Translate

sobota, 20 lutego 2016

Rozdział XLV



Nadia
Niesamowite, że przespałam negocjacje z Powietrzem we własnej osobie! Ponoć bogini była zaskakująco piękna, ale co się tu dziwić? W końcu to BOGINI!
Kaja
Przykro mi ale przez jakiś czas to ja będę waszą narratorką. Mam nadzieję, że niczego nie zepsuję i czytelnicy nas nie opuszczą z mojego powodu. Mam zamiar opisywać wszystkie wydarzenia jak najlepiej potrafię, co oczywiście mi nie wyjdzie, ale z drugiej strony do tej pory sobie jakoś radziłam, więc może nie będzie tak źle. Tak więc wróciliśmy do miasta. Wyglądało ono ciekawie… wszędzie gruzy, gdzie niegdzie śmieci, jakieś rzeczy osobiste. Naszym cele było zebrania jakichkolwiek informacji o synu Powietrza. Co prawda szukaliśmy na oślep, bo nawet nie wiedzieliśmy jak się nazywa. Nikt nie wpadł na genialny pomysł zapytania o to bogini.
-Gdzie możemy znaleźć jakieś dane o nim?- jęknęłam wykończona. Przysiadłam na jakimś kamieniu.
-Możemy poszukać w ratuszu. Miejmy nadzieję, że zachowały się tam jakieś dokumenty na jego temat.- westchnął Feliks.
-Jasne. Na pewno ma zapisane w akcie urodzenia „Syn bogini powierza”.- słowa Arona ostudziły nasz zapał.
-Ale warto spróbować.- uśmiech Nadii dodał mi otuchy.
-Powielmy się na dwie grupy. Jedna zajmie się odnalezieniem syna, a druga postara się o jakiś transport.- propozycja Elizy wydawała się dobra.
-To jakie drużyny proponujesz? Teraz komunikacja będzie nieco utrudniona, bo Kaja straciła swoje umiejętność.- filozof rzucił mi spojrzenie pełne wyrzutów.
-To nie jej wina.- królowa skarciła go.- Myślę, żebyś to ty poszedł z Kają, a do kupletu dam wam Naito i Arona.- chłopak westchnął ciężko.-Ale w dalszym ciągu nie mamy łączności. Jak wiemy, nie możemy używać telefonów, bo nas namierzą.- blondynka uśmiechnęła się. Rozłożyła zwój na ziemi. Wyciągnęła z niego krótkofalówki.
-I po problemie.- oznajmiła, rzucając każdemu z nas po urządzeniu.
***
Dziwne uczucie spacerować po podniszczonych uliczkach, przyglądać się ruiną domów oraz stertą śmieci. Jeszcze nie dawno to miasto było idealne w każdym calu. Po porostu wspaniałe. Podeszłam do gazetnika. Wyjęłam z niego zwitek papieru, który kiedyś zapewne był magazynem. Na pierwszej stronie widniał artykuł o wynikach wyborów. Wśród nazwisk kandydatów widniała Eliza! Momentalnie przeniosłam wzrok na datę. Dwudziesty ósmy listopada 1942! Wtedy nawet moja babcia jeszcze nie żyła! Nie wspominając o kimkolwiek z naszej paczki. Wnioskując z wypowiedzi bogini, zatrzymała czas w mieście dokładnie w dzień śmierci jej syna! To już jakaś wskazówka. Ale jeszcze coś. W każdej gazecie na końcu jest nekrolog. Przewinęłam na koniec. Jest! I to tylko jeden, więc nie ma wątpliwości, że to on! Nazywa się Eryk Jordan. Zmarł mając dwadzieścia pięć lat. Okoliczności jego zgonu są nieznane.
-Chłopaki, znalazłam!-  od razu znaleźli się koło mnie. Żeby zawsze tak szybko reagowali.
-Pokaż!- łowca wydarł mi czasopismo.- Wspaniale! Teraz wystarczy dostać się do ratuszu, znaleźć jego adres, udać się pod niego i przeglądnąć wszystkie rzeczy osobiste pana Eryka.
-Proste.- powiedziałam. – To w którą stronę ten ratusz?
-Tam.- Naito wskazał palcem na najlepiej zachowany budynek w mieście.
-Tak, to chyba tam.- Feliks przyznał rację białowłosemu.
***
Znaleźliśmy się tuż przed drzwiami. Jaka szkoda, że są zawalone.
-No Kaja, popisz się sowimi umiejętnościami zbieracza.- trener oparł się placami o ścianę budowli i zachęcił mnie gestem do dokonania niemożliwego.
-Nie umiem!- krzyknęłam.
-Postawa, jak cię uczyłem!- rozkazał mi stanąć w rozkroku na ugiętych kolanach, stopy wykrzywić pod dziwnym kątem i wyciągnąć ręce przed siebie.
-Wyglądam idiotycznie! Nigdy nie wiedziałam, żeby Kaspian tak stał!- poskarżyłam się.
-Bo to jest postawa dla początkujących. Wysil się i odwal tez głaz!- tak więc pół godziny spędziłam z wyciągniętymi przed siebie rękami, wpatrując się w kamienie i błagając w duchu, aby ruszyły się o centymetr. Nic takiego nie nastąpiło. Spuściłam głowę.
-Widzisz, że nie umiem.- szepnęłam. Chłopak westchnął i uderzył pięścią w mur. Natychmiast ukazał się nam tunel. Osiemnastolatek rozpalił ogień i weszliśmy za nim do korytarza. Naito zatrzasnął drzwi. Zapanowała kompletna ciemność. Dobrze, że jest z nami zmiennooki, bo inaczej ja miałabym robić za latarkę, a jakoś mi się to nie uśmiecha. Przeszliśmy kilka zakrętów, dwa razy wspięliśmy się  po schodach (co było odrobinę trudne, ponieważ niekiedy brakowało nawet czterech stopni), a nawet raz musiałam pokonać samą kondygnację, bo w jednym pokoju całkowicie zapadł się strop. W takich chwilach moja tęsknota za magią powietrza wzrasta. Podziwiam Arona. To zwykły człowiek, który zapewne powaliłby niejednego maga. On jak kot, zręcznie i bezszelestnie pokonywał każdą przeszkodę z uśmiechem na ustach. Po wielu trudach dotarliśmy do archiwum. Na nasze szczęście to pomieszczenie zachowało się w niemal idealnym stanie. Co z tego, że panował tu okropny nieład. Wszędzie leżały porozrzucane teczki, szuflady, kartony segregatory. Na biurku w rogu stał komputer. O dziwo działał. Aron natychmiast złamał wszystkie zabezpieczenia i włamał się do bazy z danymi. Szybko wklepał „Eryk Jordan” i… nic. Żadnego śladu. Jakby gościu i tym imieniu w ogóle nie istniał. Nigdy. Zrozpaczeni popatrzyliśmy po sobie.
-I co teraz?- spytałam.
-Czekaj, jeszcze nic straconego .- chłopak wklepał „syn bogini” i bum. Wyskoczyło nam o nim wszytko. Klasnęłam w dłonie, mag ognia zaśmiał się, a Naito zawołał „Naprawdę?!” zaczęliśmy czytać. Okazało się, że został zabity przez jakąś organizację, której nazwy w żuciu nie słyszałam. Ruch Sprawiedliwych. Przeczytałam tę nazwę na głos. Naito jęknął. Obróciłam się w jego stronę.
-Znasz ich?- spytałam zaciekawiona.
-Gromada czubków, którzy zabiją najsilniejszych magów z danego żywiołu w nadziei, że ci mają ze sobą księgę.
-Zabierają ją?- pytanie Płomienia było bardzo trafne.
-Nie. Wkładają razem do grobu ze zmarłym i pieczętują tak staranie, że niekiedy nikt nie jest w stanie tego otworzyć.
-Cudownie, czyli wyprzedzili nas o jakieś sześćdziesiąt lat?- załamałam się.
-Dokładnie. Ale jest szansa. Pieczęcie słabną po tak długim okresie czasu. Może być w jakimś miejscu naderwana. Jeżeli w nie uderzymy to ją najzwyczajniej złamiemy.
-A co jeśli nie miał przy sobie księgi? Albo przewidział atak i oddał ją matce albo schował?- założenia filozofa coraz bardziej mnie dobijały.
-Po co kombinować? Powiedziała nam, że dostaniemy księgę jak damy jej pozytywkę. Na tym się na razie skupmy.- Aron chwycił notatnik spoczywający na blacie i nabazgrolił w nim adres mieszkania nieboszczyka.
***
Zahaczyliśmy o stragan z pamiątkami, a przynajmniej coś takiego przypominała ta kupa gruzu. Zabraliśmy przewodnik po okolicy z nazwami wszystkich ulic, kilka magnesów na lodówkę ( nie pytajcie dlaczego, bo sama nie wiem) oraz kilka koszulek. Mapa zaprowadziła nas wprost pod kamienicę, w której kiedyś mieszkał Eryk. Wszystkie piętra były doszczętnie zrujnowane, za to parter w dalszym ciągu chroniony był prze boginię. Nic się nie zmienił. Weszliśmy do środka. Przeszukaliśmy wszystkie zakamarki mieszkania i nie znaleźliśmy ani jednej rzeczy należącej do mężczyzny. W domu znajdowały się tylko puste meble. Na stole w kuchni leżała świetnie zachowana karczka od komornika. Zabrał wszystko i sprzedał w pobliskim lombardzie. Szlak mnie zaraz trafi.
-Ile my będziemy szukać tej zasranej pozytywki!- krzyknęłam uderzając pięściami w stół.
-Spokojnie, mamy adres tego lombardu. Wystarczy, że tam pójdziemy i nasz problem załatwiony.- nie wiem skąd łowca czerpie swój stoicki spokój.
***
Lombard znajdował się niedaleko mieszkania. Czy wchodzenie do ratuszu, grzebanie w sieci burmistrza, wtargniecie do mieszkania bez pozwolenia i przeglądanie zawartości lombardu jest przestępstwem? Coś czuję, że tak. Siedziba komisu to jeden z najbardziej zniszczonych budynków w całym mieście. Nie przesadzam. Dach całkowicie cie zapadł, grzebiąc pod sobą to, czego szukaliśmy.
-Ja podniosę sufit do góry, a wy znajdźcie sejf z rachunkami.- polecił trener. – Nie utrzymam go długo, więc do startu gotowi już!- kamienne bloki zbiły się w jedność i zawisły nad naszymi głowami. Nastolatek wyglądał jak Atlas trzymający na swoich barkach sklepienie niebieskie. Rozbiegliśmy się po pomieszczeniu. Przeczesywałam gabloty, półki, kredensy.
-Proponuję sprawdzić pod ladą!- zawołał zirytowany. Też racja. Wróżbita podbiegł do kasy i zajrzał pod blat. Jednocześnie Puszek zaczął warczeć na Naito. Początkowo chłopak nie reagował, więc wilk zatopił kły w jego łydce. Ten krzyknął z bólu i stracił kontrole nad kamieniami. Siła grawitacji nigdy nie zawodzi. Przyjęłam pozycję wskazaną mi przez chłopaka Elizy i przygotowałam się mentalnie na śmierć. Zdarzył się cud. Zatrzymałam lawinę! Nie wiem jak to możliwe ale dokonałam tego. Odrzuciłam kamienie jak najdalej i podeszłam do Płomienia. On już zaczął roztapiać zamek. Po chwili każdy z nas dostał stos paragonów, faktur oraz kartek do przeglądania. Czytanie prawie wypłowiałych zapisków ( wbrew pozorom) nie sprawiło nam frajdy. Najlepiej radził sobie Aron i to właśnie on znalazł upragniony świstek. Przeczytał go. Mina mu zrzedła.
-Pozytywka została sprzedana w pięćdziesiątym drugim. Kupił ją kolekcjoner zabawek. Jest do niego numer telefonu.
-Weź go i będzie trzeba do niego zadzwonić, o ile jeszcze żyje.- przecedziłam przez zęby. Dlaczego znalezienie jednego, głupiego arystonu sprawia nam takie trudności!
-Mamy dużo informacji. Wróćmy do reszty i poradźmy się co robić dalej.- zaproponował filozof.
***
Bez problemu znaleźliśmy naszych towarzysz. Szwędali się po mieście, udając, że robią coś pożytecznego. Przedstawiliśmy im ogólny zarys całej sytuacji. Eliza wzięła karteczkę od żółtookiego i wyciągnęła telefon.
-Co ty robisz?! Chcesz, żeby Krwawy Omen nas namierzył?!- generał przeraził się.
-Spokojnie, stworzę zakłócenia. Powinny zadziałać. Utrzymam je przez około pięć minut. Tyle powinno wystarczyć na rozmowę.- Płomień uśmiechnął się przebiegle.
-No to zaczynamy.- dziewczyna szybko włączyła komórkę i wstukała numer. Po trzech sygnałach w słuchawce usłyszeliśmy męski głos.
-Halo?
-Dzień dobry z tej strony Kaja Omari, dziennikarka. Słyszałam, że posada pan unikatową kolekcję zabawek z przed wojny. Czy to prawa?- oczywiście, że królowa posłużyła się moim danymi osobistymi.
-Tak, to prawa. W czym mogę pomóc?
-Och! To wspaniale. Widzi pan chciałabym przeprowadzić z panem króciutki wywiad na temat pana pasji.
-Nie ma problemu! Zgadzam się na wywiad chodźmy zaraz!- mężczyzna bardzo się ucieszył.
-W takim razie proszę o pana adres.- czerwonooka zapisała miejscowość o ulicę, przy której mieszka pan Adamski. –Dziękuję bardzo, do zobaczenia.- rozłączyła się. Wróżbita odetchnął.
-Mamy jego dane. Teraz potrzebujemy tylko wozu.- powiedziała Nadia. Nagle Aron pstryknął w palce.
-Przypomniałem sobie coś. Wszyscy za mną.- pobiegliśmy za nim do lasu. Ucieszony brunet podbiegł do dziwnie wyglądających krzaków. Odgarnął gałęzie na boki i naszym oczom ukazał się van rodem ze „Scooby Doo”
-Czyli przez cały czas twój wóz stał sobie w tym miejscu i na ciebie czekał ,a ty nam o tym nie raczyłeś wspomnieć?!- złapałam go za gardło i przycisnęłam do drzewa.
-Przecież mówię, że o nim zapomniałem.- tłumaczył się. Rozluźniałam uścisk na jego krtani.
-Dobrze, że nie zapomniałeś jak się oddycha.- burknęłam. Puściłam go. Weszliśmy do samochodu. Wydawał się znacznie większy niż się spodziewałam. Była tu mała łazieneczka cztery łóżka stolik, mikrofalówka, czajnik oraz przeterminowane konserwy. Łowca usiadał za kierownicą i przekręcił kluczyk. Nic. Co za nowość. Kolejne auto nas szczerze nienawidzi.
-Naprawienie go trochę zajmie.- oznajmił Feliks.
-Trochę, czyli ile?- spytałam.
-Z pół dnia- oznajmił.-Długo był nieużywany.
-Dobra, masz te pół dnia.- oznajmiła królowa. Płomień kiwnął głową i zabrał się za wskrzeszanie wraka. Wszyscy, oprócz nauczyciela poszli spać.
***
Juki coś ostatnio się stara. Dziś narysowała dla was Arona <3
 

1 komentarz:

Unknown pisze...

Niezły ten Aron, biere go xd