam się okropnie. Leżałam na ziemi. Odnoszę wrażenie jakbym straciła kawałek
siebie bezpowrotnie.
-Odzyskasz moc, gdy przyniesiesz mi pozytywkę.- zaśmiała
się. Ledwo udało mi się wstać. Nogi mi
się trzęsły, a żołądek kilka razy wywrócił do góry dnem.
-Ile mam czasu?- wyjąkałam.
-Dobrze, że pytasz.- policzyła coś na palcach. –Dam ci
miesiąc.
-Tyle?!
-Chcesz może być tydzień. Dla mnie nie ma problemu.
-Nie, wolę miesiąc!
-W takim razie wiecie gdzie jest wyjście.
***
W końcu znaleźliśmy się na zewnątrz. Jak miło odetchnąć
świeżym powietrzem. Czuję się dziwnie. Świat stał się cichszy. Tak pewnie
słyszy przeciętny człowiek. Przed wejściem do pieczary czekał na nas Naito.
Spał. Przy jego boku wiernie czuwał Puszek. Co on by zrobił bez tego wilka?
-Jestem z ciebie dumna. Mimo wszystko zachowałaś zimną
krew.- słowa blondynki był jak balsam na skołatane nerwy.
-Ale teraz zostałam bez mocy.
-Masz nas.- Nadia poklepała mnie po ramieniu.- Zawsze ci
pomożemy.
-Dziękuję.
-To co dalej robimy ze swoim życiem?- Kaspian doskonale wie
jak spieszyć miłe chwile.
-Wracamy do miast w celu odnalezienia jakichkolwiek
wskazówek o synu Powietrza. Miejmy nadzieję, że jakieś zostały. Naito!
Wstawaj!- chłopak przeciągnął się leniwie. Podziwiam go. On potrafi zasnąć w
każdym miejscu. Nie przeszkadza mu nawet śnieg, który spadł podczas naczepo
pobytu na dywaniku bogini.
-Nareszcie was znalazłem!- uśmiechnął się szeroko.- Gdyby
nie Puszek, nie dokonałbym tego.
-Gdyby nie Puszek, to byś do kilbla nie trafił.- komentarz
Kaspian wywołał salwy śmiechu.
-Co robiliście w tej jaskini?- spytał. Wytłumaczyliśmy mu
całą historię. On podrapał się w głowę. – Zostawić was na chwilę, a wy już
narażacie się tej babie.- skrzywił się.- Ale nie mamy wyjścia i musimy się
dostosować. Tylko jest problem z transportem.
-Do miasta dojedziemy na piechotę, później będziemy się
martwić.- stwierdził Feliks.
-W takim razie w drogę!- zawołałam. Wszyscy użyli
przyspieszenia. Zostałam sama. Poczułam się tak bardzo potrzebna. Dopiero teraz
rozumiem o co chodziło Nadii, kiedy straciła swoje moce. Na szczęście Puszek po
mnie wrócił i zabrał mnie ze sobą na swoim puchatym grzbiecie.
1 komentarz:
Kurde, narazić sie Powietrzu poważna sprawa. Ale co to dla nich, nie z takimi rzeczami sobie radzili :)
Prześlij komentarz