Nadia
Niesamowite, że przespałam negocjacje z Powietrzem we
własnej osobie! Ponoć bogini była zaskakująco piękna, ale co się tu dziwić? W
końcu to BOGINI!
Kaja
Przykro mi ale przez jakiś czas to ja będę waszą narratorką.
Mam nadzieję, że niczego nie zepsuję i czytelnicy nas nie opuszczą z mojego
powodu. Mam zamiar opisywać wszystkie wydarzenia jak najlepiej potrafię, co
oczywiście mi nie wyjdzie, ale z drugiej strony do tej pory sobie jakoś
radziłam, więc może nie będzie tak źle. Tak więc wróciliśmy do miasta.
Wyglądało ono ciekawie… wszędzie gruzy, gdzie niegdzie śmieci, jakieś rzeczy
osobiste. Naszym cele było zebrania jakichkolwiek informacji o synu Powietrza.
Co prawda szukaliśmy na oślep, bo nawet nie wiedzieliśmy jak się nazywa. Nikt
nie wpadł na genialny pomysł zapytania o to bogini.
-Gdzie możemy znaleźć jakieś dane o nim?- jęknęłam
wykończona. Przysiadłam na jakimś kamieniu.
-Możemy poszukać w ratuszu. Miejmy nadzieję, że zachowały
się tam jakieś dokumenty na jego temat.- westchnął Feliks.
-Jasne. Na pewno ma zapisane w akcie urodzenia „Syn bogini
powierza”.- słowa Arona ostudziły nasz zapał.
-Ale warto spróbować.- uśmiech Nadii dodał mi otuchy.
-Powielmy się na dwie grupy. Jedna zajmie się odnalezieniem
syna, a druga postara się o jakiś transport.- propozycja Elizy wydawała się
dobra.
-To jakie drużyny proponujesz? Teraz komunikacja będzie nieco
utrudniona, bo Kaja straciła swoje umiejętność.- filozof rzucił mi spojrzenie
pełne wyrzutów.
-To nie jej wina.- królowa skarciła go.- Myślę, żebyś to ty
poszedł z Kają, a do kupletu dam wam Naito i Arona.- chłopak westchnął ciężko.-Ale
w dalszym ciągu nie mamy łączności. Jak wiemy, nie możemy używać telefonów, bo
nas namierzą.- blondynka uśmiechnęła się. Rozłożyła zwój na ziemi. Wyciągnęła z
niego krótkofalówki.
-I po problemie.- oznajmiła, rzucając każdemu z nas po
urządzeniu.
***
Dziwne uczucie spacerować po
podniszczonych uliczkach, przyglądać się ruiną domów oraz stertą śmieci.
Jeszcze nie dawno to miasto było idealne w każdym calu. Po porostu wspaniałe.
Podeszłam do gazetnika. Wyjęłam z niego zwitek papieru, który kiedyś zapewne
był magazynem. Na pierwszej stronie widniał artykuł o wynikach wyborów. Wśród
nazwisk kandydatów widniała Eliza! Momentalnie przeniosłam wzrok na datę.
Dwudziesty ósmy listopada 1942! Wtedy nawet moja babcia jeszcze nie żyła! Nie
wspominając o kimkolwiek z naszej paczki. Wnioskując z wypowiedzi bogini,
zatrzymała czas w mieście dokładnie w dzień śmierci jej syna! To już jakaś
wskazówka. Ale jeszcze coś. W każdej gazecie na końcu jest nekrolog.
Przewinęłam na koniec. Jest! I to tylko jeden, więc nie ma wątpliwości, że to
on! Nazywa się Eryk Jordan. Zmarł mając dwadzieścia pięć lat. Okoliczności jego
zgonu są nieznane.
-Chłopaki, znalazłam!- od razu znaleźli się koło mnie. Żeby zawsze
tak szybko reagowali.
-Pokaż!- łowca wydarł mi czasopismo.-
Wspaniale! Teraz wystarczy dostać się do ratuszu, znaleźć jego adres, udać się pod
niego i przeglądnąć wszystkie rzeczy osobiste pana Eryka.
-Proste.- powiedziałam. – To w
którą stronę ten ratusz?
-Tam.- Naito wskazał palcem na
najlepiej zachowany budynek w mieście.
-Tak, to chyba tam.- Feliks
przyznał rację białowłosemu.
***
Znaleźliśmy się tuż przed drzwiami.
Jaka szkoda, że są zawalone.
-No Kaja, popisz się sowimi umiejętnościami
zbieracza.- trener oparł się placami o ścianę budowli i zachęcił mnie gestem do
dokonania niemożliwego.
-Nie umiem!- krzyknęłam.
-Postawa, jak cię uczyłem!-
rozkazał mi stanąć w rozkroku na ugiętych kolanach, stopy wykrzywić pod dziwnym
kątem i wyciągnąć ręce przed siebie.
-Wyglądam idiotycznie! Nigdy nie
wiedziałam, żeby Kaspian tak stał!- poskarżyłam się.
-Bo to jest postawa dla
początkujących. Wysil się i odwal tez głaz!- tak więc pół godziny spędziłam z
wyciągniętymi przed siebie rękami, wpatrując się w kamienie i błagając w duchu,
aby ruszyły się o centymetr. Nic takiego nie nastąpiło. Spuściłam głowę.
-Widzisz, że nie umiem.-
szepnęłam. Chłopak westchnął i uderzył pięścią w mur. Natychmiast ukazał się nam
tunel. Osiemnastolatek rozpalił ogień i weszliśmy za nim do korytarza. Naito zatrzasnął
drzwi. Zapanowała kompletna ciemność. Dobrze, że jest z nami zmiennooki, bo
inaczej ja miałabym robić za latarkę, a jakoś mi się to nie uśmiecha. Przeszliśmy
kilka zakrętów, dwa razy wspięliśmy się po schodach (co było odrobinę trudne, ponieważ
niekiedy brakowało nawet czterech stopni), a nawet raz musiałam pokonać samą kondygnację,
bo w jednym pokoju całkowicie zapadł się strop. W takich chwilach moja tęsknota
za magią powietrza wzrasta. Podziwiam Arona. To zwykły człowiek, który zapewne powaliłby
niejednego maga. On jak kot, zręcznie i bezszelestnie pokonywał każdą przeszkodę
z uśmiechem na ustach. Po wielu trudach dotarliśmy do archiwum. Na nasze
szczęście to pomieszczenie zachowało się w niemal idealnym stanie. Co z tego,
że panował tu okropny nieład. Wszędzie leżały porozrzucane teczki, szuflady,
kartony segregatory. Na biurku w rogu stał komputer. O dziwo działał. Aron
natychmiast złamał wszystkie zabezpieczenia i włamał się do bazy z danymi. Szybko
wklepał „Eryk Jordan” i… nic. Żadnego śladu. Jakby gościu i tym imieniu w ogóle
nie istniał. Nigdy. Zrozpaczeni popatrzyliśmy po sobie.
-I co teraz?- spytałam.
-Czekaj, jeszcze nic straconego .-
chłopak wklepał „syn bogini” i bum. Wyskoczyło nam o nim wszytko. Klasnęłam w
dłonie, mag ognia zaśmiał się, a Naito zawołał „Naprawdę?!” zaczęliśmy czytać. Okazało
się, że został zabity przez jakąś organizację, której nazwy w żuciu nie
słyszałam. Ruch Sprawiedliwych. Przeczytałam tę nazwę na głos. Naito jęknął. Obróciłam
się w jego stronę.
-Znasz ich?- spytałam zaciekawiona.
-Gromada czubków, którzy zabiją najsilniejszych
magów z danego żywiołu w nadziei, że ci mają ze sobą księgę.
-Zabierają ją?- pytanie Płomienia
było bardzo trafne.
-Nie. Wkładają razem do grobu ze
zmarłym i pieczętują tak staranie, że niekiedy nikt nie jest w stanie tego
otworzyć.
-Cudownie, czyli wyprzedzili nas
o jakieś sześćdziesiąt lat?- załamałam się.
-Dokładnie. Ale jest szansa. Pieczęcie
słabną po tak długim okresie czasu. Może być w jakimś miejscu naderwana. Jeżeli
w nie uderzymy to ją najzwyczajniej złamiemy.
-A co jeśli nie miał przy sobie
księgi? Albo przewidział atak i oddał ją matce albo schował?- założenia filozofa
coraz bardziej mnie dobijały.
-Po co kombinować? Powiedziała
nam, że dostaniemy księgę jak damy jej pozytywkę. Na tym się na razie skupmy.-
Aron chwycił notatnik spoczywający na blacie i nabazgrolił w nim adres mieszkania
nieboszczyka.
***
Zahaczyliśmy o stragan z pamiątkami,
a przynajmniej coś takiego przypominała ta kupa gruzu. Zabraliśmy przewodnik po
okolicy z nazwami wszystkich ulic, kilka magnesów na lodówkę ( nie pytajcie
dlaczego, bo sama nie wiem) oraz kilka koszulek. Mapa zaprowadziła nas wprost
pod kamienicę, w której kiedyś mieszkał Eryk. Wszystkie piętra były doszczętnie
zrujnowane, za to parter w dalszym ciągu chroniony był prze boginię. Nic się
nie zmienił. Weszliśmy do środka. Przeszukaliśmy wszystkie zakamarki mieszkania
i nie znaleźliśmy ani jednej rzeczy należącej do mężczyzny. W domu znajdowały się
tylko puste meble. Na stole w kuchni leżała świetnie zachowana karczka od
komornika. Zabrał wszystko i sprzedał w pobliskim lombardzie. Szlak mnie zaraz
trafi.
-Ile my będziemy szukać tej
zasranej pozytywki!- krzyknęłam uderzając pięściami w stół.
-Spokojnie, mamy adres tego
lombardu. Wystarczy, że tam pójdziemy i nasz problem załatwiony.- nie wiem skąd
łowca czerpie swój stoicki spokój.
***
Lombard znajdował się niedaleko
mieszkania. Czy wchodzenie do ratuszu, grzebanie w sieci burmistrza, wtargniecie
do mieszkania bez pozwolenia i przeglądanie zawartości lombardu jest przestępstwem?
Coś czuję, że tak. Siedziba komisu to jeden z najbardziej zniszczonych budynków
w całym mieście. Nie przesadzam. Dach całkowicie cie zapadł, grzebiąc pod sobą
to, czego szukaliśmy.
-Ja podniosę sufit do góry, a wy
znajdźcie sejf z rachunkami.- polecił trener. – Nie utrzymam go długo, więc do
startu gotowi już!- kamienne bloki zbiły się w jedność i zawisły nad naszymi
głowami. Nastolatek wyglądał jak Atlas trzymający na swoich barkach sklepienie
niebieskie. Rozbiegliśmy się po pomieszczeniu. Przeczesywałam gabloty, półki,
kredensy.
-Proponuję sprawdzić pod ladą!-
zawołał zirytowany. Też racja. Wróżbita podbiegł do kasy i zajrzał pod blat. Jednocześnie
Puszek zaczął warczeć na Naito. Początkowo chłopak nie reagował, więc wilk zatopił
kły w jego łydce. Ten krzyknął z bólu i stracił kontrole nad kamieniami. Siła grawitacji
nigdy nie zawodzi. Przyjęłam pozycję wskazaną mi przez chłopaka Elizy i
przygotowałam się mentalnie na śmierć. Zdarzył się cud. Zatrzymałam lawinę! Nie
wiem jak to możliwe ale dokonałam tego. Odrzuciłam kamienie jak najdalej i
podeszłam do Płomienia. On już zaczął roztapiać zamek. Po chwili każdy z nas
dostał stos paragonów, faktur oraz kartek do przeglądania. Czytanie prawie
wypłowiałych zapisków ( wbrew pozorom) nie sprawiło nam frajdy. Najlepiej
radził sobie Aron i to właśnie on znalazł upragniony świstek. Przeczytał go. Mina
mu zrzedła.
-Pozytywka została sprzedana w pięćdziesiątym
drugim. Kupił ją kolekcjoner zabawek. Jest do niego numer telefonu.
-Weź go i będzie trzeba do niego zadzwonić,
o ile jeszcze żyje.- przecedziłam przez zęby. Dlaczego znalezienie jednego,
głupiego arystonu sprawia nam takie trudności!
-Mamy dużo informacji. Wróćmy do
reszty i poradźmy się co robić dalej.- zaproponował filozof.
***
Bez problemu znaleźliśmy naszych
towarzysz. Szwędali się po mieście, udając, że robią coś pożytecznego. Przedstawiliśmy
im ogólny zarys całej sytuacji. Eliza wzięła karteczkę od żółtookiego i wyciągnęła
telefon.
-Co ty robisz?! Chcesz, żeby Krwawy
Omen nas namierzył?!- generał przeraził się.
-Spokojnie, stworzę zakłócenia. Powinny
zadziałać. Utrzymam je przez około pięć minut. Tyle powinno wystarczyć na rozmowę.-
Płomień uśmiechnął się przebiegle.
-No to zaczynamy.- dziewczyna
szybko włączyła komórkę i wstukała numer. Po trzech sygnałach w słuchawce usłyszeliśmy
męski głos.
-Halo?
-Dzień dobry z tej strony Kaja
Omari, dziennikarka. Słyszałam, że posada pan unikatową kolekcję zabawek z
przed wojny. Czy to prawa?- oczywiście, że królowa posłużyła się moim danymi
osobistymi.
-Tak, to prawa. W czym mogę pomóc?
-Och! To wspaniale. Widzi pan
chciałabym przeprowadzić z panem króciutki wywiad na temat pana pasji.
-Nie ma problemu! Zgadzam się na
wywiad chodźmy zaraz!- mężczyzna bardzo się ucieszył.
-W takim razie proszę o pana
adres.- czerwonooka zapisała miejscowość o ulicę, przy której mieszka pan
Adamski. –Dziękuję bardzo, do zobaczenia.- rozłączyła się. Wróżbita odetchnął.
-Mamy jego dane. Teraz potrzebujemy
tylko wozu.- powiedziała Nadia. Nagle Aron pstryknął w palce.
-Przypomniałem sobie coś. Wszyscy
za mną.- pobiegliśmy za nim do lasu. Ucieszony brunet podbiegł do dziwnie wyglądających
krzaków. Odgarnął gałęzie na boki i naszym oczom ukazał się van rodem ze „Scooby
Doo”
-Czyli przez cały czas twój wóz
stał sobie w tym miejscu i na ciebie czekał ,a ty nam o tym nie raczyłeś wspomnieć?!-
złapałam go za gardło i przycisnęłam do drzewa.
-Przecież mówię, że o nim
zapomniałem.- tłumaczył się. Rozluźniałam uścisk na jego krtani.
-Dobrze, że nie zapomniałeś jak się
oddycha.- burknęłam. Puściłam go. Weszliśmy do samochodu. Wydawał się znacznie większy
niż się spodziewałam. Była tu mała łazieneczka cztery łóżka stolik,
mikrofalówka, czajnik oraz przeterminowane konserwy. Łowca usiadał za kierownicą
i przekręcił kluczyk. Nic. Co za nowość. Kolejne auto nas szczerze nienawidzi.
-Naprawienie go trochę zajmie.-
oznajmił Feliks.
-Trochę, czyli ile?- spytałam.
-Z pół dnia- oznajmił.-Długo był
nieużywany.
-Dobra, masz te pół dnia.- oznajmiła
królowa. Płomień kiwnął głową i zabrał się za wskrzeszanie wraka. Wszyscy,
oprócz nauczyciela poszli spać.
***
Juki coś ostatnio się stara. Dziś narysowała dla was Arona <3

1 komentarz:
Niezły ten Aron, biere go xd
Prześlij komentarz